Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 kwietnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Paweł Muszyński, Marcin Wroński
‹Wielki Bestiariusz Praktyczny: Satyr›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorPaweł Muszyński, Marcin Wroński
TytułWielki Bestiariusz Praktyczny: Satyr
OpisWielki Bestiariusz Praktyczny.
Na podstawie podróży i przygód niezliczonych Chyżopiętka de Bluma, przez tegoż spisany i ilustracjami opatrzony.
Gatunekfantasy, humor / satyra

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Satyr

— Alkohol jest dla ludzi i satyrów, jak wszystko. Możesz go pić do woli, ile chcesz i kiedy chcesz. Ale musisz pamiętać o odpowiedzialności. Gdy opuszczasz nad ranem jakąś zabawę, zawsze pamiętaj, by jechać konno! Pijany jeździ konno jak szaleniec, gna zbyt szybko i nie reaguje w odpowiednim czasie. Idąc pieszo o takiej porze narażasz się, że jakiś inny pijak cię stratuje. A samemu wracając konno po zakrapianej zabawie, znacząco zmniejszasz ilość kolizji, które mogą zagrozić twojemu życiu i zdrowiu.

Marcin Wroński, Paweł Muszyński

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Satyr

— Alkohol jest dla ludzi i satyrów, jak wszystko. Możesz go pić do woli, ile chcesz i kiedy chcesz. Ale musisz pamiętać o odpowiedzialności. Gdy opuszczasz nad ranem jakąś zabawę, zawsze pamiętaj, by jechać konno! Pijany jeździ konno jak szaleniec, gna zbyt szybko i nie reaguje w odpowiednim czasie. Idąc pieszo o takiej porze narażasz się, że jakiś inny pijak cię stratuje. A samemu wracając konno po zakrapianej zabawie, znacząco zmniejszasz ilość kolizji, które mogą zagrozić twojemu życiu i zdrowiu.

Paweł Muszyński, Marcin Wroński
‹Wielki Bestiariusz Praktyczny: Satyr›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorPaweł Muszyński, Marcin Wroński
TytułWielki Bestiariusz Praktyczny: Satyr
OpisWielki Bestiariusz Praktyczny.
Na podstawie podróży i przygód niezliczonych Chyżopiętka de Bluma, przez tegoż spisany i ilustracjami opatrzony.
Gatunekfantasy, humor / satyra
Cyniczni uczeni powszechnie dziś głoszą, że pomagamy innym wyłącznie z uwagi na własną korzyść — dość często rodzinie, przyjaciołom wyłącznie w przypływie dobrego humoru, sąsiadom jedynie po pijanemu, a obcym to już przenigdy. Tymczasem jest to kłamstwo godzące szczególnie dotkliwie w podróżników takich jak ja, bo nie policzę już dziś, ile razy zdarzało mi iść z pomocą zdesperowanym istotom i to bez względu na ich rasę. Nierzadko zadawałem sobie przy tym wiele trudu, a nawet — gdy było trzeba — nakłaniałem do owej pomocy innych. Tak było na przykład z pewnym zrozpaczonym satyrem, którego niegdyś spotkałem na wybrzeżach Peneloponezu. Zamierzał właśnie skończyć ze sobą, skacząc z urwiska w morską toń.
Satyry to pół ludzie, pół kozły, stworzenia na ogół bardzo wesołe i słynące na cały świat z rozpustnego i lubieżnego sposobu bycia. Jednak ów satyr miał ten poważny defekt, że kompletnie nie potrafił się bawić, przez co naraził się na szyderstwa swoich kolegów i stracił sens istnienia. Szczęściem udało mi się przekonać go, że śmierć w tak młodym wieku ma jeszcze mniej sensu niż jego nudne życie. Ostrzegłem go także, że skok w przepaść wcale go nie unicestwi, a tylko przeniesie w zaświaty.
— Opowiadają — zacząłem mu tłumaczyć — że w królestwie umarłych jest taki jeden, któremu sprzykrzyło się życie pozagrobowe zupełnie jak tobie doczesne. Nazywa się Syfyz. Codziennie wtacza na górę wielki kamień, przywiązuje go sobie do szyi i skacze. Ale że jest już martwy, to nie nabija sobie nawet guza. Potem otrzepuje się i mówi: „Teraz to już zabiję się jak trzeba. Zobaczycie!”. A wszyscy potępieńcy śmieją się wesoło i radośnie, bo nie muszę ci chyba mówić, że już od tysięcy lat codziennie czekają na tę chwilę, kiedy Syfyz będzie popełniał kolejne samobójstwo. Może chciałbyś do niego dołączyć, co?
Przestraszony satyr bąknął, że z dwojga złego to woli już żyć. Tak od słowa do słowa zaczęliśmy rozmawiać o jego zmartwieniach. Ten nieborak nie tylko nie miał poczucia humoru, ale, co odkryłem ze zgrozą, nigdy jeszcze nie pił wina! Twierdził, że alkohol mu nie służy i nie smakuje. Widząc, jak poważna jest sytuacja, sam na moment zwątpiłem, czy postąpiłem słusznie, odwodząc go od targnięcia się na takie mizerne życie. Opamiętałem się jednak i przystąpiłem do kuracji. Wyjąłem z plecaka dzban wina i jąłem zachwalać przed nim jego walory.
— Wino to doskonałe lekarstwo na krążenie i pracę serca — wykładałem. — Poprawia sprawność psychofizyczną i pewność siebie, leczy bezsenność, może poprawić tonację twojego głosu, atakuje szare komórki w mózgu, robiąc więcej miejsca dla kolorowych komórek, przez co wspomaga rozwój pamięci i intelektu. Ponadto alkohol jest najlepszą ucieczką od osobistych problemów, rozterek i stresów.
— Słyszałem — rzekł nieśmiało satyr — że alkohol może spowodować chorobę wątroby...
— To są obiegowe opinie pozbawione cienia prawdy — odparłem. — Przy ich pomocy melancholicy bronią się przed myślą, że sami są ciężko chorzy.
Ostatecznie satyr dał się namówić i powolutku zwiększając dawki, wkrótce opróżniliśmy dzban. Wyjąłem wówczas winiak i rozpoczęliśmy kolejny etap nauki.
— Uważaj — rzekłem — ten alkohol nie jest po to, aby ci smakować. Pierwszy łyk jest niesmaczny, za to potem tracisz już zmysł smaku w ogóle i możesz pić, ile dusza zapragnie.
— Pamiętaj tylko o jednym — dodałem, kiedy także winiak się skończył. — Alkohol jest dla ludzi, jak wszystko.
— Ale ja jestem satyrem — bąknął.
— Alkohol jest dla ludzi i satyrów, jak wszystko. Możesz go pić do woli, ile chcesz i kiedy chcesz. Ale musisz pamiętać o odpowiedzialności. Gdy opuszczasz nad ranem jakąś zabawę, zawsze pamiętaj, by jechać konno! Pijany jeździ konno jak szaleniec, gna zbyt szybko i nie reaguje w odpowiednim czasie. Idąc pieszo o takiej porze narażasz się, że jakiś inny pijak cię stratuje. A samemu wracając konno po zakrapianej zabawie, znacząco zmniejszasz ilość kolizji, które mogą zagrozić twojemu życiu i zdrowiu.
Wiedziałem jednak, że samo picie nie rozwiąże kłopotu. Przeciwnie — nieumiejętnie pijąc, można wpaść w większy tylko smutek, a satyr musiał nauczyć się bawić. Zacząłem więc odkrywać przed nim uroki eleganckich gier towarzyskich, takich jak salonowiec. Opowiedziałem też kilka sprośnych kawałów, w tym ten najlepszy o tym, jak chochlik i trollowa baba bawili się w chowanego. Satyr jednak po każdym dowcipie rumienił się cały i spuszczał wzrok. I tu ujrzałem dopiero, co naprawdę było głównym problemem. Nie można być rozpustnikiem, gdy nie ma się śmiałości do kobiet! Tego schorzenia jednak nie byłem już w stanie uleczyć w pojedynkę. Potrzebowałem pomocy z zewnątrz i natychmiast przyszła mi do głowy osoba, która nadawała się do tego najlepiej.
Ilustracja: Krzysztoff Kain May
Ilustracja: Krzysztoff Kain May
Było to w moich dosyć młodych latach, gdy początkowałem w podróżniczym fachu. Zapoznałem się wówczas z pewną damą, a właściwie zbliżyłem się do niej w wyniku nieporozumienia. Ktoś powiedział mi, że ta kobieta to wamp. Sądziłem więc, że należy ona do tych wysysających krew stworzeń, które nie mają lustrzanego odbicia, jednak wkrótce odkryłem, że była to zwykła ludzka istota, a to, co wyróżniało ją spośród innych, nazywało się nimfomanią i stanowiło raczej obiekt zainteresowań dla tych nowomodnych lekarzy badających ludzką psyche, niż dla poważnego badacza i podróżnika. Gdy tylko to pojąłem, natychmiast straciłem wszelkie zainteresowanie jej osobą, jednak nastąpiło to dopiero jakieś dwa rozpaczliwe miesiące po tym, jak ona straciła zainteresowanie mną.
Postanowiłem na powrót odszukać ją teraz i zaaranżować spotkanie z satyrem. Zostawiwszy więc młodego adepta sztuki biesiadowania w Peneloponezie, wybrałem się na poszukiwania i faktycznie już po tygodniu spotkałem się z wampem.
— Powiadasz, że ma rogi? — skrzywiła się po swojemu. — Znałam sporo takich facetów. Zazwyczaj są to przegrańce nie do odzysku.
— Ma też ciało kozła od pasa w dół — powiedziałem.
— O! — zainteresowała się. — To ciekawa nowość. Czy ma wymiona?
— Wymiona mają kozy, a on jest bardziej kozłem — wyjaśniłem. — Ma za to ogonek. O, mniej więcej taki — pokazałem, rozkładając ręce.
— Eee, nieduży! — znów skrzywiła się wamp. Jednak na moje gorące prośby postanowiła w końcu poznać satyra. Umówiliśmy się na wieczorek zapoznawczy w kameralnym gronie, który wamp zwykła określać nowomodnym słowem „sympozjon”. Zadeklarowała się nawet wynająć salę biesiadną w którymś ze swych ulubionych lokali na Peneloponezie. Kilka dni potem spotkaliśmy się tam we trójkę i rozłożywszy się w pozycji półleżącej, podając sobie z rąk do rąk amforę z winem, rozpoczęliśmy konwersację. Satyr był początkowo onieśmielony, potem jednak widać było, że moja przyjaciółka mu imponuje i pomaga się rozluźnić.
— Miałam przynajmniej siedemnastu kochanków, z którymi mieszkałam dłużej niż miesiąc — opowiadała wamp. — Z każdego związku wychodziłam bogatsza o te...
— Doświadczenia? — podpowiedział satyr.
— Nie... — przeciągnęła się i zaciągnęła fajkowym zielem. — O alimenty.
— Raz chodziłam z takim śpiewakiem — opowiadała dalej. — Naprawdę ostry facet. Miał czarne, zmierzwione włosy, obrysowane na czarno oczy, ubrania też zawsze nosił czarne. Robił takie obsceniczne rzeczy, że nawet nie będę wam mówić. Chodziliśmy do czasu, gdy odkryłam... haha... że miał na imię... hahaha... Alicja! Hahahaha!
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem i atmosfera zrobiła się jeszcze bardziej swobodna.
— To ja teraz opowiem dowcip — rzekł satyr — o tym, jak chochlik i trollowa baba bawili się w chowanego...
Gdy skończył, wamp skrzywiła się kwaśno.
— Prostackie — mruknęła z pogardą — ale widzę w tobie, chłopcze, ten no... ogonek... chciałam powiedzieć: potencjał. Myślę, że mógłbyś się jeszcze wyrobić na niezgorszego hulakę. Słuchaj, serdeńko, mam wejściówki na tegoroczną Noc Walpurgi pod koniec kwietnia. Chciałbyś iść tam jako moja osoba towarzysząca?
— A co to takiego ta Noc Walpurgi? — spytał satyr.
— To doroczny zjazd najbardziej odlotowych indywiduów z całego świata — wyjaśniła wamp.
— W Noc Walpurgi — dodałem — rozdaje się nagrody za osiągnięcia roku. Czarownice za najlepszy czar roku otrzymują nagrodę Maskara, alchemicy za najlepszy eliksir dostają Grad Prix Prozaka, zmorom i upiorom za prezentację najbardziej przerażającej i upiornej kreacji balowej dają tam nagrodę Grammy, a najbardziej skorumpowanym i uwikłanym w najciekawsze afery namiestnikom wręcza się statuetki Milczącego Lwa.
— Oczywiście po oficjalnej gali — wtórowała mi wamp — jest sympozjon, na którym poznasz wszystkich ludzi, z którymi wypada się pokazywać w tym sezonie!
— Tylko mnie niestety tam nie będzie — powiedziałem.
— Właśnie mówię — palnęła wamp, widać już całkiem pijana.
Na Nocy Walpurgi faktycznie nie mogłem się zjawić, bo jako podróżnik jestem w ciągłym ruchu i zapewne jak co roku rozminąłem się z konnym posłańcem wiozącym mi zaproszenie. Zakupiłem jednak potem broszurę zawierającą szczegółową relację z przebiegu święta. Wspomniano tam i o satyrze, co bardzo mnie ucieszyło. Pisano, że kompletnie pijany półkozioł wjechał w trakcie bankietu konno na salę i stratował kilkudziesięciu gości. Rok później przeczytałem na płocie w jakiejś mieścinie, że straż królewska daje sto denarów nagrody za pomoc w zdybaniu niejakiego „Satira z Peneloponesu”. A nie minęło kilka miesięcy, gdy po karczmach rozeszła się wieść, że mój przyjaciel, uciekając przed wierzycielami, ku ich wściekłości wpadł do morza i już nie wypłynął. Cóż, jak mawiał pewien galernik — co ma tonąć, nie zawiśnie. Ale jedno trzeba przyznać — pohulał sobie chłopak i tego nikt mu nie odbierze!
koniec
28 kwietnia 2005

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Listopad dla Polaków niebezpieczna pora
— Agnieszka Szady

Sss!
— Wojciech Gołąbowski

Z dziejów piątego żywiołu
— Wojciech Gołąbowski

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Sfinks
— Marcin Wroński, Paweł Muszyński

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Wilkołak
— Marcin Wroński, Paweł Muszyński

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Podwójniak
— Marcin Wroński, Paweł Muszyński

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Gobliny
— Marcin Wroński, Paweł Muszyński

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Golem
— Marcin Wroński, Paweł Muszyński

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Krasnoludy
— Marcin Wroński, Paweł Muszyński

Wielki Bestiariusz Praktyczny: Gnom
— Marcin Wroński, Paweł Muszyński

W trakcie

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.