Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 stycznia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Witold Dworakowski
‹Kiedy rozum śpi, budzą się potwory›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorWitold Dworakowski
TytułKiedy rozum śpi, budzą się potwory
OpisAutor pisze o sobie:
Rocznik 1989. Tajemniczy osobnik o dwóch twarzach. Pierwsza należy do studenta z pewnej politechniki. Druga – do niereformowalnego fana fantastyki. Debiutował w 64. numerze „Science Fiction, Fantasy i Horror” opowiadaniem „Widma pośród gwiazd”. Koneser coli i czekolady, które już niejeden raz osłodziły mu życie.
Gatuneksensacja, SF

Kiedy rozum śpi, budzą się potwory

1 2 3 14 »
Przez jeden straszliwy ułamek sekundy Drax nie wiedziała, co robić. To brzmiało tak, jakby ci terroryści zapraszali ją do siebie. Przypomniała sobie Zielonookiego. „Zdradziłaś” – powiedział. To było niemożliwe i szalone, ale Ścieżkowcy chyba ją znali! Tylko skąd?

Witold Dworakowski

Kiedy rozum śpi, budzą się potwory

Przez jeden straszliwy ułamek sekundy Drax nie wiedziała, co robić. To brzmiało tak, jakby ci terroryści zapraszali ją do siebie. Przypomniała sobie Zielonookiego. „Zdradziłaś” – powiedział. To było niemożliwe i szalone, ale Ścieżkowcy chyba ją znali! Tylko skąd?

Witold Dworakowski
‹Kiedy rozum śpi, budzą się potwory›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorWitold Dworakowski
TytułKiedy rozum śpi, budzą się potwory
OpisAutor pisze o sobie:
Rocznik 1989. Tajemniczy osobnik o dwóch twarzach. Pierwsza należy do studenta z pewnej politechniki. Druga – do niereformowalnego fana fantastyki. Debiutował w 64. numerze „Science Fiction, Fantasy i Horror” opowiadaniem „Widma pośród gwiazd”. Koneser coli i czekolady, które już niejeden raz osłodziły mu życie.
Gatuneksensacja, SF
Kayla Drax miała rację. Facet, którego śledziła, zmierzał dokładnie tam, gdzie przewidywała. Szła o zakład, że knuje coś bardzo paskudnego.
Zadrżała, gdy podmuch lodowatego wiatru przeniknął przez jej kurtkę, i poprawiła się w swojej kryjówce: zagłębieniu w skale, osłoniętym śnieżnymi zaspami. Miała szczęście, że znalazła to miejsce. Gdyby w porę tu nie uskoczyła, mężczyzna dostrzegłby ją na tle zbocza, a potem bezceremonialnie zastrzelił.
A to była ostatnia rzecz, jakiej sobie życzyła. Sertor zaprosił ją do Kryształowych Tarasów, by powiedzieć jej coś ważnego. Przez tego drania ryzykowała spóźnienie.
Odczekała krótką chwilę, wpatrując się w balon wiszący nad okolicą. Z czoła jego gondoli wyrastało potężne śmigło o trzech ramionach. Obracając się w rytm podmuchów wiatru, napędzało generator, który wysyłał moc kablem sto metrów w dół, do budynku na wyrastającej ze zbocza platformie. To właśnie tam szedł mężczyzna z pistoletem.
– Zobaczmy, gdzie jesteś – mruknęła Kayla. Ostrożnie wyjrzała z kryjówki. Poruszyła pokrętłem na obudowie gogli, regulując ostrość, i odszukała ściganego. Minął już jedną ze stalowych lin, kotwiczących balon do zbocza. Gdyby nie one, turbina odleciałaby w siną dal, pozbawiając Rozetę ładnych paru megawatów mocy. Drax domyślała się, że ścigany szykuje coś w tym stylu.
Wbiegł schodami na platformę, do zamkniętych drzwi budynku. Zza poły płaszcza wydobył łom, wyłamał kłódkę zamaszystym ruchem, po czym zniknął w ciepłym wnętrzu Stacji Wiatrakowej 3. Dziewczyna tylko na to czekała.
Wyskoczyła z kryjówki. Pobiegła w stronę platformy, wściekła na siebie, że nie zdołała go wcześniej zatrzymać, przepytać, zrobić cokolwiek. Projektowała tę Stację od podstaw, zarówno transformator, jak i turbinę. Nie chciała, by ten drań coś im zrobił.
Pokonała schody, przywarła plecami do ściany, z kabury na pasku spodni wyciągnęła rewolwer. Odciągnęła kurek. Wsłuchała się w odgłosy dobiegające zza niedomkniętych drzwi. Na tle brzęczenia transformatora wychwyciła kroki i gardłowe przekleństwa. Facet raczej nie należał do Klubu Kultury Wypowiedzi. Zresztą Kayla domyśliła się tego już wtedy, gdy zobaczyła go po raz pierwszy. Miał tępą gębę, a na grzbiecie jedynie zszargany płaszcz, mogła zatem założyć, że to przybysz z Dolnego Miasta.
Całe szczęście, że się wtedy odwróciłam, pomyślała. Wymieniała właśnie bezpieczniki obwodu oświetlenia, w korytarzu prowadzącym do wyjścia w góry. Mężczyzna przeczłapał obok niej, a Drax poczuła woń potu i smaru. Zignorowała go. Na chwilę. Potem tknęło ją przeczucie – spojrzała za nim akurat w momencie, gdy zamykał za sobą właz, a uderzenie wiatru rozwiało poły jego płaszcza.
Znała podejście do dolnomiastowców. Nikt nie puszczał ich samopas w góry. W szczególności z pistoletem wetkniętym za pasek spodni.
Na gliniarza incognito też nie wyglądasz, pomyślała, rzucając swoją robotę w diabły. Z najbliższego telekomunikatora wezwała mundurowych. Nie zamierzała wszakże na nich czekać – po co, skoro miała wyrobione uprawnienia? Sprawdziła, czy jej broń jest nabita. Zamieniła swój płaszcz na kurtkę i rękawiczki, założyła gogle – i rzuciła się w pościg.
A teraz stała na mrozie obok drzwi Stacji, szykując się do ataku.
A jeśli czeka na progu i na dzień dobry położy cię trupem? – usłyszała głos Ayl. Cichy i jedwabisty, wydawał się unosić pod sklepieniem jej czaszki. Kayla nie cierpiała go już od momentu, gdy odezwał się po raz pierwszy. Musiała jednak przyznać jedno: bywał cholernie użyteczny.
– Wątpię – mruknęła. – Tylko ja mam takiego cela.
W Klubie Strzeleckim są dużo lepsi od ciebie.
– Dużo gorsi też są. Wchodzę.
Nie zdążyła.
W chwili, gdy położyła dłoń na uchwycie drzwi, otworzyły się tak gwałtownie, jakby ktoś zrobił to kopniakiem. Kaylą rzuciło w tył. Zleciała z platformy. Runęła na powleczone cienkim śniegiem skały, a z budynku Stacji wypadł mężczyzna w zszarganym płaszczu.
W lewej ręce miał łom. W prawej – wielki czarny pistolet.
Drax nie czekała na kulkę. Z tej odległości nie mogła chybić. Podniosła rewolwer, wypaliła. Broń przeciwnika pokoziołkowała w bok, wybita z rąk przez pocisk.
– Stój! – wykrzyknęła dziewczyna, nie spuszczając drania z celownika. – Rzuć to żelastwo! Łapska w górę!
Mężczyzna nie zrobił ani pierwszego, ani drugiego, ani trzeciego. Nie odezwał się. Nie zdecydował się nawet na mordercze spojrzenie. Po prostu rzucił się w bok i zeskoczył z platformy, tak szybko, że Kayla nie zdążyła pociągnąć za spust.
Zaklęła w duchu.
Ayl triumfalnie zachichotała.
Zdaj się na mnie – szepnęła. – Skończę z nim raz-dwa.
– Jeszcze czego – mruknęła Drax. Przeturlała się po śniegu, unikając ciosu łomem. Zerwała się na równe nogi i obróciła ku przeciwnikowi.
Który właśnie wykonywał kolejny zamach.
Cios – i wytrącił jej rewolwer z rąk. Kopniak – i znów leżała w śniegu. Wyrzuciła przed siebie ręce, blokując łom, który miał zaraz spaść na jej szyję. Mężczyzna chwycił go oburącz, zwiększył nacisk, Kayla poczuła na gardle lodowato zimny metal. Nie była w stanie go odepchnąć. Wbiła w przeciwnika spojrzenie pełne wściekłości. Na jego twarzy nie dostrzegła śladu inteligencji, ale tępą zwierzęcą zawziętość. Musiał trafić do Urland stosunkowo niedawno, zwabiony dobrobytem i wygodami, jakie oferowano mu w jakimś posterunku na nizinach. To, co zobaczył w Rozecie, raczej nie przypadło mu do gustu.
Drax nie mogła złapać oddechu, dusiła się, przed oczyma skakały jej kolorowe plamy, a łom napierał na jej szyję coraz bardziej. Wierciła się i wierzgała nogami, usiłując się wyswobodzić. Na próżno. W obecnym stanie nie miała żadnych szans.
Zdaj się na mnie – powtórzyła Ayl.
Kayla zacharczała.
I właśnie wtedy rozległ się huk wybuchu.
Dolnomiastowiec miał przy sobie nie tylko pistolet – również ładunki wybuchowe, które podłożył w Stacji. Teraz eksplodowały. Przez drzwi budynku buchnęły płomienie i dym. Powietrze zawibrowało od bzyczenia łuków elektrycznych. Preludium katastrofy na dużo większą skalę.
Drax o niej nie myślała. W jej wnętrzu płonęła nienawiść wobec tego skurwiela z łomem. Zniszczył efekt tylu nieprzespanych nocy, nerwów, ponagleń od zleceniodawców. I chciał ją zabić. Tutaj, teraz, póki nikt ich nie widzi – Kayla była pewna, że minie jeszcze sporo czasu, zanim zjawią się tu mundurowi.
Przełamała się i podjęła decyzję.
Zamknęła oczy. Zwolniła mentalne blokady. Poczuła, jak jej gniew kurczy się i gaśnie, przytłoczony niewidzialną bryłą lodu. Jak jej świadomość ucieka w tył, ustępując miejsca tej drugiej cząstce siebie. Cząstce, której lękała się tylko trochę mniej niż śmierci. Cząstce, która potrafiła nie tylko szeptać.
Ayl otworzyła oczy. Wpatrzyła się w dolnomiastowca. W jej spojrzeniu było coś tak zimnego i nikczemnego, że na twarzy mężczyzny pojawiła się niepewność.
Wyindukowała wektory sił, przypisała im odpowiednie natężenia – a potem zmiażdżyła nimi krocze przeciwnika. Mężczyzna wrzasnął z bólu, puścił łom. Przewrócił się na ziemię, skulony, z rękami wciśniętymi między uda. Ayl uśmiechnęła się lekko na ten widok. Wstała, powoli minęła dolnomiastowca, a następnie podniosła ze śniegu swój rewolwer. Jego lufę szpeciła długa, głęboka rysa, efekt ciosu łomem.
To ją zirytowało.
Zrobiła ruch ręką. Wektory obróciły mężczyznę na plecy i wyprostowały mu nogi, jak za pociągnięciem niewidzialnych sznurków. Ayl przestrzeliła obie; mężczyzna wrzasnął z bólu. Drax zlustrowała go od stóp do głów. Jedynym, na co zwróciła większą uwagę, był tatuaż w kształcie sierpa, który drań miał na wierzchu lewej dłoni. Tylko pracownicy fabryk i kopalń Dolnego Miasta lubili tak się szpecić.
Zepchnięta na dalszy plan Kayla patrzyła na tego nieszczęśnika i coraz bardziej mu współczuła. Chciała darować mu życie. Natychmiast. Zanim jej alter ego zrobi coś nieprzewidywalnego, dzikiego, strasznego.
Ayl była szybsza. Tuż przed tym, jak bariery mentalne na powrót ją zamknęły, zahaczyła o nogi mężczyzny ostatnie wektory i wydała polecenie. Powlokły go po zboczu i schodach na platformę, a potem dalej, w kierunku drzwi Stacji. On zaś mógł tylko wyć, krzyczeć, drapać rękami po uciekającym podłożu.
Kayla nie mogła mu pomóc. Nie potrafiła używać psychokinetyki. Nie umiała zatrzymać programu, który Ayl umieściła w otaczającej ją czasoprzestrzeni. Mogła tylko patrzeć, jak dolnomiastowiec znika w dymie i ogniu: nogi, korpus, głowa, zdarte do krwi dłonie. Jak eksplozja transformatora wypełnia Stację płomieniami, podrywa dach, kreśli na ścianach siateczki pęknięć.
Dziewczyna otrzepała się ze śniegu i ruszyła z powrotem ku Rozecie. Za jej plecami piął się słup czarnego dymu, otulający już turbinę i balon.
• • •
1 2 3 14 »

Komentarze

19 II 2013   09:33:02

Przy tak długich tekstach powinna być możliwość wygenerowania pełnej wersji do wydruku. Nie będę wysyłał sobie na czytnik z osobna 14 stron (zwłaszcza, że na esensji plugin do kindle'a jakoś marnie działa), a w rezultacie opowiadania nie przeczytam :(

24 II 2013   08:45:04

Za to właśnie lubię fantastykę - te nieistniejące światy, które żyją w wyobraźni autorów, bohaterowie o ponadnormalnych mocach, alternatywne historie...

27 V 2013   22:26:14

Nie bardzo wiem, co zrobić z tym tekstem. Przed totalnym zjechaniem go powstrzymuje mnie te kilka naprawdę dobrych pomysłów, które się tu pojawiło, ale one nie ratują całości, zwłaszcza, że to nie jest pierwszy tekst, w którym je widziałam.
Ostatecznie ja mam wrażenie, że strawiłam sporo czasu na tekst, który nic mi nie przyniósł, bo rozrywka to dla mnie taka sobie, bohaterka marysuistyczna (piękna, silna księżniczka, oh, ah), reszta bohaterów raczej papierowa, aranżacja jak z rozrywkowego anime, a fabuły nawet nie pamiętam, bo czytałam to kilka dni temu, ale skoro nie pamiętam, to znaczy, że nie było dobrze. Warsztat poprawny, i irytujące znamiona amatorstwa. Chodzi mi o ten cały prawie-śmieszny humor i te wszystkie oczka puszczane do czytelnika. To nie wygląda dobrze.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Dziś będziesz z nią w raju
Michał Brzozowski

19 I 2019

Proszę się nie bać. Pewnie niektórzy z was już się zorientowali, że wasza praca polega na… umieraniu. Ale spokojnie. Nie umieraliście dosłownie. Nie umieraliście też w przenośni. Bardziej w analogii.

więcej »
Kolaż: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Bezpieczna przestrzeń
Anna Robak-Reczek

22 XII 2018

Trzeba było uważać. Jak w szkole objęli nas systemem, to przestałam pić colę i zaczęłam uprawiać sport, choć nigdy tego nie lubiłam. Ale mama powiedziała, że dzięki temu będę w przyszłości mniej płaciła za ubezpieczenie. I że będę mogła wyjechać, dokąd będę chciała. A ty musiałeś wdawać się w bójki.

więcej »
Fotoilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Pocztówka ze Sztokholmu
Joanna Krystyna Radosz

24 XI 2018

Mogła nie znać środowiskowych plotek, nie wiedzieć, kto się ożenił, a kto rozwiódł, ani który klub wyszkolił najwięcej juniorów, ale doskonale znała daty meczów, szczególnie tych ważnych. Za kilkanaście godzin Paweł i Marcin mieli poprowadzić swoje drużyny w boju o finał Ekstraligi. Na razie jednak wciąż trwała noc, a niedawni i przyszli rywale jedli zgodnie z jednej tacy.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

W stronę źródła wszystkich strachów
— Witold Dworakowski

Komnata szaleństwa
— Witold Dworakowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.