Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 9 kwietnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Tomasz Łaszczuk
‹Te barwy nie blakną›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorTomasz Łaszczuk
TytułTe barwy nie blakną
OpisAutor pisze o sobie:
Rocznik 1988. Urodzony w Giżycku. Typowy przedstawiciel warszawskich słoików. Wieloletni student politechniki i świeżo upieczony pracownik branży telekomunikacyjnej. Uwielbia czytać wciąż te same powieści, słuchać tych samych płyt i przechadzać się tymi samymi uliczkami, za każdym razem licząc, że odkryje w nich coś nowego. Fan prozy Glenna Cooka i Stevena Eriksona. Od dwóch lat próbuje swych sił w pisaniu, rozsiewając swoją twórczość po różnych zakątkach internetu. „Te barwy nie blakną” są jego pierwszym opublikowanym opowiadaniem.
Gatunekfantasy

Te barwy nie blakną

1 2 3 9 »
Tym razem Pustak nie zamierzał się oszczędzać. Rzucił na szalę wszystkie swoje siły. Iluzjonistka mogła odpowiedzieć, lecz czas kalkulacji się skończył. Nadeszła pora, by zaryzykować własnym życiem.

Tomasz Łaszczuk

Te barwy nie blakną

Tym razem Pustak nie zamierzał się oszczędzać. Rzucił na szalę wszystkie swoje siły. Iluzjonistka mogła odpowiedzieć, lecz czas kalkulacji się skończył. Nadeszła pora, by zaryzykować własnym życiem.

Tomasz Łaszczuk
‹Te barwy nie blakną›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorTomasz Łaszczuk
TytułTe barwy nie blakną
OpisAutor pisze o sobie:
Rocznik 1988. Urodzony w Giżycku. Typowy przedstawiciel warszawskich słoików. Wieloletni student politechniki i świeżo upieczony pracownik branży telekomunikacyjnej. Uwielbia czytać wciąż te same powieści, słuchać tych samych płyt i przechadzać się tymi samymi uliczkami, za każdym razem licząc, że odkryje w nich coś nowego. Fan prozy Glenna Cooka i Stevena Eriksona. Od dwóch lat próbuje swych sił w pisaniu, rozsiewając swoją twórczość po różnych zakątkach internetu. „Te barwy nie blakną” są jego pierwszym opublikowanym opowiadaniem.
Gatunekfantasy
„Umierającym jak bydło na cóż pogrzebowe dzwony?”
Wilfred Owen
Strachy i wróble
– Rozkładają się jak gówno w latrynie. Chyba planują dłuższy pobyt.
– Będą szturmować. Tej nocy. Tak mówią najemnicy.
– Bez trebuszy i taranów? Wątpię… Hej, młody, uważaj!
Szesnastoletni chłopak przecisnął się zręcznie pomiędzy dwoma strażnikami i stanął na palcach, by wyjrzeć za mury. Na blankach trudno było znaleźć odrobinę miejsca. Wszyscy – najemnicy i strażnicy z miejskiego garnizonu – chcieli zobaczyć gamyryjską armię. Chłopak także nie odmówił sobie spojrzenia w dół, a było na co popatrzeć. Zachodzące słońce odbijało się czerwienią w stalowych zbrojach, hełmach i grotach włóczni. Maleńkich postaci były tysiące, rozciągały się wokół miasta na pagórkach, splądrowanych polach i w opuszczonych gospodarstwach rolnych. Wśród niezliczonych szeregów wyrastały namioty i ogniska. Krótkie, ostre jak cięcie mieczem sygnały rogów przyprawiały o zimne ciarki. Dziesięciu jeźdźców w zielonych płaszczach objeżdżało miasto, by z bezpiecznej odległości ocenić jakość fortyfikacji, znaleźć słaby punkt i najlepsze miejsce na atak. Musieli spostrzec już ludzi ze słomy zatkniętych na kijach nad zamkniętymi bramami, na szczytach baszt i na blankach świeżo wyremontowanych murów. Wiedzą już, z kim przyjdzie im stoczyć bój o to miasto.
Strachy na Wróble. Jedyna armia, która może pochwalić się zwycięstwami nad Gamyryjczykami. Jedyna nadzieja Chlawyr.
Chłopak spostrzegł kapitan Fiszbin tuż przy schodach nad Bramą Błazna, otoczoną przez swych oficerów. Jak zawsze miała na sobie swój błękitnoszary mundur ozdobiony nitkami złotej słomy. Nie zwykła nosić hełmu. Miała szczupłą twarz, zielone oczy i brązowy warkocz kołyszący się wraz z wiatrem. Chłopak wiedział, że najemnicy podążają za nią nie tylko dzięki urodzie. Patrząc na dowódcę Strachów na Wróble, zrozumiał, czym naprawdę jest charyzma.
Stojący obok kapitan podstarzały najemnik o splątanej rudej brodzie i okrągłym jak beczka brzuchu pierwszy go zauważył.
– Kapitanie – odsłonił zęby – przyszedł Zwięzły.
W kompanii najemników nikt nie nosił zwyczajnego imienia. Chłopak był dumny, że także dostał swoje. Żaden inny z zwerbowanych w Chryzantemie rekrutów nie mógł się tym pochwalić.
Kapitan Fiszbin odwróciła szmaragdowe spojrzenie w jego stronę. Uśmiech, który pojawił się na szczupłej twarzy, potrafił zdziałać cuda. Zwięzły mógłby zapomnieć, że pod mury właśnie nadciągnęła wroga armia.
– Niech zgadnę – powiedziała przyjaźnie. – Kolorowy Lord nie zgodził się na moją propozycję, mam rację?
– Tak, kapitanie.
Brodaty najemnik chrząknął.
– Smarkacz zasługuje na swoje imię. Nie ma co.
– Daj mu spokój, Pustak – zganiła go kapitan. – Śmiało, Zwięzły. Co Lord jeszcze powiedział? Powtórz jak najdokładniej.
Chłopak pokiwał głową.
– Więźniowie zostaną w lochach. To przestępcy – złodzieje, zdrajcy i mordercy. Gdy damy im broń, skierują ją w naszą stronę i w mieście wybuchnie bunt. Lord uznał, że głupotą byłoby im zaufać. Sprzeciwia się też dalszemu rekrutowaniu ludzi wśród ludności miejskiej, zwłaszcza kobiet. Uważa, że obywatele powinni bronić miasta w szeregach straży, nie zagranicznych najemników. Gildia kupców korzennych napisała kolejną petycję. Skoro to ich pieniądze w części opłaciły kontrakt Strachów na Wróble i remont umocnień, żądają miejsca w radzie wojennej. Chcą rozpocząć ją niezwłocznie.
– Pieprzeni durnie – Pustak splunął. – Czy nie zdają sobie sprawy, że osiem tysięcy Gamyryjczyków puka do ich bram? Nie przegnamy ich listami i słowami. Potrzebujemy każdej pary rąk.
– Spokojnie, staruszku – powiedziała kapitan. – Skup się na swojej robocie. Znalazłeś go?
Brodata twarz wykrzywiła się w gniewnym grymasie.
– Nie, kapitanie. Sukinsyn ciągle mi umyka. Musiał mnie wyczuć, zanim sam zdążyłem go zlokalizować. Wytłumił się i czeka. Jest cholernie dobry. Być może lepszy ode mnie.
– Mają tylko jednego maga? – zapytał inny z oficerów. – Jesteś pewny?
– Jeden to aż nadto. Zwłaszcza, jeśli jest tak dobry jak myślę i ma jakiekolwiek doświadczenie bojowe. Zneutralizowanie go może być trudne. Możliwe, że dzisiaj będziecie musieli obyć się bez mojej pomocy.
– Tak jakbyś kiedykolwiek był przydatny – rozległ się inny głos, wywołując salwę nerwowego śmiechu. Przerwał im ryk gamyryjskiego rogu. Zastygli w ciszy, słuchając ponurego wycia.
– Czy mam coś przekazać Lordowi i kupcom? – odważył się spytać Zwięzły.
Kapitan Fiszbin zmarszczyła brwi, zastanawiając się przez chwilę.
– Nie – odrzekła. – Chcą narady? Będą ją mieli. Ale najpierw chciałabym powiedzieć kilka słów. Strasznie tu ponuro. Pomożesz mi, Pustak?
– Jasne, kapitanie. Jak głośno sobie życzysz? Mają cię słyszeć tylko nasi czy również Gamyryjczycy?
– Generał Widziadło mógł stęsknić się za dźwiękiem mego głosu. Nie każmy biedakowi dłużej cierpieć.
– Zrozumiałem. – Pustak strząsnął palcami i rozłożył ręce. Powietrze wokół niego zafalowało jak nad rozżarzonymi węglami. – Na waszym miejscu odsunąłbym się kawałek i zasłonił uszy.
Kapitan wspięła się na przedpiersie obwałowań, odwracając się plecami do gamyryjskiej armii. Ktoś mógłby uznać to za lekkomyślne zachowanie. Wiał zmienny i porywisty wiatr, kamień był zdradliwie śliski, a trzydzieści stóp mogło okazać się równie śmiertelne co bełt z kuszy, jeśli wiązało się z upadkiem do wypełnionego gruzem rowu. Ciemna sylwetka na tle pomarańczowego nieba musiała być doskonale widoczna z dołu. Gamyryjscy łucznicy mogli spróbować szczęścia.
Ale kapitan nie pośliznęła się, nie spadła, nie dostała strzałą w plecy. Balansując na wąskim kamieniu, kroczyła tak samo pewnie jak po posadzce. Emanowały z niej fale hardości i zakrawającego o zarozumiałość optymizmu. Zwięzły nieraz przekonał się, że wystarczy chwila, by zarazić się tym uczuciem jak katarem.
Kapitan złożyła dłonie wokół ust.
STRACHY
Jej głośny jak lawina wrzask poniósł się echem po miejskich uliczkach. Kryjące się w zakamarkach dachów gołębie pofrunęły w górę. Słomiane kukły zleciały z murów. Zwięzły poczuł, jak fala dźwięku gniecie mu czaszkę, spływa przez kręgosłup do stóp, zmiękczając po drodze kolana. Z trudem utrzymał się na nogach. Inni mieli mniej szczęścia. Przewracali się na tyłki, rozglądając wkoło bez zrozumienia, wypatrując boga, który postanowił zejść z nieba i słowami zniszczyć świat. Ich spojrzenia odnajdywały jedynie kapitan. Pustak zmarszczył czoło, zastanawiając się, czy nie przesadził. Kapitan jednak wydawała się zadowolona z efektu jego czaru. W promieniu mili nie było osoby, która nie wpatrywałaby się w jej stronę.
STRACHY
TAM NA DOLE
WASZ WRÓG PRZYBYŁ POD BRAMY
ZNACIE GO DOBRZE
WIECIE CO ZE SOBĄ PRZYNIÓSŁ
ZEPSUCIE ZAWIŚĆ CHCIWOŚĆ
PEŁNĄ PRZEMOCY RELIGIĘ
SWOJĄ CYWILIZACJĘ
Kapitan wskazała na pola przed miastem, tak jakby ktoś mógł nie zrozumieć, o kim mówiła.
PRZYPATRZCIE SIĘ DOKŁADNIE
OSTATNI RAZ WIDZICIE ICH
ŻYWYCH
Wyciągnęła miecz i uniosła go wysoko nad głową, jak bohaterowie na obrazach. W świetle zachodzącego słońca stal wyglądała niczym zakrwawiona. Najemnicy podążali za jej przykładem, wymachując tym, co akurat mieli pod ręką.
TE WRÓBLE MYŚLĄ ŻE TUTAJ
NAPEŁNIĄ BRZUCHY
Czerwony miecz przeciął powietrze.
JA WAM MÓWIĘ ŻE ZDECHNĄ
Z GŁODU
Okrzyk ponad dziewięciuset gardeł tylko o ton ustępował wzmocnionej magicznie przemowie. Gamyryjskie rogi milczały, podobnie jak oblegająca miasto armia. Objeżdżający umocnienia zwiadowcy zatrzymali się. Jeśli szukali słabych punktów, nie znaleźli ich w morale obrońców.
– No – kapitan Fiszbin zeskoczyła z przedpiersia – poszło całkiem nieźle. Teraz chodźmy przekonać tę cuchnącą kreaturę, że tylko my możemy uratować to przeklęte miasto. Idziesz ze mną, Pustak?
Czarodziej przerwał dłubanie palcem w uchu i wzruszył ramionami.
– Nie mam nic lepszego do roboty.
– Czy ja też mogę iść, kapitanie? – zapytał nieśmiało Zwięzły.
– Lepiej daj odpocząć nogom. Jeśli mam rację i Gamyryjczycy przeprowadzą tej nocy szturm, nabiegasz się jak nigdy. – Poklepała go po ramieniu. – No już, zmykaj.
1 2 3 9 »

Komentarze

14 IV 2013   10:58:14

Kilka uwag do redakcji tego tekstu (jak i do samego autora)

"Osłonięci tarczami gamyryjscy łucznicy odpowiadali ogniem."

Chyba nie ogniem skoro to łucznicy.

"Katapulty" wewnątrz miasta są dość ciekawym sposobem strzelania przez mury. Wysoki łukowy tor lotu zapewniają onagery nie katapulty. Ale to jest dość popularny błąd wynikający z nazywania katapultami wszelkich miotających maszyn oblężniczych.

"Coś zgrzytnęło za jej plecami. Kapitan znała ten odgłos, tak jak każdy obyty z bronią. Zamek kuszy."

Kusze nie posiadają czegoś takiego jak zamek. To dopiero w broni palnej. W kuszy mamy mechanizm spustowy. Dodatkowo chyba tylko dla dodania taniego efektu zabójca napina kuszę dopiero jak podejdzie do ofiary.


A samo opowiadanie nic szczególnego, brak przede wszystkim emocji. Wielka organizacja sterująca wszystkim z cienia ograny numer. Negocjacje pod bramą najsłabszą sceną w tym opowiadaniu.

W mojej subiektywnej ocenie 3-. Przede wszystkim za brak emocji i zbyt papierowe postacie.


28 IV 2013   17:58:54

Cóż to jest przedpiersie - nie ma innego wyjścia, tylko przedpiersie murów?

04 VI 2013   17:29:05

A mnie się podobały Strachy na Wróble i ich pani kapitan. I mag!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Jeszcze jeden do normy
Marcin Orliński

7 III 2020

W odległym o kilkanaście metrów rowie ruszał się człowiek, czy może raczej to, co z niego zostało. Sławek wcześniej go nie zobaczył, bo przesłaniały mu okoliczne krzaki. Skórę miał bladą, niemal przezroczystą, tak, że można było idealnie zobaczyć jego nabrzmiałe żyły, a oczy niemal wychodziły mu na wierzch. Jeżeli to nie stanowiłoby wystarczającej wskazówki, ziejąca w szyi krwawa dziura i brak kawałka prawego obojczyka nie budziły wątpliwości. Ani chybi kolejny sztywny.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Punkt przywracania
Jarosław Księżyk

4 I 2020

Następnie opowiada coś, aby mi było miło. Coś o tym, że jestem fajnym facetem, inteligentnym, ciekawym, oraz że ze schizofrenią zaimplantowaną z całą pewnością można żyć. Robi ze mnie bohatera, pioniera nowej terapii, która siłą rzeczy musi mieć trudne początki. Dzięki mnie dokona się postęp.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Welesówna i niezbyt żywi mieszkańcy Brzózki
Mika Modrzyńska

2 XI 2019

Przez chwilę nic się nie działo. Dopiero po kilku minutach grupka stworzeń takich jak wodnik, choć drobniejszych i… bledszych, wynurzyła się z wody i podeszła do brzegu, prowadząc między sobą wierzgającą na wszystkie strony Martynę.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.