Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 marca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Anna Robak-Reczek
‹Czerwcowe›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna Robak-Reczek
TytułCzerwcowe
OpisOd autorki: Urodziłam się w 13 sierpnia 1975r. Udało mi się już skończyć studia (Organizacja Produkcji Filmowej i Telewizyjnej na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach). Pracuję od kilku lat - wcześniej przy produkcji filmów fabularnych, teraz w Wizji Sport. I nawet lubię swoją pracę... Piszę "od zawsze" i co się da - opowiadania, wiersze, scenariusze, porwałam się też na powieść. Nie wiem, co mogłabym napisać o swojej własnej twórczości. Mam nadzieję, że będzie to dla wszystkich czytelników interesująca lektura.
Gatunekgroza / horror

Czerwcowe

1 2 3 »
Oczy dziewczynki były suche i szeroko otwarte. Była w tej chwili najbardziej samotną istotą jaką Anna w życiu widziała. On odwrócił się na chwilę, biegnąc za spojrzeniem dziewczynki. W rozchylonych ustach błysnęły nadspodziewanie ostre i białe zęby, a szybki język przesunął się po wargach. Anna wiedziała, co się stanie. Miała już pewność i umiała nazwać to, w co przemienił się jej brat. Złośliwy, kłótliwy i niepokorny starszy brat. Położył się na łóżku obok małej i przytrzymał ramieniem jej ciałko w pozycji poziomej. Przysunął się do jej szyi.

Anna Robak-Reczek

Czerwcowe

Oczy dziewczynki były suche i szeroko otwarte. Była w tej chwili najbardziej samotną istotą jaką Anna w życiu widziała. On odwrócił się na chwilę, biegnąc za spojrzeniem dziewczynki. W rozchylonych ustach błysnęły nadspodziewanie ostre i białe zęby, a szybki język przesunął się po wargach. Anna wiedziała, co się stanie. Miała już pewność i umiała nazwać to, w co przemienił się jej brat. Złośliwy, kłótliwy i niepokorny starszy brat. Położył się na łóżku obok małej i przytrzymał ramieniem jej ciałko w pozycji poziomej. Przysunął się do jej szyi.

Anna Robak-Reczek
‹Czerwcowe›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna Robak-Reczek
TytułCzerwcowe
OpisOd autorki: Urodziłam się w 13 sierpnia 1975r. Udało mi się już skończyć studia (Organizacja Produkcji Filmowej i Telewizyjnej na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach). Pracuję od kilku lat - wcześniej przy produkcji filmów fabularnych, teraz w Wizji Sport. I nawet lubię swoją pracę... Piszę "od zawsze" i co się da - opowiadania, wiersze, scenariusze, porwałam się też na powieść. Nie wiem, co mogłabym napisać o swojej własnej twórczości. Mam nadzieję, że będzie to dla wszystkich czytelników interesująca lektura.
Gatunekgroza / horror
Czerwcowe, późne popołudnie. Przez okno wpada słońce, rozpalając meble plamami czerwieni i jaskrawej żółci. Wszedł do pokoju i od razu wiadomo było, że stała się jakaś rzecz straszna i nieodwracalna. Jego przyśpieszone ruchy stanowiły dysonans w nieco martwym spokoju popołudnia.
Pięcioletnia Benia zamarła w kącie pokoju z zabawką zaciśniętą w dłoni. Patrzyła na brata szeroko otwartymi oczami. Wydawała się niezdolna do wykonania najmniejszego gestu. Druga siostra, o rok tylko młodsza od pierworodnego, odchyliła się na krześle trzymając się skraju biurka i tak została na długą chwilę. Serce zatrzepotało jej niespokojnie, szarpnęło wnętrznościami. W twarzy, w ruchach brata było coś odpychającego i obcego. Jego zwykły, złośliwy wyraz twarzy miał teraz szczególną ostrość.
Zdawało się, że wraz z jego wejściem do pokoju zrobiło się duszno. I cicho. Jakby wszystko stężało w oczekiwaniu na coś strasznego. Coś miało się wydarzyć. Nie było odwołania. Anna pomyślała, jakby bez związku: "stało się". Zawierała się w tym groza pewności i niewiadomego.
On popatrzył na swoje siostry, jakby badając, czy nie zamierzają mu uciec. Uśmiechnął się do nich - nie był to szczery, radosny uśmiech, ale jakieś łapczywe skrzywienie. Stanął za plecami Anny tak, że czuła bijące od niego ciepło, żar, jakby zmęczony był długim wysiłkiem. Osunęła się z krzesłem do normalnej pozycji. Położył jej dłoń na ramieniu. Przez cienką bluzeczkę czuła wilgoć spoconych palców. Nie mogła opanować wzdrygnięcia. Miała wrażenie, że dotyk ramienia przenika głęboko do jej wnętrza.
- Zmieniłem się - powiedział. Głos miał głębszy, już nie chłopięcy.
Przykucnął przy krześle Anny i chwycił ją za dłonie.
- Zmieniłem się i dla was mam taką samą zmianę.
Anna nie mogła odpowiedzieć. Bała się przeraźliwie, bo przed nią kucał nie znany jej od szesnastu lat brat, ale ktoś obcy. Może nawet - nie człowiek. Trzymał jej ręce i patrzył natarczywie w twarz.
- To jest wielkie - powiedział z całkowitym przekonaniem. - To jest wspaniałe.
Anna patrzyła w gorejące oczy, niezdolna ani przemówić, ani się ruszyć. Sparaliżował ją strach przed nieuchronnością wydarzeń.
- Będziemy potężni, wielcy i piękni, Aniu - zmiękczył jej imię. Nigdy wcześniej tego nie robił. Kolejny dreszcz wstrząsnął jej ciałem. Czuła jak bluzeczka przylepia się jej do mokrych od potu pleców.
On podniósł się i podszedł do małej. Pięciolatka wypuściła z dłoni zabawkę. Jej oczy wyrażały tylko strach. Małe, bezbronne zwierzątko wydane na pastwę drapieżnika. Anna patrzyła na to i nadal nie mogła nic zrobić.
Powietrze było bardzo gęste. Plamy czerwieni intensywne.
On wziął małą Benię na ręce i zaniósł na łóżko.
- Spokojnie, siostrzyczko - powiedział cicho - to tylko chwila, a potem będziesz bardzo, bardzo silna.
Benia oderwała na chwil spojrzenie od brata i popatrzyła ponad jego ramieniem na Annę. Oczy dziewczynki były suche i szeroko otwarte. Była w tej chwili najbardziej samotną istotą jaką Anna w życiu widziała. On odwrócił się na chwilę, biegnąc za spojrzeniem dziewczynki. W rozchylonych ustach błysnęły nadspodziewanie ostre i białe zęby, a szybki język przesunął się po wargach.
Anna wiedziała, co się stanie. Miała już pewność i umiała nazwać to, w co przemienił się jej brat. Złośliwy, kłótliwy i niepokorny starszy brat. Położył się na łóżku obok małej i przytrzymał ramieniem jej ciałko w pozycji poziomej. Przysunął się do jej szyi.
Anna miała wrażenie, że czas stanął w miejscu. W gęstym popołudniu stawała się rzecz straszna i nieodwracalna. Benia nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Rączki miała ułożone wzdłuż tułowia, dłonie zaciskała na spódniczce. Nóżki leżały prościutko. Choć Anna nie widziała dokładnie, co on robi małej, wiedziała jednak, co to znaczy. Niepokój o nią samą przewyższył lęk o siostrzyczkę, która leżała grzecznie w uścisku brata. Anna zauważyła jeszcze, że trzyma on Benię delikatnie, że pochylenie nad jej szyją jest niemal pieszczotliwe. Doskonale jednak rozumiała, że to, co dzieje się w tym pokoju nie ma nic wspólnego z czystą braterską miłością. To w ogóle dalekie było od jakiegokolwiek przejawu miłości.
Uścisk na łóżku trwał i trwał. W umyśle Anny pojawiła się myśl o ucieczce. Paniczny strach poderwał ją w końcu z krzesła. Kiedy wstała, światło słońca poraziło ją w oczy. Nagły błysk oślepił na chwilę. Podziałało to na nią jak silny cios. Zachwiała się. Kiedy otworzyła odruchowo zaciśnięte powieki, światło słońca poraziło ją znowu. Cały pokój składał się z białego blasku, plam czerwieni i żółci.
Ocknęła się, kiedy biegła ulicą. Była zadyszana. Zwolniła, a w końcu przystanęła. Znała to miejsce, w tym małym miasteczku znała prawie każde miejsce. Wiedziała dokąd biegła, gdzie chce się dostać, jej bieg nie był bezcelowy. Choć działała pod wpływem impulsu, to miała już plan.
Nikt jej nie gonił. On jej nie gonił - tak dla ścisłości należałoby nazwać sytuację. Szła więc spokojniej, oddech wyrównał się w końcu. Powietrze było tu znacznie chłodniejsze niż w nagrzanym pokoju. Martwota popołudnia przechodziła już w delikatne powiewy wieczornego wiaterku. Bliski zmierzch niósł w sobie zapowiedź ukojenia.
Anna zeszła na nikłą dróżkę prowadzącą do rudery pod niewielkim, zaśmieconym laskiem. Porządkowała myśli.
Nie wróci do domu. Tam jest on i biedna mała (co z nią?). Jemu musi zniknąć z oczu. Żeby zmylił drogę do niej, żeby nie mógł jej odnaleźć i sprawić, by stała się taka jak on. Niech zostawi ją i zapomni o siostrze.
Przeczuwała jednak, że to niemożliwe. Że zawsze, do ostatniego dnia swojego życia będzie czuła jego obecność. To popołudnie dało początek czemuś nieodwracalnemu. Wydarzenia z dziecinnego pokoju pozostaną w niej, choćby starała się zetrzeć je ze świadomości. I każdy dzień, każda chwila życia podporządkowane będą jednej myśli - że on istnieje.
Tak myśląc, a raczej uświadamiając sobie to wszystko, dotarła do celu - rozwalającego się budynku. Niewiele świadczyło o tym, że był zamieszkiwany. Anna weszła do sieni i zapukała. Kilka stęknięć dobiegło ze środka, zbliżające się kroki i drzwi otworzyły się. Dziewczyna, która stanęła w drzwiach była od Anny starsza tylko o pięć lat, ale wyglądała jak czterdziestolatka. W brudnym ubraniu, niemyta i cuchnąca Maria przypominała strzęp tego, co nazwać można człowiekiem. Anna uśmiechnęła się do tej istoty i spytała, czy może wejść. Maria bez słowa odsunęła się i wpuściła Annę do swego lokum. Drzwi zamknęły się za nimi z trudem.
Maria, zwana Szaloną Marią (przez tych, którzy w ogóle zauważali jej istnienie), żyła na skraju świata. Anna natknęła się na nią podczas spaceru jakieś pół roku wcześniej. Od czasu do czasu, wiedziona odruchem samarytanizmu przychodziła do brudnej i śmierdzącej Marii z czymś do jedzenia, z podpaskami, ze starym ciuchem. W czasie jednej z takich wizyt Maria wyciągnęła spod kupy szmat nowiutki i starannie zabezpieczony dowód osobisty. Prezentowała go z dumą. Zdjęcie w nim przedstawiało młodą acz pochmurną dziewczynę o ciemno blond włosach. Anna zdumiała się - dziewczyna ze zdjęcia mogłaby być jej siostrą, tak były podobne do siebie. Wyczytała wtedy, ile Maria ma lat i że nie znano jej rodziców.
Dokument był dla Marii relikwią, świadectwem, że należy jednak do tego świata. Anna nie wiedziała, co popchnęło Marię w obłęd. Nie chciała nawet wiedzieć. Nie czuła potrzeby przywracania Marii społeczeństwu. Przychodziła do niej, słuchała opowieści wypowiadanych urywanymi zdaniami. Próba umycia Marii zakończyła się klęską - dziewczyna zaczęła przeraźliwie wyć. Poniechała więc jakichkolwiek prób wprowadzenia zmian w życie Marii.
A teraz przyszedł czas, że na wpół zgniła rudera stała się schronieniem. Szukający Anny policjanci zapędzili się co prawda aż do lokum Marii, ale Anna przeczekała ich wizytę schowana w stosie szmat. Poszli zresztą bardzo szybko - nikt nie podejrzewał Szalonej Marii o możliwość popełnienia jakiejś zbrodni. Anna przyczaiła się w swojej kryjówce. Dziesiątego dnia jej pobytu w ruderze Maria zmarła. Anna zakopała jej ciało w lasku.
Odnalazła dowód Marii. W okrawku lustra porównała się do zdjęcia. Tak, podobieństwo było spore. Znalazła nożyczki i przycięła włosy w nierówne kosmyki. Umyła się, uprała swoje ubranie. Wyszła w końcu z budynku. Zostawiła w nim Annę. Maria poszła zaś w kierunku ulicy.
Nie tak trudno jest rozpocząć nowe życie, jeśli tylko determinacja jest odpowiednio duża. Maria była chodzącą determinacją. Miała poczucie, że zaczyna wielką walkę.
Zdana tylko na siebie, siebie jednej mogła być pewna. Niezależnie od tego, komu ukradła pierwsze niezbędne na życie pieniądze, wykorzystała je w sposób doskonale przemyślany. Kupiła świadectwo ukończenia szkoły podstawowej (z czerwonym paskiem) i średniej. Kupiła ubrania, kosmetyki i jeszcze różnorakie niezbędne rzeczy. Zamieszkała początkowo w schronisku młodzieżowym. Złożyła papiery na studia - kierunek mało oblegany, bez egzaminów. Minęło lato i zamieszkała w akademiku. Łapała dorywcze prace - dawała sobie radę.
1 2 3 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Człowiek, który szedł na solo
Łukasz Śmigiel

9 III 2019

Powiem wam, jakie to uczucie czekać na swój koniec. Niektórzy się załamują i nie potrafią zrobić kompletnie nic, inni szaleją tak bardzo, że po prostu niespodziewanie wpadają na śmierć i to jest finał. A ja? Ja muszę działać, minuta po minucie, cały czas coś robić, choćby nie dawało to absolutnie żadnych szans na ratunek. I tak też zacząłem to rozgrywać zaraz po przyjeździe do wieży.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Pies Magika
Paulina Łoś

2 III 2019

Przyłożyłam palce do skroni, jak gdyby miało mi to pomóc. Owszem, Magik zabierał mnie czasem na spacer, ale nigdy nie chodziliśmy daleko. Miałam załatwić swoje potrzeby i wracać. Mój pan nie był typem człowieka szczególnie wyrozumiałym dla zwierząt, nawet jeśli celowo się nade mną nie znęcał.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Saloita
Anna Maria Wybraniec

26 I 2019

Najczęściej jednak nie mówiło się o nim, tylko szeptało. W szeptach Franek był aniołem stróżem, dobrym duchem, pilnującym, by nie stało się nic złego, by nikt więcej nie cierpiał tak jak on. Szeptano, że to on zginął w wypadku i nie może teraz opuścić tego miejsca, przybity do krzyża skrzyżowania.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Bezpieczna przestrzeń
— Anna Robak-Reczek

Spotkanie
— Anna Robak-Reczek

Zaufanie
— Anna Robak-Reczek

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.