Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 sierpnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Ida Żmiejewska
‹Morderstwo w Widmo Expresie›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorIda Żmiejewska
TytułMorderstwo w Widmo Expresie
OpisAutorka zawodowo zajmuje się doradztwem zawodowym, prowadzeniem szkoleń i rekrutacją. Przez kilka lat pisywała w wolnych chwilach opowieści inspirowane cudzymi utworami, ale jakiś czas temu odkryła, że kreowanie własnych światów i własnych bohaterów jest o wiele zabawniejsze. I tego zamierza się trzymać. Mieszka w Warszawie razem z mężem i dwoma kotami.
Gatunekgroza / horror, humor / satyra, kryminał

Morderstwo w Widmo Ekspresie

1 2 3 8 »
Widok, który przedstawił się jego oczom, każdego człowieka przyprawiłby o spazmy, ale wampira kompletnie nie wzruszył. Co więcej, nie mieścił się nawet w pierwszej dwudziestce okropieństw, jakie Eryk widział w życiu: detektyw po krótkim namyśle uznał, że mógłby go umiejscowić gdzieś między świeżo pozszywanym Monstrum doktora Frankensteina, a wyciągniętymi z pieca resztkami Baby Jagi.

Ida Żmiejewska

Morderstwo w Widmo Ekspresie

Widok, który przedstawił się jego oczom, każdego człowieka przyprawiłby o spazmy, ale wampira kompletnie nie wzruszył. Co więcej, nie mieścił się nawet w pierwszej dwudziestce okropieństw, jakie Eryk widział w życiu: detektyw po krótkim namyśle uznał, że mógłby go umiejscowić gdzieś między świeżo pozszywanym Monstrum doktora Frankensteina, a wyciągniętymi z pieca resztkami Baby Jagi.

Ida Żmiejewska
‹Morderstwo w Widmo Expresie›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorIda Żmiejewska
TytułMorderstwo w Widmo Expresie
OpisAutorka zawodowo zajmuje się doradztwem zawodowym, prowadzeniem szkoleń i rekrutacją. Przez kilka lat pisywała w wolnych chwilach opowieści inspirowane cudzymi utworami, ale jakiś czas temu odkryła, że kreowanie własnych światów i własnych bohaterów jest o wiele zabawniejsze. I tego zamierza się trzymać. Mieszka w Warszawie razem z mężem i dwoma kotami.
Gatunekgroza / horror, humor / satyra, kryminał
1.
Eryk Potocki, eks-policjant, wampir i abstynent, wzdrygnął się z zimna, a następnie postawił kołnierz jesionki i mocniej nasunął kapelusz na oczy. Z każdą chwilą nabierał coraz większej ochoty na wypoczynek w przytulnej krypcie rodowej willi. Niestety, dziś nie było mu to pisane, bo od prawie dwóch godzin tkwił w lodowatych podziemiach warszawskiego Dworca Centralnego i czekał na opóźniony pociąg do Transylwanii.
Musiał tam jechać, bo już za trzy dni miała odbyć się uroczystość piętnastych zaślubin Wlada, jego najlepszego kumpla z wampirzego przeszkolenia militarnego. Wymiganie się od tej imprezy absolutnie nie wchodziło w grę: Wlad należał do osób, którym dla własnego dobra raczej się nie odmawia.
Minęła trzecia, a wyczekiwany pociąg wciąż nie nadjeżdżał. Znudzony Eryk, próbując zająć myśli czymś konstruktywnym, rozpoczął uważną obserwację nielicznych pasażerów snujących się po peronie niczym cienie elizejskie.
Szybko doszedł do wniosku, że otaczają go wyłącznie ludzie. Jednak niezawodny instynkt podszeptywał mu, że gdzieś w pobliżu czają się także straszydła. Przemawiały za tym również fakty, w końcu ekspres tej linii kursował tylko raz w miesiącu, a pojutrze w Braszowie rozpoczynał się pięćsetny Festiwal Czarów i Marów.
Zachrypnięta pani, która już dawno temu powinna była wyciąć sobie migdałki, monotonnie zapowiadała kolejne pociągi. Wszystkie, co do jednego, były opóźnione, gdyż tegoroczna zima tradycyjnie zaskoczyła kolejarzy.
Nagle kobieta, podająca właśnie przybliżoną godzinę odjazdu InterCity do Gdańska, urwała w pół słowa, a głośnik zaczął się krztusić. Przez chwilę dochodziły z niego tylko trudne do zidentyfikowania dźwięki, aż w końcu nieznośna kakofonia ucichła, a męski głos odchrząknął i spokojnie wyrecytował:
– Opóźniony pociąg Euromort Widmo z Warszawy Wschodniej do Klausenburga wjedzie na tor drugi przy peronie czwartym. Lokomotywa oraz wszystkie wagony zatrzymają się w sektorze pierwszym.
Przemarznięci ludzie, niecierpliwie oczekujący na zaginiony gdzieś w trasie ekspres do Katowic, zupełnie nie zwrócili uwagi na tę zapowiedź. Jednak mimo tego na peronie czwartym rozpoczął się ruch. Postacie, których wcześniej nikt ze śmiertelnych nie potrafił dostrzec, kolejno wyłaniały się z mroku i, przybierając coraz bardziej materialną formę, wędrowały na początek peronu. Wampir nie spuszczał z nich zaciekawionego spojrzenia, gdyż takie sceny niezmiennie budziły jego fascynację.
Pierwszą osobą, którą ujrzał całkiem wyraźnie, była przystojna szatynka w średnim wieku. Spiczasty czarny kapelusz oraz rosochata miotła nie zostawały najmniejszych złudzeń co do uprawianej przez nią profesji.
Tuż za czarownicą podążały dwie interesujące pary: zombie i rusałka oraz młoda strzyga i naburmuszony upiór. Procesję zamykały trzy ghule wystrojone w czarne garnitury, kapelusze i ciemne okulary.
Wreszcie w głębi tunelu rozległ się przeciągły gwizd i po chwili, w obłokach pary, na stację wtoczyła się sfatygowana lokomotywa, ciągnąca za sobą pięć zabytkowych wagonów. Dostojnie minęła prawie trzy czwarte platformy i dopiero wtedy zahamowała z wizgiem.
Eryk, który wciąż tkwił w swej kryjówce za filarem, nie mógł oderwać wzroku od kłębów białego dymu wydostających się spod kół i łagodnie płożących tuż nad krawędzią peronu.
Jeden z największych strzępów, zamiast rozpłynąć się w zimnym powietrzu, nieoczekiwanie zaczął gęstnieć i rosnąć, aż wreszcie przybrał kształt wysmukłej kobiety odzianej w śnieżne futro. Biała dama, kiedy tylko dotknęła stopami podłoża, energicznie poprawiła kołnierz i ruszyła w stronę środkowego wagonu.
Kilka kroków za nią szła chuda i niezwykle blada kobiecina opatulona w czarną chustkę. Detektyw nawet nie musiał patrzeć jej w oczy, aby bez najmniejszych wątpliwości stwierdzić, że to zmora.
Nagle pod kopułą dworca, dosłownie znikąd, zmaterializowała się kula opalizującej ektoplazmy. Energicznie wywinęła młynka i ze świstem spikowała w dół. Jeszcze chwila i dorodny duch wylądował na peronie, o mało nie przewracając wysokiego młodzieńca dźwigającego całe naręcze ksiąg. Chłopak nie upadł tylko dlatego, że mały, ubrany na zielono jegomość – w którym Eryk bez trudu rozpoznał wodnika Wiślarza – w ostatniej chwili chwycił go za ramię i mocno przytrzymał.
Przyglądający się tej scenie wampir poczuł znajomy niepokój oznaczający, że ktoś próbuje zbliżyć się do niego bez uprzedzenia. Odwrócił się błyskawicznie i wtedy zobaczył Edwina, swego dalekiego krewnego i jednocześnie wiceprezesa Wampirzych Kolei Rodzinnych.
– Co się tak czaisz?! – Edwin uśmiechnął się od ucha do ucha, demonstrując śnieżnobiałe uzębienie, które kosztowało tyle, że właściciel postąpiłby rozsądniej, zamykając je w sejfie.
– Zastanawiam się, czy ryzykować podróż – odparł Eryk z przekąsem i ruchem głowy wskazał na rozklekotany skład.
– No pewnie! – rzucił radośnie wiceprezes. – Wszystko skrzypi i buja jak trzeba. Osobiście zadbałem!
Tu należy wyjaśnić, iż wampiry utrzymywały własną linię kolejową wyłącznie dla rozrywki. I może właśnie dlatego, że kompletnie się nią nie przejmowały, ich tabor był mocno wybrakowany i zużyty, a odjazdy przeważnie niezgodne z rozkładem, pociągi relacji Warszawa-Klausenburg cieszyły się ogromną popularnością.
– Widzę, że mamy liczne towarzystwo – rzucił od niechcenia Eryk. Stary nawyk zawsze nakazywał mu sprawdzać, z kim ma do czynienia.
– I doborowe – stwierdził z satysfakcją Edwin. – Zostaw rzeczy i przyjdź na kolację, to poznasz wszystkich.
Eks-policjant nie miał ze sobą zbyt wiele bagażu. Przez lata pracy w organach ścigania nauczył się minimalizmu i zwykle wystarczało mu to, co nosił na sobie.
Skinął kuzynowi głową i wolnym krokiem ruszył w stronę końca składu. Rozczochrane Licho wystrojone w konduktorski mundur wskazało mu przedział – przedostatni z kolei, z jednej strony sąsiadujący z locum Edwina, a z drugiej – młodego mężczyzny z księgami.
Eryk wszedł do środka i rozejrzał się z zadowoleniem. Szczerze mówiąc, spodziewał się dużo gorszych warunków, a tymczasem pomieszczenie było całkiem spore, przytulne i nieźle wyposażone. W części sypialnej stał imponujący katafalk, a na nim pyszniła się dębowa trumna z mosiężnymi okuciami, wykładana nieco tylko wytartym aksamitem. Panowało tu też przyjemne ciepło, widocznie linie nie wyczerpały jeszcze tegorocznego limitu węgla.
Dwudziestosześciogodzinna podróż zapowiadała się całkiem znośnie.
2.
Czterdzieści minut później Eryk, wystrojony w swój jedyny wyjściowy smoking, udał się do wagonu restauracyjnego.
Szczerze nie znosił tego stroju, ale jak mówiło stare wampirze porzekadło – noblesse oraz oncle Hipolit oblige. Nawet taką rodzinną czarną owcę jak on. Poza tym jego ulubiona kuzynka Kamilla twierdziła, że w pełnej gali wygląda prawie przystojnie. Wampir był zmuszony wierzyć jej na słowo, bo z oczywistych względów nigdy nie widział swego lustrzanego odbicia, a metalowe łyżeczki, w których od czasu do czasu się przeglądał, niezmiennie pokazywały, że jest albo za gruby, albo za chudy – w zależności od tego, w którą część sztućca spoglądał.
Zanim wszedł do jadalni, na chwilę zatrzymał się w progu i wsłuchał w gwar głosów, wskazujący, że towarzystwo już zdążyło się tam zebrać. Przez chwilę miał ogromną ochotę zawrócić. Jednak w końcu przemógł się i wszedł do środka. Rzeczywiście, wszystkie stoliki były zajęte. Wampir rozejrzał się niepewnie, a Edwin, który wreszcie go zauważył, zerwał się z krzesła.
– Proszę państwa. – Zwrócił się do zebranych z ujmującym uśmiechem. – Mam przyjemność przedstawić państwu mojego kuzyna, Eryka. W swoim czasie jednego z najlepszych detektywów do spraw przestępczości nieożywionej. Pewnie państwo o nim słyszeli.
Eryk ukłonił się, nieco zażenowany. Występów w charakterze gwiazdy wieczoru nie znosił jeszcze bardziej niż paradowania w smokingu i z reguły wybierał rolę ukrytego w cieniu obserwatora.
– Pozwól, kuzynie, to pani Agata. Czarownica. – Edwin, wciąż nie przestając się uśmiechać, wskazał mu przyjemną damę w średnim wieku, na którą eks-policjant już wcześniej zwrócił uwagę. Teraz, przyjrzawszy się jej lepiej, stwierdził, że określenie „w średnim wieku” zupełnie do niej nie pasowało. Wiedźma była jeszcze młoda i całkiem ładna. Na dodatek spoglądała na niego z wyraźnym zainteresowaniem. Nie wiedzieć czemu, okropnie go to speszyło.
– Miło mi panią poznać. – Z trudem zachowując resztki spokoju, ukłonił się uprzejmie, a czarująca dama obdarzyła go uśmiechem. Wtedy poczuł się jeszcze bardziej nieswojo. No cóż, na trzeźwo nigdy nie miał śmiałości do kobiet.
1 2 3 8 »

Komentarze

12 III 2011   19:10:13

Przyjemne i pomysłowe, tylko to zakończenie z uniewinnieniem skopane.

14 III 2011   19:21:07

Wapir-detektyw zdecydowanie przypadł mi do gustu. Czekam na kolejne jego przygody.

23 II 2012   18:25:56

Czytałam od lat Twoje utwory publikowane na forach i z radością obserwowałam, jak stają się coraz lepsze. I dlatego ucieszyłam się, że publikujesz własny tekst i pod nazwiskiem.
A to opowiadanie o Eryku jest takie ... średnie. Bohaterów jest jakby za dużo, tekst za krótki. Same smaczki i żarciki, a brakuje realnych emocji bohaterów czy intrygi.

17 V 2012   19:23:16

Naprawdę uroczy tekst! Chociaż może słowo "uroczy" nie jest odpowiednim epitetem, kiedy w grę wchodzi przeżywający swoją drugą śmierć zombie. Szczerze mówiąc, rzadko zdarza mi się czytać teksty tego typu - u mnie w domu wszyscy byli tacy pragmatyczni, więc samoistnie zaraziłam się niechęcią do wszystkiego, co w jakikolwiek sposób zdaje się być anormalne. Dopiero od niedawna odkrywam uroki fantastycznej literatury, ale częściej trafiam na średnio interesujące opowiadania, ale twoje jest naprawdę dobre. Całe towarzystwo niezwykle osobliwe, ciekawe, widać , że Twoi bohaterowie zostali stworzeni z pomysłem. Człowiek czyta przemyślenia Twojego Eryka i czuje, jakby to rzeczywiście rozgrywało się w jakieś alternatywnej rzeczywistości. Ach, no i warsztat - bardzo dobry. Niby normalne, zwyczajne, proste zdania, ale budowane w taki sposób, że przyjemność czytania wzrasta parokrotnie, a czasami nawet zatrzymywałam się na chwilę, by przeczytać dany akapit jeszcze raz.
Nie wiem, co mogłabym jeszcze napisać. Wiem, że nic tak nie karmi weny jak długi komentarz, ale, naprawdę, wszystko jest na swoim miejscu, tekst jest dopieszczony i nie ma żadnej rzeczy, do której mogłabym się przyczepić. :)

Pozdrawiam serdecznie i życzę jak najwięcej weny! :)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Wędrowiec
Jakub Sobalski

10 VIII 2019

Kiedy właściciel przybytku mnie zobaczył, pobladł cały. Chciał coś rzec, ale z rozdziawionych ust wyszło tylko „yhym”. Spojrzałem na niego z pogardą. Wskazałem mu palcem na tylne wyjście. Cofnął się, drążącymi rękoma odciągnął rygiel i wypadł na mróz w samej koszuli.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

O księżniczce i smokach
Agnieszka „Raven” Szmatoła

20 VII 2019

Z zapartym tchem czekała na odpowiedź. Ta nadeszła, choć niewerbalna. Wejście jaskini zalśniło ciepłym światłem, a ściany zadrżały lekko od głośnego mruczenia. Księżniczka weszła do jaskini.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Bardzo trudne samobójstwo
Magdalena Świerczek-Gryboś

6 VII 2019

Na zewnątrz jest jaśniej, nie ma już monstrualnych gór, choć ocean pozostaje wzburzony, z pianą na rozkrzyczanych pyskach fal. Kinia chyba nie nabiera wody. Parametry jachtu nie są najgorsze. Sprawdzam czas, byłam nieprzytomna kilka godzin, niedługo zapadnie wieczór.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Gucio
— Ida Żmiejewska

Stokrotki
— Ida Żmiejewska

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.