Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 września 2021
w Esensji w Esensjopedii

Karolina „Nem” Cisowska
‹Nazywam się Samotność›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorKarolina „Nem” Cisowska
TytułNazywam się Samotność
OpisAutorka pisze:
Dziękuję za inspirację do stworzenia opowiadania Maćkowi „Ubikowi” Wodzie a dedykuję je Maćkowi „Toudiemu” Pitali za powstrzymanie mnie przed jego skasowaniem.
Inne moje publikacje znajdziecie na www.karolina-cisowska.blogspot.com.
Gatunekrealizm magiczny

Nazywam się Samotność

1 2 »
W łazience widzisz jakieś wzory fizyczne, w kuchni natykasz się na gazetki historyczne, w toalecie, w stojaku znajdujesz broszury przyniesione z galerii sztuki i przez chwilę zastanawiasz się, czy aby na pewno żył tu tylko jeden mężczyzna.

Karolina „Nem” Cisowska

Nazywam się Samotność

W łazience widzisz jakieś wzory fizyczne, w kuchni natykasz się na gazetki historyczne, w toalecie, w stojaku znajdujesz broszury przyniesione z galerii sztuki i przez chwilę zastanawiasz się, czy aby na pewno żył tu tylko jeden mężczyzna.

Karolina „Nem” Cisowska
‹Nazywam się Samotność›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorKarolina „Nem” Cisowska
TytułNazywam się Samotność
OpisAutorka pisze:
Dziękuję za inspirację do stworzenia opowiadania Maćkowi „Ubikowi” Wodzie a dedykuję je Maćkowi „Toudiemu” Pitali za powstrzymanie mnie przed jego skasowaniem.
Inne moje publikacje znajdziecie na www.karolina-cisowska.blogspot.com.
Gatunekrealizm magiczny
Tworze,
wybrałem Cię, bo zawsze było Cię mniej niż Twojego cienia. Z Twoich listów wiedziałem już, kim jesteś i że włamujesz się do mojego świata. Ty i wszyscy Tobie podobni tworzycie mnie z samotności.
Samotności,
tylko Ty prócz mnie możesz zrozumieć to uczucie, gdy rzeczywistość dookoła ściera się i blaknie – bo podobnie jak bilety autobusowe jest przeznaczona tylko do jednorazowego przejazdu, a trwa dłużej niż miała w zamierzeniu, wpychana między pamiątki, miętoszona natarczywym wzrokiem i dotykiem chcącym wyłuskać z niej resztki śladu przeszłości – a potem zaczynasz rozumieć, że to Ty na tle świata rozwadniasz się i nikniesz, aż jest Cię mniej niż Twojego własnego cienia. Mój własny dawno przestał mi towarzyszyć, choćby dla szczycenia się swoją wyrazistością. Gdy tylko opływała nas ciemność, ze wstydu uciekał do Ciebie, do Twojej krainy. I ja ją odwiedziłam pewnego dnia.
Jak to zawsze bywa we śnie, nie pamiętam ani jak się tam znalazłam, ani jak pojęłam jej działanie. Zrozumienie wszystkiego było ze mną już wtedy, gdy docierały do mnie pierwsze szczegóły. Już wiedziałam, czemu przymuszony do trójwymiarowej formy płaski papierowy świat poskładany z listów jest taki pusty i taki cichy, że nawet wiatr westchnień nie zechciał go poruszyć. Patrzyły na mnie papierowe zwierzęta, przyglądały się, niepewne czy zacząć się bać, wyraźnie nienawykłe do ruchu. Zrozumiałam historie wszystkich dzieci, które kryjąc się po strychach poznają nieznane im oblicza rodziców odczytując je ze starych, pożółkłych listów zebranych w kartonowych pudłach. Z liści wierzb odkryłam historię kochających się par, którym praca pozwoliła mieć ze sobą kontakt tylko poprzez krótkie notatki przyklejone do lodówki. Trawa szumiała do mnie losem tych, którzy poznali ukochane osoby jedynie poprzez czytanie tego, co tamte po sobie pozostawiły.
Niebem i ziemią ciągnęły skargi, żale, to czego tu najwięcej, listy do nikogo i o niczym pisane, listy do zmarłych, listy, które nie doczekały się koperty i adresata, wszystkie, których nie dotknęło ludzkie oko i spłonęły lub sczezły, a ich jedynym czytelnikiem byłeś Ty. I zobaczyłam na wybrzuszeniu terenu mostek, urokliwy i kruchy, wyglądający ponad tym wszystkim jak nakreślona tuszem japońska akwarela. Wspięłam się na niego, a korytem rzeki płynęła czerń. I taki sam, jak nakreślony pędzlem, ptak siedzący na barierce mostka zwrócił na mnie jedno oko, bo namalowano go profilem i powiedział, a słowa układały się od prawej do lewej, z góry na dół i zostawiały ślad ideogramów w powietrzu, że woda wzbierze, gdy pojawią się na mostku kłódki par, którym się nie udało tak bardzo, że jedno z nich żywot zakończyło w rzece. Widziałam i u nas taką rzekę z kłódkami, widziałam w naszym mieście tak podobną, że aż odczułam niepokój. I do naszej rzeki czasem skakali.
Ilustracja: <a href='mailto:aaturkiewicz@gmail.com'>A. A. Turkiewicz</a>
Ilustracja: A. A. Turkiewicz
Szukałam Cię pośród tego wszystkiego, ale jak zapewne wiesz nie udało mi się znaleźć i musiałam wrócić do świata mniej monochromatycznego, a przecież bardziej pozbawionego kolorów.
Nie udało Ci się mnie odnaleźć za pierwszym razem, jak niemal nic Ci się nie udaje, jeśli tylko może. Wyszukałem wszystkie Twoje listy, a pisałaś je od dawna. Dałaś mi tyle wiedzy o swojej rzeczywistości, że mógłbym Ci ją tu z nich niemal odtworzyć i masz tu już swój własny kąt, wiesz? Już masz. I wszystko w nim jest.
I dom na Spacerowej, w którym się wychowałaś, gdzie tak naprawdę nie pasowałaś, i nigdy na dobre nie było tam dla Ciebie miejsca, tak jakby ktoś napisał już scenariusz życia tej rodziny, a Ciebie dopisał później, wetknął na siłę. Nawet nie dlatego, że należało, ale dlatego, że taki był kaprys producenta. Była ta rodzina bez ciebie doskonała: Twój ojciec to najbardziej typowy z typowych Jay Gatsby, któremu się wydaje, że jest Martinem Edenem, Twoja matka to najbardziej typowa Izabela Łęcka, której się nie wydaje, że jest jakąś inną postacią literacką, bo ona ma z literaturą mniej wspólnego niż ja, a ja przecież znam ją tylko z waszych opowiadań. I wreszcie Twój brat, wielki i wspaniały starszy brat z doskonałą świadomością bycia wielkim i wspaniałym. Wszyscy oni z zacięciem typowym dla ludzi świadomych swojego statusu społecznego realizowali swoje małe role: ojciec pomnażając majątek i uciekając przed matką do zacisza swoich roślinek i swoich marzeń o chwale, którą miał nadzieję ścigać zamiast ścigać pieniądz; matka zajęta udawaniem dobrej gospodyni domowej, udawaniem, że pracuje i w najmniejszym stopniu nie zajęta udawaniem, że jest dobrą żoną i matką, co już dawno jej się znudziło i co nie robiło najmniejszego wrażenia na sąsiadach, a zawsze przecież o dobre wrażenie chodziło. Z bratem miałabyś pewnie lepsze stosunki, gdyby on był dokładnie tak wspaniały, za jakiego go miałaś do piętnastego roku życia i gdybyś Ty była dokładnie tak głupia, za jaką on miał Cię zawsze i ma do teraz. Wymieniając elementy swojego życia, w jakiś sposób zawsze o Tobie zapominał. Opowiadanie o Tobie nie byłoby odpowiednią taktyką podrywu młodych studentek z ambicją na wżenienie się w dobrze postawioną rodzinę czy choćby przespanie się z przystojnym na swój drapieżny sposób studentem. Ty nie wyglądałaś jak oni wszyscy, nie miałaś ciemnych kręconych włosów ani piwnych oczu, byłaś trochę jak chwast wyrośnięty nad grządkę, długa, patykowata, lekko zgarbiona, spłowiało ruda, bez seksapilu, z brakiem charakteru zdradzanym przez jasne brwi i rzęsy, blade wargi niewielkich już i tak ust. Nawet piegów nie miałaś, bo choć one byłyby jakimś urozmaiceniem. Żeby nie błąkać się szlakami wyznaczonymi przez wszechstronnego brata, nie interesowałaś się niemal niczym.
Ilustracja: <a href='mailto:aaturkiewicz@gmail.com'>A. A. Turkiewicz</a>
Ilustracja: A. A. Turkiewicz
Trochę z ulgą przyjęłaś fakt, że nie dostałaś się na Uniwersytet Warszawski, gdzie brat już od dawna rezydował na medycynie, dzieląc czas między pilną naukę, wspaniałe imprezy i sprowadzanie do ogromnego mieszkania kolejnych tymczasowych gospodyń z dodatkową funkcją grzewczą w nocy. Czułaś, że nie pasowałabyś ani do tego mieszkania, ani do uniwersytetu z jego wiecznym wyścigiem szczurów i przerostami ambicji. Ty ambicji nie miałaś, Ty chciałaś żyć tak, by jak najmniej osób odnotowało Twoje istnienie.
Znalazłaś swoje miejsce na końcu świata, na północy kraju, gdzie uczelnie rezygnowały z opłat rekrutacyjnych, byle tylko przyjmować studentów, i to nie na medycynie, a na mało wymagającej i perfekcyjnie bezużytecznej filologii jednego z tych języków, którymi nie posługuje się ani jeden rozsądny człowiek. Od razu spodobało Ci się ospałe miasto, do którego dostać się było niemal nie sposób, jakby wszystkie tory pociągów i wszystkie trasy celowo je omijały, zacieśniały się gdzieś indziej, bo tu przecież w tym kraju ktoś żyje, ludzie młodzi, energiczni i chciwi życia, ale nie tam, tam snuły się tylko cienie postaci w kapeluszach, płaszczach i czerwonych szalikach oraz zapomniane damy z walizkami szukające swoich ukochanych. Tam, choć miasto czerwonawe, wszystko spowijała jakby mgła przeszłości, by kamieniczki nigdy nie zaznały smaku nowej, ruchliwej, dymnej (nie mglistej) cywilizacji. Tam właśnie, wieczorem po rekrutacjach na uczelnię stanęłaś kiedyś na moście, gdzie wisiały setki kłódek. Latarnie rozświetlały wodę i poczułaś dreszcz gdzieś w środku, jakby coś zaraz miało się wydarzyć, ale jak zawsze przydarzyło się nie Tobie. Wyrwał Cię z zamyślenia chichot zakochanej pary, którą z początku wzięłaś za ojca i córkę. Mężczyzna tłumaczył, opiekuńczo obejmując towarzyszkę, że zakochane pary wieszają tu kłódki, gdy za siebie wychodzą, a kluczyk wyrzucają do wody.
– I my też kiedyś powiesimy tu swoją kłódkę – powiedział, a Ty wiedziałaś, że kłamie.
Nie zauważyli Cię, podobnie jak w domu rodzice nie zauważyli Twojego wyjazdu. Tylko napływające na konto pieniądze świadczyły o tym, że w ogóle wiedzą, że dalej istniejesz. Mama nie dzwoniła co tydzień, ale co tydzień przychodziła do ciebie paczka ze słodyczami. Słodycze zawsze wydawały Ci się dobrą rekompensatą w zamian za brak uczuć.
Ilustracja: <a href='mailto:aaturkiewicz@gmail.com'>A. A. Turkiewicz</a>
Ilustracja: A. A. Turkiewicz
W ospałym mieście starych ludzi i nudnych studentów znalazło się jedno takie miejsce, w którym przyjęli Cię z otwartymi ramionami. Mieszkanie było skandalicznie tanie jak na tak dobrą miejscówkę, nawet biorąc pod uwagę to, że ulokowano je w piwnicy kamieniczki z oknem od wewnątrz spokojnego podwórka. Właściciel bardzo niepewnie wprowadzał Cię do środka kawalerki. Ceglaste ściany dawno temu ktoś pokrył wapnem, ale to równie dobrze mogła być farba, bo straciły już biel na rzecz sepiowego koloru starych książek (lub listów, z których składa się mój świat) poplamiona na rogach jak… (kartka papieru) jak brudny obrus barowego stołu. A w jedynym pokoju ponad śladem na ścianie w miejscu, w którym chyba kiedyś stało krzesło, widnieje gigantyczny wypalony obrys, jak dwa skrzydła rozstrzelone na gwiazdozbiór drobniejszych plamek. Czarnorudy obrys czegoś, co spłonęło tak gwałtownie, że pozostawiło po sobie ślad prawdopodobnie nie do zmycia i nie do zamalowania.
Właściciel patrzył na Twoją twarz, w napięciu oczekując reakcji. Ale Ty nie spytałaś co to, nie spytałaś jak się tu znalazło, ani co się tu stało. Uśmiechałaś się, ale tak ledwo widocznie, tylko do siebie.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Nawet magia
Tomasz Grysztar

4 IX 2021

Po drugiej stronie tunelu zobaczyła Czarka oplątującego stworzenie całym pękiem korzeni. A potem w magicznym lesie zaczęło dziać się więcej, niż kiedykolwiek wcześniej, kiedy tam była. Drzewa kołysały się, jakby tańczyły. Z ziemi poderwało się mnóstwo liści i wszystkie zalśniły. Wzleciały setkami, może nawet tysiącami, ale i tak prawie ich nie ubyło na dole.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opowieści starego nawigatora: Tylko nie z robotami!
Paweł Wolski

10 VII 2021

Na potrzeby zwiększonej grawitacji na HD 85512b naukowcy i farmerzy wypracowali miliardową populację nowych, trawożernych ras, muskularnych i niemal bezmózgich pięciotonowców na krótkich, silnych nogach. Poza rozlicznymi zaletami, miały jedną podstawową wadę: bez opamiętania żarły i rosły więc, no cóż… sami rozumiecie. Produkty ich przemiany materii trzeba było nieustannie z tej przemiłej planetki wywozić.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Wiatr
Marcin Pindel

26 VI 2021

Jak to dokładnie robi, tego nikt nie wie, ale z pewnością nie działa na zupełnie przypadkowych ludzi. Bo zarówno Majerczyka, jak i Gachów od dłuższego czasu coś trapiło. Wyrzuty sumienia, poczucie winy, jakiś niepokój czy żal. Założę się, że jakby zbadać kolejno każdą z podobnych spraw, wniosek byłby jeden: ci ludzie od dłuższego czasu z czymś się zmagali. A halny w końcu przyszedł i pomógł im ze sobą skończyć.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

***
— Karolina „Nem” Cisowska

Świat Bezcienia
— Karolina „Nem” Cisowska

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.