Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Paweł Micnas
‹Der Meister in Posen›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorPaweł Micnas
TytułDer Meister in Posen
OpisAutor pisze o sobie:
rocznik ’92, poznańczyk z urodzenia, z zamieszkania i z zamiłowania. Obecnie student filologii polskiej UAM. Czytelnik zawsze, recenzent okazjonalnie. Maniak futbolu. Smakosz piwa i poezji.
Gatunekfantasy, historyczna, humor / satyra

Der Meister in Posen

« 1 5 6 7 8 »

Paweł Micnas

Der Meister in Posen

– Rzeczywiście dziwne… Co do Moskiewskiej Brygady, to jednego capnąłem we Wiedniu – pochwalił się czarodziej. – Dobrałem mu się do skóry, a wiedz, że był magiem. Wiesz, co próbował zrobić? Chciał wpłynąć na władzę, by była ostrzejsza wobec Polaków pod zaborem. Na szczęście powstrzymałem go i zapobiegłem zmianom w polityce. – Jan poszperał w kieszeniach. – Mam nawet medalion, który rojber nosił na szyi. Godło Moskiewskiej Brygady.
Podał naszyjnik Borsukowi.
– Rzeczywiście… To był ich członek. Daniel, chcesz zobaczyć godło Moskiewskiej Brygady?
– Pewnie. A po co im właściwie te medaliony?
– Muszą się jakoś rozpoznawać, prawda? Muszą mieć jakiś znak, który nie pozwoli pierwszemu lepszemu szpiegowi na wtargnięcie w ich szeregi. Niektórzy mają medaliony, a ci wyżsi rangą magowie i wiedźmy znamię na ramieniu. Oprócz znaków używają też haseł…
– Znamię na ramieniu? – powtórzył głucho poeta, przerwawszy Borsukowi. Obejrzał medalion. Wygrawerowano na nim węża połykającego świat. Wyglądało to całkiem fascynująco i groźnie jednocześnie. Najbardziej jednak niepokojące było to, że Danielowi wydawało się, iż widział już gdzieś ten znak. Wąż połykający Ziemię… – O nie! – wydarł się, podniósłszy się z miejsca. – Cóśmy zrobili!
– Uspokój się! – Borsuk również wstał. – Co cię opętało?!
Daniel chwycił się za głowę.
– W-widzi-działem taki znak… znamię na nadgarstku Emilii! Emilia miała znamię w kształcie węża połykającego Ziemię!
Borsuk i Jan wymienili spojrzenia.
– Czemu dopiero teraz nam to mówisz?
– A skąd miałem wiedzieć, że to godło Moskali?! Ady nie powiedzieliście mi wcześniej! Poza tym szybko zakryła znamię rękawem i zapomniałem o nim zupełnie.
– Kurwa… Tylko czarodzieje i czarodziejki mają znamię zamiast medalionu.
– Chcecie mi powiedzieć – rzekł Jan – że oddaliście majstra prosto w łapy rosyjskiej heksy?
• • •
Opuścili dom i pobiegli w stronę stajni za miastem. Borsuk prowadził ich drogami, gdzie istniało mniejsze prawdopodobieństwo spotkania pruskich strażników. Gdy żołnierze widzą biegnących poznańczyków, od razu rzucają się za nimi w pogoń. A tego trójka mężczyzn chciała uniknąć.
Daniel nie mógł uwierzyć, że byli tak naiwni. Teraz wszystkie elementy pokręconej układanki wskakiwały na swoje miejsca. W miejscu, gdzie znaleźli majstra, nie było zbójów, bo Emilia rozkazała im się rozproszyć. Gdy już wrócili z poetą do domu Borsuka, kobieta, którą trzeba uznać za czarownicę ze względu na jej znamię, zaczęła przystawiać się do Adama, by uzyskać jego zgodę na wspólną podróż. Opuścili Stadt Posen. Jechali gościńcami i leśnymi dróżkami, gdzie przez kilka godzin można było nie spotkać nikogo. Brutalne przesłuchanie i morderstwo w jakimś odludnym miejscu nie powinno sprawić większych problemów.
Borsuk, Jan i Daniel znaleźli się przy Bramie Wrocławskiej. Tłum ludzi czekał na wejście do miasta. Ciżba wściekała się na strażników, którzy wpuszczali tylko nielicznych, ze względu na epidemię cholery. Poeta dostrzegł, jak jednemu, zbyt agresywnemu mężczyźnie żołdacy przestawiają szczękę i wyrzucają go w tłum oczekujących ludzi.
Opuścić miasto było łatwiej. Przecisnęli się na początek kolejki, nie zwracając uwagi na strażników. Żołnierze zlustrowali ich wzrokiem i oznajmili, że wejście z powrotem nastręczy im wiele problemów. Borsuk wyjątkowo dobrze udał rozpacz i powiedział, że we wsi Zawady umiera mu babka. Strażnicy puścili ich. Wszyscy trzej wymamrotali danke schön i ruszyli w stronę stajni.
Byli zdziwieni, dlaczego Moskiewska Brygada pozwoliła odbić sobie majstra tak łatwo. Teraz wszystkie wątpliwości zostały rozwiane. Pierwotnie Ruscy chcieli załatwić wszystko w Poznaniu. Przesłuchanie i morderstwo. Porywacze zmienili plany, gdy zobaczyli że Podziemna Gwardia Poznańska drepcze im po piętach. Daniel domyślił się, że to Emilia, która nadzorowała całą akcję, wykoncypowała plan, który pozwolił jej opuścić miasto w towarzystwie majstra. Zasugerowała wyjazd Mickiewicza do Kopaszewa, na co wszyscy się zgodzili. Tylko ona wiedziała, że majstrowi nie uda się dotrzeć do dworku nad Obrą. Stworzyła pozory bezpieczeństwa, w które wszyscy bez wyjątku uwierzyli: Mickiewicz wyjechał do Kopaszewa, podczas gdy Moskiewska Brygada została w Poznaniu. Całą akcję zaplanowała tak, że nie domyślili się, iż kobieta dotrzymująca poecie towarzystwa w czasie podróży jest wiedźmą. Daniel nie znał się na magii, ale podejrzewał, że Wyrwiząbek i Piącha, którzy czuwali nad bezpieczeństwem majstra, nie będą stanowić dla heksy większej przeszkody. Uśpiła czujność Podziemnej Gwardii Poznańskiej do tego stopnia, że mogłaby próbować wyciągnąć z Mickiewicza informacje po dobroci. Daniel miał jednak wątpliwości, czy zastosuje podobny wariant. Porywacze nie bawią się w takie gierki, gdy nie są do nich zmuszeni. Emilia sprawiła, że poznańczycy nie zwietrzyli jej podstępu, dzięki czemu będzie mieć dla majstra znacznie więcej czasu na wyciąganie informacji przemocą, więcej czasu… – Daniel wzdrygnął się i przełknął ślinę – na tortury…
W stajni pożyczyli trzy dobre konie. Borsuk zapłacił, a raczej dał w zastaw dużo pieniędzy. Obiecał bowiem właścicielowi zwierząt, że oddadzą konie najpóźniej jutro rano. Mężczyźni wskoczyli na siodła i ruszyli z odsieczą. Daniel nie należał do majstrów konnej jazdy, ale w siodle potrafił się utrzymać. Nadążenie za Borsukiem i Janem nie sprawiło mu większych trudności.
Udali się na zachód. Pomknęli ulicą Świętego Marcina, bacząc, by nie potrącić pieszych i by nie zderzyć się z nadjeżdżającymi z naprzeciwka dorożkami. Gdy tylko opuścili przedmieścia, zmusili konie do cwału. Pęd wyciskał łzy z oczu, wiatr wichrzył fryzurę. Daniel poczuł się dziwnie, goniąc kogoś. Zwykle to on robił za uciekiniera. Choć, jak spojrzał na to z drugiej strony, doszedł do wniosku, że wielkiej różnicy nie ma. Raz wróg jest za tobą, a raz przed tobą. Jak w dziecięcej zabawie w gonito.
Im bardziej oddalali się od miasta, tym mniej ludzi mijali. Wieża poznańskiego Ratusza powoli znikała za cienką linią horyzontu.
Daniel zerknął na szablę, którą dostał od Borsuka, a którą przytroczył do pasa, gdy biegli ku miejskiej bramie. Miał również pistolet w kaburze. W sercu żywił jednak cichą nadzieję, że nie będzie musiał użyć broni. Nigdy nie zabił człowieka. Poza tym zamordowanie wiedźmy nie wydawało się byle błahostką.
Jedno było pewne. Materiał na balladę miał wyśmienity.
Pozostawało mieć nadzieję, że majster go nie uprzedzi i sam nie opisze tych wydarzeń w jakimś poemacie.
Na gościńcu nie było nikogo. Wokoło szczere pole i tylko gdzieś w oddali majaczyła zielona ściana lasu. Jan zatrzymał konia. Borsuk i Daniel poszli za przykładem maga.
– Co jest, tej?
Czarodziej uniósł rękę, gestem uciszając poetę. Zmrużył oczy, wciągnął powietrze w płuca, po czym wskazał na północ.
– Zobaczcie.
Borsuk i Daniel spojrzeli w tę samą stronę. Daleko przed nimi stał opuszczony wiatrak. Niedaleko paltraku dojrzeli wóz, którym wysłali majstra w podróż nad Obrę. Emilia zmusiła mężczyzn do zboczenia z drogi, by ułatwić sobie robotę. Mogli tylko mieć nadzieję, że nie zdążyła się jeszcze dobrać do Mickiewicza.
Popędzili w stronę wiatraka. Konie mknęły, ile miały sił w pęcinach. Daniel i Borsuk zostali nieco w tyle za Janem. Poeta był pewien, że czarodziej szepnął swojemu ogierowi do ucha kilka magicznych słów. Galopował bowiem coraz szybciej
Kilka chwil później dotarli na miejsce. Zeskoczyli na ziemię i okrążyli wóz. Na koźle siedzieli Wyrwiząbek i Piącha. Obaj mieli zakrwawione koszule. Lucjuszowi poderżnięto gardło, a Fryderykowi zadano kilka ciosów w brzuch.
Trzej mężczyźni zbliżyli się do umarłych.
W tym samym momencie skrzydła paltraku zaczęły obracać się, choć wiatr był zbyt słaby, by wprawić je w ruch. Skrzypiąc i trzaskając poruszały się coraz szybciej i szybciej. Daniel miał wrażenie, że wiatrak lada moment odfrunie lub po prostu się rozpadnie. Cztery śmigła obracały się tak prędko, że zamieniły się już w kolistą plamę brązu.
Wtedy Wyrwiząbek i Piącha obudzili się.
– Co jest, tej?! – krzyknął Daniel i odskoczył od wozu.
Borsuk obnażył broń i sieknął Piąchę przez kark. Mężczyzna padł martwy. Wyrwiząbek zeskoczył z kozła i sięgnął po swoją szablę. Daniel dostrzegł, że oczy Lucjusza wywróciły się na drugą stronę i widać było tylko przerażające białka.
Poeta chwycił swoją broń i pomógł Borsukowi. Jego ruchy były niezgrabne. Mimo to udało mu się sparować cięcie Wyrwiząbka, który na moment stracił równowagę. Wykorzystał to Borsuk i odciął opętanemu głowę.
– Ożywiła ich – rzekł Jan. – Jest w środku razem z majstrem. – Wskazał na wiatrak.
« 1 5 6 7 8 »

Komentarze

12 V 2012   12:25:19

Świetne i bardzo wciągające :D

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opowieści starego nawigatora: Miasto Słońca
Paweł Wolski

15 I 2022

Tym razem jednak, kiedy na dany mi przez cicerone znak jednym ruchem ściągnąłem z Niespodzianki osłaniające ją płótno, pośród z górą dwóch tysięcy skupionych wokół rezydentów zapanowała absolutna cisza.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Wędrowny Teatr Lalek Jeremium Patajasz
Anna Robak-Reczek

18 XII 2021

Wystarczyło kilka nieznacznych ruchów, i snuła się historia. Młody chwilę patrzył na to, co robi mój towarzysz, a potem, nie odrywając od niego wzroku, wyjął z kangurzej kieszeni bluzy niedużą lalkę. Biedne to stworzenie po przejściach dołączyło nieśmiało do tej, którą trzymał stary. Nie wiem, kto kogo prowadził, ono chłopca, czy on je.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Części zamienne
Bohdan Waszkiewicz

30 X 2021

Na wybiegu dla lwów przebywał mój ulubiony kolega z pracy. Karmił z ręki ufnie podchodzące zwierzęta, coś cichutko do nich mówiąc i szczerząc w uśmiechu nienagannie białe zęby. Nawet pogłaskał po grzywie ogromnego samca, po czym z radością wręczył mu solidny kawał mięsa.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.