Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 września 2021
w Esensji w Esensjopedii

Sebastian Chosiński
‹Honorowy obywatel›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorSebastian Chosiński
TytułHonorowy obywatel
OpisRedaktor „Esensji”, na łamach której opublikował już kilka opowiadań o tematyce fantastycznonaukowej oraz dramatów rozgrywających się w czasie II wojny światowej („Tryptyk wojenny”). „Honorowy obywatel” łączy dominujące wątki jego twórczości.
Gatunekhistoryczna

Honorowy obywatel

1 2 »
Najpierw musiała przyzwyczaić wzrok do ciemności. Bała się, że się potknie, dlatego patrzyła w dół. Ze zdziwieniem zauważyła obok swoich stóp szyny, takie same jak niegdyś kolejowe, ale o znacznie mniejszej szerokości. Prowadziły do pieca.

Sebastian Chosiński

Honorowy obywatel

Najpierw musiała przyzwyczaić wzrok do ciemności. Bała się, że się potknie, dlatego patrzyła w dół. Ze zdziwieniem zauważyła obok swoich stóp szyny, takie same jak niegdyś kolejowe, ale o znacznie mniejszej szerokości. Prowadziły do pieca.

Sebastian Chosiński
‹Honorowy obywatel›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorSebastian Chosiński
TytułHonorowy obywatel
OpisRedaktor „Esensji”, na łamach której opublikował już kilka opowiadań o tematyce fantastycznonaukowej oraz dramatów rozgrywających się w czasie II wojny światowej („Tryptyk wojenny”). „Honorowy obywatel” łączy dominujące wątki jego twórczości.
Gatunekhistoryczna
Żwir chrzęścił jej pod stopami. Była zła, że w hotelu dała się skusić i, podobnie jak niektóre koleżanki z grupy, założyła modne baletki. W takim miejscu pełne półbuty byłyby dużo bardziej wygodne i przydatne. Każdy, nawet najdrobniejszy kamień kłuł ją od spodu w podeszwy. Czuła taką złość, że najchętniej zwymyślałaby idącego obok niej chłopaka, ale z drugiej strony – czy miała ku temu jakiś rozsądny i logiczny powód? W żadnym wypadku. Usłyszawszy teraz jej myśli wyrażone na głos, mógłby się mocno zdziwić i pewnie już do końca wycieczki obchodziłby ją szerokim łukiem. A przecież sprawiał takie sympatyczne wrażenie. Szkoda by było, gdyby miał się do niej więcej nie odezwać. Zacisnęła więc mocno wargi i szła dalej, skupiając się nie na wysypanej żwirem ścieżce, ale tekście, który przyjemnym, aczkolwiek beznamiętnym głosem przekazywał jej automatyczny przewodnik.
Nie potrafiła jednak się skupić ani odmówić sobie spojrzeń w prawo. Chłopak miał, podobnie jak ona, szesnaście lat. Był jak na swój wiek wysoki i obowiązkowo szczupły. Otyłym nawet by sobie głowy nie zawracała. Różnił się od innych rówieśników. Wydawał się rozsądniejszy nawet od reszty chłopców z grupy, choć przecież dobrze wiedziała, że zaszczyt uczestniczenia w tej wycieczce spotkał tylko najlepszych uczniów ze wszystkich szkół średnich w ich miasteczku. Wychodzi więc na to, że jest najpoważniejszym z poważnych.
Za takiego mogłabym nawet wyjść za mąż – pomyślała. Oczywiście jeszcze nie teraz, ale za pięć, sześć lat, gdy będę już po studiach, a on… No właśnie – zastanowiła się. – Kim on będzie? Nie zdąży się jeszcze w życiu ustawić. Nie wybuduje willi na przedmieściach ani daczy nad rzeką lub jeziorem. Nie dochrapie się kierowniczego stołka. Może zatem lepiej rozejrzeć się za kimś równie statecznym, ale starszym o pięć, dziesięć lat? Przed kim też z chęcią rozłożę nogi, ale przynajmniej dostanę coś w zamian – luksus i pozycję w towarzystwie.
Myśli kołaczące się po głowie tak ją zajęły, że przestała nawet zwracać uwagę na kostki żwiru wrzynające się w cieniutki materiał pod stopami. Chłopak tymczasem wyprzedził ją o parę kroków. Trzymał ręce w kieszeniach i był wyraźnie zaabsorbowany tym, co przekazywał mu prosto do uszu przewodnik.
O czym w ogóle mówią? – pomyślała. – Warto posłuchać na wypadek, gdyby chciał potem ze mną o tym porozmawiać. Jeśli wyrażę własne zdanie, nie wyjdę przynajmniej na idiotkę. – A przecież zawsze lubiła się odróżniać i wypowiadać sądy, które niejednokrotnie wprawiały innych w zakłopotanie swoją dosadnością. Także nauczycieli. Ba! Ich przede wszystkim.
Zaczęła przyglądać się dokładniej budynkom, które mijali. – Jak w ogóle można tu było mieszkać? W takich warunkach, w takim tłoku. – Nie mogła tego zrozumieć. – Dlaczego nie próbowali się zbuntować? Dlaczego nie uciekali? – Najchętniej zadałaby te pytania koledze, który szedł przed nią, lecz obawiała się kompromitacji. A jeśli była już o tym mowa wcześniej, gdy skupiała się wyłącznie na obolałych stopach? Wyjdzie wówczas na niezbyt rozgarniętą, której trzeba tłumaczyć najoczywistsze rzeczy. A przecież tak nie jest. Ma najlepsze oceny w klasie, jest w pierwszej dziesiątce uczniów z całej szkoły. – On pewnie w swojej jest najlepszy – pomyślała, przypatrując się zgrabnym łydkom chłopaka, wyraźnie odznaczającym się dzięki obcisłym spodniom, które założył. Powoli powiodła wzrokiem nieco wyżej i pożałowała, że to nie ona idzie przed nim; wtedy zapewne jego wzrok błądziłby po jej bardzo zgrabnych pośladkach i cieniutkiej talii. Przeszedł ją subtelny dreszcz na samą myśl, że spojrzenie chłopaka w wyobraźni wdzierałoby się w najgłębsze zakamarki jej ciała.
Skręcili w boczną uliczkę, ale podłoże ścieżki się nie zmieniło. Co gorsza, w licznych zagłębieniach stała woda; trudno było ocenić, jak głębokie są kałuże. Ostatnia rzecz, jakiej by teraz pragnęła, to wdepnąć w którąś z nich. Oj, wszyscy mieliby niezły ubaw. On pewnie także. Szła dalej, coraz bardziej niezadowolona, że zamiast wpatrywać się w uda chłopaka, musi gapić się w mokrą dróżkę. Głos przewodnika zamilkł. Domyśliła się, że powinna wcisnąć kolejny numer. Ale który? Dokąd doszli? Podniosła głowę i rozejrzała się dokoła. Przy budynku z czerwonej cegły stała szara tablica. Dziewczyna zbliżyła się do niej, mając nadzieję, że dojrzy w górnym rogu, obok charakterystycznego symbolu słuchawek, jakiś numer. Był, ale tak malutki, że trzeba było zrobić jeszcze krok. Gdy postawiła nogę na niewielkiej suchej wysepce, gliniaste błoto pod stopą rozjechało się. Z głośnym piskiem wpadła w kałużę. Chłopak odwrócił się i przez chwilę gapił się w nią kompletnie zdezorientowany. Jakby chciał biec na pomoc, ale nie wiedział, przed kim czy przed czym ma ją w ogóle ratować. Dopiero po chwili dostrzegł, jak wyciąga z kałuży ubłocony bucik.
Czuła się głupio, a on tylko patrzył na nią i nic nie mówił. Nawet się nie poruszył. Wzięła do ręki całkowicie przemoczoną baletkę i zaklęła pod nosem. Jeśli ją teraz założy, pobrudzi skarpetkę i przemoczy stopę. Ale przecież nie może iść boso.
– Mógłbyś podać mi rękę? – spytała cicho, stojąc jak czapla na jednej nodze. Lecz on nie zareagował. Miał spokojną, skupioną twarz, z której w tej chwili nic nie dało się wyczytać. – Pytałam, czy mógłbyś mi pomóc – powtórzyła głośniej. – Podać rękę?! – Kiwnął głową. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że wcześniej jej po prostu nie słyszał. Zsunął słuchawki z uszu na szyję i podszedł. Oparła się o jego ramię i przeskoczyła na suche miejsce. Czuła uderzenie ciepła na twarzy.
Muszę być czerwona jak róża – pomyślała i wcale nie poczuła się od tego lepiej.
– Na twoim miejscu zdjąłbym w ogóle skarpetki – odezwał się wreszcie. Miał niski, ale niezbyt głęboki głos, który tylko dodawał mu powagi.
– Nie przeziębię się? – spytała bezradnie.
Ilustracja: Agnieszka Dauksza
Ilustracja: Agnieszka Dauksza
– W hotelu wypijesz gorącą herbatę z cytryną, weźmiesz aspirynę, będzie dobrze, na pewno będzie dobrze – powiedział to wszystko na jednym wydechu, a jej się w tym momencie zachciało śmiać. Chłopak był jeszcze bardziej onieśmielony od niej. Otwierała już usta, aby odpowiedzieć mu: – Ale tylko pod warunkiem, że ty mi ją przyniesiesz. – Ale nie zdążyła. Z bramy nieopodal wyłoniła się wysoka długowłosa blondyna. Omiotła ich obojętnym spojrzeniem i wymamrotała pod nosem:
– Tu jesteście. Co się tak guzdrzecie? – To była pytanie czysto retoryczne, ponieważ i tak miała już na nie gotową odpowiedź. – Wychowawca chce, żeby wszyscy się zebrali pod… – szukała w myślach określenia, które pewnie przed chwilą usłyszała z ust starszego mężczyzny w wojskowym mundurze, opiekującego się nimi podczas całej wycieczki. Nie potrafiła go jednak sobie przypomnieć i dodała apatycznie: – Pod jakąś ścianą. – Po czym zrobiła w tył zwrot i zniknęła.
Chłopak był bliski ataku śmiechu. Widziała to wyraźnie na jego twarzy i zastanawiała się, jaka jest tego przyczyna – czy to jej niefortunna przygoda, czy też pojawienie się koleżanki ze szkoły spowodowało tę nagłą, coraz trudniej skrywaną wesołość? On domyślił się, co oznacza jej skonfundowana mina, i szybko wyjaśnił:
– To z niej, nie z ciebie.
Kamień spadł jej z serca. Pochyliła się, aby wsunąć baletkę na bosą stopę. Nie spodziewała się, że ją delikatnie podtrzyma, ale tak właśnie zrobił. Czuła, jak obejmuje ją obiema rękoma w talii. Puścił dopiero, gdy uporała się także z drugim bucikiem.
– Masz na imię Masza? Dobrze pamiętam? – spytał.
Jak to ładnie zabrzmiało w jego ustach – pomyślała. I nawet nie poczuła złości, że użył zdrobnienia, za które tak często irytowała się na rodziców i starsze rodzeństwo. Wyrosła już przecież z wieku, kiedy była „ich maleńką Maszeńką”. Teraz spotyka się z chłopakami, trzymają się za ręce, całują, a niektórym pozwala nawet na więcej.
– A ty Mitia? – odparowała.
A jeśli on też wolałby, abym zwracała się do niego Dmitrij? – zgromiła się w myślach. – A zresztą. Przynajmniej będzie jeden do jednego. Mitia za Maszę. – Uśmiechnęła się i pełnym kokieterii gestem odrzuciła na tył głowy kosmyk włosów opadający na twarz.
Przytaknął ruchem głowy, a z jego ust wypłynęły słowa:
– Obiecuję, że załatwię ci gorącą herbatę po powrocie, ale teraz już chodźmy, bo zaczną… zaczną plotkować – dokończył lekko zmieszany.
Nie byłoby to znowu takie najgorsze – zdążyła jeszcze pomyśleć, zanim ruszyła za chłopakiem.
1 2 »

Komentarze

21 II 2012   11:26:35

Kolego Chosiński, dzięki temu, że Rosjanie pokonali III Rzeszę, możesz teraz pisać takie "wstrząsające" opowiadania.

21 II 2012   12:43:04

Chyba bardziej dzięki temu, że Reagan i Thatcher pokonali Związek Radziecki...

21 II 2012   20:51:33

...chyba w pokera.

22 II 2012   11:26:34

Historycznie nieprawdopodobne, biorąc pod uwagę fakt, że Barbarossa wyprzedziła o kilka/kilkanaście miesięcy analogiczny plan Stalina... Ale ciekawie napisane, IMO.

Polikarp: pokonali bo nie mieli wyjścia, dla narodów Europy Wsch. i Śr. to tylko zamiana "czarnej śmierci" na "czerwoną zarazę".

04 III 2012   19:11:55

Okropne, naprawdę straszne! To jest, napisane zgrabnie, relacje Maszy i Mitii naprawdę ciekawe, ale to, co urodziło się w sferze historyczno - politycznej, brrr! I nieprzyjemne tak bardzo, że w sumie nie sposób mieć przyjemność z czytania.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Nawet magia
Tomasz Grysztar

4 IX 2021

Po drugiej stronie tunelu zobaczyła Czarka oplątującego stworzenie całym pękiem korzeni. A potem w magicznym lesie zaczęło dziać się więcej, niż kiedykolwiek wcześniej, kiedy tam była. Drzewa kołysały się, jakby tańczyły. Z ziemi poderwało się mnóstwo liści i wszystkie zalśniły. Wzleciały setkami, może nawet tysiącami, ale i tak prawie ich nie ubyło na dole.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opowieści starego nawigatora: Tylko nie z robotami!
Paweł Wolski

10 VII 2021

Na potrzeby zwiększonej grawitacji na HD 85512b naukowcy i farmerzy wypracowali miliardową populację nowych, trawożernych ras, muskularnych i niemal bezmózgich pięciotonowców na krótkich, silnych nogach. Poza rozlicznymi zaletami, miały jedną podstawową wadę: bez opamiętania żarły i rosły więc, no cóż… sami rozumiecie. Produkty ich przemiany materii trzeba było nieustannie z tej przemiłej planetki wywozić.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Wiatr
Marcin Pindel

26 VI 2021

Jak to dokładnie robi, tego nikt nie wie, ale z pewnością nie działa na zupełnie przypadkowych ludzi. Bo zarówno Majerczyka, jak i Gachów od dłuższego czasu coś trapiło. Wyrzuty sumienia, poczucie winy, jakiś niepokój czy żal. Założę się, że jakby zbadać kolejno każdą z podobnych spraw, wniosek byłby jeden: ci ludzie od dłuższego czasu z czymś się zmagali. A halny w końcu przyszedł i pomógł im ze sobą skończyć.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Hot 31
— Aleksander Krukowski

Tryptyk wojenny: Nocą umówioną, nocą ociemniałą
— Sebastian Chosiński

Tryptyk wojenny: Niech ogarnie cię lęk
— Sebastian Chosiński

Wielki Guslar: Gdzie woda czysta i trawa zielona
— Sebastian Chosiński

Tryptyk wojenny: Nic już nie słychać
— Sebastian Chosiński

Metanoia
— Sebastian Chosiński

Ktoś mnie zawołał: Sebastian!
— Sebastian Chosiński

Kidusz Haszem
— Sebastian Chosiński

Bóg jest czystą nicością
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.