Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 29 marca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Magdalena Kozak
‹Strój›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorMagdalena Kozak
TytułStrój
Gatunekrealizm magiczny

Strój

1 2 »
Strój mienił się soczystą zielenią, połyskiwał złotem. Delikatny, ręczny haft snuł kolorową nicią przedziwne historie. Długa do ziemi suknia wyglądała jak nowa. Jakby ząb czasu nie miał odwagi naruszyć jej nieskazitelnej piękności.
- Oj, ciociu, ciociu... - wyszeptała Alicja, oczy jej błyszczały. - Chyba się nawrócę na to twoje hobby.

Magdalena Kozak

Strój

Strój mienił się soczystą zielenią, połyskiwał złotem. Delikatny, ręczny haft snuł kolorową nicią przedziwne historie. Długa do ziemi suknia wyglądała jak nowa. Jakby ząb czasu nie miał odwagi naruszyć jej nieskazitelnej piękności.
- Oj, ciociu, ciociu... - wyszeptała Alicja, oczy jej błyszczały. - Chyba się nawrócę na to twoje hobby.

Magdalena Kozak
‹Strój›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorMagdalena Kozak
TytułStrój
Gatunekrealizm magiczny
Zimą wieczór zaczyna się o szesnastej. W lato o tej porze jeszcze pół dnia by zostało... A tutaj już o czwartej ciemno, paskudnie i tylko śnieg sypie zawzięcie. Dzień się skończył, pora iść spać. Albo oddać się pierwszemu lepszemu zajęciu domowemu. Prać, prasować, gotować lub sprzątać. Taki czas.
Tym razem Alicja wybrała sprzątanie. Czasami trzeba zrobić trochę porządków. Nawet jeżeli samo słowo "sprzątanie" brzmi bardziej przerażająco niż wszystkie wojny światowe, trzęsienia ziemi i powodzie razem wzięte. Ano, bliższa koszula ciału, wiadomo, a że żadnej wojny nie było już dawno, to się zapomina. A sprzątać trzeba co dzień.
Nie jest tak źle, w porządki też można się wciągnąć. Alicja włączyła radio, muzyka rozhuśtała ją od razu, dodała sił. Kuchnia, raz. Łazienka, dwa. Pokój, przedpokój, trzy i cztery. Mieszkanie już lśni, ale wola walki wciąż jest. Co by tu jeszcze, co by tu...
Stare szpargały. Może być.
Wdrapała się na szafę, z trudem ściągnęła stary kufer. Całkiem niedawno przysłała go jakaś daleka ciotka, zwariowana na punkcie odgrzebywania starych więzi. Jedna z tych, co to ślęczą nad drzewami genealogicznymi, a potem na zjazdach rodzinnych triumfalnie obwieszczają, kim był stryj babki wuja żony kuzyna. Alicja bynajmniej nie dzieliła z ciotką tej pasji, więc otrzymawszy kufer, wepchnęła go czym prędzej na szafę.
Prędzej czy później trzeba się jednak zabrać do tych klamotów. Nie daj Boże jeszcze tam coś zgnije. To już lepiej przejrzeć...
Otworzyła kufer, usiadła na podłodze po turecku. Tak będzie najwygodniej.
Zamrugała oczami, na początku zdziwiona, potem z coraz większym zachwytem. Wstała. Powoli, drżącymi rękami, wydobyła z kufra... strój.
Przepiękna, prześliczna rzecz. Aż zabrakło jej tchu.
Strój mienił się soczystą zielenią, połyskiwał złotem. Delikatny, ręczny haft snuł kolorową nicią przedziwne historie. Długa do ziemi suknia wyglądała jak nowa. Jakby ząb czasu nie miał odwagi naruszyć jej nieskazitelnej piękności.
- Oj, ciociu, ciociu... - wyszeptała Alicja, oczy jej błyszczały. - Chyba się nawrócę na to twoje hobby.
Szybkimi ruchami zrzuciła z siebie bluzę, ściągnęła spodnie. Zawahała się jeszcze przez chwilę... Wreszcie delikatnie, powoli, nałożyła na siebie strój.
Miała w sadzie strój bogaty,
Malowany w różne światy,
Że gdy w nim się zapodziała,
Nie wędrując - wędrowała.
Strój koloru murawego,
A odcienia złocistego -
Murawego - dla murawy,
Złocistego - dla zabawy.*)
Alicja podbiegła do lustra. Klasnęła w dłonie z zachwytem, nie mogąc uwierzyć w to, co widzi.
Była po prostu piękna.
Suknia leżała na niej idealnie. Podkreślała szczupłość talii, miękko układała się na krągłościach bioder, z szelestem opadała na ziemię, delikatnie gładząc końce stóp. Malachitowa zieleń stroju wspaniale kontrastowała z czerwienią ust dziewczyny. Złote błyski materiału wydobywały tajemniczy ogień z głębi jej czarnych oczu, rozbiegały się w drogocennych refleksach po burzy ciemnych włosów.
Alicja wyglądała w tym stroju przepięknie.
Burza śnieżna na dworze jakby zdwoiła swój zapał, wirujące płatki śniegu zupełnie oszalały. Wiatr uderzył w okno, jego lekki powiew zaszeleścił wnet w mieszkaniu, nieznacznie unosząc firankę. Dziewczyna obejrzała się ku niemu, oczarowany uśmiech nie schodził jej z warg.
Wiatr zaczął przemykać się po mieszkaniu, powoli, delikatnie. Poruszył liśćmi róży chińskiej, przebiegł po frędzlach serwety. Wreszcie dotarł do Alicji. Nieśmiałą pieszczotą, niczym pocałunkiem, owionął jej ciało. Wplótł się w materiał stroju, załopotał nim cicho. Potem chwycił jej włosy, bawiąc się nimi przez chwilę. Wreszcie musnął jej usta delikatnym, zwiewnym pocałunkiem.
Roześmiała się perliście, potrząsnęła włosami. Sięgnęła ku nim, rozpięła je i rozsypała na ramionach.
- Ojej... - wyszeptała, na twarz wypełzł jej rumieniec. - Ojej.
Zbiegło się na te dziwy aż stu płanetników,
Otoczyli ją kołem, nie szczędząc okrzyków.
Podawali ją sobie z rąk do rąk, jak czarę:
"Pójmy duszę tym miodem, co ma oczy kare!"
Podawali ją sobie z ust do ust na zmiany:
"Słodko wargą potłoczyć taki krzew różany!"
Porywali ją naraz w stu pieszczot zawieję:
"Dziej się w tobie to samo, co i w nas się dzieje!"
Muśnięcia wiatru z chwili na chwilę stawały się coraz bardziej zachłanne i natarczywe. Unosiły jej włosy, targały za suknię, gładziły nagie ramiona z kilku stron naraz. Jakby nie jeden wiatr, lecz sto różnych jego porywów jednocześnie domagało się pieszczoty. Alicja czuła, jak bicie serca przyśpiesza, policzki płoną coraz goręcej, a gdzieś tam wewnątrz narasta szalone, pożądliwe oczekiwanie. Poddała mu się więc, roześmiana, rozpalona. Rozsznurowała dekolt. Wspięła się na palce i zaczęła wirować, drepcząc w miejscu bosymi stopami. Uniosła ręce, odchyliła głowę. A wiatr gładził ją, całował i pieścił, nienasycenie, wciąż i wciąż.
Dwojgiem piersi ust głodnych karmiła secinę:
"Nikt tak słodko nie ginął, jak ja teraz ginę!"
Szła pieszczota koleją, dreszcz z dreszczem się mijał,
Nim jeden wypił do dna - już drugi nadpijał.
Kto oddawał - dech chwytał, a kto brał - dech tracił,
A kto czekał za długo - rozumem przypłacił!
Sad oszalał i stał się nie znany nikomu,
Gdy ona, jeszcze mdlejąc, wróciła do domu.
Budzik zadzwonił jak zwykle, o siódmej.
Alicja ocknęła się powoli, wróciła do rzeczywistości.
Leżała naga na łóżku, całe ciało przepełnione było dziwną słodyczą. Suknia leżała na ziemi, porzucona w nieładzie.
- Ojej - jęknęła Alicja, przeciągnęła się... i roześmiała cichutko.
Na twarzy wykwitł jej rumieniec na samo wspomnienie wczorajszego wieczoru. Stało się coś dziwnego, coś niepokojąco dziwnego. A jednocześnie nie miała zamiaru się z tego powodu martwić. Było jej tak dobrze, tak nieskończenie dobrze...
Zerwała się szybko z łóżka. Czas już do pracy, czas, czas.
Miała w oczach ich zamęt, w piersi - ich oddechy,
I płonęła na twarzy od cudzej uciechy!
"Jakiż wicher warkocze w świat ci rozwieruszył?"
"Ach, to strzelec - postrzelec w polu mnie ogłuszył!"
"Co za dreszcz twoim ciałem tak żarliwie miota?"
"Śniła mi się w śródleciu burza i pieszczota!"
Maciek, informatyk, pierwszy spostrzegł jej rozognione policzki.
- Hej, co ci, nie przeziębiłaś się? - rzucił wesoło.
Odwróciła się ku niemu z nieobecnym uśmiechem.
Popatrzył na nią... i jakiś dziwny skurcz zagościł mu w lędźwiach. Jakby przelała się na niego odrobina jej żaru i napełniła go tęsknotą. Przez myśl przebiegło mu, że tak dawno już nie kochali się z żoną, tak ogniście, tak namiętnie... Potrząsnął głową, przywołując się szybko do porządku. Takie myśli niepotrzebnie burzą spokój pracowitego dnia.
Ilustracja: Wojciech Gołąbowski
Ilustracja: Wojciech Gołąbowski
- Uważaj na siebie! - mruknął i podreptał pośpiesznie w kierunku serwerowni.
Alicja przemknęła do swojego pokoju, usiadła za biurkiem. Sprawdziła pocztę. Nowy projekt, znów masa roboty. Spojrzała w roztargnieniu za okno. Wiatr hulał swobodnie, kapryśnie wyginając bezlistne gałęzie drzew. Białe chmury kłębiły się tłumnie na olśniewającym błękicie.
- Dostałaś ten nowy projekt - pukanie do drzwi nie leżało w naturze Eweliny, jak zwykle władowała się do jej pokoju bez pytania. - Tak, wiem, nic mi nie mów - uciszyła Alicję władczym ruchem ręki. - Być może na początku będziesz trochę przeciążona. Ale rozumiesz przecież, musimy być elastyczni.
Alicja popatrzyła na nią w milczeniu, rezygnując z jakiegokolwiek oporu. Przeniosła wzrok za okno - tam, gdzie tak beztrosko razem z chmurami bawił się wiatr.
Ewelina popatrzyła na nią uważnie. Coś było dziwnego w tej podwładnej, coś nowego pojawiło się w niej, i to całkiem niedawno. Zawsze taka rozgadana, a teraz milczy, uśmiecha się, patrzy w dal... Zakochana czy co? Byleby tylko nie zawaliła projektu.
A swoja drogą, kiedy to ostatnio sama Ewelina miała taki dziwny, trochę nieobecny wzrok? Kiedy tak powłóczyście patrzyła na męża? Dawno już, dawno... chyba.
Ta myśl nie była przyjemna. Szefowa zmarszczyła brwi, owładnęło nią zmieszanie, potem nagła złość. Wyszła więc z pokoju, nie wdając się w dalsze wyjaśnienia.
Alicja zaś wciąż wpatrywała się w okno, z dojmującą tęsknotą obserwując wciąż szalejący razem z chmurami wiatr.
I czekała. Czekała, aż nadejdzie wieczór, a ona wróci do domu i znowu nałoży na siebie ten przepiękny strój.
Mać ją, płacząc, wyklęła - ojciec precz wyrzucił,
Siostra łokciem skarciła, a brat się odwrócił.
- Co się z tobą dzieje, dziewczyno! - w glosie matki słychać było autentyczne wzburzenie. - Nie sposób się do ciebie dodzwonić!
Alicja pokiwała głową odruchowo, robiąc skruszoną minę, choć przecież matka nie mogła tego widzieć przez telefon.
- Bardzo zajęta jestem, mamo. - odpowiedziała pokornie. - Dużo mam pracy, rozumiesz...
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Jeszcze jeden do normy
Marcin Orliński

7 III 2020

W odległym o kilkanaście metrów rowie ruszał się człowiek, czy może raczej to, co z niego zostało. Sławek wcześniej go nie zobaczył, bo przesłaniały mu okoliczne krzaki. Skórę miał bladą, niemal przezroczystą, tak, że można było idealnie zobaczyć jego nabrzmiałe żyły, a oczy niemal wychodziły mu na wierzch. Jeżeli to nie stanowiłoby wystarczającej wskazówki, ziejąca w szyi krwawa dziura i brak kawałka prawego obojczyka nie budziły wątpliwości. Ani chybi kolejny sztywny.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Punkt przywracania
Jarosław Księżyk

4 I 2020

Następnie opowiada coś, aby mi było miło. Coś o tym, że jestem fajnym facetem, inteligentnym, ciekawym, oraz że ze schizofrenią zaimplantowaną z całą pewnością można żyć. Robi ze mnie bohatera, pioniera nowej terapii, która siłą rzeczy musi mieć trudne początki. Dzięki mnie dokona się postęp.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Welesówna i niezbyt żywi mieszkańcy Brzózki
Mika Modrzyńska

2 XI 2019

Przez chwilę nic się nie działo. Dopiero po kilku minutach grupka stworzeń takich jak wodnik, choć drobniejszych i… bledszych, wynurzyła się z wody i podeszła do brzegu, prowadząc między sobą wierzgającą na wszystkie strony Martynę.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Krótko o książkach: Lektura w splotach
— Jarosław Loretz

Esensja czyta: Sierpień 2016
— Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Anna Nieznaj, Marcin Osuch, Joanna Słupek

Telenowela transylwańska
— Michał Foerster

Krwiopijcy znad Wisły
— Cyryl Twardoch

Wampiry w służbach specjalnych
— Małgorzata Klimowicz

Świeczka
— Magdalena Kozak

Pędziwiatr
— Magdalena Kozak

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.