Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 12 czerwca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Marlena Siwiak, Marian Siwiak
‹Ciemnością Spowity›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorMarlena Siwiak, Marian Siwiak
TytułCiemnością Spowity
OpisAutorzy piszą o sobie:
(Marlena Siwiak)
Młody, obiecujący bioinformatyk. Podróżniczka, miłośniczka jazdy konnej, sztuk walki i chodzenia po górach, zacięta LARPowiczka. Słucha muzyki, w której znalezienie melodii, według jej męża, jest równie trudne jak znalezienie sensu w prozie postmodernistycznej.
(dr Marian Siwiak)
Biofizyk, przedsiębiorca, konsultant. Żeglarz, narciarz, aktor, marzyciel, zacięty RPGowiec. Marnuje życie na gry komputerowe, chociaż żona powtarza mu, że gdyby ten czas spędził na pracy naukowej, już dawno dochrapałby się habilitacji.
GatunekSF

Ciemnością Spowity

« 1 2 3 4 5 6 »

Marlena Siwiak, Marian Siwiak

Ciemnością Spowity

Coś zmąciło jego myśli.
Nie do końca uświadamiając sobie, co budzi jego niepokój, zaczął przyglądać się przeładunkowi ciężarówek.
Pełna automatyzacja. Sterowane komputerowo samochody podjeżdżały do punktu przeładunkowego, gdzie podnośniki przekładały kontenery z naładowanymi bateriami na pas transmisyjny transportujący je do wnętrza budynku. Jednocześnie inny pas wyprowadzał kontenery ze zużytymi bateriami na zewnątrz, by podnośniki mogły załadować je z powrotem na ciężarówki. Rozładunek i załadunek prowadzone były symultanicznie, tak że każdy zdjęty kontener był natychmiast zastępowany zużytym. A wszystko w równym, wyliczonym co do sekundy rytmie, zapewniającym maksymalną wydajność całego procesu.
Pierre pieścił wzrokiem kontenery. Skrzywił się, widząc wyraźne wgniecenie na jednym z nich. Jednak nawet tu porównanie pozostaje aktualne – pomyślał. – Uszkodzony kontener jest jak wadliwa czerwona krwinka, powinien ulec rozpadowi, by baterie mogły trafić do nowego, błyszczącego…
Zaledwie kilka sekund później znów spostrzegł charakterystycznie wgięty kontener, który wyjechał z elektrowni… wprost na platformę ciężarówki! Zaklął pod nosem, choć za Derlingiem był zdania, że przeklinanie jest oznaką słabości.
Zaczął filmować, a system przeciwwstrząsowy w kamerze aż dostawał zadyszki, kompensując rozedrganie operatora. Pierre wiedział, do czego zdolny jest Emmerson, wiedział, za co ten został skazany i że podstępem wślizgnął się na obecne stanowisko, ale wciąż łudził się, że człowiek ten był zdolny uszanować geniusz rozwiązania, jakie dostał za pośrednictwem TerraNova od „Świadomego Obywatela”.
Złudzenia opadły. Świeżo przywiezione, naładowane energią słoneczną baterie były niemal natychmiast ładowane z powrotem na te same ciężarówki, które przed chwilą je przywiozły. Kontenery nie były nawet otwierane! Jeździły w kółko w obiegu zamkniętym!
To rodziło kolejne pytanie. Skoro baterie z satelitów nie były nawet wyładowywane, to skąd, do diabła, kolonia czerpała energię?
Pierre wywęszył ostry zapach sensacji, zmieszany ze słodką wonią sławy. Biegiem ruszył w kierunku elektrowni. Ku jego zdumieniu zatrzymały go zasieki z drutu kolczastego – stalowe zwoje pokryte długimi, hakowatymi ostrzami. Prawdziwy relikt przeszłości! Umieszczone tu i ówdzie tabliczki ostrzegały nawet przed wysokim napięciem i zachęcały do pozostania w bezpiecznej odległości.
Pierre nie dowierzał własnym oczom. Ktoś sobie może o to zrobić krzywdę, a wtedy jak dyrektor elektrowni wytłumaczy się z tego lokalnej społeczności?
Szedł wzdłuż zasieków prawie pół godziny, szukając słabego punktu. Latarnie stawały się coraz rzadsze i rzadsze, a noktowizor w jego hełmie pożerał coraz więcej prądu. Gdy latarnie przerzedziły się na tyle, by mógł niepostrzeżenie przekraść się do samego kompleksu budynków, postanowił sforsować zasieki.
Wyciągnął z kieszeni niewielki przedmiot. W duchu triumfował nad kolegami z redakcji, którzy śmiali się z zacięcia, z jakim śledził oferty sklepów wysyłkowych w poszukiwaniu najlepszego narzędzia wielofunkcyjnego. Teraz wystarczyło tylko przekształcić inteligentny materiał w kształt nożyc do drutu i… ciach!
Pierre ze zdziwieniem stwierdził, że w reklamach przecinanie drutu wyglądało na łatwiejsze. Pierwszych kilka drutów poddało się po długiej walce, jednak kolejne były grubsze. Jeszcze bardziej skrócił rączki nożyc – w końcu im bliżej drutu przyłoży siłę, tym łatwiej będzie go przeciąć – rozumował.
Nie pomogło.
Przypomniał sobie, że urządzenie umożliwiało wprowadzenie jeszcze jednej modyfikacji – zmianę struktury materiału. Ustawił pokrętło na „krystaliczny”. Matowa powłoka zwinęła się do wewnątrz rączek, odsłaniając gładki metal, błyszczący nawet w słabym świetle gwiazd. Wyszczerzył zęby w triumfalnym uśmiechu i zbliżył ostrza do drutu.
• • •
Obudziło go kłucie w klatce piersiowej. Ktoś rytmicznie uciskał okolice jego mostka. Pierre pod zamkniętymi powiekami wciąż miał powidok małej, niebieskiej iskry, przeskakującej między drutem a nożycami. Czuł, że ogarnia go panika. Został odkryty! Już nigdy nie przekaże wiadomości o tym, co Kurt Emmerson tu wyczynia!
Z drugiej strony, reanimują go, czyli jest dla niego szansa…
Odetchnął głębiej. Ucisk przestał być rytmiczny i teraz ktoś tylko dociskał jego mostek, jakby chciał dokładnie czuć ruchy klatki piersiowej.
Niestety wciąż nie ma niepodważalnych dowodów… Tej gliździe Emmersonowi to oszustwo może ujść na sucho! Nie może na to pozwolić! Nie może się teraz poddać!
Napiął mięśnie, odbił się łokciami od ziemi: z bojowym rykiem, z pięściami zaciśniętymi na kciukach, ze wzrokiem gorejącym słusznym gniewem, gotów do walki z każdym, kto stanie na drodze Prawdzie!
Zdołał podnieść się zaledwie na kilkanaście centymetrów, gdy poczuł opór. W tej samej chwili w ciszy nocy rozległ się obrzydliwy mlask rozcinanego ciała, zagłuszony krzykiem pełnym nieludzkiego bólu i zdziwienia. Ponownie stracił przytomność.
Gdy ocknął się po raz drugi, prócz własnego oddechu nie słyszał już nic. Nacisk na mostek także ustąpił. Dziennikarz otworzył oczy i zobaczył tuż nad swoją piersią, bezwładne, zwisające z kolczastego drutu ciało.
Odczołgał się kilka metrów i zwymiotował. Usiadł skulony, obejmując podciągnięte pod brodę kolana. Łzy spływały mu po policzkach, gdy wpatrywał się w nieruchome, pełne niemego wyrzutu oczy.
Projektant drutu kolczastego najwyraźniej znał się na swojej pracy. Pierre, zrywając się, dosłownie nadział swoją ofiarę na żyletkowate wypustki. Dodatkowe szarpnięcie obu ciał, spowodowane wstrząsem elektrycznym, przesądziło sprawę.
Skulony reporter patrzył na rosnącą kałużę zmieszanej z pyłem krwi. Patrzył, jak wiatr przysypuje ślad, ciągnący się spod drutów do miejsca, gdzie siedział. Spojrzał wreszcie na swój mundur. Na jego oczach ciemne plamy na kombinezonie zaczęły kurczyć się i marszczyć – to higroskopijna tkanina wysysała z krwi życiodajną wilgoć. Zwymiotował ponownie.
Nie zważając na coraz silniejszy wiatr, zaczął zdzierać z siebie mundur – wampira. Odrzucił także noktowizor, w naiwnej próbie odcięcia się od obrazu zniszczenia, jakie mimowolnie spowodował.
Stał i krzyczał, marząc, by niesiony wiatrem piasek, smagający jego nagą skórę, przyniósł mu katharsis.
W końcu fizyczny ból otrzeźwił go nieco. Spojrzał z nienawiścią w kierunku elektrowni.
– Ja nie chciałem! To wy mnie zmusiliście! To wasza wina! Zapłacicie za to!
Świeżo rozbudzona odwaga zgasła jednak niczym zdmuchnięta świeca, gdy dostrzegł zbliżające się światła latarek.
Uciekł w ciemność.
• • •
Biegł wzdłuż zabójczego ogrodzenia. Skóra i oczy piekły go, szlifowane ziarnkami piasku. Krew sączyła się z dłoni rozciętych po tym, jak kilka razy w ciemnościach potknął się i wywrócił.
Ale największy ból sprawiało mu poczucie winy. Przed oczami wciąż miał obraz ostrzy – drapieżnie wgryzających się w ciało, kropel krwi – bezgłośnie kapiących w pył pustyni, języka – bezwładnie zwisającego spomiędzy zębów… Miał ochotę rzucić się na druty i zakończyć swe cierpienie. Powstrzymywała go narastająca wściekłość na Kurta Emmersona. Gdyby ten skurwysyn trzymał się wytycznych, Pierre nie musiałby przekradać się na teren elektrowni i do niczego by nie doszło!
Z wściekłością kopnął przypadkowy kamień. Zamarł po dwóch krokach. Jego intuicja biła na alarm. Jako reporter nauczył się jej ufać – niejednokrotnie kazała mu włączyć kamerę, nim jeszcze uświadomił sobie, że właśnie jest świadkiem czegoś niezwykłego. Zaniepokojony, wymacał wokół siebie kolejny kamień i ponownie rzucił przed siebie. Odpowiedziała mu cisza.
Pierre uklęknął i na czworakach przepełzł niecały metr, gdy powierzchnia ziemi z poziomej zmieniła się nagle w pionową. Jeszcze kilka kroków i wpadłby w… w ciemności nawet nie wiedział, czy to szczelina, kanion, czy też coś innego… Rzucając kamieniami, usiłował określić szerokość i głębokość uskoku, ale bezskutecznie – narastające wycie wiatru zagłuszało wszelkie dźwięki.
Narastające wycie wiatru. W głowie Pierre`a pojawiały się kolejne ostrzeżenia. Włosy zjeżyły mu się na karku, gdy przypomniał sobie, co mogła spowodować gwałtowna burza piaskowa, nazywana tutaj „sirocco”. Powinien natychmiast zejść z otwartej przestrzeni!
Ostrożnie zbadał krawędź urwiska i z zadowoleniem stwierdził, że skała jest zwięzła i chropowata, a szalejąca erozja wyżłobiła w niej liczne szczeliny i nierówności.
« 1 2 3 4 5 6 »

Komentarze

21 IV 2013   02:11:49

O wydali też skiążkę, jest na empiku

21 IV 2013   12:44:37

niezłe opowiadanie, jest potencjał...

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Kości dla trupokupca
Magdalena Świerczek-Gryboś

15 V 2021

Chłopak zachwycony motorem wzdrygnął się i zwrócił uważne spojrzenie na mnie. Nawet przez szkła maski zwykły człowiek dostrzegłby, jak zaszlamione ma oczy. Wróżka podeszła jeszcze dwa kroki. Odsłoniła twarz. Zalane krwią gałki w zapadniętej twarzy. Sczerniałe usta. Była całkiem śliczna, taka wyjedzona.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Umowa
Elżbieta Leszczyńska

10 IV 2021

Bóg podrapał się w głowę. Targały nim sprzeczne uczucia. Kusiła go gra z diabłem, a równocześnie pragnął jak najszybciej usunąć popełnione przy tworzeniu ludzkich istot błędy.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Za górami, w tym samym lesie
Ewa Kajtoch

27 III 2021

Idę po zakupy wspomagając się balkonikiem. Udaje mi się dojść, a wrócić do domu pozwalają mi jakieś dziewczynki z osiedla. Całej portmonetki nie zabrały, ale pięćdziesiąt złotych musiałam oddać.

więcej »

Polecamy

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.