Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 czerwca 2022
w Esensji w Esensjopedii

Antoni Nowakowski
‹Listy kochanków›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAntoni Nowakowski
TytułListy kochanków
OpisAutor pisze o sobie:
prawnik i politolog, piszący opowiadania i nowele, głównie o tematyce fantastycznej. Ceni fantastykę, ale także historyczną literaturę marynistyczną, faworyzując książki Frederica Maryatta i niektóre pozycje napisane przez Cecila Scotta Forestera. Swoje teksty publikował na ogólnodostępnych portalach internetowych. Ulubiona książka – „Rok 1984” George’a Orwellla, opowiadanie – „Kłopoty to moja specjalność” Raymonda Chandlera, a film to „Bez przebaczenia” Clinta Eastwooda.
Gatunekhistoryczna

Listy kochanków

« 1 2 3 4 9 »

Antoni Nowakowski

Listy kochanków

– Egzekucja zostałaby wykonana na lądzie? – Jarvis umoczył czubek gęsiego pióra w kałamarzu. – Chłop ma szczęście, że nie powiesiliby go na noku rei, jak to jest w zwyczaju na morzu. Ułaskawię tego Fincha, Barrow, tym bardziej, że wstawiasz się za nim. Wyląduje na pokładzie jakiegoś okrętu Royal Navy i odkupi winy. Każdy nowy marynarz nam się przyda.
Mocno dociskając pióro do papieru, lord St. Vincent napisał na prośbie „Ułaskawiam. Wcielić do floty jako prostego marynarza”.
– Sir, prosiłbym o przekazanie Fincha na jakiś czas do mojej dyspozycji. – Barrow ostrożnie wziął do ręki dokument. Inkaust schnął dość długo, a w miseczce zabrakło piasku. – To wiąże się ze sprawą lady Hamilton i admirała Nelsona.
Jarvis spojrzał uważnie na sekretarza. Stękając, przesunął nogę na stołku.
– O cóż chodzi, Williamie Barrow? – Głos szefa Admiralicji zabrzmiał twardo. – Nie znam żadnej sprawy związanej z Horrym i jego piękną kobietą, mogącej przykuć uwagę komisarzy floty. Kochają się, to wszystko. Dopóki ich miłość nie wpływa na wykonywanie przez Nelsona jego obowiązków, to uczucie nie ma żadnego znaczenia.
Jarvis sapnął.
– Podobno stale pisują do siebie listy – kontynuował rozbawionym tonem. – Dość niewinna rozrywka. Doskonale ją rozumiem, tym bardziej, że teraz pozostają w znacznym oddaleniu od siebie. Jakbyś popływał parę miesięcy po morzu, nie stawiając stopy na lądzie, zrozumiałbyś, co oznacza przybycie zaopatrzeniowego brygu czy szkunera, przy okazji przewożącego pocztę.
– Idzie o niezwykle doniosłą kwestię, sir. – Barrow zabębnił palcami po gładkim jak lustro blacie biurka. Nadszedł czas, żeby bez ogródek wyjawić zamysł, mogący spowodować upadek jego kariery. Sekretarz sądził jednak, że jest to jedyne wyjście z sytuacji, napawającej go coraz większym niepokojem. Ciągnął śmiało dalej: – Zamierzam zacząć fałszować listy lady Hamilton do admirała Nelsona. Dokładniej rzecz ujmując, zlecić komuś pisanie ich we właściwym duchu. Nie wykluczam, że będę musiał podobnie postąpić z listami lorda Nelsona. Nie wiem jeszcze, komu zlecę to zadanie. Rozważam kilka kandydatur.
Sekretarz zamilkł na chwilę.
– Wiem jednak jedno: Jack Finch wykona je doskonale. To prawie genialny fałszerz. Jeżeli tego nie uczynię – wypowiadając kolejne zdanie, Barrow patrzył wprost w oczy admirała – Nelson może wystąpić z floty. Złożyć rezygnację, aby ułożyć sprawy z lady Hamilton.
Twarz Jarvisa wyrażała tylko jedno uczucie – osłupienie. Tępym wzrokiem wpatrywał się w sekretarza.
– Wtedy… – Barrow zagryzł wargi. Wahał się, czy dokończyć zdanie. W końcu je wypowiedział: – Wtedy możemy przegrać wojnę. Jest wielce prawdopodobne, że bez Nelsona nie damy sobie rady.
Doświadczenie Jarvisa pomogło mu szybko się opanować. Dowódcy i oficerowie Royal Navy wielokrotnie spotykali się z nietypowymi sytuacjami. Musieli umieć je rozwiązywać, i to właściwie, a zarazem skutecznie.
– Załatwmy najpierw resztę spraw – przemówił spokojnym, chłodnym tonem. – Widzę, że pozostało ich niewiele.
Wyciągnął rękę w stronę sekretarza, gotów odebrać kolejne pismo.
– Oczywiście, sir. – Barrow podał od razu plik dokumentów. Pozostawił tylko jeden. – Przeniesienia. Kika awansów na stopień mianowanego kapitana, sir. To znani dowódcy, rokujący spore nadzieje. Jednakże przy okazji poproszę, aby dalszą część rozmowy traktować poufnie, milordzie. Nalegam na to.
Jarvis ponownie sapnął, tym razem z irytacją, nic jednak nie powiedział. Podpisywanie „spraw różnych” poszło w piorunującym tempie.
– Mów! – Jarvis ograniczył się do wypowiedzenia tylko jednego słowa. Oparł dłonie na biurku, wpatrując się uważnie w twarz Barrowa.
– George Fitzpatrick, pułkownik, z irlandzkiej gałęzi znanego rodu. – Sekretarz zmrużył oczy. – Jedyny syn bardzo majętnego landlorda. Młody, inteligentny i przystojny. Od dłuższego czasu spotyka się z lady Hamilton. Jest nim zachwycona. Zaczyna pisać do lorda Nelsona coraz bardziej chłodne i zdawkowe listy. Coraz krótsze i coraz bardziej banalne. Parę razy wspomniała nawet o znajomości z Fitzpatrickiem, dość oszczędnie, lecz z wystarczająco pochlebną nutą zachwytu, żeby admirał wpadł we wściekłość.
– Po prostu Fitzpatrick zawrócił jej w głowie – kąśliwym tonem zauważył Jarvis. – To się przecież zdarza, nawet, powiedzmy to tak, w rodzinach admirałów, nie mówiąc o innych. Nic wielkiego.
– Nie stanowiłoby to problemu, gdyby nie fakt, że lord Nelson zaczyna się obawiać rozpadu dotychczas tak silnego związku – odparował Barrow. – W kolejnych listach dyskretnie dał wyraz zaniepokojeniu, w trzech ostatnich wyraźnie. Nelson kocha lady Hamilton. Jest gotów prawie na wszystko, aby uczucie przetrwało.
Zamilkł na chwilę.
– Rozważa rezygnację i wystąpienie z floty – ciągnął spokojnym tonem. – Zwierzył się z tego Hardy’emu, dowódcy „Victory”. Hardy oczywiście natychmiast nas o tym poinformował. Dysponuję jego raportem.
Palec Barrowa uderzył lekko w okładkę teczki, nadal leżącej na biurku. Sekretarz wyjął ostatnie pismo i podał admirałowi.
– Wiem, kto jest kapitanem flagowca Nelsona – poirytowanym tonem zauważył Jarvis, studiujący uważnie dokument.
– Powtórzę, sir. – Teraz Barrow chrząknął głośno. Nie zwrócił uwagi na słowa lorda St. Vincent. – Admirał Nelson jest już prawie gotów, aby odejść. Bez niego możemy sobie nie dać rady. Dumna Anglia stanie się satelitą krwawego, napoleońskiego cesarstwa. Musimy uczynić wszystko, żeby temu zapobiec. Użyć wszelkich możliwych środków, aby zatrzymać Nelsona we flocie.
• • •
– Purée z ziemniaków, wołowina i kapusta z grochem. Do tego półkwaterek dobrze wystudzonego guinnessa. Potem, dziecko, poproszę o przypalenie cygara w kuchni.
Garkuchnia nie należała do najlepszych, oferowała proste jedzenie, przeważali klienci z gminu – woźnice, stangreci, młode służące pośledniejszych urzędników – lecz Foster chciał w końcu napchać sobie brzuch. Bywał tutaj już od dłuższego czasu, jeżeli wpadł mu jakiś grosz, w głębi ducha przyznając, że jedzenie jest całkiem smaczne.
John Foster czuł się bosko. Twarda krągłość koron mile obciążała kieszeń surduta. Zapłacił czynsz za nędzny pokój pod dachem kamienicy pani Forbes. Zalegał z opłatą już od trzech miesięcy. Nawet najlepsze, najbardziej wystudiowane i przekonywające mowy Fostera nie odwiodłyby gospodyni od zajęcia jego kuferka z odzieżą i rzeczami osobistymi. Musiał się liczyć z tym, że niebawem zostanie po prostu wyrzucony na bruk, a podniszczona skrzynka wraz z zawartością przepadnie. Straci też ukochane książki Miltona i Drydena, tomiki poezji i powieść z czasów walk Lancasterów z Yorkami, pisaną od prawie dwóch lat.
Foster nie po raz pierwszy znalazł się pod ścianą. Zastawił już wcześniej w lombardzie złoty zegarek, kilka pierścieni, a nawet najlepszy frak i kapelusz. Otrzymana od lichwiarza sumka poszła na spłatę starych długów. Tylko krok dzielił go od stoczenia się na dno.
Nie miał przyjaciół. Ostatnia kochanka, Judy Brown, porzuciła go dla porucznika królewskiej gwardii pieszej, dającego jej całkiem przyzwoite utrzymanie. Oficer szczycił się tym, że jest młodszym synem jakiegoś barona, nosi piękne nazwisko, a w armii czeka go świetna kariera. Judy urządziła Fosterowi gorące i długie pożegnanie, na zakończenie wręczając kilkanaście srebrnych monet, część daru otrzymanego od nowego przyjaciela – na pamiątkę, jak to określiła, „naszej wielkiej miłości”. Zakazała jednak jakichkolwiek dalszych kontaktów. Foster ją rozumiał – Judy emanowała temperamentem i urokiem młodości, a pensja wydzielana porucznikowi przez dobrotliwego ojca pozwalała dostatnio żyć. Dobrze też wiedział, że „pamiątka wielkiej miłości” to w istocie rzeczy zapłata za to, że będzie milczał i nie opowiadał nikomu o dawnej znajomości. Przyjął dar bez żenady, ale nie mógł się przemóc, by poprosić byłą towarzyszkę szalonych eskapad o ponowne wsparcie finansowe.
Po stracie kochanki Foster miał wyłącznie liczne grono znajomych. Los Johna obchodził ich tyle, co zeszłoroczny śnieg na szczytach gór Szkocji. Kilka dni dłużej, a musiałby szukać pracy w dokach albo zacząć żebrać – ze wszelkimi tego konsekwencjami. Zdawał sobie sprawę, że z tego upadku mógłby się już nie podnieść.
Pomógł przypadek i powtarzający się, szczęśliwy układ kart.
Foster dobrze grał w wista. Często, jeżeli siadając do stolika miał wenę, oceniał, że zdarza mu się grywać fenomenalnie. Odwiedzał klub na West Endzie, jedno z licznych przytulisk wielbicieli hazardowych rozrywek. W pierwszej sali siadywali gracze w wista, toczący rober za robrem walkę w grze o niskie stawki. W drugiej królowały faraon, kości i nieczęsto spotykana ruletka. Tutaj z rąk do rąk przechodziły zwitki papierowych funtów, a często rodowe sygnety, złote zegarki i naszyjniki z drogich kamieni.
« 1 2 3 4 9 »

Komentarze

16 XII 2012   14:50:42

Świetne opowiadanie, chyba najlepsze tegoroczne opowiadanie publikowane w „Esensji”. Zadziwiająco odmienna tematyka, sensacyjno – historyczna, konsekwentnie utrzymana w konwencji thrillera. Bardzo ciekawy pomysł pokazania „drugiego dnia” historii, i kulisów, oczywiście wymyślonych, zwycięstwa Anglików pod Trafalgarem. Bardzo dobre wykonanie – zwarte, oszczędne, wciągające, z ciekawie zarysowanymi pełnokrwistymi postaciami bohaterów. Po prostu – kawałek literatury… Kapitalna stylizacja języka. Przy okazji jest to świetny materiał, zarówno na scenariusz filmowy jak i na rozwinięcie w powieść. Wielkie brawa dla autora. Fantastyczny tekst. Ciekawe, jak autor poradziłby sobie z inną tematyką. Chętnie przeczytałbym jego kolejne opowiadanie w „Esensji”.

04 III 2014   22:37:42

Olsztyn - zapewniam Cię, że autor świetnie sobie radzi chyba z każdą tematyką ;)
Powinieneś przeczytać "Przesłonę".

05 III 2014   06:51:49

Miło, Anet, ze pamiętasz „Przesłonę” - długi tekst o Geoffreyu Banksie, Jonathanie Pryde, Adrienie Savigny, Elmerze Grancie i jego psie Rufusie, a także kilku innych bohaterach, dziejący się wiele lat po ustąpieniu Wielkiego Zimna, zwanego tez Wielkim Chłodem. Ale ten tekst nie został opublikowany w „Esensji”, tylko na innym portalu - bez kwalifikacji tekstów - i Olszyn mógł, tak po prostu, na niego nie trafić…
Ale może teraz trafi, chociaż to wątpliwe.
Pozdrawiam.
A.N
PS. W esensyjnych „Listach kochanków” - tekst poszerzony o jeden rozdział został opublikowany na innym portalu, a tekst pelny, z jeszcze jednym rozdziałem, pd dawna chodzącym mi po głowie, ukazał się w magazynie sieciowym wydawanym przez ten portal - nieodmiennie bardzo podoba mi się ilustracja Łukasza Zygmunta, przedstawiająca Nelsona i lady Hamilton. Coś w niej naprawdę jest…


10 III 2014   16:59:41

Świetne opowiadanie,kapitalnie oddane szczegóły,bardzo dobry klimat.Podziwiam inwencję autora.

11 III 2014   07:13:29

Longinusie, tak się złożyło, ze interesowałem się tą tematyką, a pomysł zrodził się w taki dość oczywisty sposób. Jednak sporo jeszcze posprawdzałem, pisząc „Listy kochanków”, choć sporo już wiedziałem. Miło, ze ta jednak nietypowa tematyka znalazła nowego odbiorcę.
Dzięki za przeczytanie i wysoką ocenę. Istnieje wersja rozwinięta „Listów kochanków”, publikowana gdzie indziej. Łatwo ja znaleźć.
Pozdrawiam.
A.N

07 I 2018   23:58:49

W 1805 Finlandia nie należała do Rosji.

19 I 2018   20:17:13

W dużej części jednak tak, co było spowodowane stałym naporem Rosji i przyłączaniem kolejnych obszarów, będących wtedy we władaniu Szwecji.
A jak znajdujesz opowiadanie?

13 VII 2018   10:19:10

No i nie doczekałem się oceny tekstu... Szkoda.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Sin-ra
Anna Sikorska

2 IV 2022

Spróbowała odtworzyć w pamięci ich nieskładną wymianę zdań. Jej biedny, ranny symbiont nie mógł pomóc. Z zapamiętanych fragmentów wywnioskowała, że Gertrand pytał głównie o sin-ra. Wtedy złożyła to na karb ich obcości, faktu, że sami nie posiadali symbiontów, ale teraz…

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opowieści starego nawigatora: Miasto Słońca
Paweł Wolski

15 I 2022

Tym razem jednak, kiedy na dany mi przez cicerone znak jednym ruchem ściągnąłem z Niespodzianki osłaniające ją płótno, pośród z górą dwóch tysięcy skupionych wokół rezydentów zapanowała absolutna cisza.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Wędrowny Teatr Lalek Jeremium Patajasz
Anna Robak-Reczek

18 XII 2021

Wystarczyło kilka nieznacznych ruchów, i snuła się historia. Młody chwilę patrzył na to, co robi mój towarzysz, a potem, nie odrywając od niego wzroku, wyjął z kangurzej kieszeni bluzy niedużą lalkę. Biedne to stworzenie po przejściach dołączyło nieśmiało do tej, którą trzymał stary. Nie wiem, kto kogo prowadził, ono chłopca, czy on je.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Czerwona poświata
— Antoni Nowakowski

Przeistoczenie
— Antoni Nowakowski

Operacja „Koziorożec”
— Antoni Nowakowski

Brama – opowieść o Aaronie Wintersie
— Antoni Nowakowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.