Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 grudnia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Łukasz Marek Fiema
‹Diabeł›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorŁukasz Marek Fiema
TytułDiabeł
OpisAutor pisze o sobie:
Z wykształcenia historyk, absolwent Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. W latach 2000-2008 współpracował z wydawnictwem Portal pisząc artykuły związane z różnymi systemami RPG, głównie scenariusze przygód oraz recenzje. Teksty publikował najpierw w dwumiesięczniku „Portal”, a potem w „Gwiezdnym Piracie”. Oprócz tego jest współautorem dwóch dodatków do gry fabularnej Neuroshima. Jego opowiadania pojawiały się również w biuletynach i antologiach Śląskiego Klubu Fantastyki.
Gatunekgroza / horror

Diabeł

1 2 »
Prócz ulotnych snów, w które z ulgą się zanurza, ten świat nic już dla niego nie ma. Sny… Iluzja, która znika w momencie przebudzenia. Ale czy z życiem nie jest tak samo? Nie ma znaczenia jakie jest, nie ma znaczenia ile trwa. Pewnego dnia budzisz się jako przygarbiony starzec, któremu pozostaje tylko wspominanie przeszłości.

Łukasz Marek Fiema

Diabeł

Prócz ulotnych snów, w które z ulgą się zanurza, ten świat nic już dla niego nie ma. Sny… Iluzja, która znika w momencie przebudzenia. Ale czy z życiem nie jest tak samo? Nie ma znaczenia jakie jest, nie ma znaczenia ile trwa. Pewnego dnia budzisz się jako przygarbiony starzec, któremu pozostaje tylko wspominanie przeszłości.

Łukasz Marek Fiema
‹Diabeł›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorŁukasz Marek Fiema
TytułDiabeł
OpisAutor pisze o sobie:
Z wykształcenia historyk, absolwent Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. W latach 2000-2008 współpracował z wydawnictwem Portal pisząc artykuły związane z różnymi systemami RPG, głównie scenariusze przygód oraz recenzje. Teksty publikował najpierw w dwumiesięczniku „Portal”, a potem w „Gwiezdnym Piracie”. Oprócz tego jest współautorem dwóch dodatków do gry fabularnej Neuroshima. Jego opowiadania pojawiały się również w biuletynach i antologiach Śląskiego Klubu Fantastyki.
Gatunekgroza / horror
Pewnego jesiennego wieczora do pana Krzysztofa przyszedł diabeł. Że był to akurat diabeł we własnej osobie, pan Krzysztof z początku nie wiedział, bo niby skąd miał wiedzieć. Podszedł do niego tak po prostu, kiedy bezdomny skończył właśnie opróżniać butelkę taniego wina i wciśnięty w karton rozcierał przemarznięte dłonie w dziurawych rękawiczkach. Diabeł stanął przed nim, zasłaniając światło pobliskiej latarni. Patrzył przez chwilę z góry, powoli paląc papierosa. W końcu rzucił na chodnikowe płyty niedopaloną połówkę, po którą pan Krzysztof skwapliwie sięgnął, by dogasić ją i pośpiesznie schować do kieszeni.
Oczywiście żaden diabeł od dawna nie ukazywał się już śmiertelnikom jako odziany w kontusz szlachcic, które to przebranie zjednywało mu niegdyś sarmacką brać. Wizerunek urzędnika z czarną teczką, noszącego garnitur oraz przyciemniane okulary, był dlań bardziej odpowiedni w dzisiejszych czasach, lecz przychodząc do pana Krzysztofa, diabeł z jakiegoś powodu zdecydował się przybrać inną postać. Jest, jak wiadomo, mistrzem podstępu i złudzeń.
Dziewczyna miała około dwudziestu lat. Nie więcej. Szczupła, niezbyt wysoka, w ciężkich czarnych butach, czarnych dżinsach i rozpiętej czarnej kurtce nabijanej ćwiekami, pod którą widać było czarną koszulę z nadrukowanym pentagramem oraz jakimś napisem. Uśmiechnęła się krzywo, przykucając obok sterty tektury i starych gazet, w których pan Krzysztof niedawno pracowicie się zagrzebał. Kiedy spojrzała mu prosto w oczy, speszony opuścił wzrok.
– Zimno, no nie? – rzuciła od niechcenia, wyjmując z uszu słuchawki, monotonnie brzęczące nawałą agresywnych dźwięków.
– Ano zimno… – mruknął pan Krzysztof. – W końcu zima za pasem.
Rozejrzał się niepewnie dookoła. Ulicę rozjaśniał mdły blask latarni, wydobywający z półmroku odrapane ściany starych kamienic. Przechodzących ludzi było coraz mniej. Zajęci swoimi sprawami mijali ciemne zaułki, takie jak ten w którym nocował, śpiesząc do jasnego, ciepłego domu. Do przyjaciół i bliskich.
– Zimno i samotnie – powiedziała dziewczyna, jakby czytając w jego myślach. – Co cię tu jeszcze trzyma?
Dopiero po chwili zrozumiał, o co pyta.
– To mnie trzyma, o! – odparł potrząsając pustą butelką. – I dobrzy ludzie, co czasem pomogą.
– Głupi jesteś – prychnęła. – Przyzwyczaiłeś się do wygrzebywania jedzenia ze śmietnika i spania na ulicy w zapchlonych kocach. Nie potrafisz sobie już wyobrazić niczego innego.
– Nieprawda – wyszeptał szybko, jakby starając się przekonać sam siebie, że dziewczyna nie ma racji.
Sięgnął pamięcią do wspomnień, które trzymał w głowie jak wyblakłe fotografie. Przechowywał je pieczołowicie od wielu lat. Wspomnienia pełne słońca, przyjaznych twarzy. Wspomnienia zapachu wigilijnych potraw, dotyku ciepłych dłoni, czułych pocałunków. Wracał do tych obrazów w chwilach najgorszego smutku i rozpaczy, starając się przekonać, że jego życie nie było takie do końca złe.
– Tylko tyle ci pozostało. Przeszłość.
Wzruszył ramionami, udając obojętność, chociaż coś ukłuło go mocno i boleśnie w środku.
– Da mi pani ognia? – zapytał, wyjmując drżącą ręką niedopałek z kieszeni.
Bez słowa wyciągnęła paczkę papierosów i poczęstowała go. Patrzył na nią podejrzliwie, kiedy odpalała mu papierosa zapalniczką. Potem sama zapaliła. Miał przeczucie, że czegoś od niego chce i że nie powinien jej ufać. Ale z drugiej strony czuł, że jest mu wszystko jedno.
– Na rogu można kupić gorącą kawę i coś do jedzenia – powiedziała, kiedy zaciągnął się papierosem po raz ostatni, dopalając go do samego filtra. – Ja stawiam.
Pan Krzysztof kiwnął głową bez namysłu, po czym wygramolił się ze swojego legowiska, chociaż coś usilnie namawiało go, aby został na miejscu. Miał ochotę na towarzystwo, kawę i bułkę z kawałkiem soczystego mięsa.
• • •
Oferta była typowa dla transakcji, gdzie strona zobowiązuje się oddać diabłu swoją duszę, otrzymując w zamian za to szereg korzyści. Nie było natomiast cyrografu z przywieszoną pieczęcią i podpisanego krwią. Umowę zawiązano ustnie, chociaż bez świadków. Warunki zostały przedstawione nadzwyczaj klarownie, a mówiły one, że pan Krzysztof otrzyma do swej dyspozycji dobra doczesne w postaci okrągłego miliona złotych polskich zgromadzonych na bankowym koncie, którymi może swobodnie rozporządzać przez okres roku. Po tym czasie, skorzystawszy z uroków świata odejdzie z niego, zrzekając się prawa do swej duszy na rzecz Lucyfera.
Gorący posiłek, mocno osłodzona kawa i ciasto na deser sprawiły, że z ochotą przystał na ofertę, oczekując jeszcze jakichś szczodrych gestów. Później dziewczyna położyła przed nim na stole plik stuzłotowych banknotów „na drobne wydatki w najbliższym czasie” i wówczas w jego głowie pojawił się wir niepokojących myśli. Rozpierzchły się one jednak, gdy tylko wręczyła mu kawałek złotego plastiku, a na serwetce nakreśliła kilka cyfr.
Uznał wtedy, że zamiast zadawać sobie pytania, powinien korzystać z okazji, nie rozmyślając zbyt dużo nad tym co się dzieje. Rozważania o duszy oraz śmierci, które niespodziewanie wypłynęły z głębi otępionego jedzeniem i ciepłem umysłu zostały skutecznie przegnane, kiedy przypomniał sobie o tym, jak mógłby spędzić życie, nawet krótkie, gdyby miał odpowiednio dużo pieniędzy. Gruby plik banknotów w kieszeni i kawałek plastiku utwierdziły go w przekonaniu, że rok to w gruncie rzeczy mnóstwo czasu. Wracając chwiejnym krokiem do swojego legowiska kupił jeszcze po drodze butelkę wina za kilkanaście złotych i paczkę papierosów. Mina sprzedawczyni oraz jej wybałuszone ze zdziwienia oczy, będące reakcją na stuzłotowy banknot leżący na ladzie sprawiły, że w tym momencie naprawdę poczuł się jak milioner.
Tę noc spędził jeszcze w kartonie, ale kolejnej spał w hotelowym łóżku, w czystej białej pościeli pachnącej lawendą. To było takie proste. Znaleźć bankomat, nacisnąć kilka przycisków, zabrać pieniądze, aby później zapłacić nimi za własny kąt, gdzie jest ciepło, jasno i skąd nikt go nie wyrzuci. Nagle brak gotówki przestał być dla niego ograniczeniem. Przez pewien czas pan Krzysztof musiał oswajać się ze świadomością, że właściwie stać go na wszystko, czego chce. Dni upływały coraz szybciej. Zaczynał przywykać do wydawania pieniędzy i stopniowo pozbywał się dawnych przyzwyczajeń. Czasem jeszcze łapał się na tym, że chciwie dopala papierosa aż do samego filtra albo ciekawie zagląda do mijanych śmietników. Działo się tak jednak już coraz rzadziej.
Mijały miesiące, a on wynajmował apartamenty w coraz droższych hotelach i jadał w coraz lepszych restauracjach. Zaczął porządnie się ubierać, chociaż na początku miał problemy z wyborem tego, co mógłby na siebie włożyć, by dobrze wyglądać. Z pokonanego przez życie, bezdomnego człowieka zamienił się w eleganckiego mężczyznę w średnim wieku. Stał się modelowym przykładem kogoś, kto stopniowo uzupełniając braki w piramidzie Maslowa, wyznaczającej hierarchię ludzkich potrzeb, wspina się coraz wyżej ze swoimi oczekiwaniami wobec świata.
Przypomniał sobie, że był kiedyś fotografem i chociaż prowadził mały zakład na rogu Robotniczej oraz Manifestu Lipcowego, to najbardziej lubił robić zdjęcia malowniczych górskich pejzaży w Tatrach. Przypomniał sobie, że przyjemność płynąca z czytania książek jest często większa niż przyjemność zjedzenia dobrego posiłku czy snu w ciepłym miejscu, a pójście do kina bądź teatru daje satysfakcję o niebo lepszą niż dopchanie się do jakiegoś telewizora podczas meczu piłkarskiego Polski z Rosją.
Powoli wypierał ze swojej pamięci egzystencję, jaką dotychczas wiódł, zastępując te szare, ponure lata soczystymi barwami życia, z którego można czerpać zadowolenie pełnymi garściami. Często zmieniał miejsce pobytu, aby nadrobić utracony czas i zobaczyć jak najwięcej. Warszawa, Kraków, Praga… Jednego dnia zatrzymywał się w pięciogwiazdkowym pensjonacie w Gdyni, by przez tydzień bawić się tam w towarzystwie innych ludzi, po czym wynajmował bacówkę pod Zakopanem, gdzie odnajdował ciszę i spokój w otoczeniu gór, które nie zmieniły się od trzydziestu lat. W jego życiu pojawiły się też kobiety, chociaż z początku za ich towarzystwo płacił. Nauczył się nawet korzystać z komputera oraz Internetu, mimo że na dobrą sprawę nie było mu to do niczego potrzebne. Miał jednak satysfakcję, że nieźle radzi sobie z czymś, co ludziom z jego pokolenia potrafiło sprawiać tyle trudności.
Niekiedy jeszcze tylko wspominał ten zimny, jesienny wieczór, kiedy niespodziewanie wszystko się zmieniło. Niespokojne myśli usypiał wtedy luksusowym alkoholem i przekonywaniem siebie, że wszystko to zaaranżował znudzony bogacz, albo w najgorszym wypadku jest po prostu uczestnikiem jakiegoś cudacznego programu telewizyjnego, których teraz było pełno. W najmniej spodziewanym momencie pojawią się kamery, ktoś poklepie go po ramieniu i cały spektakl się zakończy. Bo przecież diabły nie istnieją, a mafia albo handlarze organami nie dają nikomu miliona złotych tylko po to, żeby go potem zabić.
1 2 »

Komentarze

11 VII 2014   09:48:39

Opowiadanie jest sztampowe, a zarazem wątpliwe na planie psychologicznym. Tytuł, sam w sobie banalny, jest w sumie nietrafny, bo diabeł nie jest tu ważny. Nie wiadomo też, dlaczego przebiera się za dziewczynę, skoro w kontuszu byłby bardziej przekonujący. Transwestyta jakiś? Nie wiadomo też, dlaczego żebrak godzi się na niekorzystny układ bez negocjacji, dlaczego robi plany, choć ma mało czasu itd. Gdyby autor wszystkiego tak nie wygładził i nie zaokrąglił to te niedociągnięcia nie wyróżniałyby się w ogóle.

12 VII 2014   20:27:59

Wszystko jest przecież wyjaśnione w tekście pośrednio lub bezpośrednio. Kontusz był dobry jeśli chodzi o paktowanie ze szlachtą. Jeśli współcześnie chcesz komuś wcisnąć jakąś umowę (np jako akwizytor) ubierasz się w garnitur stylizując na człowieka biznesu. Tyle, że biznesmeni nie rozmawiają z bezdomnymi. Żebrak godzi się na układ bo po pierwsze dlatego, że nie ma nic do stracenia (końcówka opowiadania to wyjaśnia), a poza tym nie do końca wierzy, że ma tylko ten rok czasu. Między innymi dlatego też robi plany. A czy diabeł nie jest ważny? No cóż, nie jest postacią pierwszoplanową ale i tak kluczową dla rozwoju fabuły.

13 VII 2014   20:16:21

No tak, czepiłem się szczegółów jak komentator, który obgaduje fryzury piłkarzy w czasie nudnego meczu. Tymczasem problem jest głębszy. Autor zabrał się za temat, który został przetrawiony tysiące razy w różnych wersjach i konfiguracjach. Tym bardziej pan Fiema powinien był się dziesięć razy zastanowić, czy ma coś nowego do dodania. No właśnie: czy jest tu ślad jakiejś oryginalnej myśli? Jakieś świeże spojrzenie, zaskoczenie, intryga? Nie, nie ma nic takiego. PS. Polecam zainteresowanym opowiadanie "A tobie dwa razy tyle" Roberta Sheckleya. Perełka literatury popularnej

13 VII 2014   21:53:57

Rozumiem, że jest to subiektywny punkt widzenia czytelnika, autorytatnie narzucającego pewien punkt widzenia. Punkt widzenia o tyle interesujący, że dotyczy szerokiego spektrum krytyki, począwszy od podważania konstrukcji psychologicznej bohatera, poprzez głębokie dywagacje nad upodobaniami seksualnymi diabłów, na życzliwych radach dla autora kończąc. Przy okazji dotykając istotnego problemu oryginalności oraz przekazywania wzniosłych myśli w krótkich formach literackich. Niestety, krytyka ta ze względu na ewidentne skakanie z zagadnienia na zagadnienie, nosi cechy tzw. "szukania dziury w całym".

13 VII 2014   22:46:33

Postać diabła i wszystkiego co z nim związane od zawsze inspirowała i inspirować będzie. Fakt, kluczową postacią to on tu nie jest, ale intryguje i zmusza mnie - czytelnika - do zastanowienia się nad jego rolą w życiu pana Krzysztofa, ale i każdego z nas. Bo o to właśnie chodzi. Każdy ma w sobie trochę z pana Krzysztofa i zapewne każdy miał kiedyś ochotę zupełnie odmienić swoje życie. Żebrak godzi się na taki układ, bo najzupełniej w świecie nie ma nic do stracenia. Mieszka na ulicy, jest sam i nie ma nikogo bliskiego, a jak wiadomo „tonący brzytwy się chwyta”. Mając przed oczyma wizję lepszego życia odsuwa na bok wszelkie wątpliwości. Zupełnie nie zgodzę się z tym, że opowiadaniu brakuje brakuje świeżości czy oryginalności. Całe zaskoczenie potęguje końcówka, która pokazuje, że tak naprawdę nie można uciec od przeznaczenia, a życie nie jest bajką i nikt w magiczny sposób nam go nie odmieni.

13 VII 2014   23:12:47

Kiedy skończyłem czytać wyłączyłem monitor i wziąłem do ręki kubek z kawą, jeszcze ciepłą, który przypadkiem znalazł się na biurku. Tak trwałem przez jakiś czas zastanawiając się nad tym co przed chwilą przeczytałem.
Poruszyła mnie historia bezdomnego Krzysztofa. Mimo, że nie udało mi się go polubić przez czas trwania tego opowiadania, jakoś tak głupio mi się zrobiło, gdy skoczył pod pociąg. Tak jakbym poczuł, że to moja wina.
Wyborny diabeł. No kurcze, ale ile razy spotykamy po drodze taką właśnie przemiłą dziewczynę, która okazuje się prawdziwą diablicą. :) Moim zdaniem, właśnie ten początek to naprawdę kawał dobrej roboty.
Jak tak teraz czytam, to poprzedni komentujący przyczepił się do tego, że nasz główny bohater nie próbował się targować. Mi to w ogóle nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, w tym momencie wydawało mi się, że bezdomny był tak uszczęśliwiony tą dobrocią, którą ktoś go otoczył, że zgodziłby się na każde warunki.
Środek utworu, gdzie Krzysztof żyje jak pan, troszkę odchodzi od reszty. To znaczy akurat tam mnie nic nie zachwyciło. Być może dlatego, że ciągle jeszcze byłem koło tych kartonów, gdzie zwykle sypiał, albo dlatego, że wiedziałem jakie nieprawdziwe jest to jego szczęście.
Końcówka jest wspaniała. Dokładnie nie wiedziałem, czy aby cały układ z diabłem nie był tylko kolejnym snem jaki mu się przyśnił, tak samo nie wierzyłem, że skoczy pod ten pociąg.
Pozostaje jedynie ten niedopałek papierosa w dole. A może mu się to przywidziało?
Przez przypadek natrafiłem na opowiadanie tego autora, ale się nie zawiodłem.
Pozdrawiam

16 VII 2014   14:12:14

No dobrze, wyjaśniam moje stanowisko po raz ostatni.
1. Autor wypycha diabła na pierwszy plan, robiąc kilka uwag na temat jego przeszłości. Za mało, by stał się on pełnokrwistym uczestnikiem zdarzeń i wystarczająco dużo, by zdusić w zarodku odbiór opowiadania jako filozoficznej przypowieści. W sumie autor skutecznie mnie zdezorientował. 2. P. Krzysztof dostaje szansę. Mimo to pozostaje osobnikiem wzorcowo nijakim (pardon, ‘praktycznym’, jak chce autor). Nie mogę go znielubić, bo nie dopuszcza się haniebnych czynów. Nie mogę go polubić tym bardziej, bo nie robi nic porywającego. Jak na byłego żebraka wykazuje zasmucający brak odruchów altruistycznych, za to nabija kabzę prostytutkom i hotelarzom. Nie wykazuje wysiłku, by wrócić do dawnego, wartościowego życia, do działalności, która dawałaby satysfakcję jemu i/lub społeczeństwu. Bardzo chciałbym pochylić się nad tragicznym przeznaczeniem pana Krzysztofa, ale niby dlaczego? Powinien sobie na to jakoś zasłużyć. 3. Przypominam, że umowa została zawarta w sposób jasny i precyzyjny. Autor przywalił kwotą, datą i innym konkretem, nie dając mi pola do samodzielnej interpretacji późniejszych wydarzeń. Aż tu nagle pojawia się, sugestia, że całe zdarzenie pozostawało w sferze urojeń kloszarda. Co to ma znaczyć? Że diabeł, rutyniarz równie praktyczny co jego ofiara, bawi się w psychologizmy? Zadaje sobie trud, by sfingować samobójstwo? Odczuwam wyraźny dysonans, wywołany zapewne tym, że autor zatrudnił dwóch narratorów personalnych, których nikt nie nadzoruje. Niby jest coś w rodzaju klamry, ale i tak za dużo tutaj zamieszania.
Pomijając wady strukturalne, autor skaził nieskazitelną formę swojej alegorii niepotrzebnymi wtrętami, że wspomnę choćby te przebieranki, stwierdzenia że kloszardzi grzebią w śmietnikach (ależ odkrywcze, aż usiadłem z wrażenia) czy nostalgiczne wzmianki o przeszłości. Przeszłości, która powinna jakoś p. Krzysztofa zainspirować, skoro odzyskał już wiarę w siebie i miał środki, by do niej nawiązać.
Jeśli autor potraktuje serio moje uwagi, to z pewnością jeszcze raz krytycznym okiem przyjrzy się swojej twórczości. PS A! jeszcze podzielę się mottem: Lepiej brzydko pełznąć niż efektownie buksować.

16 VII 2014   15:13:15

@Up: Widzę, że w końcu przeczytałeś tekst uważnie i pokusiłeś się o głębszą jego interpretację zarówno pod względem alegorycznym jak i psychologicznym. To się chwali. W tym momencie całość Twoich uwag da się podsumować stwierdzeniem "Nie rozumiem, czemu coś jest tak a nie inaczej", wynikającym z osobistych oczekiwań wobec ludzkich zachowań. Jest to całkowicie zrozumiałe podejście, ale jak zaznaczyłem, czysto subiektywne. I to jest w porządku. Równicześnie jednak trudno oczekiwać, by autor przedstawiając własną wizję kierował się subiektywnymi oczekiwaniami konkretnego odbiorcy. Dlatego też udzielone tutaj protekcjonalnym tonem "porady" są delikatnie mówiąc nie na miejscu.

16 VII 2014   16:14:56

Zajebiste, Dostane itemy?

20 VII 2014   14:58:25

Opowiadanie oryginalne, nie spodziewałem się takiego zakończenia. Czytało się całkiem przyjemnie,chyba poszukam innych prac pana Fiemy.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Fotoilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Pocztówka ze Sztokholmu
Joanna Krystyna Radosz

24 XI 2018

Mogła nie znać środowiskowych plotek, nie wiedzieć, kto się ożenił, a kto rozwiódł, ani który klub wyszkolił najwięcej juniorów, ale doskonale znała daty meczów, szczególnie tych ważnych. Za kilkanaście godzin Paweł i Marcin mieli poprowadzić swoje drużyny w boju o finał Ekstraligi. Na razie jednak wciąż trwała noc, a niedawni i przyszli rywale jedli zgodnie z jednej tacy.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Rozstaje
Agnieszka Osikowicz-Chwaja

20 X 2018

Znał go pan wcześniej. Dusza towarzystwa, wiecznie chętny do żartów i zabawy. Postanowił żyć tak, jak dotąd, nie przejmując się zakazami, Horeną i całym tym gnojem. Dlatego major kazał dać mu nauczkę. Pewnego dnia Mats zniknął i nie było go kilka dni.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Ryż
Leon Baar

8 IX 2018

Musisz mnie posłuchać. Wypuść mnie, wynagrodzę ci. Uciekniemy. Wszystko ci powiem, bo widzę, że jako jedyny masz łeb nie tylko po to, żeby ci deszcz przez szyję nie padał. Fort nie nazywa się Santa Eva. To martwy brzeg. Statki dopływają tu w jedną stronę.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Zło wcielone
— Łukasz Marek Fiema

Obłość do kwadratu
— Miłosz Cybowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.