Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 stycznia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Marta Tarasiuk
‹Łowy›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorMarta Tarasiuk
TytułŁowy
OpisAutorka pisze o sobie:
Prawdopodobnie istota ludzka, rocznik 1991. Najczęstsze miejsca występowania: białostockie księgarnie i antykwariaty. Uzależniona od książek oraz czekolady. Potwornie leniwa, średnio rozgarnięta. Dość często myli lewą rękę z prawą nogą. Jedyna mapa, którą potrafi przeczytać, to ta w galerii handlowej – i to jedynie pod warunkiem, iż jest na niej wielki napis „TU JESTEŚ”. Ma irytujący zwyczaj nieodbierania telefonów, odpowiadanie na maile zajmuje jej całe milenia, a czas wolny (zajęty zresztą też) spędza na robieniu nie tego, co trzeba. Z niewiadomych powodów posiada własną stronę internetową: maerafey.bnx.pl, a przyjaciele zmusili ją do założenia konta na Facebooku.
Gatunekfantasy

Łowy

1 2 3 »
Gdyby łowy na jednorożce były tak łatwe, jak opisują je bajki, na każdym ulicznym straganie można by było kupić skóry bielsze niż śnieg oraz cudowne rogi. Idziemy dalej.

Marta Tarasiuk

Łowy

Gdyby łowy na jednorożce były tak łatwe, jak opisują je bajki, na każdym ulicznym straganie można by było kupić skóry bielsze niż śnieg oraz cudowne rogi. Idziemy dalej.

Marta Tarasiuk
‹Łowy›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorMarta Tarasiuk
TytułŁowy
OpisAutorka pisze o sobie:
Prawdopodobnie istota ludzka, rocznik 1991. Najczęstsze miejsca występowania: białostockie księgarnie i antykwariaty. Uzależniona od książek oraz czekolady. Potwornie leniwa, średnio rozgarnięta. Dość często myli lewą rękę z prawą nogą. Jedyna mapa, którą potrafi przeczytać, to ta w galerii handlowej – i to jedynie pod warunkiem, iż jest na niej wielki napis „TU JESTEŚ”. Ma irytujący zwyczaj nieodbierania telefonów, odpowiadanie na maile zajmuje jej całe milenia, a czas wolny (zajęty zresztą też) spędza na robieniu nie tego, co trzeba. Z niewiadomych powodów posiada własną stronę internetową: maerafey.bnx.pl, a przyjaciele zmusili ją do założenia konta na Facebooku.
Gatunekfantasy
– Alu, przestań! Przez ciebie się spóźnimy.
– Nie!
– Alu…
– NIE!
Szarpie po raz kolejny, usiłując się wyrwać. Mało mi ręki przy tym nie urywa. Zaskakujące, ile siły może kryć się w tak drobnym ciałku. Dochodzę do wniosku, że w ten sposób nic nie wskóram i zmieniam taktykę.
– Aludro – mówię spokojnie, acz stanowczo. To zwraca jej uwagę. Rzadko ma okazję słyszeć pełną wersję swego imienia. „Aludra” brzmi tak poważnie. Jakoś nikomu się nie kojarzy z dziewięcioletnią dziewczynką o włosach koloru pszenicy oraz buzi cherubinka. Moja siostra przestaje się wyrywać.
Klękam tak, aby nasze oczy znalazły się na tym samym poziomie.
– Aludro – powtarzam łagodnie. – Zauważyłaś, że mamusia jest ostatnio bardzo zmęczona, prawda?
Kiwa główką.
– I że nie ma dla nas zbyt wiele czasu?
Znów przytaknięcie.
– To dlatego, że odkąd tatuś poszedł do Bozi, mama musi bardzo dużo pracować. Kiedyś wystarczyło, że od czasu do czasu pomagała we dworze, a teraz… Zresztą, sama widziałaś, ile ostatnio prania przyniosła.
– Całą górę. – Cieniutki dziecięcy głosik drży wyraźnie. – A potem, jak już skończyła prać, była bardzo zmęczona. Prawie tak jak tatuś zanim…
Ogromne orzechowe oczy wilgotnieją. Przytulam siostrę, zanim rozpłacze się na dobre.
– Ciii, ciii. – Czulę gładzę złocistą główkę. – Spokojnie. Mamusia nie umrze. Po prostu musi trochę odpocząć.
– Ale…
– Ale gdyby Grosvenor przyjął mnie do terminu, przynosiłbym wam mnóstwo mięsa, skór, leśnych owoców, miodu, a nawet trochę monet. Wtedy mamusia nie musiałaby tak ciężko pracować i miałaby dla ciebie więcej czasu. Znowu uczyłaby cię gotować, opowiadała bajki i śpiewała, zupełnie tak jak kiedyś.
– Ale…
– Ale żeby zdobyć posadę u Grosvenora, potrzebuję twojej pomocy.
Alu momentalnie wyślizguje się z uścisku. Zwinna jest jak jaszczurka.
– Ale ty chcesz zabić konika!
No i masz, znowu się zaczyna.
Wzdycham. Już chyba z tysiąc razy tłumaczyłem, że to nie żaden konik, a ta dalej swoje. Konik, choćby dziki, z rogiem pośrodku czoła, to konik i już.
– Tatuś nigdy nie zabiłby konika – mówi, po dziecięcemu wydymając wargi.
– Bo tatuś nigdy nie był myśliwym – wyjaśniam cierpliwie, chociaż w środku aż się gotuję. – Ale za to łowił ryby, pamiętasz?
– To nie to samo!
– A właśnie, że to samo. Ryby umierały, a my jedliśmy ich mięso, z ości robiliśmy haczyki, ściągaliśmy skóry… – Na moment pogrążam się we wspomnieniach. Głos ojca tłumaczący mi oraz Psarasowi, iż żadnej części ryby nie wolno marnować, każdą można do czegoś wykorzystać. Jego ręce, ciemne, zniszczone pracą. Grube, a mimo to zręczne palce zakładające haczyk. Szeroki, szczery uśmiech. Potrząsam głową. Bezsensowne wspominanie przeszłości. Teraz nie ma ani ojca, ani Psarasa, ani naszych dwóch najmłodszych sióstr. Jesteśmy tylko my – matka, mała Aludra oraz ja, czternastoletni chłopak, głowa rodziny. Powinienem pracować. MUSZĘ pracować. Dlatego trzeba wreszcie jakoś przekonać Alu.
Jednak ledwie otwieram usta, gdy dziewczynka mi przerywa.
– Pamiętam. – Na pucułowatej buzi widnieje rozmarzony uśmiech. – Raz tatko złapał taką maciupcią rybkę, nie większą od mojego paluszka. Powiedział, że jest jeszcze za mała. Nie wolno krzywdzić małych rybek. Dlatego dał ją mnie. Trzymałam ją potem w wiaderku. Tak samo będzie z konikiem? Jak się okaże za mały, ty i mistrz Grosvenor go wypuścicie, tak?
– Ależ oczywiście – kłamię. – Chociaż wiesz co? Sądzę, że Grosvenor będzie tak wdzięczny za pomoc przy polowaniu, że zamiast po prostu wypuścić konika, pozwoli ci go zatrzymać.
Orzechowe oczka aż się zaświeciły.
– Będę miała własnego rogatego konika?
Patrzy z wyczekiwaniem, a do mnie wreszcie dociera, co właśnie powiedziałem. Równie dobrze mogłem obiecać gwiazdkę z nieba.
Mimo to przytakuję.
• • •
Teraz to Aludra ciągnie mnie. Cały czas podskakuje, podśpiewując:
– Dostanę konika! Dostanę rogatego konika!
Nie mam pojęcia, jak dotrzymam danej obietnicy. Wątpię, aby młody myśliwy zechciał odstąpić jednorożca, choćby najmniejszego. Zresztą nawet gdyby. Gdzie go trzymać? Za co kupować paszę? Co taki jednoróg w ogóle je?
Postanawiam na razie o tym nie myśleć. Teraz liczy się tylko to, że wreszcie idziemy.
• • •
Gdy dochodzimy na umówione miejsce spotkania, momentalnie zapominam o wyrzutach sumienia. Wybiegam naprzód, aby przywitać się z Wilderem i Jaegerem. Co z tego, że dziś będziemy rywalami? To nie zmienia faktu, iż jesteśmy przyjaciółmi. Zresztą skakanie sobie do gardeł i tak nie miałoby sensu. Nieważne, komu uda się zabić jednorożca, bo to może świadczyć jedynie o szczęściu. Tymczasem Grosvenor, wybierając swego nowego terminatora, będzie się kierować dziesiątkami różnych kryteriów: charakterem kandydata, cierpliwością, talentem, umiejętnością kamuflażu bądź też sprawnością w posługiwaniu się łukiem. W dokonaniu wyboru może mu również pomóc boskie objawienie albo pogawędka z drzewem. Nie takie rzeczy już się zdarzały.
Od bliźniaków dzieli mnie nie więcej niż dziesięć kroków, kiedy wreszcie dostrzegam trzeciego chłopaka. Staję jak wryty. Próbuję sobie wmówić, że to nie może być on, przecież wyjechał do miasta przeszło cztery miesiące temu. Niestety, tracę wszelkie złudzenia, gdy słyszę aż nazbyt znajomy głos. Głos człowieka, który poucza ptaki, jak latać, a ryby, jak pływać.
– Zwierzę dobrze oskórowane to zwierzę oskórowane na żywca.
Nimrod.
– O, Theron! – przemądrzalec udaje, iż dopiero mnie zauważył. Jednak zaskoczona mina średnio mu wychodzi, gdyż nie potrafi zapanować nad drwiącym uśmieszkiem. – Jakże się cieszę, że cię widzę. Myślałem, żeś już dawno wyjechał. Ale wiesz co, nie żałuj, że tego nie zrobiłeś. Wielkie miasto to tylko brud i smród. Okropne miejsce, nieodpowiednie dla kogoś takiego jak ja. Nie potrafili mnie tam docenić. Oczywiście, wuj błagał, ażebym został i dalej pomagał w prowadzeniu interesów, lecz już zdecydowałem. Moje serce należy do tej ziemi. Wróciłem, aby pójść w ślady mego szlachetnego ojca. Czyż to nie wspaniałe?
Burczę coś w odpowiedzi. Zastanawiam się, czy po prostu nie odwrócić się i nie uciec. Pewnie lada chwila Grosvenor oświadczy, iż próba została odwołana. Możemy sobie mieć dobre charaktery, nieprzebrane pokłady cierpliwości oraz wszelkie możliwe talenty, ale to Nimrod jest synem poprzedniego myśliwego, nauczyciela Grosvenora. Nie zdziwię się specjalnie, jeśli ze względu na pamięć mistrza młody łowca wybierze właśnie jego.
Sądząc po kwaśnej minie, Wilder podziela moje obawy. Jedynie Jaeger, jak zawsze, zdaje się niczym nie przejmować. Wbija wzrok gdzieś w przestrzeń, uśmiechając się przy tym głupkowato. To nie jego wina. Od urodzin jest trochę powolny, ale nikt mu z tego powodu nie dokucza. Nimrod raz się odważył, dlatego teraz ma kilka zębów mniej. Wilder umie się bić, a dla brata jest gotów zrobić wszystko.
Przyznam szczerze, miałem cichą nadzieję, iż po tym laniu bezczelny chłopak wyprostuje się nieco. Niestety, okazuje się, że Nimrod jest jednym z tych ludzi, którzy nie potrafią uczyć się na błędach.
– Mimo wszystko – ciągnie – żal mi nieco wuja. Właśnie trafił się staruszkowi ogromny kontrakt, dzięki mnie, oczywiście. Zupełnie nie wiem, jak sobie biedaczek sam ze wszystkim poradzi. Nie chcę się chwalić, ale przez te kilka miesięcy stałem się jego prawą ręką. Chciał nawet wydziedziczyć swych rodzonych synów i wszystko przekazać mnie.
Tymczasem Alu podbiega do nas na tych swoich śmiesznych króciutkich nóżkach.
– O, cześć, Nimrod! – krzyczy najsłodszym, najniewinniejszym głosem, na jaki ją stać. – Czyli to jednak prawda, wuj rzeczywiście przegnał cię na cztery wiatry. Nie przejmuj się, prowadzenie kramu z warzywami wcale nie jest takie łatwe, każdemu mogło się nie udać. Naprawdę podpaliłeś cały targ? Ponoć wuj tak cię po tym przeklinał, aż kamienie pękały, zaś testament zmienił w taki sposób, abyś nie dostał ani centa, chociaż jesteś jego jedynym krewnym płci męskiej. Słyszałam, że krzyczał: „Wolę zostawić wszystko babom niż takiemu…”
Niedoszły sprzedawca warzyw czerwienieje coraz bardziej, a my (oprócz Jaegera, który jak zwykle nic nie rozumie) niemal się dusimy, usiłując stłumić śmiech. Wreszcie Nimrod wybucha:
1 2 3 »

Komentarze

« 1 2
11 IX 2012   11:52:06

Początkowo usiłowałam prowadzić narrację w czasie przeszłym, ale akurat w tej historii bezustannie "przeskakiwałam" na teraźniejszy, więc w końcu się poddałam.
Dziękuję za pochwalenie moich postaci. Szczerze mówiąc, martwiłam się, czy aby nie są nazbyt dziecinne.
Rzeczywiście, nie rozpisywałam się na temat realiów i był to zabieg celowy. Porozrzucałam tam i tu trochę wskazówek oraz sugestii, ale to wszystko.
Uff, opisy walki zdecydowanie nie są moją mocną stroną. Właśnie dlatego ten tutaj jest taki krótki, chociaż można było to wszystko rozpisać znacznie bardziej szczegółowo. Po prostu chciałam jak najszybciej mieć to za sobą.
Cieszę się, że zakończenie się podobało i serdecznie dziękuję za komentarz.

« 1 2

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Kolaż: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Bezpieczna przestrzeń
Anna Robak-Reczek

22 XII 2018

Trzeba było uważać. Jak w szkole objęli nas systemem, to przestałam pić colę i zaczęłam uprawiać sport, choć nigdy tego nie lubiłam. Ale mama powiedziała, że dzięki temu będę w przyszłości mniej płaciła za ubezpieczenie. I że będę mogła wyjechać, dokąd będę chciała. A ty musiałeś wdawać się w bójki.

więcej »
Fotoilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Pocztówka ze Sztokholmu
Joanna Krystyna Radosz

24 XI 2018

Mogła nie znać środowiskowych plotek, nie wiedzieć, kto się ożenił, a kto rozwiódł, ani który klub wyszkolił najwięcej juniorów, ale doskonale znała daty meczów, szczególnie tych ważnych. Za kilkanaście godzin Paweł i Marcin mieli poprowadzić swoje drużyny w boju o finał Ekstraligi. Na razie jednak wciąż trwała noc, a niedawni i przyszli rywale jedli zgodnie z jednej tacy.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Rozstaje
Agnieszka Osikowicz-Chwaja

20 X 2018

Znał go pan wcześniej. Dusza towarzystwa, wiecznie chętny do żartów i zabawy. Postanowił żyć tak, jak dotąd, nie przejmując się zakazami, Horeną i całym tym gnojem. Dlatego major kazał dać mu nauczkę. Pewnego dnia Mats zniknął i nie było go kilka dni.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Waga czasu
— Marta Tarasiuk

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.