Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Marlena Siwiak, Marian Siwiak
‹Ciemnością Spowity›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorMarlena Siwiak, Marian Siwiak
TytułCiemnością Spowity
OpisAutorzy piszą o sobie:
(Marlena Siwiak)
Młody, obiecujący bioinformatyk. Podróżniczka, miłośniczka jazdy konnej, sztuk walki i chodzenia po górach, zacięta LARPowiczka. Słucha muzyki, w której znalezienie melodii, według jej męża, jest równie trudne jak znalezienie sensu w prozie postmodernistycznej.
(dr Marian Siwiak)
Biofizyk, przedsiębiorca, konsultant. Żeglarz, narciarz, aktor, marzyciel, zacięty RPGowiec. Marnuje życie na gry komputerowe, chociaż żona powtarza mu, że gdyby ten czas spędził na pracy naukowej, już dawno dochrapałby się habilitacji.
GatunekSF

Ciemnością Spowity

« 1 2 3 4 6 »

Marlena Siwiak, Marian Siwiak

Ciemnością Spowity

– To interesujące. – Barczysty mężczyzna uwolnił dłoń z lepkiego uścisku i wsunął ją do kieszeni szortów.
– Ja stoję za rozpowszechnieniem informacji o technologii transferu energii, stosowanej obecnie przy ekoterraformacji Tau. Ja byłem jeszcze na stażu w naszej gazecie, gdy dotarły do nas informacje o problemach ekipy kolonizującej. Było dla nas wszystkich zaskoczeniem, że Terra Tenebris jest na zawsze schowana przed słońcem w cieniu Thora. Przyzna pan, że taki układ nie zdarza się zbyt często. Ignoranci wszelkiej maści zaczęli podważać sens ustawy o ekoterraformingu, dzięki której już od kilkudziesięciu lat cała energia potrzebna do kolonizacji planet czerpana jest z paneli słonecznych. Ja pozwolę sobie dodać, że to właśnie redakcja „Obywatela” była główną siłą sprawczą przy uchwalaniu tejże ustawy! Sam pan rozumie, że nie mogliśmy tak łatwo dać za wygraną.
– No tak. Wyobrażam sobie, że stosowanie ekoterraformingu na Tau mogło stanowić pewien problem.
– Ja sądzę, że nie problem, proszę pana, tylko ukrytą szansę – poprawił dziennikarz. – Według filozofii socjopsychologicznej Derlinga nie ma problemów, są tylko ukryte szanse.
Twarz pana Coina zmieniła się w maskę uprzejmego zainteresowania.
– Ja przyznaję, Tau było prawdziwym wyzwaniem – kontynuował Vert. – W końcu jednak opracowano system ładowania baterii przez satelity umieszczone daleko na orbicie Thora. Ja osobiście włożyłem wiele wysiłku, aby to rozwiązanie zyskało społeczną aprobatę. Moje zaangażowanie sprawiło, że po trzech latach zostałem koordynatorem akcji medialnej. Bo widzi pan, co jak co, ale środowisko naturalne to bezcenne dziedzictwo, które jako ludzkość dostaliśmy pod opiekę. A opiekować się nim powinniśmy już od pierwszych dni kolonizacji, a nie w momencie, gdy już całkowicie zniszczymy naturalny ekosystem, prawda? Ekologiczne źródła energii powinny być zawsze, bez wyjątku, jedynym rozwiązaniem. Nawet w obliczu takich trudności jak na Tau!
– Pogratulować skuteczności. Pamiętam wysiłki „Świadomego Obywatela” włożone w zmianę legislacji – tylko najsprawniejsze oko dostrzegłoby delikatne drgnięcie górnej wargi mówiącego to pana Coina.
– Ja dziękuję bardzo w imieniu całej redakcji! No ale to zamierzchła historia. Ja teraz jestem taki podekscytowany, że już dziś będę mógł sprawdzić, jak w praktyce sprawdza się nasz system – jego niebieskie oczy świeciły się jak psu husky na widok sań.
Twarz Domnalla Coina, choć zdawało się to niemożliwe, zbladła o ton. Dziennikarz przyglądał mu się przez chwilę uważnie, zmarszczył brwi, wyraźnie próbując sobie coś przypomnieć, wreszcie uderzył się ręką w czoło.
– Ja już rozumiem! Pan nie jest szeregowym pracownikiem! Pan jest kontrolerem! Zbladł pan, bo boi się pan, że ja tym razem w relacji z pierwszej ręki opiszę w „Obywatelu” nieudolność Kurta Emmersona, z którą pana firma nie mogła sobie poradzić przez tyle lat! Co za zbieg okoliczności, że lecieliśmy tym samym statkiem… – Nachylił się do rozmówcy i ciągnął konfidencjonalnym szeptem: – Ja mogę pana uspokoić. Jeśli naprawdę chce pan rzetelnie wykonać swoją pracę i sprawić, żeby prace na Tau wreszcie się skończyły, jesteśmy po tej samej stronie barykady. Jak już mówiłem, jestem wielkim fascynatem terraformacji. To Kurt Emmerson jest problemem i ja mogę panu pomóc go rozwiązać! – Pierre poklepał rozmówcę po ramieniu. – Ja mogę jako wyraz dobrej woli podzielić się z panem tym, czego nasza agencja dowiedziała się o tym człowieku. Być może pomoże to panu, bo jest szansa, że ktoś w pana firmie zataił przed panem te informacje. To, że taki śmieć dostał posadę zarządcy planety, świadczy, że ma naprawdę mocnych protektorów. – Pierre zaczął zastanawiać się, czy kompletny brak reakcji nie jest przypadkiem objawem szoku, jakiego musiał doznać tak łatwo zdemaskowany kontroler. Postanowił go odrobinę pocieszyć. – Ja nikomu nie powiem o pana prawdziwej roli tutaj. Ja mam wrażenie, że przyda się panu pomoc. Pan chyba nie wie, że Kurt Emmerson jest bandytą skazanym przez niezawisły sąd na najwyższy wymiar terapii resocjalizacyjnej, dwieście pięćdziesiąt lat ciężkich robót! Ja dotarłem do oryginalnych dokumentów! Ja nie mogłem uwierzyć, że taki degenerat po kilkudziesięciu latach mógł znaleźć się na tak odpowiedzialnym stanowisku. Ja wiedziałem, wiedziałem, od kiedy zobaczyłem te papiery, że on tylko sprowadzi na Tau nieszczęście. Cud ekoterraformacji skalany rękami bandyty! Nie wiadomo, do czego on tu doprowadzi! To przez niego prace opóźniają się o całe dekady! Ja uważam, że jedynym rozwiązaniem jest doprowadzenie do wysłania go z powrotem na asteroidę! – Pierre skończył tyradę i stał teraz, ciężko dysząc, trzymając się obiema rękami za zapadnięty mostek.
Ilustracja: Maria Bronowicka
Ilustracja: Maria Bronowicka
Domnall Coin dyskretnym ruchem włączył osobisty komputer i z projektora wmontowanego w oprawę okularów rzucił prosto na siatkówkę skany dokumentów, które podpisywał przed wylotem. W środku, wsunięty pomiędzy sterty sprawozdań, tkwił formularz podróży służbowej. Cel delegacji: kontrola Tau Terra Tenebris. Własnym podpisem zobowiązał się do przeprowadzenia pełnej kontroli w ciągu dwudziestu czterech godzin pobytu na planecie, a w czasie podróży powrotnej opracowania strategii rozwoju na najbliższą dekadę. Grymas irytacji na moment przełamał na jego twarzy maskę obojętności. Dostrzegł to reporter i aż podskoczył z radości:
– Ja się tak cieszę, że pan się ze mną zgadza!
• • •
Dziewięć godzin później Pierre Vert leżał na piramidzie kontenerów, obserwując okno gabinetu Kurta Emmersona, który właśnie przyjmował kontrolera.
Trzeba przyznać staremu draniowi, że podczas powitania przy windzie potrafił zachować zimną krew. Widząc sprytne przebranie kontrolera, bezczelnie wręczył mu kombinezon pustynny, wyrażając przy tym troskę o jego zdrowie psychiczne i zdolność do przeprowadzenia rzetelnej kontroli! Pierre aż zatrząsł się z gniewu, a dłonie same zacisnęły mu się w pięści. Opanował się jednak i skarcił w duchu za tak barbarzyńskie reakcje. Człowiek cywilizowany przecież, jak tłumaczył Derling w swej rozprawie, brzydzi się przemocą. Zresztą na co komu przemoc, gdy ma się trochę sprytu i… pióro.
Tymczasem w gabinecie zarządca usiadł w obitym białą skórą fotelu. Czerń jego włosów i brody ostro kontrastowała z kolorem obicia, a szczupłe wysportowane ciało zdawało się niknąć w szerokim meblu. Wielki kot wskoczył mu na kolana i zaczął je udeptywać, zwijając do snu. Mężczyźni w gabinecie przez chwilę podziwiali grację, z jaką kot mościł się na kolanach zarządcy, a potem Kurt Emmerson zaczął opowiadać kontrolerowi swoje kłamstwa. Kłamstwa! No bo cóż innego mogło wydobywać się z ust tej gnidy?
Pierre jednak potrzebował dowodów. Niestety, pancerne okna gabinetu nie pozwalały skorzystać z mikrofonu laserowego i pozostawało tylko robienie zdjęć i kręcenie niemych filmów. Ale może to wystarczy, momentami widać było usta obu mężczyzn i może uda się zrekonstruować treść rozmowy z ruchu warg.
Jeszcze w windzie reporterowi przemknęło przez myśl, że Domnall Coin może być wmieszany w to wszystko na równi z Kurtem Emmersonem. Przecież Derling w swym najnowszym dziele zapewniał, że honor jest kwestią ceny i tylko głupcy są nieprzekupni. Należało zatem śledzić ich obu i rejestrować wszystkie podejrzane gesty, na wypadek gdyby kontroler dał się skorumpować.
Jednak póki co rozmowa przebiegała bez żadnych niespodzianek. Zarządca kłamał, a kontroler Coin z nieprzeniknioną miną zaciągał się cygarem. Bezruch w pomieszczeniu zakłócił tylko na krótką chwilę kot, który potarł nos łapą, po czym zeskoczył z kolan zarządcy i ulotnił się z pokoju.
Z nudów Pierre zaczął obserwować światła wielkich ciężarówek, kursujących przez wieczną noc zalegającą między windą orbitalną a elektrownią. Przywoziły one naładowane energią słońca baterie – tlen dla płuc terraformacyjnej machiny. W elektrowni część baterii zużywana była do zasilenia zarodka przyszłej cywilizacji – miasta. Pozostałe baterie rozprowadzane są arteriami dróg do mięśni – maszyn i mózgu – komputerów, które przekształcają pustynny kawał skały w zieloną planetę, by za parę lat ludzie mogli nazywać ją domem.
Pierre zachwycił się własnym porównaniem.
Zużyte baterie z kolei są jak dwutlenek węgla, który trafia z powrotem do płuc elektrowni, skąd wydychany jest poza organizm, by satelity – niczym las deszczowy – przekształciły go w świetle słonecznym z powrotem w tlen.
To było to!
W jego umyśle pojawiały się kolejne akapity artykułu opisującego działania „Świadomego Obywatela”, dzięki którym powstawał wspaniały ekosystem, w którym człowiek i technika…
« 1 2 3 4 6 »

Komentarze

21 IV 2013   02:11:49

O wydali też skiążkę, jest na empiku

21 IV 2013   12:44:37

niezłe opowiadanie, jest potencjał...

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:edward.strun@gmail.com'>Edward Strun</a>

Sześć oktaw
Edward Strun

2 X 2021

Nerwowo zerkał na zegarek. Za chwilę Baron zadzwoni zaniepokojony brakiem wieści. Do obowiązków dilera należało zameldowanie szefowi o przebiegu każdej większej transakcji. A zlecenie opiewające na dwie bańki z pewnością do takich należało.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Nawet magia
Tomasz Grysztar

4 IX 2021

Po drugiej stronie tunelu zobaczyła Czarka oplątującego stworzenie całym pękiem korzeni. A potem w magicznym lesie zaczęło dziać się więcej, niż kiedykolwiek wcześniej, kiedy tam była. Drzewa kołysały się, jakby tańczyły. Z ziemi poderwało się mnóstwo liści i wszystkie zalśniły. Wzleciały setkami, może nawet tysiącami, ale i tak prawie ich nie ubyło na dole.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opowieści starego nawigatora: Tylko nie z robotami!
Paweł Wolski

10 VII 2021

Na potrzeby zwiększonej grawitacji na HD 85512b naukowcy i farmerzy wypracowali miliardową populację nowych, trawożernych ras, muskularnych i niemal bezmózgich pięciotonowców na krótkich, silnych nogach. Poza rozlicznymi zaletami, miały jedną podstawową wadę: bez opamiętania żarły i rosły więc, no cóż… sami rozumiecie. Produkty ich przemiany materii trzeba było nieustannie z tej przemiłej planetki wywozić.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.