Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 września 2019
w Esensji w Esensjopedii

Grzegorz Wiśniewski
‹Imperialna Opowieść Wigilijna›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorGrzegorz Wiśniewski
TytułImperialna Opowieść Wigilijna
Opis„Imperialna Opowieść Wigilijna” jest pierwszym opowiadaniem z cyklu dowcipnych tekstów, w których Greg Wiśniewski przetwarza fabuły znanych filmów fantastycznonaukowych, aby nadać im świąteczny charakter. Na początek padło oczywiście na „Gwiezdne Wojny”.
Gatunekhumor / satyra, SF

Imperialna Opowieść Wigilijna

Grzegorz Wiśniewski
Za drzwiami Sali Tronowej czekał na niego Vader i pół tuzina pomniejszych parów Imperium. Vader ubrany był w swój odświętny, w odróżnieniu od roboczego, czerwony płaszcz i taką też zbroje. Hełm udekorował też gustowna, holograficzna broda, jako, że tego dnia miał wziąć udział w charytatywnym pojedynku na świetlne miecze w przedszkolu imienia Pogromców Rebelii. Oddał pokłon, parowie również.

Grzegorz Wiśniewski

Imperialna Opowieść Wigilijna

Za drzwiami Sali Tronowej czekał na niego Vader i pół tuzina pomniejszych parów Imperium. Vader ubrany był w swój odświętny, w odróżnieniu od roboczego, czerwony płaszcz i taką też zbroje. Hełm udekorował też gustowna, holograficzna broda, jako, że tego dnia miał wziąć udział w charytatywnym pojedynku na świetlne miecze w przedszkolu imienia Pogromców Rebelii. Oddał pokłon, parowie również.

Grzegorz Wiśniewski
‹Imperialna Opowieść Wigilijna›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorGrzegorz Wiśniewski
TytułImperialna Opowieść Wigilijna
Opis„Imperialna Opowieść Wigilijna” jest pierwszym opowiadaniem z cyklu dowcipnych tekstów, w których Greg Wiśniewski przetwarza fabuły znanych filmów fantastycznonaukowych, aby nadać im świąteczny charakter. Na początek padło oczywiście na „Gwiezdne Wojny”.
Gatunekhumor / satyra, SF
Ta standardowa, imperialna doba była jak zwykle uroczysta. Wielkie generatory V-dzwięków, specjalnie zamontowane na strzelistych wieżach Pałacu Imperialnego, punktualnie o zachodzie słońca zaczęły odtwarzanie Imperialnego Marszu. Dobrze znana mieszkańcom Coruscant melodia tym razem pobrzmiewała frywolnie i żartobliwie, starając się odprężyć i uszczęśliwić słuchaczy. A było ich mnóstwo jako, ze V dźwięki bez trudu przenikały do wszystkich pomieszczeń w okolicy. Poza sypialnia Imperatora, oczywiście.
Zresztą miejsce to była sypialnia tylko z nazwy. Imperator Palpatine nie sypiał prawie wcale, bo któżby zmrużył oko w tym zawodzie. Odbijało się to oczywiście na jego zdrowiu, zwłaszcza na cerze i stanie uzębienia, ale stanowiło cenę, którą trzeba było zapłacić za ten rodzaj władzy. Zawsze to lepsze niż nerwica jakiej zwykle doświadczał dowolny republikanin, czy inny demokrata.
Tak i tym razem Jego Wysokość nie spał, zajęty medytowaniem. Monotonnym, cierpliwym głosem powtarzał ułatwiającą koncentrację mantrę:
– Tiepier nada zdat’. Adin, dwa, tri, czietyrie…
Coś poruszyło się w komnacie. Palpatine wyczuł to, chociaż skupiona wokół niego Ciemna Strona niczego nie wykazała. Wykonał drobny ruch dłonią. Za nim rozległ się charkot, odgłos padającego ciała i grzechot tłuczonej zastawy. Imperator obejrzał się. „Cholera. Na starość robię się zbyt nerwowy”, mruknął w myślach. Na podłodze leżał służący, a wokół niego potrzaskane naczynia do niedawna zawierające śniadanie. Palpatine przestąpił go i podszedł do starożytnego, wielkiego kominka, do miejsca gdzie powiesił swoja Szczęśliwą Skarpetę.
Była pusta!
Na moment zamarł ze złości, potem Ciemna Strona owładnęła nim w pełni. Zacisnął dłonie i wyprostował je, pozwalając bryznąć błyskawicom Mocy wprost na półtorametrowej wysokości puchar, wręczony mu ongiś przez rząd Alderaanu. Zanim poznał swój błąd, było za późno – powinien się spodziewać wszystkiego po tych sympatykach Rebelii. Zamachowcy z Alderaannu napełnili puchar popcornem, którego nie zdołały wykryć czujniki antyterrorystyczne Pałacu. Popcorn, pod wpływem temperatury, napęczniał i z mordercza siłą wydobył się na zewnątrz…
Gwardziści Imperium, których czerwone stroje tego dnia udekorowano dodatkowo holograficznymi brodami, z zaskoczeniem przyjęli rumor w komnacie Imperatora. Jeden z nich przyłożył ucho do drzwi i wydało mu się, ze słyszy bardzo, ale to bardzo ordynarne przekleństwa, wymawiane tuz za drzwiami, ale jakby bez otwierania ust. Chwile później drzwi puściły i tsunami popcornu wdarła się na korytarz. Po kilku minutach Imperator został wyrzucony na brzeg, tuz przy wiodących do sali tronowej schodach. Wstał, z godnością otrzepał pelerynę z popcornu i ruszył pod górę.
Za drzwiami Sali Tronowej czekał na niego Vader i pół tuzina pomniejszych parów Imperium. Vader ubrany był w swój odświętny, w odróżnieniu od roboczego, czerwony płaszcz i taką też zbroje. Hełm udekorował też gustowna, holograficzna broda, jako, że tego dnia miał wziąć udział w charytatywnym pojedynku na świetlne miecze w przedszkolu imienia Pogromców Rebelii. Oddał pokłon, parowie również.
– Witam cię… khhhhh, panie.
– Powstań, lordzie. Mamy do przedyskutowania ważne kwestie.
Vader powstał.
– Jakie jest… panie…khhhh…coś przykleiło się do… khhhh… Waszej peleryny – powiedział. – To chyba…
– Popcorn, wiem – przerwał Imperator ze złością. – To sprawka tych republikańskich drani z Alderaan. Przypomnij mi o nich, gdy ty i Tarkin skończycie już tę Gwiazdę Śmieci…
– …Śmierci – odruchowo poprawił Vader.
– Yeah, whatever – Imperator nie skupiał się na szczegółach. – W tej chwili mam dla ciebie inne zadanie. Odczułem silne zaburzenie Mocy. Mamy nowego wroga.
Ilustracja: Andrzej Diaczuk
Ilustracja: Andrzej Diaczuk
– Luke Skywalker? …khhhh…To tylko chło…
– Kto? Nie, nie chodzi o twojego syna – przerwał Palpatine. – Chodzi o tego skur… to znaczy, drania w czerwonym kubraku, który rozdaje prezenty.
– Obi-Wan nie może mu …khhhh…pomoc… – kontynuował Lord.
– Zobacz co dzisiaj znalazłem Wiesz Gdzie – Imperator pokazał Vaderowi przedmiot zaciśnięty w dłoni. Mały kawałek rózgi.
– Gdybyśmy go mogli …khhhh…skaptować, stałby się silnym… khhhh… sojusznikiem – dodał konserwatywnie Vader.
– Tak… Tak. Byłby to świetny nabytek…Czy może się tak stać?
– Przyłączy się do nas lub …khhhh…zginie, panie.
Vader przykląkł z dłonią na sercu. Potem powstał.
– Dobra, ale to później – powiedział Imperator. Wskazał na jednego z parów Imperium. – Chyba możemy zacząć…
Wezwany wysoki człowiek z długimi, zręcznymi palcami dosiadł się do niewielkiej skrzynki, z której boku wystawał parapet, złożony z klawiszy w monochromatycznych kolorach. Zagrał krotka melodię i zaczął śpiewać:
– Teraz, zawsze, wszędzie, będzie to Charleston! Charleston! I…
Palpatine, zamierzający właśnie usiąść na swoim tronie, z wbudowanym pilotem do Holonetu, poderwał się jak dźgnięty i poprzez Moc strzelił pianistę w ucho. Tamten natychmiast, płynnie, zmienił melodie.
– Ciiiiiiiicha noc, święęęęęęta noc…
Na moment, chwilę przeciągnięta w kilkadziesiąt minut, w komnacie tronowej zapanowała harmonia. Imperator i parowie, zgromadzeni przy stożkowej roślinie z Su-Omi, skąpani w świetle kominka, śpiewali piosenki i napawali się własnym spokojem. Vader nie mógł śpiewać więc charczał do rytmu. Potem złożyli sobie życzenia i wreszcie zwrócili ku prezentom, wielkim pudłom owiniętym w kolorowe polimery. Na wyścigi dopadli do nich i zaczęli zdzierać opakowanie.
– O! ….khhh… Dostałem nowy filtr do miecza! – Vader z zachwytem otworzył pudełko. – Pomarańczowy!
– Żebyś wyglądał nieco weselej – powiedział Palpatine, otwierając swoje pudło. – Z ty czerwonym ci nie najlepiej, straszysz wszystkich – dotarł wreszcie do zawartości. – O rany! Kieszonkowy aparat do klonowania! Marzyłem o nim! Dziękuję!
Parowie również wyglądali na zadowolonych. Każdy dostał ochraniacz na krtań i antystatyczną kamizelkę.
– Hej, – powiedział nagle jeden, wskazując na dodatkowy prezent pod choinką. – A to dla kogo?
– Dla mnie! – Palpatine zawdzięczał wszystko, co posiadał zdolności do szybkiego podejmowania decyzji. – Dla mnie!!!!
Bez zwłoki dopadł do pudła. Za szybko. Tykanie, dobiegające ze środka było dość łatwe do usłyszenia.
• • •
Millenium Vulture stał na najbardziej podejrzanym lądowisku w okolicy Pałacu Imperatora. Obok niego stał niezwykły pojazd wyglądający jak naddźwiękowe sanie, ale zaprzężony w szóstkę czworonożnych, rogatych zwierząt. Jego pilot, w czerwonym kombinezonie i z długą, białą brodą, stał obok rozmawiając z grupą dobrze uzbrojonych ludzi o twarzach banitów.
– Dobrze zrobiliście, Mikołaj – powiedział generał Crix Madine klepiąc poufale rozmówcę po ramieniu.
– Nie jestem taki pewien… Co było w tej paczce? – zapytał odziany na czerwono człowiek.
– To, na co zasłużył – odparł Madine. – Tak jak powiedziałem.
– Mam wątpliwości, czy to co mówisz jest prawdą…
– To nieważne, Mikołaj. Jak to wszystko się skończy to i tak my będziemy przydzielać koncesje. Pewnie będziesz chciał jedną? – Madine spojrzał na zegarek. Już czas…
Od strony Pałacu Imperium dobiegł odgłos gigantycznej eksplozji…
• • •
– Mmmmmmówiłem…khhhh…mmmmmówiłem…khhhh…że to nie…khhhh…petarda… – wykrztusił Vader, gdy dym nieco opadł. Z jego zbroi i płaszcza niewiele zostało. Imperator, leżący obok, nie wyglądał dużo lepiej. Dużo lepiej wyglądał od parów Imperium, którym eksplozja pourywała głowy. Tylko pianiście urwało ręce, więc sam popełnił samobójstwo.
– Jak oni śmieli… – wycedził Palpatine, nadal niedosłysząc na jedno ucho. ? W Święta!… Ja im pokażę!
– Co takiego,…khhh…panie? – zapytał Vader.
– Nic. Zaczynamy wojnę domową. Załatwimy ich.
A potem dodał ciszej, z nie tajonym smutkiem:
– Nic nie przebiega tak jak przewidziałem….
koniec
1 stycznia 1999

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Sörensen
Bartek Szumowski

24 VIII 2019

A dla mnie to definicja życia. Tysiące poranków, kiedy powtarzamy sobie, że tym razem musi być dobrze. Setki przedmiotów, które teraz na pewno będą warte wydanych na nie pieniędzy. Książkowe ścierwo, które wystarczyło zareklamować jako literackie odkrycie, a je kupiliśmy. Pracodawcy, którzy mają nie wyjść na tych, co widzą w podwładnych niewolników, i pracownicy, którzy przecież nie mogą być przygłupami od A do Z. Przyjaźnie zawiązywane, bo niemożliwe, żeby wszyscy okazywali się na końcu (...)

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Wędrowiec
Jakub Sobalski

10 VIII 2019

Kiedy właściciel przybytku mnie zobaczył, pobladł cały. Chciał coś rzec, ale z rozdziawionych ust wyszło tylko „yhym”. Spojrzałem na niego z pogardą. Wskazałem mu palcem na tylne wyjście. Cofnął się, drążącymi rękoma odciągnął rygiel i wypadł na mróz w samej koszuli.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

O księżniczce i smokach
Agnieszka „Raven” Szmatoła

20 VII 2019

Z zapartym tchem czekała na odpowiedź. Ta nadeszła, choć niewerbalna. Wejście jaskini zalśniło ciepłym światłem, a ściany zadrżały lekko od głośnego mruczenia. Księżniczka weszła do jaskini.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Z tego cyklu

Wiedźmińska Opowieść Wigilijna
— Grzegorz Wiśniewski

Tolkienowska opowieść wigilijna
— Grzegorz Wiśniewski

Obca opowieść wigilijna
— Grzegorz Wiśniewski

Matriksowa Opowieść Wigilijna
— Grzegorz Wiśniewski

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Listopad 2014
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Paweł Micnas, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Chwała ogrodów, błoto i morze
— Michał R. Wiśniewski

Kategoria A
— Michał R. Wiśniewski

Niewielka wojna
— Michał Kubalski

Noel Profesjonał
— Grzegorz Wiśniewski

Tygrys! Tygrys! Tygrys!
— Grzegorz Wiśniewski

Pies, czyli kot
— Grzegorz Wiśniewski

Dobrzy, źli ludzie
— Grzegorz Wiśniewski

Płomień Tiergarten
— Grzegorz Wiśniewski

Mój brat, Kain
— Grzegorz Wiśniewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.