Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 września 2019
w Esensji w Esensjopedii

Grzegorz Wiśniewski
‹Tygrys! Tygrys! Tygrys!›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorGrzegorz Wiśniewski
TytułTygrys! Tygrys! Tygrys!
OpisGrzegorz Wiśniewski, pisarz i publicysta, jeden z najpopularniejszych autorów "Esensji". Greg ma w dorobku już utwory cyberpunkowe - "Manipulatrice" (Nowa Fantastyka 11/1994 - piąte miejsce w głosowaniu czytelników na najlepsze opowiadanie roku), "Mój brat, Kain" (Framzeta 2/1999 - nominacja do Nagrody Elektrybałta 1999); humorystyczne, korzystające ze znanych schematów fantystyki - "Z kronik Powermana" (Nowa Fantastyka 3/1995), "Władcy labiryntu" (Framzeta (7)1/2000 ) lub z twórczości filmowej; na serio - "Dobrzy, źli ludzie" (Framzeta 4/1999 - Nagroda Elektrybałta 1999), lub z przymrużeniem oka - "Imperialna opowieść wigilijna" (Framzeta 1/1999), "Matrixowa opowieść wigilijna" (Framzeta 6/1999) i "Obca opowieść wigilijna" (Esensja 3/2000 - nominacja do Nagrody Elektrybałta 2000). Podaje się za nieprzyjaciela kotów, którym poświęcił świetnie przyjęte przez czytelników "Esensji" opowiadanie "Pies, czyli kot" (Esensja 1/2000 - nominacja do nagrody Elektrybałta 2000), a jego drugą pasją, obok fantastyki, jest historia, zwłaszcza historia wojen, której poświęcił tekst w rzeczywistości równoległej "Płomień Tiergarten" (Framzeta 3/1999 - nominacja do Nagrody Elektrybałta 1999), a także, w jakimś sensie, poniższe opowiadanie. "Tygrys! Tygrys! Tygrys!" to oczywiście literacka wersja pewnego znanego wydarzenia historycznego (nie trzeba chyba wyjaśniać jakiego), a także pełnoprawna opowieść fantasy. Miłej lektury!
Gatunekfantasy

Tygrys! Tygrys! Tygrys!

Grzegorz Wiśniewski
1 2 3 9 »
Nikt nie zauważył samotnego smoka, bezgłośnie spadającego na okręt od strony słońca. Kusznicy na galeriach grotmasztu zajęci mierzeniem do celów przemykających nisko nad wodą, zupełnie zaniechali obserwacji. Ciemny kształt, łopocząc skrzydłami w stromym nurkowaniu wyczekał do ostatniej chwili. Morderczy snop ognia wypuszczony z małej wysokości spłynął po grotmaszcie, spopielił jego obsadę i przez niedomkniętą pokrywę luku wdarł się pod pokład, do kambuza, mesy i umieszczonego na samym dnie magazynu z pociskami ogniowymi. "Rizaona" rozpękła się z okropnym, basowym trzaskiem niczym napęczniały od mrozu pień.

Grzegorz Wiśniewski

Tygrys! Tygrys! Tygrys!

Nikt nie zauważył samotnego smoka, bezgłośnie spadającego na okręt od strony słońca. Kusznicy na galeriach grotmasztu zajęci mierzeniem do celów przemykających nisko nad wodą, zupełnie zaniechali obserwacji. Ciemny kształt, łopocząc skrzydłami w stromym nurkowaniu wyczekał do ostatniej chwili. Morderczy snop ognia wypuszczony z małej wysokości spłynął po grotmaszcie, spopielił jego obsadę i przez niedomkniętą pokrywę luku wdarł się pod pokład, do kambuza, mesy i umieszczonego na samym dnie magazynu z pociskami ogniowymi. "Rizaona" rozpękła się z okropnym, basowym trzaskiem niczym napęczniały od mrozu pień.

Grzegorz Wiśniewski
‹Tygrys! Tygrys! Tygrys!›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorGrzegorz Wiśniewski
TytułTygrys! Tygrys! Tygrys!
OpisGrzegorz Wiśniewski, pisarz i publicysta, jeden z najpopularniejszych autorów "Esensji". Greg ma w dorobku już utwory cyberpunkowe - "Manipulatrice" (Nowa Fantastyka 11/1994 - piąte miejsce w głosowaniu czytelników na najlepsze opowiadanie roku), "Mój brat, Kain" (Framzeta 2/1999 - nominacja do Nagrody Elektrybałta 1999); humorystyczne, korzystające ze znanych schematów fantystyki - "Z kronik Powermana" (Nowa Fantastyka 3/1995), "Władcy labiryntu" (Framzeta (7)1/2000 ) lub z twórczości filmowej; na serio - "Dobrzy, źli ludzie" (Framzeta 4/1999 - Nagroda Elektrybałta 1999), lub z przymrużeniem oka - "Imperialna opowieść wigilijna" (Framzeta 1/1999), "Matrixowa opowieść wigilijna" (Framzeta 6/1999) i "Obca opowieść wigilijna" (Esensja 3/2000 - nominacja do Nagrody Elektrybałta 2000). Podaje się za nieprzyjaciela kotów, którym poświęcił świetnie przyjęte przez czytelników "Esensji" opowiadanie "Pies, czyli kot" (Esensja 1/2000 - nominacja do nagrody Elektrybałta 2000), a jego drugą pasją, obok fantastyki, jest historia, zwłaszcza historia wojen, której poświęcił tekst w rzeczywistości równoległej "Płomień Tiergarten" (Framzeta 3/1999 - nominacja do Nagrody Elektrybałta 1999), a także, w jakimś sensie, poniższe opowiadanie. "Tygrys! Tygrys! Tygrys!" to oczywiście literacka wersja pewnego znanego wydarzenia historycznego (nie trzeba chyba wyjaśniać jakiego), a także pełnoprawna opowieść fantasy. Miłej lektury!
Gatunekfantasy
Jerzemu Pertkowi i Zbigniewowi Flisowskiemu dedykuję.
Przed świtem
Flota cesarska admirała Mammatoyo
Dzień i pięć kwadr żeglugi od Perłowego Portu
Świt dopiero nadchodził. Na horyzoncie, tam dokąd dęła chłodna bryza, wolno wzbierał brzask. Tak wolno, jakby był tylko jeszcze jednym arrasem z cesarskiego pałacu, starannie wyszywanym cienkimi nićmi o jasnych kolorach. Pojawiły się nieliczne cienie nisko wiszących chmur, a gęstwina gwiazd przybladła jak dopalające się świece. I ten widok zupełnie jakby odebrał śmiałość niegościnnym i burzliwym wodom wokół, rozkołysanym nocnymi wiatrami. Szkwał osłabł wyraźnie, chwilami jedynie ciskając silniejsze podmuchy.
Mammatoyo szczelniej owinął się grubym płaszczem, obrębionym srebrną nicią. Wsłuchał w szum morza. Dłoń zacisnął na admiralskim godle, zwisającym z szyi na złotym łańcuchu. Teraz wiatr niósł ze sobą woń spokojnego morza, przepowiadając naprawdę ładny poranek. To była dobra wróżba, której bardzo potrzebował zarówno Mammatoyo, jak i jego marynarze, zmęczeni żeglugą w paskudnej pogodzie. Szkwały na północnej trasie przez ocean gnębiły ich od kilku dni. Wydawało się wręcz, że zniweczą całą wyprawę. Wiatr i sztormowa fala połamały maszty na kilku fregatach, na ogniowcu Gatano uszkodziły ster oraz - co bolało admirała najbardziej - uszkodziły grzędę na grzędowcu Kuzaikku. Żywioł, który wiele razy wspierał Cesarstwo Wysp w jego historii, który ocalił je przed flotą barbarzyńców - tym razem wydawał się nieprzyjazny. Zupełnie jakby próbował zapobiec popełnieniu poważnego błędu...
Rozległy się dźwięk dzwonu wachtowego, a do wybrzmiewającej nuty dołączyły przeszywająco podoficerskie świstawki. Pod pokładem nagłe obudził się dziki tumult, tupot dziesiątek nóg, akcentowany wrzaskliwymi komendami bosmanów. Wszędzie marynarze zrywali się z hamaków i, przecierając oczy, ustawiali w równych szeregach na pokładzie. Mistrz kucharzy po stromych schodkach wspiął się z kubryku, w rękach dzierżąc garniec zaparzonej chaisan. Drewnianą chochlą kolejno napełniał podsuwane kolejno marynarskie czarki, od bosmanów poczynając, a na kadetach kończąc. Z napełnionymi naczyniami marynarze wrócili na swoje miejsca. Równe szeregi w milczeniu spełniły toast i oddały pełen szacunku pokłon ku horyzontowi, zza którego miało wzejść słońce.
Mammatoyo obserwował to z achterdeku, opierając dłonie na balustradzie.
- Admirale - odezwał się za nim znajomy głos.
Odwrócił się. To był nadkapitan Ganumo, dowódca floty grzędowców, pełniący teraz także funkcję dowódcy Kaggi. Podał admirałowi czarkę gorącej herbaty. Mammatoyo podziękował krótkim, surowym skinieniem głowy. Wypili po łyku.
- Nie spałeś całą noc, ekscelencjo - odezwał się Ganumo i wskazał czarkę. - Zielona chaisan i dla ciebie uczyni tak potrzebny cud. Ożywi.
- Nie pierwszy raz - admirał uśmiechnął się nieznacznie. Upił kolejny łyk, delektując się gorzkawym ciepłem. - Czy byłeś pod pokładem?
- Doglądałem ostatnich przygotowań - nadkapitan skinął głową. W jego głosie nie było jak zwykle ani cienia służalczości, jedynie stwierdzenie faktu. - Wyznaczyłem wioślarzy do manewrów, sprawdziłem balisty i katapulty. Dopilnowałem karmienia. Jesteśmy gotowi tak, jak tylko cesarska marynarka może być gotowa. Nie zawiedziemy. Zwyciężymy.
Mammatoyo powędrował spojrzeniem za burtę, między ledwie wyłuskane z mroku fale. Na nich, wszędzie wokół, kołysały się liczne sylwetki okrętów olbrzymiej floty. Smukłe pomocnicze karawele, majestatyczne ogniowce i długie, obłe grzędowce, przypominające raczej barki niż okręty wojenne.
- Wątpię, aby było to takie proste - powiedział podchodząc do relingu z grubej plecionki, nadwerężonego niedawnym sztormem. Spojrzał na pianę odkosów.
- Nie rozumiem. - Ganumo podążył za nim. Oparł się o obitą metalem, drewnianą barbetę jednej z rufowych balist. - Przecież na naradzie wojennej przysiągłeś ekscelencjo, że zwyciężysz dla chwały cesarza...
Mammatoyo milczał chwilę.
- Przysiągłem jedynie to, czego byłem pewien. Że zadam pierwszy cios. Będę siać zniszczenie na oceanach. Przez rok. To wszystko - zgarbił się lekko. - Tyle mogłem przysiąc. Ale nie zwycięstwo w tej wojnie. Odległość jest zbyt duża. Oni są silni. My - zbyt słabi.
Ganumo nie okazał emocji.
- Dlaczego więc przyjąłeś tę misję, ekscelencjo? Skoro w nią nie wierzysz...
- Cesarz wydał rozkaz. Jestem wiernym stronnikiem Jego Światłości. Dobrym dowódcą. Honor nie pozwalał mi porzucić mojego cesarza w potrzebie.
Komandor spojrzał na płynącą opodal fregatę Mogami. Westchnął ledwie dosłyszalnie.
- Czy rzeczywiście spotka nas klęska? Nasza flota jest potężniejsza od wrogiej...
Mammatoyo dopił zawartość swojej czarki. Ostatni łyk miał jakiś cierpki posmak.
- Mamy tylko jedną szansę - wpatrzył się w puste naczynie w swojej dłoni. - Musimy uderzyć tak mocno, aby bez utraty honoru móc poprosić o pokój. I to właśnie mam zamiar dzisiaj zrobić.
Achterdek Kaggi, długi i stosunkowo wąski pokład rufowy osadzony na niskiej nadbudówce, zapełnił się nagle ludźmi. Pojawili się liczni oficerowie sztabu oraz kilku admirałów, biorących osobisty udział w operacji. Służbowi rozwiesili na przyburtowych stelażach olejowe latarnie, co rozproszyło wolno ustępujący mrok. Przy każdej z rufowych balist pojawiła się obsługa, która przystąpiła do sprawdzania stanu broni i mocowania cięciw. Szansa, że Kaggi weźmie osobisty udział w walce była co prawda bardzo nikła, ale motto floty brzmiało My, spodziewający się niespodziewanego i żaden cesarski marynarz nie ośmieliłby się go ignorować idąc do bitwy. Refowano większość z żagli, jakie grzędowiec niósł na czterech masztach.
Sternicy nazywali te okręty spasionymi koszmarami, bo grzędowce - duże okręty o bardzo wysokich burtach - chronicznie chorowały na niedożaglowanie,. Były mało stateczne, a do tego potwornie wolne i mało sterowne. Nawet mimo obsady trzydziestu wioślarzy sterowych, która w razie potrzeby mogła wspomóc okręt w manewrach. Przyjęcie grzędowców do zgrupowania floty nieodwołalnie redukowało jego prędkość o dwie trzecie. Przed rejsem gremialnie sarkano na nowomodne pomysły Mammatoya, ale jego autorytet przeważył.
Admirał przyjrzał się okrętom płynącym po prawej burcie Kaggi, parze fregat i potężnemu ogniowcowi. Cóż, okrętowi Ganumo nigdy nie będzie dane poruszać się z taką gracją. Ale miał za to inne atuty, które w oczach admirała wynosiły grzędowce ponad wszystkie inne, którym kiedykolwiek dane było przemierzać morza i oceany. Odwrócił się, w sam raz aby odebrać salut od oczekującego młodego oficera, zastępcy Ganumo.
- Genda, zaczynajmy.
Na rufowy pokład szybko wyciągnięto stół do narad. Na jego słabo oheblowanym blacie rozłożono mapy i notatki nawigacyjne, które Genda dostarczył z kabiny admirała. Miura, nawigator floty, starzec z włosami białymi jak śnieg, zgarbił się nad stołem dokonując na woskowej tabliczce ostatnich obliczeń. Wokół, niekiedy wspierając się o krawędź stołu, na wynik czekali oficerowie Kaggi, członkowie Rady Admiralskiej oraz odziany zgrabny strój z niedźwiedziej skóry jeździec-przewodnik Chifuda. Gdy Mammatoyo i Ganumo zbliżyli się do stołu , wszyscy - poza zamyślonym nad tabliczką Miurą - pozdrowili ich pokłonem.
- Wszystko przygotowane, ekscelencjo - oświadczył Miura, nie przerywając pracy. - Sygnaliści odebrali od pozostałych grzędowców zgłoszenia gotowości. Ich kapitanowie złamali pieczęcie cesarza na pisemnych rozkazach i oznajmili wolę Jego Światłości załogom. Wzbudziło to powszechny entuzjazm. Dość ustępstw i paktowania. Nareszcie zadamy znienawidzonym wrogom cios, który ich zniszczy.
Świadomość powszechnego aplauzu, nie poprawiała Mammatoyo humoru. Nagle poczuł się stary i zmęczony. Zatęsknił do spokoju, ciepłego paleniska i garnca doprawionego miodu, który mógłby wypić przy ogniu. Ale nie westchnął z tęsknoty. Zamiast tego zerknął na rozłożone mapy i potoczył po zebranych poważnym wzrokiem.
- Miura, jak nasza pozycja? - rzucił nad stołem, bambusowym cyrklem dotykając mapy. Starzec kiwnął głową, jakby do siebie. Wolno oderwał wzrok od woskowej tabliczki i spojrzał na admirała.
- Jesteśmy na miejscu i mniej więcej o czasie, ekscelencjo - pochylił się nad stołem i rozstawił na mapie niewielkie, wystrugane z drewna figurki okrętów. Niebieskie i czerwone. - Tutaj. Jakiś dzień i pięć kwadr żeglugi od Perłowego Portu. - wyrównał szyk figurek, ustawiając je w ostrze strzały. Ostrze, którego czubek mierzył w niewielką wyspę pośrodku morza, w której spokojnej, wewnętrznej zatoce czaiła się flota wroga. - Szczęście sprzyja naszym planom.
Admirał zmierzył cyrklem odległość od wyspy. Następnie oparł się o stół, wbijając wzrok w figurki okrętów przeciwnika stłoczone w zatoczce. Skinął głową, potaknięciem, które przeszło do historii.
- Omówimy plan jeszcze raz - powiedział podnosząc wzrok i przesuwając nim po swoich oficerach. - Potem wyruszycie - spojrzał na jeźdźca przewodnika.
Oficer skłonił się. Jeździeckie haki zadźwięczały mu przy pasie.
1 2 3 9 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Sörensen
Bartek Szumowski

24 VIII 2019

A dla mnie to definicja życia. Tysiące poranków, kiedy powtarzamy sobie, że tym razem musi być dobrze. Setki przedmiotów, które teraz na pewno będą warte wydanych na nie pieniędzy. Książkowe ścierwo, które wystarczyło zareklamować jako literackie odkrycie, a je kupiliśmy. Pracodawcy, którzy mają nie wyjść na tych, co widzą w podwładnych niewolników, i pracownicy, którzy przecież nie mogą być przygłupami od A do Z. Przyjaźnie zawiązywane, bo niemożliwe, żeby wszyscy okazywali się na końcu (...)

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Wędrowiec
Jakub Sobalski

10 VIII 2019

Kiedy właściciel przybytku mnie zobaczył, pobladł cały. Chciał coś rzec, ale z rozdziawionych ust wyszło tylko „yhym”. Spojrzałem na niego z pogardą. Wskazałem mu palcem na tylne wyjście. Cofnął się, drążącymi rękoma odciągnął rygiel i wypadł na mróz w samej koszuli.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

O księżniczce i smokach
Agnieszka „Raven” Szmatoła

20 VII 2019

Z zapartym tchem czekała na odpowiedź. Ta nadeszła, choć niewerbalna. Wejście jaskini zalśniło ciepłym światłem, a ściany zadrżały lekko od głośnego mruczenia. Księżniczka weszła do jaskini.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Listopad 2014
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Paweł Micnas, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Chwała ogrodów, błoto i morze
— Michał R. Wiśniewski

Kategoria A
— Michał R. Wiśniewski

Niewielka wojna
— Michał Kubalski

Noel Profesjonał
— Grzegorz Wiśniewski

Wiedźmińska Opowieść Wigilijna
— Grzegorz Wiśniewski

Tolkienowska opowieść wigilijna
— Grzegorz Wiśniewski

Obca opowieść wigilijna
— Grzegorz Wiśniewski

Pies, czyli kot
— Grzegorz Wiśniewski

Matriksowa Opowieść Wigilijna
— Grzegorz Wiśniewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.