Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 maja 2019
w Esensji w Esensjopedii

Paweł Muszyński, Marcin Wroński
‹Wielki Bestiariusz Praktyczny: Golem›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorPaweł Muszyński, Marcin Wroński
TytułWielki Bestiariusz Praktyczny: Golem
OpisWielki Bestiariusz Praktyczny.
Na podstawie podróży i przygód niezliczonych Chyżopiętka de Bluma, przez tegoż spisany i ilustracjami opatrzony.
Gatunekfantasy, humor / satyra

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Golem

Nieszczęśni handlarze zaczęli rwać sobie włosy z głów i bród. Kapitan zaś, widząc, co się święci, oświadczył, że towaru z ładowni im nie wyda, jeśli zaraz nie dostanie ostatniej raty za podróż. Kupcy na to odrzekli, że skoro tak, wypłacą mu ją w przyprawach. Żeglarz wrzasnął zaś rozeźlony, że wrzuci towar do morza i to na ich oczach. Usłyszał wtedy, że swoją część przyprawy może wrzucać, gdzie tylko uważa, jednak niech pamięta o opłatach karnych za zanieczyszczanie portu.

Marcin Wroński, Paweł Muszyński

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Golem

Nieszczęśni handlarze zaczęli rwać sobie włosy z głów i bród. Kapitan zaś, widząc, co się święci, oświadczył, że towaru z ładowni im nie wyda, jeśli zaraz nie dostanie ostatniej raty za podróż. Kupcy na to odrzekli, że skoro tak, wypłacą mu ją w przyprawach. Żeglarz wrzasnął zaś rozeźlony, że wrzuci towar do morza i to na ich oczach. Usłyszał wtedy, że swoją część przyprawy może wrzucać, gdzie tylko uważa, jednak niech pamięta o opłatach karnych za zanieczyszczanie portu.

Paweł Muszyński, Marcin Wroński
‹Wielki Bestiariusz Praktyczny: Golem›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorPaweł Muszyński, Marcin Wroński
TytułWielki Bestiariusz Praktyczny: Golem
OpisWielki Bestiariusz Praktyczny.
Na podstawie podróży i przygód niezliczonych Chyżopiętka de Bluma, przez tegoż spisany i ilustracjami opatrzony.
Gatunekfantasy, humor / satyra
Choć niebezpieczeństwo i niewdzięczność ludzka są chlebem powszednim wielkich podróżników, to rzadko kiedy byłem tak bliski śmierci i tak niewdzięcznie potraktowany, jak w leżącym hen, za Burzliwym Oceanem mieście Ny. Mając nadzieję na nową podróżniczą przygodę, zabrałem się tam na statku wraz z kilkoma kupcami korzennymi. Podróż zeszła nam bez niespodzianek i do portu przybyliśmy w planowanym czasie. Ledwo jednak marynarze rzucili cumy, a na pokład weszli celnicy, dowiedzieliśmy się, w jak niedobry czas zdarzyło się nam to miasto odwiedzić. Ujrzeliśmy nagle na niebie rozległy fajerwerk, który rozprysnął się na podobieństwo rozgwieżdżonego nieba, po czym spadł na domy, sycząc i dymiąc.
— Co zacz, panie? — jęliśmy wszyscy wypytywać celników, ci jednak w pracy a rachowaniu pogrążeni nie zważali wcale na nasz niepokój. Odpowiedzieli dopiero, gdy zliczyli cały ładunek i sprawdzili w księgach, za co należy się tuzin groszy od sta, a za co tylko pięć.
— Ano wojnę mamy, przybysze — rzekł starszy celnik. — A wzięła się stąd, że nasze miasto kupowało oliwę do lamp w zamorskich krajach.
— W których zamorskich? — zapytał rzeczowo nasz kapitan.
— A co z tego w których?! — zeźlił się starszy celnik. — Czy one wszystkie nie jednako zamorskie? Dość na tym, że pewien tyran-okrutnik zawładnął tamtejszym tronem i oznajmił, że oliwy nam nie sprzeda, choćbyśmy mieli sczeznąć. Wtedy miasto Ny wynajęło maga, żeby owego tyrana precz przegnał. Mag dobrze się sprawił, więc daliśmy mu zapłatę i kazali iść precz, no bo niby po co dalej go trzymać? Ten jednak zamiast radować się naszą hojnością, mści się teraz na mieście. O, widzicie, jak błysnęło? — zapytał, pokazując na niebie wybuch jeszcze okazalszy od poprzednich. — Widzi mi się zatem, że nic nie będzie z handlu. Gorzałkę, kiełbasę, cukier czy tytoń może by kto i kupił, ale przyprawy korzenne?!
— To cło po cośmy zapłacili?! — wykrzyknęli nasi kupcy.
— A no bo cło w każdych okolicznościach płacić należy — powiedział niewzruszony celnik, wypisując pokwitowanie.
Nieszczęśni handlarze zaczęli rwać sobie włosy z głów i bród. Kapitan zaś, widząc, co się święci, oświadczył, że towaru z ładowni im nie wyda, jeśli zaraz nie dostanie ostatniej raty za podróż. Kupcy na to odrzekli, że skoro tak, wypłacą mu ją w przyprawach. Żeglarz wrzasnął zaś rozeźlony, że wrzuci towar do morza i to na ich oczach. Usłyszał wtedy, że swoją część przyprawy może wrzucać, gdzie tylko uważa, jednak niech pamięta o opłatach karnych za zanieczyszczanie portu. Od słowa do słowa oprócz magicznej wojny w mieście Ny inna wojna — na noże i kułaki — na pokładzie naszym by wybuchła, gdybym się w to nie wmieszał.
— Uspokójcie się, panowie! Nie po to przepłynęliście Burzliwy Ocean, żeby się teraz pozarzynać. To można było zrobić bez wypływania w morze i nie płacąc cła. Poczekajcie tutaj. Ja zaś postaram się jakoś złemu zaradzić.
Załagodziwszy spór, kazałem moim towarzyszom czekać, a sam udałem się na główny plac Ny nazwany imieniem R. Felera. Wsławił się on tym, że będąc pucybutem, pobierał tak szalenie wysokie opłaty za swe usługi, aż wkrótce stał się bogaczem i kupił sobie zamek, okręt i żółwia.
Idąc, przemyśliwałem, jak przerwać wojnę z magiem i popyt na przyprawy przywrócić. Wtem ujrzałem tłum ludzi, który w wielkim pośpiechu ku portowi uchodził.
— Uciekaj z nami! — zawołał jakiś człowiek, widząc, że w przeciwnym kierunku zdążam. — Wróg już niemal wszystkie swoje siły wyczerpał, a że rajcy nasi przed jego zaklęciami się nie ugięli, golema na miasto poszczuł, by domy nasze zrujnował.
Ilustracja: Krzysztoff Kain May
Ilustracja: Krzysztoff Kain May
Zdumiałem się wielce, bo rzadko się zdarzało nawet w największych magicznych wojnach, aby ktoś te mordercze a bezrozumne istoty puszczał do walki. Golem bowiem jest martwą kukłą stworzoną na podobieństwo olbrzymiego posągu, w którą mag wkłada pergamin z zaklęciem i tym sposobem ożywia. Siłę ma stwór ten wielką, niszczącą, a że ni bólu, ni litości nie czuje, zburzyć i zadeptać może na swej drodze wszystko, łącznie ze swym panem, póki mu kto zaklęcia z gardła nie wydrze. Choć powszechnie wiadomo, jak z owym potworem walczyć, mało kto ma w sobie tyle odwagi, by wyjść mu na przeciw. Mnie jednak odwagi nigdy nie brakło, zapytałem zatem, gdzie mogę spotkać burmistrza.
— Burmistrza? Szaleńcze, a na co ci teraz burmistrz? — zdumieli się mieszkańcy Ny.
— A na to, by mnie złotem obsypał. Wiedzcie, dobrzy ludzie, że nieraz z golemami miałem do czynienia. Można rzec nawet, że w polowaniu na golemy jestem jak mało kto zaprawiony.
Zaraz tumult się wielki uczynił, znaleziono burmistrza, rajców, a nawet zbiegł się tłum kronikarzy, gotowych spisywać na pergaminach każde moje słowo. Ja zaś zażyczyłem sobie tylko, aby miasto Ny kupiło po podwójnej cenie ładunek przypraw korzennych, które moi znajomi kupcy ze sobą przywieźli. Posłałem też szybko wiadomość na nasz statek i przykazałem, aby dostarczono mi zaraz słuszny worek pieprzu.
— Dobrze, skoro już więcej potwór szkód nie wyrządzi, przystajemy! — zakrzyknął burmistrz, a ja z workiem pieprzu na plecach pobiegłem ku golemowi, który już plac Felera spustoszył, a teraz na drodze do portu po kolei rozdeptywał wielkie lombardy na ulicy Ściennej. Tu dopiero pierwszy raz mogłem mu się przyjrzeć. Olbrzym był to nie lada! Łbem niemal chmur sięgał, ramiona miał szersze od największego okrętu, a w wielkiej łapie ściskał pochodnię z kilku drzew skręconą. Widać mag przykazał mu po zburzeniu miasta podpalić nią statki w porcie. Ruszyłem zaraz ku bestii, machając rękami i krzycząc, by zwrócić na siebie jej uwagę. Jednak golem minął mnie obojętnie i dalej niszczył budynki w morderczym zapamiętaniu.
Ruszyłem w pogoń. Niełatwo jednak ścigać kogoś, kto ma nogi sto albo i dwieście razy większe. Zmachałem się wielce, zdążyłem jednak zastąpić mu drogę tuż przed samym nabrzeżem. Golem właśnie podnosił pochodnię, by ją na statki upuścić, kiedy celnie kamieniem cisnąłem i ugodziłem go w sam czubek olbrzymiego nosa.
— A? — zdziwił się olbrzym i zatrzymał na chwilę.
— Be! — zakrzyknąłem i znów ugodziłem go w nos, ale tym razem workiem przyprawy. Płótno pękło przy uderzeniu, a pieprz uniósł się jak czarna chmura i wpadł golemowi do gardła.
Dobrze, że odskoczyłem w porę, bo inaczej potężne kaszlnięcie zdmuchnęłoby mnie do morza. Ale skutek ono odniosło należyty. Pergamin z zaklęciem ożywiającym wypadł golemowi z gardła i olbrzym zastygł z wielką pochodnią w garści w Burzliwy Ocean martwymi oczyma wpatrzony.
Spodziewałem się, że czyn ten przyniesie mi w Ny wielką sławę, stało się jednak inaczej. Na miejsce, gdziem golema wstrzymał, burmistrz wnet przysłał biegłych w prawie urzędników. Oni zaś orzekli, że choć wykup ładunku przypraw słusznie nam się należy, umowa wszak zawierała klauzulę, iż od jej zawarcia potwór miał więcej szkód nie czynić. Szkody wynikły zaś znaczne, przekraczając cenę towaru 1249,568 razy. Kupcy nasi przez 24 kolejne pokolenia mają więc zaopatrywać Ny bez żadnej zapłaty. Słysząc to, postanowiłem wynieść się rychło z miasta i to lądem, nie żegnając się nawet z towarzyszami podróży.
Mieszkańcy Ny po dziś dzień powiadają, że to oni potwora powstrzymali. Na pamiątkę tego dnia co roku strzelają w niebo jaskrawymi fajerwerkami, aby odtworzyć pamiętną bitwę z magiem, której nigdy nie stoczyli. Z mojego golema zaś uczynili wielką atrakcję. W jego wnętrzu zbudowali schody i każdy może za opłatą wejść do łba olbrzyma i przez jego oczy na Burzliwy Ocean popatrzeć. Widok jest ponoć cudowny, ja jednak nie jestem go ciekaw i moja stopa w niewdzięcznym mieście Ny nigdy nie postanie.
koniec
29 grudnia 2004

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Listopad dla Polaków niebezpieczna pora
— Agnieszka Szady

Sss!
— Wojciech Gołąbowski

Z dziejów piątego żywiołu
— Wojciech Gołąbowski

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Sfinks
— Marcin Wroński, Paweł Muszyński

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Satyr
— Marcin Wroński, Paweł Muszyński

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Wilkołak
— Marcin Wroński, Paweł Muszyński

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Podwójniak
— Marcin Wroński, Paweł Muszyński

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Gobliny
— Marcin Wroński, Paweł Muszyński

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Krasnoludy
— Marcin Wroński, Paweł Muszyński

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Gnom
— Marcin Wroński, Paweł Muszyński

Wkrótce

zobacz na mapie »

W trakcie

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.