Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Paweł Micnas
‹Der Meister in Posen›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorPaweł Micnas
TytułDer Meister in Posen
OpisAutor pisze o sobie:
rocznik ’92, poznańczyk z urodzenia, z zamieszkania i z zamiłowania. Obecnie student filologii polskiej UAM. Czytelnik zawsze, recenzent okazjonalnie. Maniak futbolu. Smakosz piwa i poezji.
Gatunekfantasy, historyczna, humor / satyra

Der Meister in Posen

« 1 2 3 4 5 8 »

Paweł Micnas

Der Meister in Posen

– Tak. Gdy dwa dni temu poszliśmy w umówione miejsce, majstra tam nie było. Blyrwy zapewniały, że Adam nie dotarł do lokalu. To samo mówiła ich burdelmama. Od tej pory szukamy go po całym mieście. Nieskutecznie.
Wypili wódkę. Daniel wyszedł z pampra, Wyrwiząbek rzucił blotkę. Piącha zgarnął bitkę kierowym tuzem. Borsuk mruknął coś pod nosem o indolencji poety, który grał z nim w parze.
– Hubert był nowy. Jeszcze niedoświadczony. Dlatego dał się złapać. Miałeś szczęście, że dotarłeś na miejsce zbrodni, gdy mordercy już uciekli. Zabiliby cię. Nie mrugnęliby nawet okiem.
– Dlaczego go zabili?
– Ponieważ Hubert był członkiem… hm… podziemnej organizacji. Działał razem z nami.
– Nigdy nie mówiłeś mi, że działasz w podziemiu – rzekł Daniel.
– To nie zwykłe podziemie. To elitarny klub. Dla najlepszych. Nigdy by cię tu nie było, gdyby nie głupi zbieg okoliczności. Teraz twoje życie również jest zagrożone. – Borsuk spojrzał Danielowi w oczy, nie uśmiechając się. – Kończąc, dostaliśmy wiadomość od naszych przyjaciół z południa, że Mickiewicz jedzie do Wielkiego Księstwa Poznańskiego. Mieliśmy mu zapewnić ochronę. Jak już wiesz, nawaliliśmy.
– Kto nastaje na życie majstra? – spytał Daniel.
– Prawdopodobnie rosyjska, podziemna grupa, taka jak nasza, której przewodzi heksa.
– Co ty blubrasz? Czarodziejka?
– Tak, to nie blubry. To prawda. Nasz czarodziej jeszcze w Poznaniu się nie zjawił. Cóś go zatrzymało w Wiedniu.
– Ha, ha! – wybuchł śmiechem Daniel, ale po chwili zobaczył, że trzej mężczyźni nie są w nastroju do żartów. – Hi hi? He? Tej no, przecież magia i heksy to baje dla dzieci!
Borsuk zmierzył go wzrokiem, poważny do bólu.
– Magowie nie są na tyle mocni, by zapanować nad światem czy choćby nad jednym państwem lub księstwem – wytłumaczył. – Stereotypowe wyobrażenie przedstawia czarodzieja jako złą jednostkę żądną władzy. Nie mi decydować, czy są źli czy też dobrzy. Są ludźmi. I boją się. Społeczeństwo zawsze odrzuca niepasującą doń jednostkę, a w przypadku czarodziei robi to bez opamiętania. Dlatego magowie działają z ukrycia i nieliczni wiedzą o ich istnieniu. Zostają doradcami na dworach, strategami w wojskach, niektórzy wybierają życie w odosobnieniu. Najczęściej ukrywają swe zdolności. By zaś utrzymać wielki talent w ukryciu, potrzeba wielkiej pokory… Wiesz, co to pokora?
– Oczywiście – odparł Daniel.
– Wątpię… Mniejsza z tym. Wiedz po prostu, że magowie, heksy, czarodzieje, zwał jak zwał, istnieją. A że wolą nie pokazywać się publicznie, wybierają walkę w podziemiach, konspiracje i gangi. Wyrwiząbek, Piącha i ja, jak już wspominałem, należymy do nielegalnej organizacji. Konkretniej: należymy do Podziemnej Gwardii Poznańskiej.
– Taki trzyosobowy klubik?
– Nie. – Borsuk pokręcił głową. – Na terenie Wielkiego Księstwa Poznańskiego jest nas niecała setka. Nie będę ci tłumaczył naszych głównych zadań ani struktur organizacyjnych, bo zajęłoby to całe wieki. Ważne, żebyś wiedział jedno: przez ostatnie dni skupiamy się jedynie na poszukiwaniach majstra. To jest priorytet.
– Jak się nazywa ta rosyjska grupa?
– Moskiewska Brygada – odpowiedział Wyrwiząbek, sepleniąc. – To taki rosyjski odpowiednik naszej Gwardii.
– Dlaczego szukają Mickiewicza? – spytał Daniel. – Jego słowo stanowi takie wielkie zagrożenie?
Borsuk przewrócił oczami.
– Oczywiście, że samo słowo majstra nie stanowi zagrożenia. Ale podnosi morale całego narodu, który, jeśli tylko chce, może stać się groźnym. Jednak to nie z powodu budującej poezyji Moskiewska Brygada ściga majstra. Adam był niedawno w Rzymie, gdzie skontaktował się z kilkoma ważnymi osobistościami. Podobno Grzegorz XVI jest gotów potępić powstanie listopadowe. Adam miał przekazać nam informacje od rewolucjonistów włoskich. Nie wiem jak, ale Moskiewska Brygada dowiedziała się, że majster zna odpowiedzi na kilka ważnych pytań i teraz go ścigają. Gdy już go złapią i złamią torturami, a on wyśpiewa wszystko, co wie, wtedy go zabiją.
– Dlaczego?
– Wyobraź to sobie. Mickiewicz zamordowany w Poznaniu. Polacy winą za śmierć swojego majstra obarczą Prusaków, podczas gdy winni będą tak naprawdę Ruscy. Moskwa zdobędzie dowód na to, że pod ich zaborem żyje się lepiej i że oni na życie polskiego poety nie nastają. Kolejny argument, który pokaże Polakom na wschodzie, że rusyfikacja ich ziem wcale nie będzie złem koniecznym, tylko czymś, co może przynieść dodatkowe korzyści.
Zapadła cisza. Daniel spojrzał w oczy Borsukowi i rozłożył ręce.
– Ale po co mnie w to wtajemniczacie? Mam napisać jakąś balladę na waszą cześć?
– Nie. Pomożesz nam w poszukiwaniach.
– Niby jak?
– Rymy klecić umiesz?
– No… tak.
– To będziesz Mickiewiczem.
• • •
Piwnica, w której więzili Daniela, okazała się magazynem jakiegoś lokalu. Szynk był pusty; ławy ustawiono pod ścianą, a stoły jeden na drugim. Poeta zgadywał, że bar nie widział klientów od przynajmniej roku.
Wyszli na ulicę pogrążoną w mrokach nocy.
Daniel nie odrywał wzroku od Borsuka. Znali się od pięciu lat. Nieraz pijali razem w tanich spelunach, chodzili na blyrwy, ogrywali dojne krowy w karcianych korytach. Teraz poeta nie poznawał przyjaciela. Tajne organizacje, zabawa w anioła stróża majstra poezyji, czarodzieje, magia… Dopiero teraz zorientował się, jak słabo zna Borsuka. Właściwie wiedza Daniela o nim ograniczała się do trzech rzeczy: lubił zabawę, lubił kurwy i lubił się stroić na dandysa. Nigdy nie powiedziałby, że mężczyzna zajmuje się sprawami rangi państwowej…
Doszli do Fary. Zatrzymali się przed drzwiami barokowego kościoła.
– Idziemy się modlić? – spytał Daniel.
– Nie – odparł Borsuk i otworzył drzwi kluczem.
Weszli do świątyni. Minęli wysoką kolumnę podtrzymującą strop, mroczny obraz zawieszony na ścianie; przeszli pod łukiem zdobionym w stylu rokoko. Borsuk otworzył kolejny zamek i zaczęli wchodzić po schodach. Skąd on ma te wszystkie klucze? – zastanawiał się Daniel.
Ciekawiło go też, o co chodzi z udawaniem Mickiewicza. Nie wyjaśnili mu tego. Powiedzieli, że nie ma czasu, i zaprowadzili do kościoła. Szaleńcy. Poeta zaczął mieć wątpliwości, czy dobrze robi, idąc za nimi.
Na balkonie wyminęli błyszczące organy i weszli do mniejszego pomieszczenia.
– Thomas! Pobudka! – podniósł głos Wyrwiząbek.
Borsuk odnalazł jakąś lampkę i zapalił ją. Ich oczom ukazała się niewielka izdebka, zapełniona regałami pełnymi książek. Po ziemi walały się jakieś klamoty. Pod ścianą ustawiono zdezelowane wyro, na którym leżał siwy mężczyzna.
– Thomas! Musisz nam poczarować!
Staruszek obudził się i usiadł na łóżku. Zmierzył wzrokiem przybyszów.
– Przecież śródek nocy jest… – urwał, zobaczywszy poetę. – Co to za jeden? – spytał.
– Daniel Kreściszewski – przedstawił poetę Borsuk. – Potrzebujemy twojej pomocy, Thomas.
– Ach, tak? Pomocy?
Staruszek opuścił izdebkę i usiadł przy organach. Wyrwiząbek i Piącha wymienili porozumiewawcze spojrzenie.
– Znów się zaczyna – wyjaśnił Borsuk poecie. – Thomas to nałogowiec. Zaraz po przebudzeniu zawsze siada do gry.
– Przecież jest środek nocy.
– Wiem, ale to mag. Ludzie przychodzili już doń ze skargami, zezłoszczeni, że zakłóca spokój swoimi nocnymi koncertami. Nic jednak nie wskórali, bo rzucał na nich urok. Wracali, zadowoleni, że mogli sobie pogawędzić z organistą. Zachowywali się, jakby problem nigdy nie zaistniał.
Thomas zagrał jakąś melodię. Potężne piszczałki zagrzmiały, a Daniel poczuł się, jakby tuż obok strzelił grom. Staruszek zmrużył oczy i oddał się grze. Poeta pomyślał, że to piękna muzyka. Pomyślał też, że zupełnie odmienne zdanie na ten temat mają mieszkańcy pobliskich domostw.
Organista skończył i podszedł do mężczyzn rozpromieniony.
– Muzyka to magia, panowie. Bóg dał człowiekowi język, by mógł mówić. Gdy jednak zauważył, że porozumiewanie się w ten sposób nie wychodzi ludziom najlepiej, obdarzył ich talentem muzycznym.
– Blubry – stwierdził Piącha.
– Dobry materiał na poemat – dodał Daniel.
« 1 2 3 4 5 8 »

Komentarze

12 V 2012   12:25:19

Świetne i bardzo wciągające :D

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opowieści starego nawigatora: Miasto Słońca
Paweł Wolski

15 I 2022

Tym razem jednak, kiedy na dany mi przez cicerone znak jednym ruchem ściągnąłem z Niespodzianki osłaniające ją płótno, pośród z górą dwóch tysięcy skupionych wokół rezydentów zapanowała absolutna cisza.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Wędrowny Teatr Lalek Jeremium Patajasz
Anna Robak-Reczek

18 XII 2021

Wystarczyło kilka nieznacznych ruchów, i snuła się historia. Młody chwilę patrzył na to, co robi mój towarzysz, a potem, nie odrywając od niego wzroku, wyjął z kangurzej kieszeni bluzy niedużą lalkę. Biedne to stworzenie po przejściach dołączyło nieśmiało do tej, którą trzymał stary. Nie wiem, kto kogo prowadził, ono chłopca, czy on je.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Części zamienne
Bohdan Waszkiewicz

30 X 2021

Na wybiegu dla lwów przebywał mój ulubiony kolega z pracy. Karmił z ręki ufnie podchodzące zwierzęta, coś cichutko do nich mówiąc i szczerząc w uśmiechu nienagannie białe zęby. Nawet pogłaskał po grzywie ogromnego samca, po czym z radością wręczył mu solidny kawał mięsa.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.