Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 10 grudnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Grzegorz Wiśniewski
‹Tygrys! Tygrys! Tygrys!›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorGrzegorz Wiśniewski
TytułTygrys! Tygrys! Tygrys!
OpisGrzegorz Wiśniewski, pisarz i publicysta, jeden z najpopularniejszych autorów "Esensji". Greg ma w dorobku już utwory cyberpunkowe - "Manipulatrice" (Nowa Fantastyka 11/1994 - piąte miejsce w głosowaniu czytelników na najlepsze opowiadanie roku), "Mój brat, Kain" (Framzeta 2/1999 - nominacja do Nagrody Elektrybałta 1999); humorystyczne, korzystające ze znanych schematów fantystyki - "Z kronik Powermana" (Nowa Fantastyka 3/1995), "Władcy labiryntu" (Framzeta (7)1/2000 ) lub z twórczości filmowej; na serio - "Dobrzy, źli ludzie" (Framzeta 4/1999 - Nagroda Elektrybałta 1999), lub z przymrużeniem oka - "Imperialna opowieść wigilijna" (Framzeta 1/1999), "Matrixowa opowieść wigilijna" (Framzeta 6/1999) i "Obca opowieść wigilijna" (Esensja 3/2000 - nominacja do Nagrody Elektrybałta 2000). Podaje się za nieprzyjaciela kotów, którym poświęcił świetnie przyjęte przez czytelników "Esensji" opowiadanie "Pies, czyli kot" (Esensja 1/2000 - nominacja do nagrody Elektrybałta 2000), a jego drugą pasją, obok fantastyki, jest historia, zwłaszcza historia wojen, której poświęcił tekst w rzeczywistości równoległej "Płomień Tiergarten" (Framzeta 3/1999 - nominacja do Nagrody Elektrybałta 1999), a także, w jakimś sensie, poniższe opowiadanie. "Tygrys! Tygrys! Tygrys!" to oczywiście literacka wersja pewnego znanego wydarzenia historycznego (nie trzeba chyba wyjaśniać jakiego), a także pełnoprawna opowieść fantasy. Miłej lektury!
Gatunekfantasy

Tygrys! Tygrys! Tygrys!

Grzegorz Wiśniewski
« 1 7 8 9

Grzegorz Wiśniewski

Tygrys! Tygrys! Tygrys!

Teraz to było tylko wspomnienie. Smoki na samym początku ataku musiały zapalić takielunek, którego płonące kawałki przez niedomknięty luk dostały się do kadłuba i rozpętały dziki pożar. Sądząc z przechyłu, załoga nie mogąc dać sobie rady z pożarem otworzyła zawory denne. Ogniowiec osiadał z lekkim przechyłem, a z jego pokładu wciąż uciekali ludzie.
Carniza miał nadzieję, że nic takiego nie spotka jego okrętu.
Atak słabł, zauważył z zadowoleniem. Smoków było coraz mniej i chyba ziały ogniem dużo rzadziej niż dotąd. Ale z powodu szalejących wszędzie pożarów trudno było się zorientować na pewno. Minęli Loficarnię i ruszyli powoli w kierunku kanału prowadzącego na ocean. Kilka bestii rzuciło się na nich z różnych stron, ale były już wyraźnie zmęczone. Niemal nie ziały. Ale i tak spaliły szczyt grotmasztu, nim odleciały. Jego obsada wyjąc skoczyła do zatoki.
Ostatni smok rzucił się na nich niemal pionowo, jego jeździec zdecydował widać źle ocenił własną wysokość. Zanim jeszcze bestia w ogóle zaczęła nabierać powietrza do plunięcia, jeden z pokładowych strzelców usadowiony na bocianim gnieździe wsadził jej w oko bełt z kuszy wałowej.
Smok oklapł w powietrzu i runął jak kamień.
- Uwaga! - podniósł się gromki wrzask nad pokładem. Carniza zauważył, że on sam także krzyczy.
Bestia złamała bukszpryt i plusnęła w wodę tuz przed dziobem, ocierając się o niego, po czym pękła z gorąca. Tak silnie, że zatrząsł się cały okręt. Buchnął płomień na fordeku, gdy zajął się dół kadłuba i strzęp bukszprytu, jaki za sobą teraz wlekli.
Zaraz też na achterdek wpadł bosman z meldunkiem.
- Eeee... - zawahał się widząc duchowną osobę - Melduję, że posłusznie, bydlę nam ze szczętem dziób rozszczelniło, panie oficerze. Bierzemy wodę jak marynarz na kacu... na morze nam lepiej nie iść. W porcie musim zostać.
Carniza westchnął. Tak kończyły się jego marzenia o sławie wielkiego dowódcy, który jako jedyny wyprowadził okręt spod ataku.
- Co radzisz?
- Przybić do łańcucha fortecznego przed nami, panie oficerze. Tam w jednym miejscu płycizna. Przeczekamy.
Podważenie słuszności tej rady przekraczało umiejętności Carnizy.
- Sternik, doprowadzisz nas tam?
- Tajest, kapi... to jest, wasza eminencjo.
Jakoś dociągniemy, pomyślał Carniza, mam nadzieję, że nie odbiorą mi za to święceń.
Dociągnęli, po czym część wioślarzy zemdlała z wysiłku. Carniza mógł odetchnąć z ulgą.
- Kapitanie! - rozległ się okrzyk z bocianiego gniazda. Tego na foku, ostatniego nie spalonego. Carniza nie od razu zrozumiał, że zasadniczo krzyczą do niego - Odlatują!
Faktycznie, smoki odlatywały. Wychylił się przez reling i obserwował wroga, chyba nawołującego się buczeniem sygnałowych rogów. Zebrali się w końcu na dużej wysokości, sformowali w klucze i ruszyli na północ. Ich szyki nie wyglądały na specjalnie przerzedzone. Uderzył pięścią w poręcz relingu. Nic im nie można było zrobić. Smocze stajnie Perłowego Portu płonęły po drugiej stronie zatoki, a jedyne gady jakie miała Flota Oceanu wypłynęły na manewry z grzędowcami Priserentre i Arsatoga. I nikt, poza dowództwem Floty, nie wiedział, kiedy wrócą. Do tego czasu napastnicy będą już daleko.
Pokład pod jego stopami przechylił się. Woda wolno wypełniała kadłub przez przebity dziób i cały ogniowiec przechylał się na lewą burtę. Ogień, łapczywie pożerający dziobnicę i złamany maszt, raptownie osłabł. Zgasł zupełnie dopiero gdy Vaneda mocniej osiadła na płyciźnie. Niektórzy marynarze skakali za burtę i płynęli na brzeg, by przywiązać liny do pachołków nabrzeża. Jeżeli uda się porządnie unieruchomić okręt, to zniszczenia nie będą zbyt wielkie, pomyślał Carniza. Da się go wydobyć i wyremontować. I któregoś dnia stanąć do walki.
Ogarnął wzrokiem panoramę Perłowego Portu. Płonące nabrzeża, fortecę, magazyny, mola. Zniszczone okręty. Płonące strzępy Rizaony. Haoklomę wywróconą do góry dnem. Zatopioną aż do śródokręcia Loficarnię. Płonące maszty stojącej w doku Anpennsywlii.
- Ktoś za to zapłaci - mruknął pod nosem. - I to drogo. Naprawdę drogo.
Przedpołudnie
Flota cesarska admirała Mammatoyo
Dzień i cztery kwadry żeglugi od Perłowego Portu
Rogi pierwsze oznajmiły powrót smoków.
Nierówne, nieco przerzedzone klucze formacji pokazały się na horyzoncie zaraz potem. Wolno dociągnęły nad ustawione z wiatrem grzędowce i jeden za drugim zaczęły schodzić ku wysuniętym grzędom. Jeden ze smoków z Ryuhi był tak zmęczony, że spadł do oceanu trzysta kroków przed macierzystym grzędowcem. Reszta lądowań przebiegała jednak bez problemów.
Oficerowie na Kaggi z zadowoleniem witali każdego kolejnego smoka, który podlatywał do grzędy i siadał na niej tak ociężale, jak można się spodziewać po zmęczonym zwierzęciu. Balansmistrze pokrzykiwali od strony dziobu, a służbowi sprowadzali kolejne smoki do ich gniazd. Nie wszystkie jednak, zauważył Mammatoyo. Trzy pozostały puste. Flota Oceanu drogo sprzedała swoje życie.
Gdy operacja przyjmowania smoków zakończyła się, marynarze zaczęli przesuwać grzędę z powrotem w położenie marszowe. Oficerowie podeszli do admirała, gratulując mu jeden przez drugiego. Przepuścili Chifudę, który przyszedł na achterdek złożyć raport. Wyprężył się.
- Cztery ogniowce zatopione na pewno - zameldował. - Jeden zatonął natychmiast, drugi przewrócił się, trzeci osiadł na dnie zatoki i mógł także przewrócić się. - uśmiech Ganumo za jego plecami rósł z każdym słowem. - Możemy wyciągnąć wniosek, że osiągnęliśmy to, co zamierzaliśmy...
Oficerowie jeden przez drugiego zaczęli rzucać propozycje kolejnych posunięć.
- Jest jeszcze wiele celów - dodał Chuifuda, - które powinny zostać ugodzone i dlatego radzę przeprowadzić następny atak...
Rozpętała się jeszcze gorętsza dyskusja. Mammatoyo uciszył ją jednak.
- Po pierwsze, atak spełnił pokładane w nim nadzieje i kolejne uderzenie nie powiększyłoby w sposób istotny zniszczeń - powiedział spokojnym tonem. - Po drugie, przeciwnik szybko zorientował się w sytuacji i stawił twardy opór. Podczas kolejnego ataku nasze straty bardzo by wzrosły.
Przyjrzał się swoim oficerom.
- Po trzecie, nie wiemy, gdzie znajdują się wrogie grzędowce. Wystawianie na ich atak naszej floty, to zbędne ryzyko.
Spojrzał na zmęczonego Chifudę.
- Innymi słowy, panowie - oświadczył zdecydowanie. - Zawracamy. Akcje uznaję za zakończoną.
Przytaknęli mu bezzwłocznie, chociaż nie wszyscy wyglądali na zadowolonych.
- Ganumo, niech pan wyda rozkazy.
Komandor pokłonił się głęboko.
- Oczywiście, admirale. Ma pan rację. Odnieśliśmy wspaniałe zwycięstwo.
Mammatoyo zapatrzył się w horyzont na zachodzie, podszedł do relingu, zostawiając swoich oficerów z tyłu. Nagle poczuł spóźnione ukłucie niepokoju.
- Obawiam się jedynie - wyszeptał do siebie, - że zaczepiliśmy giganta i obudziliśmy w nim wolę walki...
KONIEC
koniec
« 1 7 8 9
1 lipca 2001

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Welesówna i niezbyt żywi mieszkańcy Brzózki
Mika Modrzyńska

2 XI 2019

Przez chwilę nic się nie działo. Dopiero po kilku minutach grupka stworzeń takich jak wodnik, choć drobniejszych i… bledszych, wynurzyła się z wody i podeszła do brzegu, prowadząc między sobą wierzgającą na wszystkie strony Martynę.

więcej »
Ilustracja: Katarzyna Szymonik

Dobry glina
Marianna Szygoń

19 X 2019

Gość nie wyglądał na przejętego cudownym ocaleniem. Ogólnie rzecz biorąc, wyglądał na kogoś, komu bycie martwym nie zrobiłoby wielkiej różnicy. Blady, z woskową cerą i mętnym spojrzeniem, przypominał raczej żywego trupa niż poborcę zaległych czynszów.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Chleb
Iwona Michałowska

5 X 2019

Pożyczam bułkę ze straganu Kodiego. Jutro i tak nikt jej nie kupi. Żuję. Rozalia mówi, że jego pieczywo ma smak. Kogo obchodzi smak? Chleb ma wypełnić żołądek. Bułka trochę cierpka, jakby dodał do niej jakiejś goryczki. Wieje coraz mocniej, na wszelki wypadek zwijam daszki straganów. Siostra Kodiego jest dość odporna, a jednak już poszła. On pewnie też byłby odporny, gdyby nie ta blizna. Zranił go brat, nim odszedł z wiatrem. Tym samym, który zabrał moją matkę.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Listopad 2014
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Paweł Micnas, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Chwała ogrodów, błoto i morze
— Michał R. Wiśniewski

Kategoria A
— Michał R. Wiśniewski

Niewielka wojna
— Michał Kubalski

Noel Profesjonał
— Grzegorz Wiśniewski

Wiedźmińska Opowieść Wigilijna
— Grzegorz Wiśniewski

Tolkienowska opowieść wigilijna
— Grzegorz Wiśniewski

Obca opowieść wigilijna
— Grzegorz Wiśniewski

Pies, czyli kot
— Grzegorz Wiśniewski

Matriksowa Opowieść Wigilijna
— Grzegorz Wiśniewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.