Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 października 2019
w Esensji w Esensjopedii

Grzegorz Wiśniewski
‹Matriksowa Opowieść Wigilijna›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorGrzegorz Wiśniewski
TytułMatriksowa Opowieść Wigilijna
OpisPoznajcie hakera Eona i Babcię Wyrocznię w drugim z kolei opowiadaniu gwiazdkowym Grzegorza Wiśniewskiego.
Gatunekcyberpunk, fanfiction, SF

Matriksowa Opowieść Wigilijna

Grzegorz Wiśniewski
1 2 »
Zaledwie jednak wychynęli na ulicę, w polu widzenia pojawił sie nie kto inny, jak ajent Jones, właściciel drobnego spożywczaka na rogu. Jak zwykle nienagannie odziany w czarny garnitur i ciemne okulary, bystrym wzrokiem wypatrywał zadłużonych w swoim sklepiku ofiar. Orfeusz zareagował bardzo gwałtownie, tygrysim skokiem znikając w zaułku zastawionym kubłami na śmieci. Zwabiony hałasem ajent Jones szybko znalazł się obok Eona.

Grzegorz Wiśniewski

Matriksowa Opowieść Wigilijna

Zaledwie jednak wychynęli na ulicę, w polu widzenia pojawił sie nie kto inny, jak ajent Jones, właściciel drobnego spożywczaka na rogu. Jak zwykle nienagannie odziany w czarny garnitur i ciemne okulary, bystrym wzrokiem wypatrywał zadłużonych w swoim sklepiku ofiar. Orfeusz zareagował bardzo gwałtownie, tygrysim skokiem znikając w zaułku zastawionym kubłami na śmieci. Zwabiony hałasem ajent Jones szybko znalazł się obok Eona.

Grzegorz Wiśniewski
‹Matriksowa Opowieść Wigilijna›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorGrzegorz Wiśniewski
TytułMatriksowa Opowieść Wigilijna
OpisPoznajcie hakera Eona i Babcię Wyrocznię w drugim z kolei opowiadaniu gwiazdkowym Grzegorza Wiśniewskiego.
Gatunekcyberpunk, fanfiction, SF
Eon spał.
Bycie hakerem to męczące zajęcie. A bycie hakerem, którego ksywa informowała o czasie trwania pierwszego włamania męczyło podwójnie. Na zmęczenie zresztą nakładała się wykonywana przez Slayer Kołysanka Demona, rzewnie brzęcząca w wielkich stereofonicznych słuchawkach, które Eon miał wciśnięte na uszy. A jakby tego było mało, w tym dniu lub jednym z następnych (a może poprzednich?) był wieczór Świętego Mikołaja, więc każdy, kto pragnął otrzymać odeń prezent, powinien spać snem głębokim i uczciwym. A czyż istnieje sen głębszy i bardziej uczciwy od tego, jaki dopada człowieka podczas dwudziestej instalacji systemu operacyjnego światowej sławy firmy Macrohard?
Ekran przed jego nosem miał barwę nieba nad portem, do którego prowadzi nieistniejący kanał.
I nagle zakwitły na nim literki, rytmiczne wklepywane przez kogoś odległego zapewne o tysiące kilometrów.
„Chcesz wiedzieć czym jest Matrix, Eon?”
Eon zamarł z zaskoczenia. Matrix. To, czego poszukiwali wszyscy hakerzy na ziemi. Legendarne narzędzie o wprost nieocenionych możliwościach…
– Łał… – mruknął pod nosem. Nadusił Ctrl+Alt+Del na klawiaturze komputera, ale bez efektu. Jak to w Macrohardzie. Na wpół magiczne Ctrl+D też nie. Gdy rozglądał się za wyłącznikiem zasilania, pojawiło się jeszcze coś o podążaniu za kolorowymi gryzoniami – ale zniknęło, zanim wrócił uwagą do monitora. Ekran znów wyświetlał uproszczoną wersję okna instalacyjnego Macrohard Door z zaledwie kilkoma guzikami decyzyjnymi. Eon zaczął się zastanawiać, który z nich wybrać, bo każdy wyglądał obiecująco. Pomiń? Cofnij? Wróć? Anuluj? Porzuć? Wyjdź? A może Kontynuuj? Uruchom? Dalej? Zakończ? Taaak… bycie hakerem to ciężki kawałek chleba.
W pokoju rozległo się pukanie. Eon rzucił okiem na zegar wiszący nad drzwiami. Była ósma. Najwyższy czas, aby pojawił się wreszcie ktoś i coś od niego kupił. Bez pośpiechu wstał zza biurka i ze stelaża ściągnął dwunastowieczny psałterz, w którym przechowywał kradzione twarde dyski. Balansując ciężarem w jednej ręce, drugą otworzył drzwi.
To nie był ten punk, który zwykle przychodził do niego z dziewczyną i paroma kolesiami. To było dwóch facetów, wyższy i niższy, obaj w niezłych garniturach od Lightwave′a i przeciwsłonecznych okularach. Paranoicy, pomyślał Eon, obawiali się ultrafioletu w nocy?
– Jestem funkcjonariusz Biały – odezwał się wyższy. – A to funkcjonariusz Królik. Pan pozwoli z nami.
– Jak to? Po co? – wykrztusił zaskoczony Eon.
Niższy uśmiechnął się promiennie.
– Będzie zabawa.
• • •
48 godzin minęło szybko. Ze względu na niewielką szkodliwość społeczną wypuszczano już poważniejszych przestępców, więc dla Eona nie robiono wyjątku. Gdy piechotą wracał z komisariatu, dostrzegł wyraźną, ciepłą gwiazdkę spoglądającą z góry na miasto. Mimo zadymki śnieżnej i deszczu meteorytów była wyraźnie widoczna. Nieomylnie dawała znać, że to najwyższy czas na świąteczną imprezę. Eon raźniejszym krokiem ruszył przed siebie.
Miał zamiar wstąpić do sutereny, zamieszkanej przez lokalnego wagabundę – niejakiego Orfeusza. Ogólnie rzecz biorąc, żyjącego na kredyt aspołecznego indywiduum, ale w sumie porządnego człowieka. Na pewno byłoby mu przykro, gdyby Wigilia u babci Wyroczni obyła się bez niego.
Eon minął klatkę schodową, którą zawsze wspinał się do siebie. Wszedł na tyły domu i wzrokiem odszukał krótkie schody w dół. Znalazł je. Prowadziły do odrapanych drzwi, nad którymi widoczny był pion zamurowanych okien. Ciekawe, nigdy wcześniej nie zauważył, żeby były zamurowane.
Zszedł po schodach i zapukał. Kątem oka zauważył w pobliskim kuble na śmieci mrugający diodami telefon komórkowy, wygrywający cichutko Jingle Bell. Jego wyświetlacz zdobiła miniaturowa reprodukcja słynnego motywu z Michała Anioła – stykających się dłoni. „O rany”, pomyślał, „czego to ludzie teraz nie wyrzucają…”
– Login! – rozległ się okrzyk zza drzwi.
Eon nacisnął klamkę. Orfeusz siedział w fotelu, na samym środku swojej przedwojennej kawalerki, której ściany rzeczywistość odarła do gołego muru. Jak zwykle miał na sobie skórzany płaszcz. Tylko ciemne lennonki gdzieś zapodział.
– Witaj, Eon – mruknął, na powitanie rozkładając ręce. W prawej trzymał butelkę, w połowie wypełnioną przezroczystą zawartością.
Po tej przemowie widać zaschło mu w gardle, bo przechylił butelkę, skrzywił się, wypluł to, co wypił i podniósł ją do oczu. Etykieta „Mineralna” wyraźnie wyprowadziła go z równowagi. Z zamachem odrzucił butelkę w kąt pomieszczenia. Przypadkiem trafiła przechodzącego tamtędy czarnego kota. Ułamek sekundy później trafiła go jeszcze raz…
– Czy miewasz czasami uczucie, – odezwał się nieszczęśliwym głosem – że cały ten świat wepchnięto ci przed oczy, żeby oślepić cię na prawdę?
– Cały czas. – westchnął Eon. – Po prostu cały czas.
– Co cię sprowadza w moje skromne progi?
Eon omiótł spojrzeniem zajmowane przez Orfeusza mieszkanie. Wnętrze sprawiało klaustrofobiczne wrażenie. Kiepskie sztuczne światło z jarzeniówek wyłuskiwało z mroku stalowe belki konstrukcji, kratownice pomostów pod stropem, rozgwiazdę ośmiu dziwacznych foteli z pordzewiałego żelaza i dziwaczną mozaikę kilkunastu ciemnych ekranów LCD, osadzonych na pajęczynie kabli i metalowych wysięgników. Orfeusz, mimo nagabywań, nie bardzo chciał wyjaśnić, do czego to wszystko miałoby służyć.
– Pewnie słyszałeś – rzucił w powietrze – że dzisiaj jest Wigilia u babci Wyroczni.
– No i?
– Wszyscy na niej będą.
– I co z tego?
– Byłoby miło, gdybyś też przyszedł.
– Tak sądzisz?
– Więcej – cytuję słowa babci Wyroczni.
– Wyrocznia powiedziała ci dokładnie to, co powinieneś był usłyszeć.
– Ależ z pewnością mówiła szczerze.
Orfeusz spojrzał na Eona z namysłem.
– W takim razie chodźmy.
Zaledwie jednak wychynęli na ulicę, w polu widzenia pojawił się nie kto inny, jak ajent Jones, właściciel drobnego spożywczaka na rogu. Jak zwykle nienagannie odziany w czarny garnitur i ciemne okulary, bystrym wzrokiem wypatrywał zadłużonych w swoim sklepiku ofiar. Orfeusz zareagował bardzo gwałtownie, tygrysim skokiem znikając w zaułku zastawionym kubłami na śmieci. Zwabiony hałasem ajent Jones szybko znalazł się obok Eona.
– Witam – powiedział, zatrzymując się. Zmierzył Eona badawczym spojrzeniem, zastanawiając się najwyraźniej, czy oto nie napatoczył się kolejny dłużnik. – Wiem, że kontaktuje się pan z pewnym osobnikiem. Człowiekiem nazywającym siebie Orfeusz. Cokolwiek pan o nim sądzi, jest bez znaczenia, ponieważ przez wielu jest on uważany za najbardziej zadłużonego człowieka na świecie…
Eon nie odpowiedział.
– Chętnie wyczyszczę pana konto, jeżeli przyczyni się pan do odnalezienia mojego dłużnika.
– Wow… to brzmi jak całkiem przyzwoity biznes – zauważył Eon. – Ale mam lepszy. Ja pokażę panu…
– Dobra. Zrozumiałem. – szybko odparł ajent Jones i oddalił się w dół ulicy.
– Poczytaj Dickensa – mruknął Eon pod adresem tamtego.
Z zaułka za nim dobiegł rumor.
– Mała rada – wybełkotał Orfeusz, gramoląc się zza kubła na śmieci. – Widzisz ajenta, robisz to samo, co ja. Zwiewasz.
Eon wzruszył ramionami.
• • •
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Chleb
Iwona Michałowska

5 X 2019

Pożyczam bułkę ze straganu Kodiego. Jutro i tak nikt jej nie kupi. Żuję. Rozalia mówi, że jego pieczywo ma smak. Kogo obchodzi smak? Chleb ma wypełnić żołądek. Bułka trochę cierpka, jakby dodał do niej jakiejś goryczki. Wieje coraz mocniej, na wszelki wypadek zwijam daszki straganów. Siostra Kodiego jest dość odporna, a jednak już poszła. On pewnie też byłby odporny, gdyby nie ta blizna. Zranił go brat, nim odszedł z wiatrem. Tym samym, który zabrał moją matkę.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Sörensen
Bartek Szumowski

24 VIII 2019

A dla mnie to definicja życia. Tysiące poranków, kiedy powtarzamy sobie, że tym razem musi być dobrze. Setki przedmiotów, które teraz na pewno będą warte wydanych na nie pieniędzy. Książkowe ścierwo, które wystarczyło zareklamować jako literackie odkrycie, a je kupiliśmy. Pracodawcy, którzy mają nie wyjść na tych, co widzą w podwładnych niewolników, i pracownicy, którzy przecież nie mogą być przygłupami od A do Z. Przyjaźnie zawiązywane, bo niemożliwe, żeby wszyscy okazywali się na końcu (...)

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Wędrowiec
Jakub Sobalski

10 VIII 2019

Kiedy właściciel przybytku mnie zobaczył, pobladł cały. Chciał coś rzec, ale z rozdziawionych ust wyszło tylko „yhym”. Spojrzałem na niego z pogardą. Wskazałem mu palcem na tylne wyjście. Cofnął się, drążącymi rękoma odciągnął rygiel i wypadł na mróz w samej koszuli.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Z tego cyklu

Wiedźmińska Opowieść Wigilijna
— Grzegorz Wiśniewski

Tolkienowska opowieść wigilijna
— Grzegorz Wiśniewski

Obca opowieść wigilijna
— Grzegorz Wiśniewski

Imperialna Opowieść Wigilijna
— Grzegorz Wiśniewski

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Listopad 2014
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Paweł Micnas, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Chwała ogrodów, błoto i morze
— Michał R. Wiśniewski

Kategoria A
— Michał R. Wiśniewski

Niewielka wojna
— Michał Kubalski

Noel Profesjonał
— Grzegorz Wiśniewski

Tygrys! Tygrys! Tygrys!
— Grzegorz Wiśniewski

Pies, czyli kot
— Grzegorz Wiśniewski

Dobrzy, źli ludzie
— Grzegorz Wiśniewski

Płomień Tiergarten
— Grzegorz Wiśniewski

Mój brat, Kain
— Grzegorz Wiśniewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.