Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 listopada 2018
w Esensji w Esensjopedii

Muzyka bardzo ludzka

Esensja.pl
Esensja.pl
Robert Słonka
1 2 »
Roberta Słonkę niektórzy z was kojarzą zapewne z Myopii. Okazuje się jednak, że Robert, poza graniem niezwykłych połamańców w swojej macierzystej formacji, fascynuje się także spokojniejszą i prostszą muzyką, czemu dał w końcu wyraz nagrywając swój solowy album, zatytułowany „Ingrid Baley”.

Robert Słonka

Muzyka bardzo ludzka

Roberta Słonkę niektórzy z was kojarzą zapewne z Myopii. Okazuje się jednak, że Robert, poza graniem niezwykłych połamańców w swojej macierzystej formacji, fascynuje się także spokojniejszą i prostszą muzyką, czemu dał w końcu wyraz nagrywając swój solowy album, zatytułowany „Ingrid Baley”.
Jacek Walewski: Gdy kilka miesięcy temu rozmawialiśmy o „Biomechatronic Intervention” Myopii, przyznałeś, że marzysz o nagraniu albumu, który miałby swoje dopełnienie w wizualizacjach. Czy twój solowy projekt ma być właśnie realizacją tego pomysłu?
Robert Słonka: Rzeczywiście jest tak, że podobają mi się spójne i jak najbardziej wielowymiarowe projekty. Jeśli chodzi o twórczość Myopii, wydaje mi się, że poprzez obraz można by jaśniej przedstawić historie i problemy w niej zawarte. Tym bardziej, że futurystyczne wizje mogą być świetnie przełożone na bardzo sugestywne obrazy. Częściowo udało się to dokonać we wkładce do płyty – mam nadzieję, dojdzie także do stworzenia pełnej wizualizacji płyty.
Jeśli chodzi o mój solowy projekt to, rzecz ma się bardzo podobnie, przy czym wizualizacja w tym przypadku z założenia jest dużo prostsza. Opiera się na mych zdjęciach, których wybór podyktowany był klimatem poszczególnych utworów.
Jacek Walewski: Czy inspiracją do nagrania „Ingrid…” były jakieś konkretne albumy?
Robert Słonka: Na pewno tak, choć ważniejsze chyba było to, aby nagrać materiał, który nie znajduje swego miejsca w Myopia, a który jak najbardziej wyraża mnie muzycznie. Jak zapewne zauważyłeś jest to kompletnie inna muzyka. Równolegle do tworzenia w zespole, powstawały motywy oraz całe utwory muzyczne, które układały mi się w całość, w opowieść muzyczną, którą nazwałem „Ingrid Baley”. Jeśli chodzi o inspiracje to na pewno płyty przestrzenne, nie wiem czy stricte gitarowe. Na myśl najmocniej przychodzi mi twórczość Sigur Rós czy solowy album Stevena Wilsona „Insurgentes”. Pierwszy utwór „Lullaby” nagrałem już 2006 roku w Studiu Ekk w Cieszynie a wszystkie pozostałe utwory we wrześniu i październiku 2009 roku. Dodam, że całości można posłuchać na stronie www.myopia pl w zakładce „inne projekty”.
Jacek Walewski: Z tego co mówisz, materiał na płytę powstawał aż trzy lata. Przez ten czas musiałeś przechodzić przez różne etapy w swoim życiu, przeżywać różne stany emocjonalne. Zapewne miało to wpływ na twoje kompozycje…
Robert Słonka: Tak, trzy lata dzielą pierwszy nagrany utwór od utrwalenia całości „Ingrid…”. W tym czasie powstało wiele motywów i krótkich form muzycznych, które nagrywałem na roboczo, bądź przepadały niezarejestrowane. Natomiast w ostatnim okresie nastąpił u mnie rodzaj koncentracji pracy w tym kierunku, a związany był z ukończeniem partii gitar do najnowszej płyty Myopii. Dzięki temu mogłem skupić się tylko na solowym projekcie. Osobiste wydarzenia są kluczowe dla „Ingrid Baley” – gdy pisałem poszczególne fragmenty zawsze miałem wyraźne obrazy czego dotyczą i czego są odbiciem. Na pewno konkretne przeżycia są echem tego jak brzmi i jakie dźwięki znalazły się na tej płycie.
Jacek Walewski: „Ingrid Baley” jest koncept-albumem o „wymarzonym miejscu” każdego z nas. To dość idealistyczna opowieść. Choć nie posiada tekstu, jeśli chodzi o samą idee nasuwają mi się skojarzenia z „Imaging” Johna Lennona czy „Nothing Else Matters” Metalliki.
Robert Słonka: Same słowa „Ingrid Baley” są rzeczywiście oznaczeniem miejsca, czymś w rodzaju geograficznej „Zatoki Ingrid” (choć samo słowo Baley nie istnieje, pochodzi z zabawy słowami Bay oraz Valley). I faktycznie oznacza z jednej strony miejsce, z drugiej zaś stan ducha do którego dąży każdy człowiek – gdzie czuje się szczęśliwy i spełniony. Wizualnie „Ingrid Baley” odnalazłem w twórczości Hansa Dahla , norweskiego pejzażysty, który w sposób niezwykle ciepły i piękny przedstawił Norwegię przełomu wieków. W jej surowy klimat na jego obrazach i grafikach wkomponowani są ludzie wykonujący swe codzienne obowiązki – pracujący i bawiący się. Muzycznie zaś mój projekt to jeden dzień w Zatoce Ingrid – od rozpoczynającego płytę „Night Song - Spark from the Darkness” czyli bardzo delikatnego przebudzenia dnia poprzez wszystko co w ciągu tego dnia się wydarza: praca, chwile radości, trud, odpoczynek, aż po zamknięcie dnia utworem „Night Song - The Order of the World”. Podsumowuje on nie tylko ten dzień, lecz jest także pewną prawidłowością wyrażającą porządek Przyrody i Świata.
Faktycznie można odnieść wrażenie, że jest to opowieść idealistyczna, choć nie tyle wyraża ona chęć zjednoczenia całej ludzkości w „Love and Peace” jak w poemacie Lennona. Myślę, że bliżej jej do słów Hetfielda mówiącego o bliskości wypływającej z serca ludzi, którzy odnaleźli siebie oraz swoje miejsce na Ziemi. Ingrid Baley to miejsce harmonii i symbiozy – gdzie Człowiek oraz inne Istoty żyją w zgodzie i w zrozumieniu zmienności Świata. Być może ja osobiście traktuję to jako rodzaj ucieczki przed cywilizacją chaotycznego szumu, pośpiechu i „rzeczywistości ciągłej sprzedaży” jak to świetnie ujął Artur Rojek.
Jacek Walewski: Czy więc pisanie materiału na tę płytę było dla ciebie pewnym oczyszczeniem, katharsis? Po tym co teraz mówisz przypuszczam, że pisałeś te utwory w wolnym czasie, po ciężkich dniach pracy. Poza tym w tej muzyce nie ma intensywności, agresywności i pewnego chaosu, jak w twojej macierzystej formacji. Są to dźwięki idealne do relaksowania się.
Robert Słonka: Myślę, że to bardzo ważny aspekt „Ingrid Baley” – jest to płyta jak najbardziej mnie oczyszczająca, wydobywająca ze mnie pragnienie ładu i spokoju. To druga strona medalu w stosunku do Myopii. Przychodzi mi na myśl porównanie z Dniem i Nocą , z dwiema uzupełniającymi się pierwotnymi siłami. Na pewno potrzebowałem takiej wewnętrznej muzycznej odpowiedzi na tworzoną przeze mnie muzykę w zespole, gdyż tak jak wspomniałem są we mnie dwie natury muzyczne: zarówno mocna oraz nerwowo poszarpana, jak i melodyjna i klimatyczna. Bardzo chciałbym, aby słuchacz mógł wysłuchać „Biomechatronic Intervention” a zaraz potem skontrastować ją z „Ingrid Baley” . Wspomniałeś o relaksie jaki jej towarzyszy – spotkałem się dokładnie z takimi opiniami od osób, które jej słuchały.
Jacek Walewski: Najciekawszym aspektem płyty jest fakt, że nagrałeś ją za pomocą tylko jednego instrumentu. Pomysł dość ryzykowny, udało ci się jednak wyjść z niego obronną ręką. Czy komponowanie utworów opartych tylko na grze gitary było trudne?
Robert Słonka: Tak, takie było od początku jej zamierzenie. Świadomy ograniczeń chciałem, by to był w pełni „mój” projekt, aby znalazły się na nim tylko dźwięki przeze mnie zagrane. Być może gdyby znaleźli się muzycy chętni go współtworzyć, wytworzyła by się zupełnie inna energia utworu – jednak na dziś istnieje wersja jedynie nagrana przeze mnie za pomocą nakładania na siebie poszczególnych ścieżek gitary i raczej nie powstanie inna. Czy było to trudne? Raczej bardzo rozwijające, gdyż w zasadzie decydowałem o każdym fragmencie utworu budując jego harmonie oraz melodię, stosując barwniki dźwiękowe jakie tylko przyszły mi do głowy czy tez wplatając odgłosy natury. Przyznam się, że czasem sam siebie zaskakiwałem odsłuchując powstały fragment danego utworu co zresztą było świetną mobilizacją do dalszych eksperymentów.
Jacek Walewski: Właśnie! Jak wyglądało rejestrowanie numerów od strony technicznej. Czy nagrywałeś partie gitary na komputerze? Ciekawi mnie także jak nagrywałeś „odgłosy natury”.
Robert Słonka: Technicznie wyglądało to dosyć… amatorsko (śmiech). Nie dysponuję studiem nagrań – ani też nie miałem możliwości jego wynajęcia – a jedynie stanowiskiem komputerowym wyposażonym w dosyć prosty program rejestrujący. Barwy gitary generowane były z procesora Boss GT-8, który daje fantastyczne ku temu możliwości i to w zasadzie tyle. Po nagraniu ścieżki gitary dogrywałem kolejną, potem dodatkowe dźwięki czy teą jakieś ozdobniki. Dźwięki natury pochodzą ze stron tzw. „free sound”, były zupełnie odpowiednie i nie nagrywałem tego w jakiś specjalny sposób, choć rzeczywiście rozważałem taką możliwość.
Jacek Walewski: Wydaje mi się, że słowem-kluczem do rozgryzienia „Ingrid…” jest prostota i pewna „odwrotność” w stosunku do tego co robisz w Myopii. Zamiast pokręconych aranżacji gitarowych sporo tutaj prostego grania, zamiast konceptu tekstowego, kojarzącego się z jakąś space-operą, wizja raju na ziemi…
Robert Słonka: Jest dokładnie tak jak to ująłeś. Płyta ta pokazuje moją drugą muzyczną stronę, wrażliwość inną niż „Myopijskie wyrachowanie” (śmiech). O ile tam można mówić o muzyce odhumanizowanej, koncepcie opartym o poszarpane motywy i połamane riffy to, w „Ingrid Baley” można mówić o muzyce bardzo ludzkiej – cokolwiek to oznacza – opartej o harmonię i melodię oraz specyficzną, wydaje mi się, prostotę. Wyraża ona – tak jak wspomniałem – stany ducha oraz emocje i chyba można przypisać jej pewną „obrazowość”. Moim zamiarem było budowanie klimatu danego odczucia: od zachwytu nad kroplą porannego deszczu po strachu przed przetaczająca się burzą.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Emocje są dla mnie w muzyce najważniejsze
Piotr Schmidt

19 VII 2018

Rok po nagraniu doskonałej płyty „Dark Morning” i na niespełna dwa miesiące przed publikacją – wypełnionego gwiazdami – albumu „Saxesful” postanowiliśmy dowiedzieć się od twórcy obu płyt, trębacza Piotra Schmidta, jak rozpoczęła się jego przygoda z jazzem, co dała mu współpraca z pianistą Wojciechem Niedzielą oraz czy jako pedagog widzi w swoim otoczeniu młodych artystów, którzy w przyszłości mogą wpłynąć na oblicze polskiego jazzu…

więcej »

Zawsze oczekiwałam od sztuki wzruszeń, a teraz pragnę ich dostarczać
Anna Przybył

9 V 2017

Debiutancka płyta Anny Przybył ma być powiewem świeżości na polskiej scenie lirycznego popu i piosenki poetyckiej. Artystka pod koniec kwietnia wydała „Pragnienia”, album nagrany we współpracy z kierownikiem produkcji i twórcą większości aranży Jackiem Hoduniem oraz realizatorem dźwięku, siedmiokrotnym laureatem Fryderyka, Leszkiem Kamińskim. Z młodą wokalistką, kompozytorką i poetką rozmawiamy o znaczeniu emocji, „Podwójnym życiu Weroniki” i Halinie Poświatowskiej.

więcej »

Traktuję jazz jako muzykę świecką…
Maciej Fortuna

18 XII 2014

Jest jednym z najaktywniejszych muzyków na polskiej scenie jazzowej, choć wiele jego projektów wykracza znacznie poza nawet szeroko rozumiany jazz. Nie tak dawno światło dzienne ujrzała, wysoko oceniona w „Esensji”, płyta nagrana przez Macieja Fortunę z artystami zza Oceanu – „The Last of the Beboppers”.

więcej »

Polecamy

Zagraj to jeszcze raz Stan

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Zagraj to jeszcze raz Stan
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Seria z karabinu maszynowego
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dobra humppa, tylko z Finlandii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mrok i przerażenie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Potszebujesz krifi
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Knajpiana Kapela Oddech Silnika Sierżanta Hetfielda
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Sułtan swingu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Plus, nie minus
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zacznijmy od „gis”
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Czołowy przedstawiciel wieś punku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Tegoż autora

Przewrotni i nieschematyczni
— Robert Słonka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.