Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 7 lipca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Maciej Musialik
‹Rola życia›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorMaciej Musialik
TytułRola życia
OpisAutor pisze o sobie:
Ekonomista, filolog, autor-hobbysta. Przygodę z pisaniem zaczynał od recenzji filmowych, ale w końcu zatęsknił za dialogami i przerzucił się na prozę. Na papierze zadebiutował w Science Fiction Fantasy i Horror – „Tropicielem z Nowej Moskwy”, który stał się początkiem cyklu. Publikował także w Magazynie Fantastycznym oraz e-zinie Creatio Fantastica. Zdobywca III miejsca i wyróżnienia w konkursie literackim Horyzonty Wyobraźni 2009 oraz finalista edycji 2011. W Esensji jest do przeczytania jego „Ballada o końcu świata”, a z garścią innych tekstów można zapoznać się na autorskim blogu.
Gatunekkryminał, SF

Rola życia

Maciej Musialik
1 2 3 6 »
Tymczasem dwaj tajemniczy mężczyźni spojrzeli po sobie, a następnie rozstawili się szerzej. I jeszcze zanim jeden z nich wyciągnął pistolet z tłumikiem, wiedziałem, że wydarzy się coś niedobrego.

Maciej Musialik

Rola życia

Tymczasem dwaj tajemniczy mężczyźni spojrzeli po sobie, a następnie rozstawili się szerzej. I jeszcze zanim jeden z nich wyciągnął pistolet z tłumikiem, wiedziałem, że wydarzy się coś niedobrego.

Maciej Musialik
‹Rola życia›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorMaciej Musialik
TytułRola życia
OpisAutor pisze o sobie:
Ekonomista, filolog, autor-hobbysta. Przygodę z pisaniem zaczynał od recenzji filmowych, ale w końcu zatęsknił za dialogami i przerzucił się na prozę. Na papierze zadebiutował w Science Fiction Fantasy i Horror – „Tropicielem z Nowej Moskwy”, który stał się początkiem cyklu. Publikował także w Magazynie Fantastycznym oraz e-zinie Creatio Fantastica. Zdobywca III miejsca i wyróżnienia w konkursie literackim Horyzonty Wyobraźni 2009 oraz finalista edycji 2011. W Esensji jest do przeczytania jego „Ballada o końcu świata”, a z garścią innych tekstów można zapoznać się na autorskim blogu.
Gatunekkryminał, SF
– Zakładam, że wie pan, kim jestem – stwierdził Donnerson.
– Owszem – odparłem. – Podejrzewam, że wie to połowa kontynentu.
Uśmiech, który zagościł na mej twarzy, najwyraźniej zobligował jednak gospodarza do dalszych wyjaśnień.
– Przepraszam, wolałem się upewnić. Sprawa jest dość delikatna i ściśle związana z moją pracą, więc chciałbym, by miał pan pełny obraz sytuacji.
– Spokojna głowa – dodałem i pomyślałem, że aby nie wiedzieć, kim jest Stephen Donnerson, musiałbym spędzić ostatnie piętnaście lat w pozbawionej telewizora piwnicy. Dwa Oscary, trzy Złote Globy, chyba z dziesięć nominacji do innych nagród i dozgonna miłość widzów na całym świecie sprawiały, że mojego klienta trudno było uznać za anonimową postać. Podejrzewałem, że przez samo przebywanie w takim towarzystwie nawet ponury lokaj, który mnie tu wpuścił, mógłby zostać celebrytą.
Siedzieliśmy w przestronnym salonie w posiadłości Donnersona. Pomieszczenie urządzono w zimnym, nowoczesnym stylu, który zazwyczaj mnie drażnił. Z jakiegoś powodu jednak nawet czerwona kanciasta sofa, na której siedziałem, wydawała mi się całkiem wygodna. Może była to kwestia drinka, którym poczęstował mnie służący, a który stał teraz na designerskim, szklanym stoliku, celując we mnie pstrokatą parasolką. Gospodarz zajmował pobliski fotel. Siedział już na nim, gdy przyszedłem, i nawet się nie podniósł. Nie jestem purystą, jeśli chodzi o savoir-vivre, ale odebrałem to jako pewien nietakt. Uznałem jednak, iż jeśli ktoś takiej sławy wynajmuje detektywa, musi mieć ważniejsze problemy na głowie niż minimum kurtuazji. Poza tym zachowywał się bez zarzutu, sprawiając wrażenie dość zatroskanego.
– Pozwoli pan zatem, że nakreślę, w czym rzecz – zaczął.
– Śmiało – zachęciłem go gestem.
Odchrząknął.
– Być może pan nie wie, ale wszystkie filmy, w jakich zagrałem w ciągu ostatnich dziesięciu lat, wyszły spod skrzydeł tej samej wytwórni.
– Celestial?
– Zgadza się. Nawet te mniejsze, bardziej artystyczne projekty dla SpyMovies czy Genuine Studios były wyprodukowane przez nią. Na chwilę obecną Celestial jest właścicielem jakichś czterdziestu procent rynku filmowego w tym kraju. To jeszcze nie czyni z niego monopolisty, ale gdyby zebrać do kupy jej siłę przebicia, okazałoby się, że to w tej chwili najsilniejszy gracz. I trzeba się z nim liczyć.
– Rozumiem – przytaknąłem, choć na razie nie miałem większego pojęcia, do czego Donnerson zmierza.
– Problemem jest to, że chciałbym zmienić studio – rzekł aktor.
– Chyba nic prostszego? Idzie pan na rozmowę i negocjuje warunki.
– Sęk w tym, że to nie takie proste.
– Nawet z pańskim nazwiskiem?
– Tym bardziej z moim nazwiskiem – westchnął aktor. – Dziesięć lat temu, zaraz po pierwszym Oscarze, szukałem ciekawych projektów, dzięki którym mógłbym się rozwijać. Rola Pareliusza była tak charakterystyczna, że bałem się zaszufladkowania. Wtedy zgłosił się do mnie szef Celestial, Bob Swagger, i zaproponował układ. Pracowali tam wtedy nad zmianami w sposobie współpracy aktorów ze studiem i zdecydowali się na strategię wyłączności. Chodziło o to, że przez pewien okres pojawiałbym się tylko i wyłącznie w filmach wyprodukowanych przez nich.
– Niedoczekanie – burknąłem.
– Z jednej strony racja – odparł Donnerson, nieco zmieszany. – Żaden aktor o zdrowych zmysłach nie pozwoliłby tak się ograniczyć. Potem jednak pokazali mi czek, a mnie, nawet już po pierwszych sukcesach, zrobiło się słabo na widok kwoty. Okazało się też, że miałbym pełną swobodę w doborze ról w studiach należących do Celestial. A że już wtedy mieli ich chyba z osiem, w końcu się zgodziłem. I wbrew początkowym obawom nie wyglądało to najgorzej. Wcale nie czułem się, jakbym pracował tylko dla jednego producenta. W międzyczasie zdobyłem kilka następnych nagród i w zasadzie do niedawna byłem z tej umowy zupełnie zadowolony.
– Więc co się stało?
– Słyszał pan o role creation?
– Coś mi się obiło o uszy – przyznałem. – Nie chodzi przypadkiem o wirtualnych aktorów?
– Blisko – przytaknął Donnerson. – Ale wirtualni aktorzy to tylko czubek góry lodowej. Zaczęło się od tego, że Celestial zaproponowało mi umowę na wykorzystanie wizerunku. Rozumie pan, wgraliby moją twarz do komputera, a potem robili z nią przez następną dekadę, co chcieli. Z początku pomyślałem, że to nic takiego. Swagger opowiadał mi o wielkich planach, jakie wiązał z tą technologią. Chcieli wykupić od spadkobierców prawa do wizerunku Marilyn Monroe i Jamesa Deana, a potem wygenerować ich komputerowo i nakręcić film, w którym wystąpiliby wspólnie. Wyobraża pan sobie? To byłby ewenement!
– Fakt. Planowali zaangażować jeszcze jakichś zmarłych?
– Całe mnóstwo! Swagger po cichu pochwalił się, że prowadzą wstępne negocjacje z rodzinami ponad dwudziestu słynnych aktorów, którzy już zeszli z tego świata. Oczywiście nie wszyscy mieli grać w tym samym filmie, ale gdyby projekt wypalił, Celestial zarobiłoby krocie.
– Być może. Ale taka technika to żadna nowość – odparłem. – Przecież tylu aktorów wskrzeszono już przy pomocy efektów specjalnych. A odkąd używa się performance capture
Performance capture to przeżytek – skwitował Donnerson. – A my mówimy o kolejnym ogniwie ewolucji. Proszę zrozumieć, nie chodzi o to, że przy pomocy kilku procesorów stworzono nieistniejącą postać czy powołano do życia kogoś, kogo już nie ma. Metoda wynaleziona przez Celestial wyszła poza ekran. Gdy tylko to zrozumiałem, trochę się przestraszyłem.
– Czego?
– Tego, że przestanę być potrzebny. Widzi pan, role creation polega na wygenerowaniu hologramu, który nie tylko trafiłby do gotowego filmu, ale mógłby nawet pojawić się na planie z innymi aktorami! Wszystkim sterowałby potężny komputer albo człowiek, który zarządzałby taką sztuczną postacią w czasie rzeczywistym. Zero zabawy z dodawaniem delikwenta w postprodukcji, zero męczarni z charakteryzacją. Wie pan, co to oznacza? Że efekty specjalne wkroczyłyby nawet do teatru!
– Chyba zaczynam rozumieć. Więc Celestial chciało, żeby dał się pan skopiować, a pan miał obawy, że jak już będą dysponować cyfrowym dublerem Stephena Donnersona, to prawdziwego przestaną zapraszać nawet na bankiety, bo przecież wypije im całego szampana. Hologram jest dużo bardziej ekonomiczny.
– Coś w tym rodzaju – uśmiechnął się aktor. – Gdybym podpisał papiery na wyłączność, mogliby zrobić z moim nazwiskiem, co chcą. Mogliby nawet sprawić, że poprowadziłbym doroczną galę Przyjaciół Towarzystwa Stomatologicznego. A że nie podobała mi się perspektywa utraty kontroli nad własną karierą, oczywiście odmówiłem.
– A im się to oczywiście nie spodobało – zgadłem.
– Bingo.
– Straszyli pana?
– Nie od razu, ale delikatnie zaczęli dawać mi do zrozumienia, że odmowa nie jest mile widziana.
– Grozili czymś konkretnym?
– Cóż, mieli swoje sposoby…
– Rozumiem – odparłem, upijając łyk kolorowego drinka. – A robią to nadal?
– Od kilku dni się nie odzywali, ale wiem, że wrócą do tematu. I będą coraz bardziej stanowczy. Widzi pan, ci ludzie mają powiązania. Bardzo niesympatyczne powiązania.
– Domyśliłem się – skinąłem głową. – Ale, jak rozumiem, pan postanowił uprzedzić ich atak i zadzwonił do mnie.
– Zgadza się – rzekł aktor z rozbrajającą szczerością.
– W porządku – rozsiadłem się wygodniej na sofie. – Co mam zrobić?
– Dostanie się pan do siedziby Celestial i zdobędzie dla mnie pewien dokument. Chodzi o oryginał kontraktu, który podpisałem z nimi dziesięć lat temu.
– Nie dysponuje pan kopią?
– Dysponuję, ale mam powody przypuszczać, że różni się ona od umowy, w której posiadaniu jest aktualnie Swagger. Niestety obawiam się, że któryś z zawartych w niej punktów zawiera kruczek prawny, którym teraz ci dranie zamierzają mnie przekonać do zmiany zdania.
– I nie zorientował się pan, że z pańską kopią jest coś nie tak?
– Nie było czasu na porównywanie wszystkich dwudziestu stron kontraktu. Przeczytałem tylko ten egzemplarz, który, jak się okazało, później trafił do mnie. Drugi tylko przekartkowałem. Wyglądał na identyczny.
– Niezła historia – pokręciłem głową z niedowierzaniem. – Ale czy aby różnice pomiędzy jednym a drugim nie unieważniają całej umowy?
– Z jakiegoś powodu nie – odparł smutno Donnerson.
– A gdyby ją po prostu wypowiedzieć, niezależnie od treści?
1 2 3 6 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Tuaranga
Piotr Zawada, Magdalena „Majik Czar” Czarnecka

4 VII 2020

Ostrzeżenie: opowiadanie tylko dla czytelników dorosłych!

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Zerwany kwiat
Marcin Pindel

21 VI 2020

Zostawiwszy za sobą bacówkę, przy której wygrzewał się na słońcu piękny owczarek, minąłem kierdel owiec, a pięć minut później dotarłem na szczyt. Kapliczka stała niedaleko charakterystycznego pasa drzew porastającego niemal łysy wierzchołek. Już na miejscu odwróciłem się w kierunku, z którego przyszedłem. Szczyty Tatr wciąż pobłyskiwały bielą, ale Babia Góra zdążyła się już pozbyć swojej śnieżnej czapy.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Nocna parada stu demonów
Wiktor Orłowski

16 V 2020

Dzięki kosztownym podarkom dotarłam do młodego pomocnika doktora Kaname, który przyparty do muru (nie będę opowiadać Ci, jak nakłoniłam go do zwierzeń – dobrze to wiesz, wszak jestem gejszą) wyznał, że pewnej deszczowej nocy pomógł swemu zwierzchnikowi opatrzyć Biwako. Tę słodką, piękną dziewczynę okrutnie okaleczono, rozcinając nożem kąciki ust. Obrzydliwy „uśmiech” sięgnął ponoć aż do uszu, Biwako straciła tak dużo krwi, że obawiano się, czy zachowa życie.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Ballada o końcu świata
— Maciej Musialik

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.