Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Barbara Maturska
‹Sznur Inanny›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorBarbara Maturska
TytułSznur Inanny
OpisZ wykształcenia jestem informatyczką, ale pracuję w zupełnie innej roli. Kilka wcześniejszych opowiadań mojego autorstwa, m.in. „Powrót do Tanhai” i „Owad w bursztynie”, można znaleźć na Portalu Literackim.
W literaturze kocham przede wszystkim to, że jest nieograniczoną szachownicą dla wyobraźni. Pasjonuje mnie podróżowanie po meandrach własnych pomysłów, czasem grząskich i wiodących w ślepe zaułki. Można iść prostą linią z punktu A do punktu B własnej logiki i nieoczekiwanie ocknąć się w Hanoi (bez pieniędzy i paszportu), ale to fascynujące gdy ukończenie opowieści zaczyna przypominać łamanie szyfru, a przy okazji samego siebie.
Gatunekfantasy, historyczna

Sznur Inanny

1 2 3 »
Zewnętrzne ściany świątyni zdobiły lizeny, płaskie filary chroniące mury przed rozporem. Nie mogłem ich zliczyć. Ten ziggurat był potężniejszy niż nasz. Niosłem Wetre po pochylniach i rampach kolejnych tarasów, kolejnych kondygnacji, wdzięczny, że królowa jest lekka jak dziecko, inaczej mógłbym nie dać rady ją wnieść na samą górę.

Barbara Maturska

Sznur Inanny

Zewnętrzne ściany świątyni zdobiły lizeny, płaskie filary chroniące mury przed rozporem. Nie mogłem ich zliczyć. Ten ziggurat był potężniejszy niż nasz. Niosłem Wetre po pochylniach i rampach kolejnych tarasów, kolejnych kondygnacji, wdzięczny, że królowa jest lekka jak dziecko, inaczej mógłbym nie dać rady ją wnieść na samą górę.

Barbara Maturska
‹Sznur Inanny›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorBarbara Maturska
TytułSznur Inanny
OpisZ wykształcenia jestem informatyczką, ale pracuję w zupełnie innej roli. Kilka wcześniejszych opowiadań mojego autorstwa, m.in. „Powrót do Tanhai” i „Owad w bursztynie”, można znaleźć na Portalu Literackim.
W literaturze kocham przede wszystkim to, że jest nieograniczoną szachownicą dla wyobraźni. Pasjonuje mnie podróżowanie po meandrach własnych pomysłów, czasem grząskich i wiodących w ślepe zaułki. Można iść prostą linią z punktu A do punktu B własnej logiki i nieoczekiwanie ocknąć się w Hanoi (bez pieniędzy i paszportu), ale to fascynujące gdy ukończenie opowieści zaczyna przypominać łamanie szyfru, a przy okazji samego siebie.
Gatunekfantasy, historyczna
Hursag zmuszony do popełnienia samobójstwa, nim wychylił czarę z trucizną, powiódł wzrokiem po swych mordercach. Rzekomo wypowiedział słowa w ostatnich chwilach życia. „Piję za niepomszczone zbrodnie i za was, bo jesteście ludźmi już tylko z imienia, a ziemia tu aż czerwona od krwi”. Rzucił im to do stóp, swym mordercom – ochłap sumienia. Wetre powtórzyła słowa ojca stężałym głosem, aż ociekającym wściekłością. Nie miała ze sobą innych darów, przyniosła tylko nienawiść.
Nie mogłem oderwać wzroku od jej bosych, poranionych marszem stóp. Stóp, które później stały się twardsze od skóry słonia. Dziewczyna szła wiele dni i nocy z miasta Arrag, licząc, że staniemy po jej stronie. Gdy tuliła zabitą siostrę, krew przylgnęła do skąpego kawałka płótna, w który była przyodziana. Słońce spaliło jej plecy. Usta miała spękane i spieczone.
Ensiangaszer udzielił jej cienia zigguratu. Chociaż kapłani szeptali mu do ucha, jak rozważnie byłoby ją odprawić, pozwolił wprowadzić dziewczynę do świątyni. Był bardzo młody, na zaczesanych starannie włosach diadem spoczywał dopiero pięć lat. Kręcona broda także nie była długa. Mięsistych warg jeszcze nie naznaczyło piętno wyniosłości, choć Ensi był pośrednikiem bogów i dyktował prawa, a ludziom nie wolno było patrzeć na niego bez należnej czci.
Purpurowe draperie rozsunięto w oknach wyglądających na Eufrat. Łagodny wiatr od rzeki przynosił do komnaty odrobinę chłodu. Wetre, harda i pełna gniewu, klęczała u stóp Ensiangaszera, ale patrzyła z wyzwaniem, jakby chciała przypomnieć, że pochodzenie jej również jest królewskie. W czerwonej sali, pełniąc wartę u boku Jachdulima, już w tamtej chwili podziwiałem tę kobietę za siłę i piękno.
– Moich braci powleczono za rydwanem Ram’Sina – kończyła opowieść. Głos miała chłodny, choć po twarzy płynęły łzy gniewu i bezsilności. Gdyby dano jej broń i stworzono okazję, zamordowałaby swego wroga własnoręcznie, bez chwili wahania. W świątyni Inanny, w otoczeniu posągów wotywnych i fryzów przedstawiających sceny z mitologii, opowieść o tym, jak cudem uniknęła śmierci, nabierała mistycznego znaczenia.
Król uległ sugestii, że sama Inanna wcieliła się w tę dziewczynę.
– Lew polował na ciebie. – Wskazał relief na jednej ze ścian, przedstawiający polującego Assirnasirpala, i podniósł Wetre z klęczek. – Pozwól, bym teraz ja zapolował na lwa.
Uśmiech wstąpił na twarz młodej kobiety, pewny siebie uśmiech charakteryzujący twarze ludzi, którzy wyrzekli się sumienia. Sądziła zapewne, że potrafi omotać króla, ale ja znałem prawdziwy powód, dla którego Ensi nie odprawił uciekinierki. Nie chodziło o sprawiedliwość i poczucie godności. Bogini Inanna łaknęła wojny. Ensiangaszer zdawał się pragnąć jej równie mocno.
Wpływy Wetre rosły i umacniały się z każdym dniem. Wkrótce, zgodnie z obawami kapłanów, Ensi wprowadził ją do swojej łożnicy. Nie chciała jednak, jak inne kobiety, pozostać w zamknięciu. Towarzyszyła królowi wszędzie, łamiąc obyczaj. Złowieszczy cień za oparciem tronu. Zimny szept przy jego uchu. Sztylet za plecami, gdy polował, gdy wydawał sądy, gdy jadł. Rok później powiła dziecko i wszystko się zmieniło. Syna nazwano Emerkarem, a z twarzy matki zniknęła nienawiść. Ziarno zostało jednak zasiane i chociaż Wetre nie pragnęła już przelewu krwi, Ensiangaszer nie zmienił swych zamiarów. Powierzył miasto i dziecko opiece Entemeny – najmądrzejszego z kapłanów, i gdy poszedł na wojnę, zabrał Wetre ze sobą. Pewien zwycięstwa mówił: „Inanna jest przy mnie”.
• • •
Nad Arrag dudnienie bębnów rozbrzmiewało od wczesnego świtu. Teraz, gdy gęstniejące ciemności okryły całunem stosy poległych, otulając ziemię mokrą niczym przesiąknięty krwią sztandar, głowę miałem ciężką, jakby wypełniał ją piasek. W nozdrzach wiercił straszliwy smród seiry. Dopiero tu dowiedzieliśmy się, czym jest. Przyrządzana z jadu żmij, ich rozkładających się ciał, krwi i ekskrementów trucizna sprawiała, że broń stawała się jeszcze bardziej zabójcza. Od woni seiry wywracały się wnętrzności i żołądek podchodził do gardła, ale dla człowieka trafionego czy tylko draśniętego skażonym orężem nie było innego ratunku niźli ukrócenie cierpień. Ensi nie przewidział, do czego posunie się Ram’Sin, i drogo przyszło mu zapłacić za błąd.
Siedziałem przed namiotem Ensiangaszera, obserwując pochód ściągniętych twarzy wojowników i bezradnych uzdrowicieli. Patrzyłem, jak klapa unosi się i opada. Król miotał się po obozie powodowany furią i rozpaczą. Atmosfera gęstniała od tężejącego strachu i niewypowiedzianych oskarżeń. Oczy Jachdulima, najlojalniejszego wojownika, prawej ręki króla, miały wyraz zaszczutego zwierza. Tretion zrezygnował z całej godności, siadając na gołej ziemi w bezruchu ujawniającym rezygnację. Wyglądał na przegranego, jakby nie było już żadnej nadziei.
Wycofywaliśmy się w pośpiechu, nieludzko zmęczeni, zdezorientowani i przerażeni. Strzały wypełniały niebo za naszymi plecami. Zdawało mi się, że jeszcze słyszę ich świst, zabójczą pieśń, która zmusiła nas do ucieczki.
Czworoboki bitewne rozpadły się. Ludzie biegli jak oślepione zwierzęta, w popłochu potykając się o własnych kompanów powalonych przez zatrute groty. W tamtej chwili, gdy klęska była już oczywista, rozległ się ryk rozpaczy króla. Słyszalny pomimo tumultu toczącej się bitwy, szczęku metalu, krzyków i bicia w bębny – nieludzki ryk, jakby coś wydzierało mu duszę. Pochwycił Wetre w ramiona i niepomny, że krew kala biel jego szat, odrzucił głowę w tył i zawył z żalu.
– Zostanę w namiocie – mówiła jeszcze poprzedniego wieczoru, wiedziona złym przeczuciem. Nerwowo szarpała naszyjnik ze złotych listków i lapis lazuli. – Bardziej od zemsty pragnę teraz wrócić do syna.
Władca był nieubłagany, zamieniła więc delikatną suknię na spódniczkę z gęsto tkanej siatki i łuskową kolczugę z brązu. Związała włosy na modłę królów. Na koniec poprosiła o rogaty hełm, mając nadzieję, że Ensi będzie chciał zatrzymać dla siebie symbol boskości. Gdyby odmówił Wetre tego symbolu pod pretekstem, że należy się jemu wyłącznie, mogłaby sprzeciwić się żądaniu. Niestety, Ensiangaszer za bardzo chciał ją mieć przy sobie.
– Ludzie będą umierać za mnie – rzekła przed wymarszem. – Będę patrzeć, by móc napoić mojego syna goryczą władzy. Nauczę go, że przyjdzie mu rządzić ludźmi z krwi i kości, nie woskowymi figurkami do zabawy.
Kaprys króla prawdopodobnie kosztował ją życie. Nawet gorzej. Gdyby strzała ją zabiła, Wetre mogłaby mówić o szczęściu.
Jak łucznicy wroga mogli tę kruchą kobietę wziąć za Ensiangaszera tylko dlatego, że nosiła jego hełm? Nie pojmuję. Ironia bogów. Innych rannych dobito, by zaoszczędzić im męczarni. Wetre nie. Gdy wyciągano z niej strzałę, wrzaski bólu rozdarły serce każdego, kto miał uszy, by słyszeć, i sumienie, by czuć.
Tretion podniósł się i z dłonią zaciśniętą kurczowo na mieczu upadł na klęczki przed królem, prosząc: – Panie, pozwól mi to zakończyć.
Ensi uderzył go na odlew w twarz. Cios był tak silny, że zostawił krwawy ślad i powalił mężczyznę na ziemię. Od nagłej ciszy aż zadzwoniło w uszach. Nikt nie miał odwagi się poruszyć, dopóki jeden z uzdrowicieli łamiącym się głosem nie zaczął mówić o skutkach działania seiry.
– Rana pod wpływem jadu węża będzie ociekać czarną krwią, potem pojawi się nekroza. Kończyny zaczną puchnąć. Potworny ból i wymioty będą nękać królową, dopóki nie nastąpią konwulsje i śmierć. Niech król ma litość.
Twarz władcy wykrzywił straszny grymas. Ensi zatkał uszy jak dziecko, ale po chwili opuścił ręce. Wściekłość wykrzywiającą mu rysy zastąpił zwodniczy spokój, a w oczach zapłonęło chorobliwe światło. Stał jeszcze chwilę pogrążony w zamyśleniu i nikt z nas nie miał śmiałości się poruszyć, dopóki nie zobaczyliśmy, że idzie w kierunku namiotu królowej.
• • •
1 2 3 »

Komentarze

22 I 2012   15:55:22

Fajnie napisane aczkolwiek fabularnie bardzo prosta historia. Wolałbym inne rozwiązanie.

27 I 2012   12:11:00

Pozdrawiam i dziękuję za komentarz.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opowieści starego nawigatora: Miasto Słońca
Paweł Wolski

15 I 2022

Tym razem jednak, kiedy na dany mi przez cicerone znak jednym ruchem ściągnąłem z Niespodzianki osłaniające ją płótno, pośród z górą dwóch tysięcy skupionych wokół rezydentów zapanowała absolutna cisza.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Wędrowny Teatr Lalek Jeremium Patajasz
Anna Robak-Reczek

18 XII 2021

Wystarczyło kilka nieznacznych ruchów, i snuła się historia. Młody chwilę patrzył na to, co robi mój towarzysz, a potem, nie odrywając od niego wzroku, wyjął z kangurzej kieszeni bluzy niedużą lalkę. Biedne to stworzenie po przejściach dołączyło nieśmiało do tej, którą trzymał stary. Nie wiem, kto kogo prowadził, ono chłopca, czy on je.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Części zamienne
Bohdan Waszkiewicz

30 X 2021

Na wybiegu dla lwów przebywał mój ulubiony kolega z pracy. Karmił z ręki ufnie podchodzące zwierzęta, coś cichutko do nich mówiąc i szczerząc w uśmiechu nienagannie białe zęby. Nawet pogłaskał po grzywie ogromnego samca, po czym z radością wręczył mu solidny kawał mięsa.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.