Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 września 2021
w Esensji w Esensjopedii

Karolina Szczepańska
‹Czarna Gwardia›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorKarolina Szczepańska
TytułCzarna Gwardia
OpisAutorka pisze o sobie:
Miłośniczka kotów i koni. Swój wolny czas dzieli pomiędzy główne pasje: jazdę konną, szermierkę zgłębianie literatury. Ulubieni autorzy to m.in. Gaiman, Card, Sanderson. Interesuje się malarstwem cyfrowym, muzyką folk i gothic. Przez kilka dobrych lat mistrz gry w RPG osadzonym w klimatach fantasy, z dużym zacięciem do snucia mrocznych opowieści. Ostatnimi czasy entuzjastycznie pogrywa w Munchkina.
Gatunekfantasy

Czarna Gwardia

1 2 3 6 »
Na pierwsze ludzkie siedlisko natrafiliśmy późnym popołudniem. Powitano nas, jak zawsze, trzaskiem zamykanych okiennic, przerażonymi okrzykami kobiet, chowających się do domów wraz z dziećmi. Nasz widok zawsze zwiastuje kłopoty…

Karolina Szczepańska

Czarna Gwardia

Na pierwsze ludzkie siedlisko natrafiliśmy późnym popołudniem. Powitano nas, jak zawsze, trzaskiem zamykanych okiennic, przerażonymi okrzykami kobiet, chowających się do domów wraz z dziećmi. Nasz widok zawsze zwiastuje kłopoty…

Karolina Szczepańska
‹Czarna Gwardia›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorKarolina Szczepańska
TytułCzarna Gwardia
OpisAutorka pisze o sobie:
Miłośniczka kotów i koni. Swój wolny czas dzieli pomiędzy główne pasje: jazdę konną, szermierkę zgłębianie literatury. Ulubieni autorzy to m.in. Gaiman, Card, Sanderson. Interesuje się malarstwem cyfrowym, muzyką folk i gothic. Przez kilka dobrych lat mistrz gry w RPG osadzonym w klimatach fantasy, z dużym zacięciem do snucia mrocznych opowieści. Ostatnimi czasy entuzjastycznie pogrywa w Munchkina.
Gatunekfantasy
Tym, co uderzyło mnie tamtego dnia, był niezmącony ład, jaki panował w Twierdzy pomimo trwających od świtu przygotowań. W szarym świetle poranka budowla wydawała się wielkim czarnym kamieniem, rzuconym niedbale przez olbrzyma w sam środek łagodnie falującej od traw równiny. Gdyby nie tchnąca grozą, mroczna obecność lasu, majaczącego na granicy widoczności, można by zapomnieć, w jakim celu ją wzniesiono. Linia drzew, niknąca w lekkiej porannej mgle, zdawała się wręcz promieniować niechęcią.
Każda wyprawa była inna, jednak przygotowania pozostawały niezmienne.
Schodząc po znajomych schodach ku kaplicy Pani Podziemi, kolejny raz przebiegam wzrokiem słowa skreślone na karcie papieru. List do rodziny. Przed każdą wyprawą piszę go od nowa, kapłani z uporem palą je po naszym powrocie. Niektóre jednak podążają w torbach posłańców do rodzin tych, którzy polegli. Czasem zastanawiam się, czy ktokolwiek przeczyta mój. Nie pamiętam innego domu niż Twierdza i jej zimne kamienne korytarze.
Patrzę na dwie skromne linijki odcinające się na jasnym papierze i zwalczam chęć, by go zmiąć i wyrzucić. Kapłanka wyjmuje go z moich opornych palców i pieczołowicie zwija, zabezpieczając pieczęcią z czarnego wosku. Jest blada, króciutko ostrzyżone włosy nadają jej młodziutki wygląd, ale oczy są stare. Ciemne, wydają się być pozbawione białek.
Wycofuję się pospiesznie, czując zimny pot spływający po plecach.
Na dziedzińcu wita mnie hałas, odgłos kopyt na bruku, ściszone głosy rozmawiających wojowników. To dziwne, ale zawsze, kiedy rozmawiamy, mówimy półgłosem. Nie ma potrzeby zwracać na siebie uwagi. Bo Dzicz zawsze słucha… W takim miejscu jak to, plotki szybko urastają do rangi legendy.
Mój oddział. Tym razem dwanaście osób i Isylor. Niektórzy uważają, że Isylor jest nieśmiertelny, ja myślę, że jest po prostu dobry. I ma szczęście. Bycie dobrym nie wystarcza.
Skinięcia głowami, skąpe powitanie. Koncentracja i spokój na twarzach, choć widać też podenerwowanie.
Vandar, stajenny, podał mi wodze mojego konia. Poklepana po karku kara klacz przyjaźnie szturchnęła mnie głową. Traszka. Takie śmieszne imię.
Isylor obrzucił oddział taksującym spojrzeniem.
– Może to być coś naprawdę dużego. Jedziemy na północ, daleko, aż za pasmo Gór Wichrowych, na pogórze Gór Mgielnych. Z raportu wynika, że mają tam niezłe zamieszanie, podejrzenie padło na dziką magię i stąd wezwanie dla nas. Masowe zniknięcia ludności w krótkim czasie spowodowały panikę. Co gorsza, działanie zwykłej magii na tamtym terenie jest zakłócone – Isylor zawiesił na chwilę głos, jego wzrok powędrował ku Kiraelowi.
Elf mimowolnie się skrzywił, wiadomo było, że lubi czasem pomagać sobie magią. Zresztą każdy z nas chętnie witał w oddziale maga, który gwarantował choćby i ostrzeżenie przed atakiem, jeśli nie szybką eliminację wroga. Pewnie dlatego wybierał się z nami Isylor. Jego dar bywał przydatny i ponoć działał na Północy.
– Ponieważ nie wiemy, z czym dokładnie mamy do czynienia, musimy być bardzo ostrożni. Nie jest to byle pogłoska, informacje mamy od tamtejszego kapłana Królowej Pszczół. Ostatnią wiadomość od niego otrzymaliśmy dwa dni temu, przez świątynię. Od tego czasu cisza. – Reakcją na jego słowa było kilka porozumiewawczych spojrzeń.
– Właściwie, mój panie, może już być za późno – rzucił Dagarden, niski, krępy człowiek z blizną po oparzeniu na twarzy. Isylor wzruszył ramionami.
– Może tak. Może nie. Mamy sprawdzić, bo od Wróżbity nie nadeszła żadna odpowiedź, a to zarówno dobra, jak i zła wiadomość. – Isylor sięgnął po mapę i rozwinął ją tak, by wszyscy widzieli.
– Wylądujemy kawałek drogi od miejsca docelowego, jakim jest Ylendan. To już tylko rzut kamieniem od samych Wrzosowisk. Czekają nas dwa dni forsownej jazdy, ponieważ nie mam zamiaru sprawdzać, co się dzieje po przejściu przez zdestabilizowany portal.
Reakcją na ten lekko wymuszony żart było kilka uśmiechów.
– Na razie trzymamy się zwykłych rozkazów, co dalej, zobaczymy na miejscu. Portal otworzą nam za dwie miarki. Pobrać zapasy. Zbiórka przy Małej Bramie. Jakieś pytania?
Nie było.
Czarna Gwardia nigdy nie zadaje dużo pytań.
Kiedy Isylor oddalił się, Hagat westchnął.
– Kroi się coś niedobrego, skoro Stary z nami rusza.
– Słyszeliście, że Ulma wyjeżdża już ze swoją grupą? – powiedział cicho Kirael. – To bardzo szybko po tamtym wypadku. Słyszałem, że straciła czwórkę ludzi.
– Ale sprowadziła dwójkę z powrotem i to się liczy. – Wszystkie spojrzenia skierowały się na jasnowłosego elfiego łucznika. Elyvian. Podobno to jego drugi kontrakt. Jak się odzywa, to wszyscy uważnie słuchają. Prawie jak Starego, choć jemu to już przestano naliczać lata służby.
– Słyszałem, że cała wioska została zainfekowana. Musieli palić do ziemi. – Hermulf wyciągnął fajkę i zaczął ją nabijać. Silverus skrzywił się i przesunął tak, by stać od niego jak najdalej. Zaduch z tego świństwa potrafił w bardzo krótkim czasie pozbawić chęci życia. Człowiek, niezrażony faktem, że wokół niego nagle zrobiło się luźniej, zaciągnął się i wypuścił kłąb dymu. – Podobno były też dzieci. No i wiesz, kobieta dowodziła… Może za długo się zastanawiali i wiecie jak jest… – Wzruszył ramionami i przesunął palcami po gardle w sugestywnym geście.
– Plotkujecie jak przekupki na targu. Mamy misję do wykonania – warknęłam poirytowana.
– Idziemy pod bramę, jeśli grupa Rilauvena naprawdę rusza, będziemy tu tylko zawadzać – zawyrokował Kirael przerywając dyskusję. Oddział posłusznie ruszył wzdłuż muru Twierdzy na mały dziedziniec. Przyjmując szyk – tak naturalnie, że nie zaburzyło to nawet rozmowy – mijaliśmy kolejne grupki, odprowadzani spojrzeniami i krótkimi skinięciami. Nikt nie życzył nam szczęścia.
Moja reakcja zaskoczyła mnie trochę. W sumie wszyscy wiedzieliśmy, że po dotknięciu dziką magią nie ma ratunku. Nawet my nie zawsze byliśmy bezpieczni mimo ochrony Oka. Ale dzieci… Nie byliśmy mordercami. Nie uczono nas zabijać ludzi. Choć czasem tak to wyglądało. Co ja bym zrobiła? Czy udałoby mi się ocalić kogokolwiek?
Mała Brama tak naprawdę nie jest wcale mała, ale ustępuje wielkością Bramie Głównej. Od środka, Twierdza to po prostu dom, bezpieczna przystań… Z zewnątrz wygląda o wiele bardziej przerażająco i groteskowo. Choć daje Gwardii schronienie, nawet nam wydaje się niepokojąca, straszna. Czarne mury, wysokie na ponad sto stóp, płonące czerwienią setki oczu, wciąż patrzących, obserwujących. Wiecznie czuwają, trzymają straż, tutaj na Granicy… Wpatrzone w Dzicz… Czarne, ostre kolce, sterczące z murów i blanków. Wyniosła część zamkowa, lśniąca w tej upiornej czerwonej poświacie… Taki prezent od Pana Kruków.
Czasem cieszę się, że odjeżdżam.
Zawsze waham się, czy bardziej przerażające jest to, że Ona tu stoi, czy to, że mogłoby jej tu nie być. W takich chwilach mam wrażenie, że w głębi lasu, wśród sczerniałych, powykręcanych gałęzi, coś czeka, czeka i śmieje się. Czuję wtedy prawdziwy strach…
– Hej, z tobą wszystko w porządku? Będzie dobrze – mówi Gen, moja para. Jest nowy. Nie rozumie. Poprawił miecz na plecach i poklepał swojego konia – masywne, ciężkie zwierzę, jednego z tych bojowych. Sprawdzić popręg, strzemiona, łuk, kołczan na miejscu, lekko wskoczyć na konia i ostatnie spojrzenie przez ramię, na Dzicz. Zawsze patrzę.
– Hej, mówiłem coś do ciebie. – Nowy wyraźnie się zdenerwował.
– Jestem niemową od urodzenia. – To go chyba zatkało, bo tylko mruknął coś do siebie. Hermulf zarechotał, a Aeraghir potężnym łapskiem klepnął młodego w ramię.
– Zrozum, mały, każdy ma swoje kaprysy. Gadaj z tymi, którzy mają ochotę.
Mały nie był chyba zadowolony z rady, ale popatrzył na trzy i pół łokcia góry mięśni, po czym skinął posłusznie głową.
– Tak jest.
– Żadne tam „tak jest”, bo to rozkaz nie był. Rozkazy, to dopiero będą i pilnuj wtedy, żebyś je dobrze słyszał.
Młody mruknął coś pod nosem i zerknął na Twierdzę. Wzdrygnął się mimowolnie.
– Nie jest zbyt piękna, prawda? – rzucił Elyvian. Gen skinął krótko głową, zawahał się na moment.
– Tak właściwie, kto ją zbudował? – Odwieczne pytanie.
– Kto? – Elyvian zmarszczył brwi. – Nie wiadomo dokładnie. Stoi tu od wieków. Ktoś kiedyś postanowił zrobić coś w sprawie Dziczy, znalazł kilku chętnych, środki… Robota krasnoludów, elfia magia, trochę ludzkiej… Wszystko po to, byśmy pewnego ranka nie obudzili się w czarnym lesie, który chce nas pożreć. – Elf przez moment przyglądał się murom Twierdzy w milczeniu, po czym wzruszył ramionami.
1 2 3 6 »

Komentarze

20 IX 2011   16:15:12

Poruszające, ciekawe, zaskakujące. Bardzo dobry tekst. Można prosić więcej?

20 IX 2011   22:29:09

Nie mamy nic więcej od Autorki, ale ja też chętnie przeczytam więcej :) Autorko?

21 IX 2011   16:18:09

Nareszcie fantasy jakie chciałem przeczytać...

21 IX 2011   22:05:19

Dziękuję:)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Nawet magia
Tomasz Grysztar

4 IX 2021

Po drugiej stronie tunelu zobaczyła Czarka oplątującego stworzenie całym pękiem korzeni. A potem w magicznym lesie zaczęło dziać się więcej, niż kiedykolwiek wcześniej, kiedy tam była. Drzewa kołysały się, jakby tańczyły. Z ziemi poderwało się mnóstwo liści i wszystkie zalśniły. Wzleciały setkami, może nawet tysiącami, ale i tak prawie ich nie ubyło na dole.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opowieści starego nawigatora: Tylko nie z robotami!
Paweł Wolski

10 VII 2021

Na potrzeby zwiększonej grawitacji na HD 85512b naukowcy i farmerzy wypracowali miliardową populację nowych, trawożernych ras, muskularnych i niemal bezmózgich pięciotonowców na krótkich, silnych nogach. Poza rozlicznymi zaletami, miały jedną podstawową wadę: bez opamiętania żarły i rosły więc, no cóż… sami rozumiecie. Produkty ich przemiany materii trzeba było nieustannie z tej przemiłej planetki wywozić.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Wiatr
Marcin Pindel

26 VI 2021

Jak to dokładnie robi, tego nikt nie wie, ale z pewnością nie działa na zupełnie przypadkowych ludzi. Bo zarówno Majerczyka, jak i Gachów od dłuższego czasu coś trapiło. Wyrzuty sumienia, poczucie winy, jakiś niepokój czy żal. Założę się, że jakby zbadać kolejno każdą z podobnych spraw, wniosek byłby jeden: ci ludzie od dłuższego czasu z czymś się zmagali. A halny w końcu przyszedł i pomógł im ze sobą skończyć.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.