Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 maja 2022
w Esensji w Esensjopedii

Iwona Kowalczyk
‹Mam na imię Ceyall›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorIwona Kowalczyk
TytułMam na imię Ceyall
OpisAutorka pisze o sobie:
Urodziłam się w 1965 r. w Łodzi, jestem absolwentką łódzkiego kulturoznawstwa, dość wcześnie nabawiłam się nałogu czytania (w tym również fantastyki i fantasy). Zawodowo zajmuję się nauczaniem języka angielskiego. Od pewnego czasu dla własnej przyjemności oraz uciechy przyjaciół pisuję rozmaite opowieści z wymyślonego świata, głównie z królestwa Kernnu. Oto czwarte – po „Niebieskich paciorkach”, „Duchu niedźwiedzia” oraz „Leszczynowej Pannie” – moje opowiadanie w Esensji.
Gatunekfantasy

Mam na imię Ceyall

1 2 3 8 »
Na trawie widniał wypalony okrąg, zupełnie jakby ktoś tam odłożył rozgrzaną do czerwoności fajerkę z pieca. Tyle że musiałaby ona mieć średnicę przynajmniej trzydziestu stóp. Potem dziewczyna zobaczyła jakieś znaki wyryte na samej skale, pod nimi zaś nieregularną plamę, jakby spryskano to miejsce brunatną farbą.

Iwona Kowalczyk

Mam na imię Ceyall

Na trawie widniał wypalony okrąg, zupełnie jakby ktoś tam odłożył rozgrzaną do czerwoności fajerkę z pieca. Tyle że musiałaby ona mieć średnicę przynajmniej trzydziestu stóp. Potem dziewczyna zobaczyła jakieś znaki wyryte na samej skale, pod nimi zaś nieregularną plamę, jakby spryskano to miejsce brunatną farbą.

Iwona Kowalczyk
‹Mam na imię Ceyall›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorIwona Kowalczyk
TytułMam na imię Ceyall
OpisAutorka pisze o sobie:
Urodziłam się w 1965 r. w Łodzi, jestem absolwentką łódzkiego kulturoznawstwa, dość wcześnie nabawiłam się nałogu czytania (w tym również fantastyki i fantasy). Zawodowo zajmuję się nauczaniem języka angielskiego. Od pewnego czasu dla własnej przyjemności oraz uciechy przyjaciół pisuję rozmaite opowieści z wymyślonego świata, głównie z królestwa Kernnu. Oto czwarte – po „Niebieskich paciorkach”, „Duchu niedźwiedzia” oraz „Leszczynowej Pannie” – moje opowiadanie w Esensji.
Gatunekfantasy
– Popatrz – powiedziała Namillyn z nutą żałości w głosie. Ujęła w palce jedno długie, jedwabiste pasmo i przez chwilę przyglądała mu się krytycznie, zanim znów zaczęła energicznie szczotkować włosy. – Są takie… żadne. Ni ciemne, ni jasne. – Dziewczyna westchnęła ciężko, spoglądając na drugą pannę obecną w komnatce, która mogła się poszczycić istną burzą ciemnokasztanowych loków. – Dlaczego nie mogę mieć włosów jak ty, albo jak pani Seffren, zupełnie jasnych? – Skrzywiła się do własnego odbicia w zwierciadle. – Robią mi się piegi od słońca, zobacz. – Przyłożyła palec do koniuszka nosa. – Ktoś mi powiedział, że przecieranie twarzy mlekiem pomaga, ale jak na razie – nic z tego.
– Od mleka robią się pryszcze – ostrzegła Ceyall. Siedząc na ławie pod oknem jednym uchem słuchała skarg przyjaciółki. Bardziej zajmowało ją to, co działo się na dziedzińcu.
W wąskiej przestrzeni dwa ciężko wyładowane wozy bezskutecznie usiłowały wyminąć się nawzajem. Poganiane batem woły poczęły żałośliwie ryczeć, powożący nimi mężczyźni pokrzykiwali na siebie z coraz większą złością. Trzech młodych ludzi, którzy właśnie zjawili się w otwartej na oścież bramie, rozsądnie wstrzymało konie, nie próbując na razie wjeżdżać dalej. Żeby lepiej widzieć, Ceyall pochyliła się do przodu, nosem prawie dotykając tafli szkła wprawionej w ołowiane ramki. Wydawało się jej, że rozpoznaje jednego z przyjezdnych. Chętnie otworzyłaby okno, lecz Namillyn zaraz zaczęłaby się uskarżać na kurz, który, wszechobecny o tej porze roku, i tak wciskał się do środka wszystkimi szparami. Ceyall, w roztargnieniu wodząc palcem po szybie, zaczęła kreślić w nim jakieś wzory. Kwiat nieokreślonego rodzaju, ogrodowy dzwoneczek, lub może raczej delikatnie rozszerzający się u góry kielich nagietka. Kryształowy kwiatek, subtelnie cieniowany drobinkami kurzu, przez które przeświecało słońce. Jednak nagietek. Brakowało mu tylko jego ognistej barwy. Podobno gdzieś w Kernnie odkryto sposób trwałego malowania na szkle…
Namillyn nadal zapamiętale szczotkowała włosy uskarżając się na ich stan.
– Myję je w rumianku – powiedziała marszcząc brwi – żeby zrobiły się złociste, ale to niewiele pomaga. Ekkill powiedziała, że są koloru zleżałej słomy. – W głosie Namillyn zabrzmiało oburzenie.
Ceyall odwróciła się i przyjrzała jej krytycznie. Starannie pielęgnowane pasemka lśniły, otaczając wcale urodziwą twarzyczkę o drobnych rysach i zdrowej cerze, a także, cóż, z kilkoma widocznymi piegami na nieco zadartym nosku.
– Ekkill ma zepsute zęby i mówi takie rzeczy z zazdrości – stwierdziła, powstrzymując się od dodania, że z kolei jej bratowa, Seffren, której urodę obowiązkowo opiewają odwiedzający kadneński dwór minstrele, w jej oczach wygląda blado, niczym wymoczona w solance. – Ty zaś jesteś naprawdę ładna. Kilka piegów tylko dodaje twarzy charakteru. Chyba nie będziesz smarować się kredą?
– Podobno starsze damy tak robią dla ukrycia zmarszczek.
– Pani Vossi, ochmistrzyni, powiada, że to ogromnie niezdrowe. Lepiej zaparzyć różanych płatków. Podobno moja babka tak robiła i uchodziła za piękność nawet w podeszłym wieku.
– Och, w twojej rodzinie wszyscy są urodziwi – westchnęła Namillyn z zazdrością. Naraz zaczerwieniła się i uciekła spojrzeniem.
Ceyall udała, że tego nie zauważa. Oczywiście, chodziło o jej kuzyna, Perina. Od jakiegoś czasu panny zwracały na niego baczną uwagę, więc chyba miał całkiem miłą powierzchowność, ale ona traktując go niczym starszego brata nie bardzo to dostrzegała. Namillyn, przybierając obojętny z pozoru wyraz twarzy, poczęła przymierzać wysadzaną turkusami broszę.
Ceyall w duchu uśmiechnęła się z wyższością. W siedemnastej wiośnie życia uważała się za kobietę dorosłą, która młodzieńcze porywy serca i związane z tym niepokoje ma już za sobą.
– Słyszałam, że młody pan Kedril ma się ożenić jesienią – powiedziała Namillyn ostrożnie. – Ale pewnie wiesz o tym?
– Nie – odparła Ceyall wyniośle, mając chęć dodać, że nic jej to nie obchodzi, lecz ciekawość zwyciężyła. – Z kim?
– Właśnie z Ekkill.
– Och! – Ceyall, trochę zła, że jednak ją to poruszyło, szybko przybrała obojętny ton. – Wspaniale! Życzę wiele szczęścia i z całego serca raduję się, że jednak nie umarł.
Namillyn posłała jej nierozumiejące spojrzenie.
– No, przecież tak mówił przy rozstaniu – powiedziała Ceyall cierpko. – Że dnia beze mnie nie wytrzyma. Że żyć nie będzie mógł, jeśli nas rozdzielą.
– O? – Cienkie brwi Namillyn powędrowały w górę. – Tak mówił?
– I że kocha mnie bardzo strasznie, przeogromnie.
Obie panny się roześmiały.
– Nie żałujesz? – zapytała Namillyn poważniejąc.
– Tego, że nie zostałam panią na Kątach i może jeszcze Siodełku, o ile ojciec i stryj Kedrila w końcu doszliby do porozumienia? – Ceyall się skrzywiła. – Nie bardzo.
Mój pan Menufel nigdy by się na to nie zgodził.
Domen Kadne, niekoronowany, lecz suwerenny władca całej dziedziny, raczej nie miał powodu pragnąć, by jego siostra poślubiła człowieka niewyróżniającego się ani pozycją, ani majątkiem. W istocie wpadł w furię, gdy wyszło na jaw, że młodzieńcze zauroczenie skłania oboje do snucia podobnych planów. Wobec miotanych przez niego gróźb, Kedril uznał, że rozsądnie będzie przez jakiś czas nie pokazywać się na zamku. Teraz zaś, jak widać, znalazł sobie nowy obiekt uczuć. Ceyall próbowała sama przed sobą udawać, że srodze cierpi z powodu rozstania, ale w gruncie rzeczy poczuła ulgę. Co nie znaczyło, że do końca wybaczyła bratu.
– Menufel tylko patrzy, jakby tu mnie najkorzystniej sprzedać – oświadczyła z goryczą. – Wiesz, że ostatnio mówiło się coś o panu z Meroth? Słyszałam, że ma ponad pięćdziesiąt lat i dwoje dorosłych dzieci.
– O! – Namillyn zrobiła wystraszoną minę. – No, ale Kedril…
– A, Kedril. – Ceyall machnęła niecierpliwie ręką. – Powinnam znaleźć sobie kochanka, który nie ucieknie z podkulonym ogonem, ledwie mój brat tupnie nogą. – Niespodziewanie zachichotała. – Ale był słodki. Miał najpiękniejsze złote loki, jakie w życiu widziałam. Na co takie mężczyźnie?
Namillyn zaśmiała się razem z nią i odruchowo dotknęła swoich włosów. Wyjęła ze szkatułki cienką srebrną opaskę i pokazała Ceyall.
– Może z tym będzie lepiej?
– Aha. – Ceyall skinęła głową. – A dla kogo właściwie się tak stroisz?
– Przecież dziś ojciec wydaje uroczystą wieczerzę na twoje pożegnanie. Muszę wyglądać jak trzeba – odparła Namillyn z oburzeniem.
– Szkoda mi wyjeżdżać – powiedziała Ceyall, zapominając o chęci podrażnienia się z przyjaciółką. Wcześnie straciła matkę, więc rodzina Namillyn była dla niej po trosze jak własna.
– Jestem strasznie wdzięczna twoim rodzicom, że mnie zaprosili. I tobie – dodała zupełnie szczerze.
– Ja zawsze się cieszę, kiedy tu jesteś. Ojciec i mama tak samo.
– Kochana Nami. – Ceyall uśmiechnęła się ciepło, a potem dodała przekornie: – A więc to wszystko na moją cześć, tak? Zdaje się, że widziałam na dziedzińcu Perina.
Wielkodusznie udała, że nie dostrzega rumieńca, który nagle ubarwił twarz drugiej dziewczyny.
• • •
– Zdrowie miłego gościa! – Uthien z Legli wstał od stołu, unosząc kielich. – Pani Ceyall, to zaszczyt gościć was tutaj.
Podziękowała mu kłaniając się wdzięcznie ze swojego miejsca, a kiedy toast spełniono, ona z kolei przepiła do obojga gospodarzy, w grzecznych słowach dziękując im za gościnę. Obyczajowi musiało stać się zadość, choć na prawdziwe pożegnania przyjdzie jeszcze czas jutro rano. Wyściskają się wtedy wszyscy nawzajem bez skrępowania, bo rodzice Namillyn też przywykli traktować Ceyall jak drugą córkę.
Odkąd sięgała pamięcią, pan Uthien pełnił funkcję głównego łowczego jej ojca, a później brata. Wówczas cała rodzina mieszkała na zamku, ona zaś spędzała w ich pokojach więcej czasu niźli we własnych. Przed rokiem jednak ojciec Namillyn zdecydował, że wiek nakazuje mu oddać stanowisko w młodsze ręce. Oboje z małżonką gospodarzyli teraz w swoich Sadach i Legli, najwyraźniej całkiem zadowoleni ze zmiany. Co innego Namillyn. Na pewno brakowało jej dworskich rozrywek i towarzystwa, do którego przywykła. Ceyall wprawdzie wolałaby sądzić, że przede wszystkim tęskni za przyjaciółką, ale ostatnimi czasy dostrzegła, że jej zainteresowanie kieruje się w inną stronę. Trudno się było w końcu dziwić. Sama pierwsza przyznałaby, że nie ma w Kadne obdarzonego większą liczbą przymiotów młodzieńca niż Perin. Podziwiała go nawet trochę, jako że służąc w kadneńskiej gwardii, mimo młodego wieku zdołał już kilkakrotnie się odznaczyć. Ponadto, z domu wcale niebiedny, dla każdej panny byłby doskonałą partią.
1 2 3 8 »

Komentarze

07 III 2013   10:08:02

Bardzo się cieszę, że ukazało się kolejne opowiadanie.
A może jakaś kontynuacja tego wątku? Pani Ceyall to taka ciekawa postać. I Saldarczyk też budzi sympatię i podziw.
Może mogli by się spotkać za jakiś czas?

Ps. Autorka tworzy interesujące kobiece postaci.

17 III 2013   13:46:14

Faktycznie, postać panny Ceyall interesująca... Biorąc pod uwagę jej wiek, aż strach myśleć, co z niej wyrośnie.

11 IV 2013   16:39:48

Przyjemnie się czyta, zwłaszcza w szerszym kontekście cyklu, który lubię. Wiem, że to zabrzmi strasznie głupio, kiedy napiszę, ze podobały mi się OPISY PRZYRODY :D, ale co ja poradzę, że mi się bardzo podobały?? Tworzyły malowniczy klimat, kocham góry. No i konie były, konie to też przyroda ;)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Sin-ra
Anna Sikorska

2 IV 2022

Spróbowała odtworzyć w pamięci ich nieskładną wymianę zdań. Jej biedny, ranny symbiont nie mógł pomóc. Z zapamiętanych fragmentów wywnioskowała, że Gertrand pytał głównie o sin-ra. Wtedy złożyła to na karb ich obcości, faktu, że sami nie posiadali symbiontów, ale teraz…

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opowieści starego nawigatora: Miasto Słońca
Paweł Wolski

15 I 2022

Tym razem jednak, kiedy na dany mi przez cicerone znak jednym ruchem ściągnąłem z Niespodzianki osłaniające ją płótno, pośród z górą dwóch tysięcy skupionych wokół rezydentów zapanowała absolutna cisza.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Wędrowny Teatr Lalek Jeremium Patajasz
Anna Robak-Reczek

18 XII 2021

Wystarczyło kilka nieznacznych ruchów, i snuła się historia. Młody chwilę patrzył na to, co robi mój towarzysz, a potem, nie odrywając od niego wzroku, wyjął z kangurzej kieszeni bluzy niedużą lalkę. Biedne to stworzenie po przejściach dołączyło nieśmiało do tej, którą trzymał stary. Nie wiem, kto kogo prowadził, ono chłopca, czy on je.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Owieczki
— Iwona Kowalczyk

Leszczynowa Panna
— Iwona Kowalczyk

Duch niedźwiedzia
— Iwona Kowalczyk

Niebieskie paciorki
— Iwona Kowalczyk

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.