Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 kwietnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Paweł Muszyński, Marcin Wroński
‹Wielki Bestiariusz Praktyczny: Troll›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorPaweł Muszyński, Marcin Wroński
TytułWielki Bestiariusz Praktyczny: Troll
OpisWielki Bestiariusz Praktyczny.
Na podstawie podróży i przygód niezliczonych Chyżopiętka de Bluma, przez tegoż spisany i ilustracjami opatrzony.
Gatunekfantasy, humor / satyra

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Troll

Przyjemnie jest w ciepełku wdychać majeranek i rozmaryn, ale czekać, aż się upiekę, nie chciałem, bo jeszcze wiele bezdroży miałem do przejścia. Zauważyłem, że obracając się na rożnie, raz jestem zwrócony twarzą do trolli, a raz oglądają one moje plecy. Wpadłem więc na taki pomysł, że gdy byłem odwrócony, zacząłem głośno piać jak kogut.

Marcin Wroński, Paweł Muszyński

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Troll

Przyjemnie jest w ciepełku wdychać majeranek i rozmaryn, ale czekać, aż się upiekę, nie chciałem, bo jeszcze wiele bezdroży miałem do przejścia. Zauważyłem, że obracając się na rożnie, raz jestem zwrócony twarzą do trolli, a raz oglądają one moje plecy. Wpadłem więc na taki pomysł, że gdy byłem odwrócony, zacząłem głośno piać jak kogut.

Paweł Muszyński, Marcin Wroński
‹Wielki Bestiariusz Praktyczny: Troll›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorPaweł Muszyński, Marcin Wroński
TytułWielki Bestiariusz Praktyczny: Troll
OpisWielki Bestiariusz Praktyczny.
Na podstawie podróży i przygód niezliczonych Chyżopiętka de Bluma, przez tegoż spisany i ilustracjami opatrzony.
Gatunekfantasy, humor / satyra
Zdarzyło się podczas jednej z moich wielu podróży, iż natrafiłem na leśne trolle, których bez liku jest w puszczach Zalasia. Było już po zmroku, gdy rozbiłem obóz pod rozłożystym stuletnim dębem i zacząłem szykować się do snu. Ułożywszy się na wznak, spojrzałem na atramentowe niebo i zmrużyłem oczy. Jednak gdy je po chwili otworzyłem, nie ujrzałem już nieba, lecz pochylone nade mną cztery paskudne mordy. Zanim zdążyłem się zerwać, potwory schwytały mnie w swoje potężne łapy i wytaszczyły z legowiska.
Trolle wobec ludzi mają stosunek nie najlepszy, ale przynajmniej konkretny i zawsze wiadomo z nimi, na czym się stoi. Troll człowieka lubi, zwłaszcza z majerankiem. Tak więc i mnie zaraz po schwytaniu przyprawiły majerankiem i rozmarynem, i związały, abym się przypadkiem nie ulotnił przed obiadem. Przytroczywszy mnie potem do rusztu, zaczęły powoli opiekać.
Przez długie minuty opiekania prawie w ogóle nie czułem gorąca, ponieważ trzymany byłem na niewielkim ogniu, abym się nie spalił na zewnątrz ani nie pozostał w środku surowy jak zakalec. Pod tym względem trolle mają wiele cierpliwości. Chęć zaspokojenia głodu, która kieruje większością nieokrzesanych bestii, u nich ustępuje przed wyrafinowaniem kulinarnym. Podczas mojego powolnego opiekania wśród upajającego aromatu gałązek rozmarynu miałem więc wiele czasu, aby obserwować zwyczaje tych osobliwych stworzeń.
Patrząc w płomienie pod rusztem, trolle rozmawiały między sobą. Jeden z nich był większy od pozostałych i wyraźnie głupszy. Inne, podśmiewając się z niego, zadawały mu takie pytania:
— I o czym dziś myślałeś Urg?
A on, zupełnie nie zważając na to, że z niego kpią, odpowiadał na przykład:
— Myślałem, z czego stworzony jest świat. Najpierw myślę, że z ognia. Bo gdy piorun w coś strzeli, to wyskakuje z tego czegoś pożar. A potem myślę, że z wody. No, bo czegoby nie ścisnąć mocno, to coś z tego zawsze pocieknie. Ale nie może przecież świat być naraz z ognia i z wody, boby zgasł albo wyparował. No i nic nie wymyśliłem.
— A wczoraj myślałeś, czym jest życie i też nic nie wymyśliłeś — rechotał inny troll. — Myślisz tylko i myślisz, a nie wiesz nawet, jakie grzyby są jadalne, a jakie nie. Czy ty w ogóle coś wiesz?
— Na razie wiem, że nic nie wiem. — Na to wszystkie trolle wybuchły potężnym śmiechem, co wcale nie zraziło Urga, który dalej im opowiadał:
— Badałem, czym latają ptaki. Jednemu urwałem głowę, drugiemu skrzydła, trzeciemu nogi i patrzyłem, który będzie latać, a który nie. Ale żaden nie mógł już latać, więc nie wiem, czym latają ptaki: głową, skrzydłami czy nogami.
Na to trolle już pokładały się z uciechy, a widać było, że co dzień mają taki ubaw z Urga.
— Sprawdzałem też, ile leśnych duszków zmieści się na czubku wykałaczki. Nadziałem cztery, ale nie wiem, czy dałoby się więcej, bo mam za grube paluchy i duszki mi się wyślizgiwały…
Ilustracja: Krzysztoff Kain May
Ilustracja: Krzysztoff Kain May
I tak ciągle opowiadał Urg, i nawet ja uśmiechałem się pod wąsem, bo nie co dzień spotyka się tak wielkiego głupca jak ten potężny troll. Słuchając tak i obracając się miałem czas, aby zastanowić się także nad moim własnym położeniem. Przyjemnie jest w ciepełku wdychać majeranek i rozmaryn, ale czekać, aż się upiekę, nie chciałem, bo jeszcze wiele bezdroży miałem do przejścia. Zauważyłem, że obracając się na rożnie, raz jestem zwrócony twarzą do trolli, a raz oglądają one moje plecy. Wpadłem więc na taki pomysł, że gdy byłem odwrócony, zacząłem głośno piać jak kogut. Zrazu trolle, zajęte ciągłymi opowieściami Urga, nie zwracały na to uwagi. W końcu jednak zaczęły się niepokoić. Jęły szemrać między sobą, że już widać świt blisko.
Tu warto wtrącić bardzo ważną dygresję na temat obyczajów trolli. Są to stwory o typowo nocnym trybie życia. Cierpią wszystkie na chroniczny światłowstręt i mają wbrew pozorom bardzo wrażliwą skórę. Słońce działa na nie bardzo osobliwie, podobnie zresztą jak na wampiry. Trolle w słońcu natychmiast kamienieją, czyli ulegają — mówiąc naukowo — petryfikacji.
Więc gdy tylko zorientowały się, że kur pieje, zaczęły się lękać i postanowiły uciec w gąszcz. Jedynie Urg przemyśliwał głośno, skąd kogut wziął się w lesie, ale towarzysze szybko go pociągnęli ze sobą, by przez to dumanie nie zaskoczył go brzask.
Gdy trolle uciekły, nie było mnie komu obracać i zostałem nad rusztem w jednej pozycji. Nad ranem, gdy już się zarumieniłem, płomienie nadpaliły wiążące mnie powrozy na tyle, że zdołałem się oswobodzić. Tak dzięki sprytowi uniknąłem pożarcia przez leśne bestie i pięknie opalony wyruszyłem w dalsze podróże.
• • •
Zdarzyło się nieco później, że trafiłem na dwór szalonego króla, który był prawie tak samo głupi jak Urg. Król ugościł mnie zrazu uprzejmie i gościnnie. Słuchał z uwagą moich opowieści o dalekich krajach, a poznawszy się niezawodnie na mojej inteligencji, wtajemniczył mnie w powód bezsenności, która od wielu tygodni uprzykrzała mu wszystkie dni i noce. Władca oznajmił mi, że trapi go pytanie: „Czy lepiej być środą czy czwartkiem?”, i z braku odpowiedzi nie może spać. Zaczął nalegać, abym mu rozwiązał tę zagadkę, a gdy próbowałem się wykręcić, ujawniło się jego szaleństwo i w furii zagroził, że zamknie mnie w lochu, jeśli nie dam mu sensownej rady.
Wówczas przyszła mi myśl, której użyłem jako ostatniej deski ratunku:
— Wasza Królewska Mość, moja odpowiedź brzmi następująco: wiem, że nic nie wiem.
Ten osłupiał i nagle doznał olśnienia.
— Na bogów, masz rację! Próżnym jest człowiek, któremu wydaje się, że zgłębi wszelkie tajemnice świata. Myślałem, że wiedząc, czy lepiej być środą czy czwartkiem, osiągnę wiedzę absolutną. A co z wtorkiem? Zaiste nic nie wiemy i prawdopodobnie nie poznamy nigdy nawet ułamka odpowiedzi na wszystkie pytania świata. Od razu czuję się lepiej. Dziękuję ci, Chyżopiętku. Urządzę wielkie przyjęcie, którego będziesz honorowym gościem… ale najpierw położę się spać, bo czuję ogromną senność.
I tak oto głupi troll Urg uratował mi życie, na które sam wcześniej dybał.
koniec
31 października 2004

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Listopad dla Polaków niebezpieczna pora
— Agnieszka Szady

Sss!
— Wojciech Gołąbowski

Z dziejów piątego żywiołu
— Wojciech Gołąbowski

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Sfinks
— Marcin Wroński, Paweł Muszyński

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Satyr
— Marcin Wroński, Paweł Muszyński

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Wilkołak
— Marcin Wroński, Paweł Muszyński

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Podwójniak
— Marcin Wroński, Paweł Muszyński

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Gobliny
— Marcin Wroński, Paweł Muszyński

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Golem
— Marcin Wroński, Paweł Muszyński

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Krasnoludy
— Marcin Wroński, Paweł Muszyński

W trakcie

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.