Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 14 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii

Paweł Lach
‹Czas Mrozów›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorPaweł Lach
TytułCzas Mrozów
OpisAutor pisze o sobie:
Zamieszkały w Oświęcimiu, pracownik tamtejszego Centrum Kultury. Socjolog z wykształcenia. Miłośnik dobrej muzyki, książki i hokeja. Opublikował dotąd kilka opowiadań na łamach „Magazynu Fantastycznego”.
Gatunekgroza / horror, realizm magiczny

Czas Mrozów

1 2 3 4 »
Babka stała pośrodku strumienia. Starucha zastygła w bezruchu nie mówiąc ani słowa. Wiatr unosił jej siwe włosy. Babka trzymała w dłoniach gromnicę. Ten blask był moim drogowskazem w świecie mroku, który schronił się w katedrze martwych drzew. Tylko obecność staruchy odganiała złe dusze i głosy zmarłych.

Paweł Lach

Czas Mrozów

Babka stała pośrodku strumienia. Starucha zastygła w bezruchu nie mówiąc ani słowa. Wiatr unosił jej siwe włosy. Babka trzymała w dłoniach gromnicę. Ten blask był moim drogowskazem w świecie mroku, który schronił się w katedrze martwych drzew. Tylko obecność staruchy odganiała złe dusze i głosy zmarłych.

Paweł Lach
‹Czas Mrozów›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorPaweł Lach
TytułCzas Mrozów
OpisAutor pisze o sobie:
Zamieszkały w Oświęcimiu, pracownik tamtejszego Centrum Kultury. Socjolog z wykształcenia. Miłośnik dobrej muzyki, książki i hokeja. Opublikował dotąd kilka opowiadań na łamach „Magazynu Fantastycznego”.
Gatunekgroza / horror, realizm magiczny
Zima objęła mroźnym oddechem dolinę rzeki, odmieniając ją i czyniąc obcą. Chmury rozpostarły nad okolicą skłębione ciała, okradając wieczór z resztek światła. Świat skrył się za śnieżną zasłoną.
W dolinie znajdowało się zaledwie kilkanaście domów, oddzielonych od siebie gęstwiną drzew. Tutaj czas i przestrzeń miały inne znaczenie. Niedaleko, za rzeką i lasem, znajdowało się miasto. Prowadziła doń szosa, która przecinała las, wijąc się szarą wstęgą.
Wpatrując się w dal, długo nie widziałem nic poza czernią. Czekałem jednak wytrwale. Co noc w dolinie starzy ludzie stawiali w oknach swych domów świece. Trudno było z początku dostrzec blask płomyków. Dopiero kiedy śnieg przestawał na moment padać, światełka świec zaczynały migotać w ciemnościach. Znajdujące się dalej miasto rozbłyskiwało latarniami. Wydawało się, że to gwiazdy rozsiały się na zboczu wzgórz.
Drzwi skrzypnęły przeciągle. Odwróciłem twarz. Do pokoju, przestępując bezszelestnie próg, weszła babka. Stała przez moment w mroku, bez słowa, nie poruszając się.
– Już pora – powiedziała poważnym głosem.
– Taak… – wyjąkałem odchodząc od okna.
Podeszła bliżej. Wyciągnęła z kieszeni spódnicy pudełko zapałek i zapaliła stojącą na parapecie gromnicę. Żółtawe światło przegoniło ciemność. Przez chwilę płomień więził nasze spojrzenia. Na twarzy staruchy pojawiło się tajemnicze skupienie. Była to twarz zapadła, poznaczona bruzdami. Prawa źrenica babki znajdowała się nieco wyżej – może właśnie dlatego wydawało się, że starucha nieustępliwie przygląda się wszystkiemu, badając każdy szczegół otoczenia.
– Teraz uklęknij – szepnęła.
Zrobiłem, co nakazała. Byłem zawsze wierny jej poleceniom, które wydawały się słuszne. Składając dłonie do modlitwy zacząłem poruszać ustami w takt wyuczonych formułek. Spoglądałem przez cały ten czas na przybitego do krzyża Chrystusa. Może i on bał się ciemności? Nie mógł się przecież poruszyć. Był uwięziony na wieczność, skazany na nasze współczucie bądź pogardę.
Czarne ramiona drzew splatały się ze sobą po drugiej stronie strumienia. Wiatr wyginał powykrzywiane konary, które sięgały aż tutaj, przerzucając swe ciała nad zamarzniętym nurtem. Gdy modliliśmy się z babką, ośnieżone gałęzie pukały do okna. Ich kłębowisko przypominające wielkie ptasie gniazdo rozrastało się, mimo że drzewa były martwe.
Moje zmysły wyostrzały się. Zapach zgnilizny, ostry i kwaśny, dochodził do moich nozdrzy. Do tego natrętne stukanie, głos wiatru i szmer nurtu, który spięła lodowa powłoka. Ale w dobiegających do mnie odgłosach było coś jeszcze.
– Słyszysz? – zapytałem niepewnie, wiedząc dobrze, że babka myśli o tym samym, co ja.
– Módl się – skarciła mnie. – Powtarzaj słowa, których cię nauczyłam.
Z otwierającej się za oknem pustki wyławiałem głos tamtej kobiety. Była to cicha kołysanka. Nie rozpoznawałem słów. Gnijące usta i gardło. Starałem się zapomnieć o tym obrazie. Skrzypienie gałęzi. Miarowe. Jakby ktoś zawiesił na konarze wahadło odmierzające czas. Rozpraszało mnie zbyt wiele wrażeń. Trudno było powtarzać słowa zaklęć.
Stara miała przymknięte oczy. Bezzębne dziąsła poruszały się. Drewniany Bóg wysłuchiwał jej modlitw, a przynajmniej nie śmiał się z nich, jak inni. To i tak wiele. W tej chwili byli sobie bliscy. Miałem wrażenie, że Chrystus dzieli z babką podobne lęki, że rozumieją się tylko nawzajem, znając utajony dla innych język.
Skończyliśmy modlitwę. Nasze szepty, przyzywające zastępy zapomnianych świętych, umilkły. Położyłem się do łóżka. Babka przykryła mnie kołdrą.
– Niech Bóg czuwa nad tobą – powiedziała.
– Dobranoc.
– Śpij spokojnie.
Wyszła. W świetle świecy ginęły ćmy. Chrystus rozpostarł swój cień na białej pościeli. Martwy i niemy stróż mojego snu czuwał z rozkazu staruchy. Nigdy nie zasypiał, bo ból nieustannie przeszywał jego ciało. Drewniany Bóg, skazany przez ludzi na wieczne cierpienie, był moim jedynym towarzyszem.
• • •
Babka prawie w ogóle nie wychodziła z domu. Czuła się pewniej w labiryncie korytarzy i pokoi, który był dla niej całym światem, rozległym i wystarczającym dla topniejących potrzeb starej kobiety. Przechadzała się czasem po podwórzu doglądając dobytku, który został po jej zmarłym mężu. Nie było tego wiele. Kilka kur, parę wspomnień i cisza pustkowia. Odkąd dojście do kościoła zza wzgórzem zaczęło przerastać jej siły, babka nie wychodziła poza płot ogradzający obejście.
Tylko z początkiem zimy starucha udawała się nad strumień każdego wieczoru, wbrew swym przyzwyczajeniom. Gdy czerwieniejące słońce powoli zagłębiało się w masywie wzgórz, babka stukała kosturem w pokrywę lodu, z początku nie grubszą od szkła. Bredziła coś przy tym pod nosem, oblizywała wargi. Wpatrywała się długo w czerń plączących się po drugiej stronie gałęzi i wsłuchiwała się w szept strumienia, jakby w nurcie stygnącej wody dało się wyczytać jakąś prawdę. Potem starucha odchodziła od brzegu, wspierając się o kostur. Przemierzała na powrót swój stały zimowy szlak, przyglądając się każdemu źdźbłu zeschniętej i przykrytej szronem trawy. Gdy wracała do wnętrza sieni, wpuszczała przez drzwi lodowy podmuch. Potem udawała się do swojego pokoju. Stamtąd dobiegał po chwili jej szept i ciche pobrzękiwanie paciorków różańca.
Jednak każdej zimy nadchodził dzień, gdy babka zmieniała nieco przebieg swojego rytuału. Zamiast iść od razu do swego pokoju, wchodziła do kuchni. Szukała tam czegoś. Potem ze skupionym wzrokiem przechodziła przez sień, zostawiając za sobą zapach ziół i starości, ciągnąc długi tren wspomnień i dusz, które podążały za nią. Babce towarzyszył wtedy płomień gromnicznej świecy. Cienie tańczyły na ścianach, a potem uciekały przed swoją przewodniczką, kryjąc się w zakamarkach korytarzy.
Babka przypominała podczas tamtych dni kapłankę lub wiedźmę. Może stawała się nią rzeczywiście? Ze strachu unikałem wtedy jej spojrzenia. Szła pewniej, bez laski, podtrzymywana przez kroczących za światłem gromnicy zmarłych, z którymi musiała być zbratana. Wchodziła zawsze do mojego pokoju, otwierając drzwi z jakąś obawą. Zatrzymywała się obok niewielkiego okna wychodzącego na dolinę i strumień. Stawiała na parapecie świecę. Światło trwało przy mnie przez noc. Tak wyglądały noce w dolinie.
Być może w niedalekim mieście, do którego prowadziła kręta szosa, i którego zamazane kontury widać było z mojego okna, sprawy wyglądały inaczej. Ludzie mieli tam swoje wynalazki, okradające ich z czasu i magii. Świat był dla nich miejscem, gdzie zaklęcia i modlitwy przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Doliną rzeki wciąż władały jednak inne prawa. W tym miejscu, zapomnianym przez czas, słowa i rytuały babki zachowywały swą moc. Łudziłem się, że będzie tak już zawsze. A przecież z każdym rokiem migoczących w ciemnościach ogników świec było mniej, mimo iż w dolinie przybywało domów.
Nie rozumiałem jeszcze wtedy pojęcia śmierci, przynajmniej w pełni. Jakoś nie potrafiłem sobie uświadomić, że może ona dotyczyć ludzi, których znałem z doliny rzeki. Starzy ludzie po prostu odchodzili. Nie wiedziałem dokąd, ale z pewnością gdzieś daleko, może za linię wzgórz, bo żaden z nich już nie powrócił. Gdy starzy ludzie znikali, ich bliscy ubierali się na czarno i byli zamyśleni, najczęściej wydawali się smutni, choć zdarzało się widywać na ich twarzach uśmiech, jakby pozbywali się jakiejś troski lub problemu.
Obawiałem się, że któregoś dnia babka także może zniknąć w ten sposób, zabierając z sobą światło gromnicznej świecy i moc swych zaklęć, które strzegły nas przed złem.
• • •
– Nie powinien chodzić nad rzekę, gdy mróz ścina wodę – mówiła stara każdego zimowego poranka, gdy zasiadaliśmy do śniadania. Tamtego dnia również powtórzyła swoje zaklęcie, wiedząc dobrze, że nikt jej nie będzie słuchał.
Ojciec rzeczywiście nie podniósł spojrzenia znad gazety. Dłubał widelcem w zimnej już jajecznicy, nie zwracając uwagi na słowa babki. Matka chodziła po kuchni. Miałem wrażenie, że rodzice zbywają staruchę. Robili wszystko, by nie słuchać jej zrzędzenia. Czasem wydawało mi się, że rodzice wyczekują tylko śmierci babki.
– Czy robi coś złego? – mruknął ojciec, przewracając stronę gazety.
– Nie, nie robi nic złego – odparła babka. – W tym rzecz. Jest niewinny. Jak wszystkie dzieci. Idź, spytaj starej Zofii, dlaczego wciąż nosi żałobę. Nikt nie odnalazł nawet kości jej córki. Nie mogła pochować własnego dziecka.
– Jesteś przewrażliwiona – powiedział ojciec, spoglądając na babkę wrogo. – Nie opowiadaj przy dziecku takich rzeczy.
1 2 3 4 »

Komentarze

09 III 2012   10:22:37

Fajne, klimatyczne.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Umowa
Elżbieta Leszczyńska

10 IV 2021

Bóg podrapał się w głowę. Targały nim sprzeczne uczucia. Kusiła go gra z diabłem, a równocześnie pragnął jak najszybciej usunąć popełnione przy tworzeniu ludzkich istot błędy.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Za górami, w tym samym lesie
Ewa Kajtoch

27 III 2021

Idę po zakupy wspomagając się balkonikiem. Udaje mi się dojść, a wrócić do domu pozwalają mi jakieś dziewczynki z osiedla. Całej portmonetki nie zabrały, ale pięćdziesiąt złotych musiałam oddać.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Gwiezdne wojny: Druga szansa
Magdalena Stawniak

20 II 2021

Facet utkwił w nim badawczy wzrok, aż zrobiło mu się nieswojo. Ale dzięki temu przestał płakać. Oficer skinął dłonią zachęcając go do podejścia bliżej. Chętnie to zrobił, bo nie musiał już więcej patrzeć na zwłoki.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Krucze opowieści
— Magdalena Kubasiewicz

Pierwszy dzień zimy
— Paweł Lach

Porażka Callidufelosa
— Paweł Lach

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.