Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 14 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii

Paweł Lach
‹Porażka Callidufelosa›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorPaweł Lach
TytułPorażka Callidufelosa
OpisAutor pisze o sobie:
Zamieszkały w Oświęcimiu, pracownik tamtejszego Centrum Kultury. Socjolog z wykształcenia. Miłośnik dobrej muzyki, książki i hokeja. Opublikował dotąd kilka opowiadań na łamach „Magazynu Fantastycznego”.
Gatunekfantasy, humor / satyra

Porażka Callidufelosa

1 2 3 »
Ale lista jego zasług bynajmniej na tym się nie kończyła: diabeł wypucował wszystkie lichtarze i naczynia, jakie tylko znalazł w klasztorze, rozdawał chleb ubogim, oporządzał zwierzęta, pocieszał sieroty i wdowy, biczował się i pościł często, a w klasztornym chórze śpiewał tak czysto i wzniośle, że braciszkowie nie mogli się nadziwić jego talentom i pobożności.

Paweł Lach

Porażka Callidufelosa

Ale lista jego zasług bynajmniej na tym się nie kończyła: diabeł wypucował wszystkie lichtarze i naczynia, jakie tylko znalazł w klasztorze, rozdawał chleb ubogim, oporządzał zwierzęta, pocieszał sieroty i wdowy, biczował się i pościł często, a w klasztornym chórze śpiewał tak czysto i wzniośle, że braciszkowie nie mogli się nadziwić jego talentom i pobożności.

Paweł Lach
‹Porażka Callidufelosa›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorPaweł Lach
TytułPorażka Callidufelosa
OpisAutor pisze o sobie:
Zamieszkały w Oświęcimiu, pracownik tamtejszego Centrum Kultury. Socjolog z wykształcenia. Miłośnik dobrej muzyki, książki i hokeja. Opublikował dotąd kilka opowiadań na łamach „Magazynu Fantastycznego”.
Gatunekfantasy, humor / satyra
W pewnym mieście, na schodach prowadzących do strzelistej katedry siedział diabeł zwany przez śmiertelnych Callidufelosem i nudził się potwornie. A że czart nie znał bezczynności i nie potrafił wysiedzieć w spokoju dłużej niż przez moment, dla zabawy zaczął uprzykrzać przechodniom życie, bo w tym akurat miał sporą wprawę. Gdy tylko przed wrotami katedry pojawiał się jakiś mężczyzna, diabeł pstrykał swoimi szponiastymi palcami, a wtedy z głowy przechodnia spadał kapelusz i toczył się długo po stopniach oraz nierównym bruku, zanim nieszczęśnikowi udało się zgubę z trudem dogonić, a czasem i stracić z oczu. Kiedy zaś niedaleko schodów znalazła się jakaś szykowna dama, za sprawką Callidufelosa zrywał się gwałtowny wicher, który unosił jej wszystkie wykrochmalone spódnice oraz halki. Tak potraktowana niewiasta zwykle oblewała się rumieńcem i uciekała w popłochu, bowiem wokół pobliskiego rynku stało wielu przekupniów, a żaden nie szczędził grubiańskich uwag na widok pulchnych kobiecych ud. Na domiar złego wszystko to działo się ku zgorszeniu pobożnych staruszek, które przed katedrą sprzedawały własnoręcznie upieczone ciasta, nie dla zysku, lecz dla wspomożenia ubogich sierot z pobliskiego przytułku.
Callidufelos zaśmiewał się w głos, aż mu się trząsł wielki brzuch. A kiedy ktoś z powodu jego żartów złorzeczył w pobliżu katedry, czart mrugał z zadowoleniem okiem. W końcu udawało mu się w ten sposób doprowadzić człowieka do grzechu, niewielkiego być może, grzeszku właściwie, ale jednak grzechu.
Los chciał, że jeden z mieszczan, który został potraktowany przez diabła wyjątkowo okrutnie – człowiek ten wpadł w nowym ubraniu do kałuży pełnej końskiego łajna – miał przy swoim boku niezwykle skrupulatnego anioła stróża. Anioł ten był w dodatku bardzo młody i niedoświadczony, nigdy dotąd nie spotkał się z żadnym z diabłów i niewiele wiedział o ich zwyczajach. Niebiański posłaniec nie zdawał sobie zatem w ogóle sprawy z tego, że czart, którego napotkał – bez względu na to, jak błahym rozrywkom się oddawał – był dość potężny i biegły w swym fachu. W końcu wystarczy powiedzieć, że Callidufelos nie bał się święconej wody, w karty grywał z samym Samaelem – nie bez sukcesów zresztą – i często przechadzał się po ostatnim kręgu piekieł, gdzie oddawał się tajemnym sprawom decydującym o losach Świata i Zaświatów.
Ale anioł, o którym mowa, był na tyle naiwny, że nie tylko nie uciekł zawczasu gdzie pieprz rośnie, ale i ubzdurał sobie, iż musi pouczyć diabła.
– Dlaczego to robisz? – zapytał swoim delikatnym głosem, prawie sopranem, którego brzmienie wielce rozbawiło Callidufelosa.
– Dlaczego to robisz… Dlaczego to robisz…. – diabeł zaczął przedrzeźniać anioła, wypowiadając słowa na coraz to wyższym dźwięku, aż w końcu w katedrze pękła ozdobna rozeta. – A co ci do tego? Zajmij się lepiej swoją robotą. Może byś się zgłosił do kościelnego chóru? Tam przyjmują kastratów i bardzo ich cenią.
– Nie mogę przejść obojętnie, gdy komuś dzieje się krzywda.
– No proszę! – zaśmiał się czart. – Jaki szlachetny… Pewnie jeszcze nie wiesz, młokosie, że na tym świecie to moja moc jest potężniejsza i ja tu jestem panem, więc wolno mi robić to, na co mam ochotę. Tobie nic do tego. Hej! – krzyknął diabeł widząc, że anioł ani myśli iść dalej. – Co tak stoisz? Uciekaj stąd, bo mi zasłaniasz widok!
– Bluźnisz, czarcie! – zaprotestował anioł z niezwykłą żarliwością, typową dla jego młodego wieku, który nie zna jeszcze kompromisów w sądach o świecie. – Jakże twoja moc może być potężniejszą od boskiej?
– A może chcesz się ze mną zmierzyć? – rzucił Callidufelos od niechcenia i ucieszył się, bo mogła być z tego jakaś draka. – Jeśli jesteś taki pewny swego, to przyjmij moje wyzwanie.
– Niech tak będzie. Ale robię to tylko dla chwały mojego Pana i żeby udowodnić ci, jak bardzo się mylisz.
– O tak. Widzę, żeś albo odważny, albo bardzo głupi. Jak znam życie, to raczej skłaniałbym się ku tej drugiej ewentualności.
Anioł się nie obraził, lecz przysiadł na stopniu katedry obok diabła, gdzie leżało sporo topniejącego śniegu. Callidufelos chciał nawet poczęstować go fajką, ale anioł odmówił.
– Jakie są twoje warunki, czarcie? – spytał, pewny siebie.
Diabeł zaczął się zastanawiać. Pykał sobie przy tym z fajki i obserwował okoliczne kamienice, myśląc tylko o tym, ile musi w nich być cudzołożnic i okrutnych mężów.
– Urządzimy sobie zawody, mój ty czysty jak łza aniele – powiedział w końcu. – Wymyślisz dla mnie trzy dowolne zadania, a ja zrewanżuję się tym samym. Kto wypełni wszystkie należycie, ten wygra. I wtedy będziemy mogli rozstrzygnąć, za kim stoi potężniejsza moc. Chyba to dobry sposób? Mogę dać ci słowo, że będzie to uczciwy pojedynek.
– Zgadzam się na te warunki – odparł anioł, zresztą dosyć pochopnie i nierozważnie.
– Skoro tak, wymyślaj pierwszy.
Anioł głowił się długo. Wymyślił w końcu, że diabeł faktycznie może wiele zdziałać, ale przecież nie jest zdolny do czynienia żadnego dobra.
– Mam już dla ciebie zadanie – powiedział w końcu anioł.
– Trochę to trwało – odparł diabeł ze znudzeniem, bo zdążył już sobie przypiłować wszystkie pazury, a słońce w tym czasie przewędrowało kawał nieba.
– Zabiorę cię do pewnej wsi – rzekł anioł. – Przechodziłem przez nią jakiś czas temu i bardzo zmartwiłem się żałosnym widokiem, który tam zastałem. Niedawno spalił się w tejże osadzie drewniany kościół i ludzie nie mają gdzie chodzić na mszę. Chciałbym, abyś w miejscu pogorzeliska postawił nową świątynię, i to w jeden dzień. Ale czekaj, bo widzę, że się już wyrywasz! Niech będzie murowana. Spraw się też dobrze. Kościół ma służyć tym ludziom przez wiele pokoleń.
– Myślałem, że się bardziej postarasz – rzekł diabeł i wstał ze schodów. – Dla mnie to nic trudnego.
• • •
Jeszcze tego dnia poszli do wsi, gdzie przy rozstaju dróg znajdowały się zgliszcza dawnego kościoła. Callidufelos, nim przystąpił do działania, rozejrzał się uważnie po okolicy. Zaczął coś mierzyć, wyliczać, obmyślać, chyba tylko na pokaz. A gdy stwierdził, że jest już gotowy, pstryknął palcem. Wnet się zakotłowało i świat wokół zaczął wirować. Zewsząd zebrały się tłumy piekielnych pomagierów, którzy pod dyktando Callidufelosa uwijali się jak w ukropie.
Nie trwało ani chwili, gdy na miejscu pogorzeliska stanął przepiękny kościół – strzelisty, z rozetami, witrażami i figurami archaniołów. W środku pełno było misternych fresków i złoceń. Wszystko wyłożone zostało perłową masą, a ławki wykonano z kosztownego mahoniu. Bramę natomiast diabeł pokrył płaskorzeźbami przedstawiającymi żywoty świętych, którzy się ruszali i wyglądali całkiem jak żywi. Nie brakowało też wielkich organów o czystym dźwięku i ogromnego dzwonu, którego głos niósł się daleko. Kościół przypominał najwspanialsze katedry, jakie odwiedzało się w wiekowych stolicach księstw i królestw. Sam anioł zachwycił się tym widokiem.
– To naprawdę niesamowita budowla – powiedział stojąc u bram kościoła, wodząc wzrokiem po niebosiężnych murach.
– Możesz się już teraz domyślić – zaczął z dumą diabeł – kto stawiał w piekle zamek dla mego pana. Jestem najbieglejszym wśród diabelskich architektów.
– Mogę sobie wyobrazić, że każdy z cudów świata wzniesionych ludzką ręką jest dla ciebie igraszką. Nie potrafię jednak zrozumieć, dlaczego z taką łatwością odbudowałeś kościół, skoro wiesz, że ludzie będą się w nim modlić do Boga?
– A bo to ważne ile jest kościołów na świecie? – rzekł Callidufelos wzruszając ramionami i nabijając ponownie fajkę. – Istotne tylko, co się w nich głosi. O nic się nie bój. Przysiądę sobie kiedyś pod amboną, pstryknę palcami, i tak poplączę księdzu język, że na następną mszę przyjdzie garstka wiernych. Nic tak nie cieszy diabła, jak pusty kościół… A im większa świątynia, tym większa pustka, gdy nie zachodzą do jej wnętrza wierni. – Zaśmiał się. – A ty się lepiej nie martw o mnie, ale wymyślaj kolejne zadanie.
Anioł wiedział już, że nie ma do czynienia z byle kim. Moc diabła była wielka, więc trzeba go było wziąć innym sposobem.
– Spisałeś się świetnie – przyznał i zaczął zastanawiać się ponownie. – Ale żaden diabeł nie jest w stanie prowadzić świątobliwego życia.
– Tak myślisz?
– Jestem tego pewien. Niedaleko, za tym wzgórzem i za rzeką, która je opływa, znajduje się klasztor. Tam, zgodnie z surową regułą, żyją ubodzy mnisi. Wstąp do ich zgromadzenia, wypełniaj wszelkie nakazy, pomagaj we wszystkim i módl się wraz z braciszkami. Jeśli wytrzymasz choć tydzień, uznam, że zadanie zostało wypełnione.
– Nieźle to sobie wymyśliłeś – stwierdził diabeł – ale nie myśl, że się przestraszę.
• • •
1 2 3 »

Komentarze

03 I 2013   11:13:07

Nie doczytałem do końca, ale czy przypadkiem sam tytuł nie jest typowym spojlerem?

03 I 2013   12:07:22

Na to pytanie odpowiedzieć nie mogę, bo to by było właśnie spojlerowaniem :). Tytuł ma swój sens, jak doczytasz do końca, zrozumiesz dlaczego taki, a nie inny. Nawet gdyby zdarzyło się, że autor jest mało bystry (a w moim wypadku, to bardzo możliwe), to redakcja zmieniłaby tytuł :).

03 I 2013   12:16:46

Oooj nie, tytuł nie jest spojlerem :D

03 I 2013   12:18:04

I moja odpowiedź raczej też nie (przepraszam Autora). Nie większym niż tytuł...

16 I 2013   09:23:13

Co to jest spojler?

16 I 2013   10:46:04

Zdradzenie jakichś elementów treści utworu, mogące pozbawić odbiorcę przyjemności z czytania/oglądania.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Umowa
Elżbieta Leszczyńska

10 IV 2021

Bóg podrapał się w głowę. Targały nim sprzeczne uczucia. Kusiła go gra z diabłem, a równocześnie pragnął jak najszybciej usunąć popełnione przy tworzeniu ludzkich istot błędy.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Za górami, w tym samym lesie
Ewa Kajtoch

27 III 2021

Idę po zakupy wspomagając się balkonikiem. Udaje mi się dojść, a wrócić do domu pozwalają mi jakieś dziewczynki z osiedla. Całej portmonetki nie zabrały, ale pięćdziesiąt złotych musiałam oddać.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Gwiezdne wojny: Druga szansa
Magdalena Stawniak

20 II 2021

Facet utkwił w nim badawczy wzrok, aż zrobiło mu się nieswojo. Ale dzięki temu przestał płakać. Oficer skinął dłonią zachęcając go do podejścia bliżej. Chętnie to zrobił, bo nie musiał już więcej patrzeć na zwłoki.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Krucze opowieści
— Magdalena Kubasiewicz

Pierwszy dzień zimy
— Paweł Lach

Czas Mrozów
— Paweł Lach

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.