Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Witold Dworakowski
‹W stronę źródła wszystkich strachów›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorWitold Dworakowski
TytułW stronę źródła wszystkich strachów
OpisAutor pisze o sobie:
Rocznik 1989. Tajemniczy osobnik o dwóch twarzach. Pierwsza należy do elektrotechnika, absolwenta pewnej politechniki. Druga – do niereformowalnego fana fantastyki. Debiutował w 64. numerze „Science Fiction, Fantasy i Horror” opowiadaniem „Widma pośród gwiazd”. Koneser coli i czekolady, które już niejeden raz osłodziły mu życie.
GatunekSF

W stronę źródła wszystkich strachów

1 2 3 14 »
Opowiadanie stanowi kontynuację tekstu pt. „Kiedy rozum śpi, budzą się potwory”.

Witold Dworakowski

W stronę źródła wszystkich strachów

Opowiadanie stanowi kontynuację tekstu pt. „Kiedy rozum śpi, budzą się potwory”.

Witold Dworakowski
‹W stronę źródła wszystkich strachów›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorWitold Dworakowski
TytułW stronę źródła wszystkich strachów
OpisAutor pisze o sobie:
Rocznik 1989. Tajemniczy osobnik o dwóch twarzach. Pierwsza należy do elektrotechnika, absolwenta pewnej politechniki. Druga – do niereformowalnego fana fantastyki. Debiutował w 64. numerze „Science Fiction, Fantasy i Horror” opowiadaniem „Widma pośród gwiazd”. Koneser coli i czekolady, które już niejeden raz osłodziły mu życie.
GatunekSF
Kayla Drax zdradziła.
Zdradziła – i została zdradzona.
Mogła tylko patrzeć, jak Vincent Velron zastyga w bezruchu, a na jego twarz wpełza przerażenie. Jak rewolwerowy pocisk wbija mu się w czoło i mężczyzna upada na pomost. Nie zasłużył na to wszystko. Był dla Kayli jak ojciec, troskliwy i dobry. A teraz również martwy – tak samo jak prawdziwy ojciec dziewczyny, leżący nieopodal.
Tymczasem morderca Velrona, funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa, już odwracał się ku Drax. Już wbijał w nią lodowate spojrzenie niebieskich oczu. Nie mogła się ruszyć. Nie mogła oddychać. Dusiła ją nienawiść wobec samej siebie, paraliżowała rozpacz i wstyd.
Bo zdradziła i została zdradzona.
• • •
Otworzyła oczy. Usiadła na posłaniu tak gwałtownie, że aż zakręciło się jej w głowie. Drżała, mokra od potu. Nie mogła złapać oddechu. Serce waliło jej w piersi niczym tłok.
– Sen – wymamrotała. – Sen. To było. Minęło. Nie ma i nie będzie.
Mimo to dręczyło ją poczucie winy.
Bo obaj zginęli.
Bo zdradziła i została zdradzona.
Siedziała tak bez ruchu przez bardzo długą chwilę. Starała się uspokoić galopujące myśli. Powstrzymać wspomnienia, które wtargnęły do jej snu. Tymczasem pod sklepieniem jej czaszki szalał cyklon, który po wielokroć wywracał jej osobowość na drugą stronę i mieszał wspomnienia w galimatias gęsty jak olej transformatorowy.
W tle raz po raz huczały grzmoty.
Czuła się tak, jakby dopiero przed chwilą przestała uciekać. Zakwasy w mięśniach, ociężałość, wrażenie jakby świat stanął na głowie… Popatrzyła na siebie krytycznie. Na nogach buciory z cholewami po łydki. Wyżej – podarte spodnie z granatowego materiału. Jeszcze wyżej – szary podkoszulek. Na dłoniach bandaże. Na ubraniu – plamy krwi.
Krew? Bandaże? Skąd?
Nie mniej obcy był medalion, który odkryła na szyi. Miał kształt dysku splecionego z niezliczonych czarnych i srebrnych drucików. W środek wpisany był trójkąt o wklęsłych bokach. Obrzeże wisiora tworzyły pozłacane blaszki z dziesiątkami skomplikowanych znaków: ni to symboli, ni liter.
Jeśli to nowe pismo Urland, to przespałam kupę czasu – pomyślała Kayla.
Rozejrzała się po ciasnym jak cela pomieszczeniu. Koja wyrastała z blaszanej ściany, naprzeciwko lustra. Drax skrzywiła się na widok twarzy, która w innym życiu mogła jej otworzyć drzwi do kariery filmowej. Teraz była podrapana i brudna. Na lewej skroni wielki siniak. No i te włosy: rude jak miedź, sięgające do ramion, brudne i koszmarnie splątane…
Z lewej strony koi kwadratowe okno. Z prawej drzwi i wieszak z Kaylowym prochowcem. Wypisz, wymaluj kajuta na jakimś statku.
Tylko że Urland nie budowało tak luksusowych jednostek.
Cyklon słabł, a wspomnienia z wolna wracały na swoje miejsce. Śmierć Sertora Faustina… Śmierć Velrona i ojca… I niebieskooki agent bezpieki, po stokroć przeklęty. Zatrzęsła się z wściekłości na myśl, że ten morderca został królem.
Tomasz II. Największy skurwiel w dziejach Urland.
Wspomniała przysięgę, którą złożyła. Zemści się za śmierć Velrona.
A może już to zrobiła?
Przysunęła się do okna. Za szybą rozpościerało się błękitne niebo, z rzadka tylko poznaczone kłębowiskami cumulusów. W dole zobaczyła morze: pomarszczone, spokojne, roziskrzone promieniami słońca. Drax nie sądziła, że ujrzy kiedyś taki widok. Była dzieckiem Rozety, miasta w sercu Alp. Jedyne, na co mogła liczyć, to wizyta na skrawku nizin kontrolowanym przez Urland. Dalej rozciągało się terytorium barbarzyńców: to, co powstało po upadku Imperium Romanum.
– Strach pomyśleć, co przewidział dla nich Tomasz II – mruknęła Kayla, trąc dłonią czoło. Pamiętała jego przemówienie podczas Święta Założenia. Dał wówczas jasno do zrozumienia, że odbuduje potęgę Rzymu za wszelką cenę, przy użyciu wszystkich dostępnych środków.
Słowa godne bezpieczniaka, pomyślała wtedy Drax. Gratuluję, zadziałały. Dalej, wrzuć tych ludzi w wojnę. Chętnie popatrzę, ilu z nich szybko zatęskni za poprzednim życiem, a ilu po prostu zginie.
Kayla wzdrygnęła się. Pamiętała wszystko, każdy szczegół tamtej potwornej nocy: zarówno zamach Służby Bezpieczeństwa, jak i późniejsze wydarzenia.
To, że uciekła bezpieczniakom. Że stała się zbiegiem. Że przedzierała się przez tłumy Urlandczyków wypełniające ulice Rozety.
W mieście od dawna nie było tak gorącej nocy. Mieszkańcy śmiali się i krzyczeli pośród dziesiątek platform z rozrywkami. W górze, wysoko ponad żurawiami budowlanymi i iglicami wieżowców, rozbłyskiwały świetlne ławice fajerwerków. Święto Założenia Urland osiągnęło punkt kulminacyjny.
Drax miała nadzieję, że agenci bezpieki nie namierzą jej w tej ciżbie. Wszyscy wokół wznosili toasty za dziewięćset siedemdziesiąt pięć lat istnienia państwa Urland. Za ludzi, którzy je założyli po upadku Rzymu. Przede wszystkim jednak za nowego króla, zapowiadającego odbicie nizin z rąk barbarzyńców i odtworzenie Imperium. Kayla pragnęła z całego serca, aby ta radość zmazała z niej potworną zbrodnię, którą popełniła. Zbrodnię, która umożliwiła bezpiece przejęcie władzy.
Dziewczyna wiedziała, że sama nie pokona króla i jego wspólników. Na szczęście wiedziała też, gdzie szukać pomocy.
• • •
Knajpa Pod Złamaną Różdżką działała na skraju miasta, w jednym z najmłodszych drapaczy chmur Rozety. Lokal wprowadził się tu niedługo po tym, jak władze wykopały go z baraku przy Rynku, robiąc miejsce pod budowę monstrualnej wieżycy Urzędu Państwa. Miejscówka w Wieży Dagona i Hydry była jednak o tyle korzystna, że oferowała o wiele więcej miejsca niż stara.
Albo nawet trzy.
Kayla przecisnęła się przez watahę podchmielonych robotników i w końcu dotarła do bocznego wejścia. Łukowate schody zaprowadziły ją do innego świata: sali wypełnionej czerwonym światłem, pulsującym w rytm muzyki. Gdzie okiem sięgnąć stały kanapy i stoły, krzesełka i stoliki, całe dziesiątki, z czego prawie wszystkie zajęte. Tłok panował też na centralnym parkiecie.
Daleko w głębi sali w lewą ścianę wpuszczony był ciąg gastronomiczny; sekcja trunkowa sąsiadowała z działem szybkich posiłków. Drax skierowała się w tamtą stronę. Zajęła wysoki stołek barowy i oparła się łokciami o kontuar. Barman – wysoki, barczysty chłop z łysą głową, który należał do Klubu Kulturystów – natychmiast znalazł się przy dziewczynie.
– Ty znowu tutaj? Ostatnio twierdziłaś, że ostatni raz pijesz takie szczyny – zagaił z uśmiechem. – Co podać?
Kayla spojrzała mu w oczy.
– Informacje – powiedziała. – Byle szybko.
Barman uniósł brew.
– Skąd wiesz, że będę je miał?
Kiedy indziej zagrałaby w tę durną gierkę. Teraz droczenie się było ostatnią rzeczą, o jakiej marzyła.
– Litości, Vesp! Przecież wszyscy wiedzą, że tu jest od cholery szpiegów, donosicieli i agentów różnych stowarzyszeń. Ja to wiem i ty to wiesz, więc przestań kręcić i mi pomóż!
Głośniki umilkły, by sekundę później ryknąć potężnym łomotem bębnów. Kayla rozpoznała ten utwór. „Boże bębny”, jeśli wierzyć plotkom, pochodziły z wizji jednego z jasnowidzów. Utwór natychmiast stał się hitem.
– Powiedz to głośniej, a każę cię wyrzucić! – rzucił barman, przekrzykując muzykę.
– Jeśli ktoś mnie usłyszy mimo tych cholernych bębnów, stawiam piwo!
Vesp przysunął się tak blisko, że widział drgnięcie każdego mięśnia na strapionej twarzy rozmówczyni.
– Czego chcesz?
– Chcę dorwać pewną osobę, zanim ona dorwie mnie – rzekła Drax. – Potrzebuję kryjówki, broni i wsparcia. Znasz kogoś, kto może mi to dać?
– Raczej nie za darmo, ale to szczegół, nie? – Mrugnął porozumiewawczo. – Zobaczę, co się da zrobić. Skorzystaj z drzwi obok Szybkiego Jedzenia i zejdź piętro niżej. Tam się spotkamy.
Energicznym ruchem odepchnął się od kontuaru. Zawołał pomocnika, żeby go zastąpił, po czym zniknął na zapleczu. Kayla odprowadziła go wzrokiem.
Lubiła go i mu ufała. Znał tu chyba wszystkich stałych i mniej stałych bywalców – tych z legalnych i nielegalnych stowarzyszeń, tych bardziej i mniej podejrzanych. Podobno gdy ktoś chciał wymknąć się cichaczem z miasta, Vesp potrafił to załatwić.
Oczywiście nie za darmo.
1 2 3 14 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opowieści starego nawigatora: Miasto Słońca
Paweł Wolski

15 I 2022

Tym razem jednak, kiedy na dany mi przez cicerone znak jednym ruchem ściągnąłem z Niespodzianki osłaniające ją płótno, pośród z górą dwóch tysięcy skupionych wokół rezydentów zapanowała absolutna cisza.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Wędrowny Teatr Lalek Jeremium Patajasz
Anna Robak-Reczek

18 XII 2021

Wystarczyło kilka nieznacznych ruchów, i snuła się historia. Młody chwilę patrzył na to, co robi mój towarzysz, a potem, nie odrywając od niego wzroku, wyjął z kangurzej kieszeni bluzy niedużą lalkę. Biedne to stworzenie po przejściach dołączyło nieśmiało do tej, którą trzymał stary. Nie wiem, kto kogo prowadził, ono chłopca, czy on je.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Części zamienne
Bohdan Waszkiewicz

30 X 2021

Na wybiegu dla lwów przebywał mój ulubiony kolega z pracy. Karmił z ręki ufnie podchodzące zwierzęta, coś cichutko do nich mówiąc i szczerząc w uśmiechu nienagannie białe zęby. Nawet pogłaskał po grzywie ogromnego samca, po czym z radością wręczył mu solidny kawał mięsa.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Kiedy rozum śpi, budzą się potwory
— Witold Dworakowski

Komnata szaleństwa
— Witold Dworakowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.