Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 grudnia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Łukasz Marek Fiema
‹Zło wcielone›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorŁukasz Marek Fiema
TytułZło wcielone
OpisAutor pisze o sobie:
Z wykształcenia historyk, absolwent Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. W latach 2000-2008 współpracował z wydawnictwem Portal pisząc artykuły związane z różnymi systemami RPG, głównie scenariusze przygód oraz recenzje. Teksty publikował najpierw w dwumiesięczniku „Portal”, a potem w „Gwiezdnym Piracie”. Oprócz tego jest współautorem dwóch dodatków do gry fabularnej Neuroshima. Jego opowiadania pojawiały się również w biuletynach i antologiach Śląskiego Klubu Fantastyki.
Gatunekgroza / horror, historyczna

Zło wcielone

1 2 3 4 »
Siedzący nieopodal mnisi spojrzeli po sobie trwożnie i głębiej naciągnęli kaptury, a kupiec aż się zachłysnął popijanym trunkiem. Chwilę zajęło, nim doszedł do siebie i złapał powietrze zwłaszcza, że rycerz huknął go znów w plecy, tym razem mocniej.

Łukasz Marek Fiema

Zło wcielone

Siedzący nieopodal mnisi spojrzeli po sobie trwożnie i głębiej naciągnęli kaptury, a kupiec aż się zachłysnął popijanym trunkiem. Chwilę zajęło, nim doszedł do siebie i złapał powietrze zwłaszcza, że rycerz huknął go znów w plecy, tym razem mocniej.

Łukasz Marek Fiema
‹Zło wcielone›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorŁukasz Marek Fiema
TytułZło wcielone
OpisAutor pisze o sobie:
Z wykształcenia historyk, absolwent Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. W latach 2000-2008 współpracował z wydawnictwem Portal pisząc artykuły związane z różnymi systemami RPG, głównie scenariusze przygód oraz recenzje. Teksty publikował najpierw w dwumiesięczniku „Portal”, a potem w „Gwiezdnym Piracie”. Oprócz tego jest współautorem dwóch dodatków do gry fabularnej Neuroshima. Jego opowiadania pojawiały się również w biuletynach i antologiach Śląskiego Klubu Fantastyki.
Gatunekgroza / horror, historyczna
Rycerz przybył do miasteczka tuż przed zmierzchem. Padający deszcz przybierał na sile, kiedy mężczyzna powoli wjechał błotnistą uliczką pomiędzy pierwsze zabudowania. Zatrzymał się nieopodal rozświetlonej karczmy, zsiadł z konia, po czym przez chwilę rozglądał się dookoła. Miasteczko nie wyróżniało się niczym szczególnym. Przypominało inne niewielkie mieściny leżące wzdłuż książęcego traktu. Rycerz omiótł surowym wzrokiem kilkanaście stłoczonych obok siebie budynków, stajnię, zadaszoną studnię i stojącą na uboczu, chylącą się ku ziemi kaplicę. Z pozoru nie było tu nic godnego uwagi.
Tknięty nagłym przeczuciem uniósł dłoń, spoglądając na ozdobny pierścień. Oprawiony w srebro górski kryształ, zazwyczaj nieco tylko poszarzały, był matowy i mętny jak burzowe niebo. Kamień świętego Eliasza nigdy się nie mylił. Dosięgły tych spokojnych stron nikczemność oraz zepsucie, które należało bez wahania, ku chwale Świętego Trybunału, wyplenić. W szczególności należało się upewnić, czy nie znaleźli tu gdzieś kryjówki heretycy, parający się zakazaną sztuką nekromancji. Bezcześcili oni ludzkie szczątki nadając im pozory życia, czym ciężko grzeszyli przeciwko naturze i boskim prawom. Rycerz mimowolnie zacisnął pięści, myśląc o wszelkiego rodzaju odszczepieńcach oraz bluźniercach, którzy ostatnimi czasy coraz zuchwalej poczynali sobie na ziemiach Cesarstwa.
Uchylił drzwi kaplicy i zajrzał do środka, lecz nie ujrzał wewnątrz nic wzbudzającego podejrzenia. Żadnych zakazanych symboli wyrysowanych kredą na kamiennej posadzce, żadnych bluźnierczych glifów ani resztek czarnych świec. Znalazł jedynie kurz, pajęczyny oraz nieco połamanych ławek. Budowla musiała od dawna stać zaniedbana, co niewątpliwie oznaczało, że tutejsi ludzie nie mają w sobie wiary ani szacunku dla Boga.
Zaburczało mu w brzuchu. Ostatni posiłek, nie licząc sucharów popijanych źródlaną wodą, jadł dwa dni temu, kiedy zatrzymał się w przydrożnej gospodzie. Zważywszy na to oraz czując coraz większy głód, postanowił odłożyć na później przetrząsanie miasteczka w poszukiwaniu sług ciemności i ochoczo skierował swe kroki ku rozświetlonemu budynkowi.
• • •
Hans siedział na przewróconej beczce w kącie izby i rozglądał się znudzonym wzrokiem po karczmie. Wnętrze pełne było ludzi. Wszystkie ławy pozajmowano a ci, dla których nie starczyło miejsca, stali pod ścianami trzymając półmiski lub kufle, bądź przeciskali się przez tłum, daremnie szukając czegoś, na czym można usiąść. Odgłos rozmów, okrzyki gości oraz skoczne takty wygrywane na skrzypcach i flecie przez synów kowala momentami zagłuszały narastający łoskot deszczu, wściekle walącego w szyby z mętnego szkła.
Chłopak nie miał co robić. Cały dzień pracował w stajni i obejściu a teraz, pod wieczór, ojciec dał mu czas wolny. Tyle że w taką pogodę nie chciało mu się wystawiać nosa poza próg ojcowskiej karczmy. Oczywiście, mógł pomóc siostrom w kuchni gdyby chciał, ale stwierdził, że przyglądanie się gościom oraz podsłuchiwanie ich rozmów jest mimo wszystko ciekawsze niż stanie przy garnkach.
Spoglądał to tu, to tam, patrząc na ludzi. Znał większość z nich, gdyż byli to mieszkańcy miasteczka, jak co wieczór odwiedzający karczmę. Przyjezdnych dostrzegł niewielu. Przy płonącym kominku siedziało trzech knechtów, kompletnie pijanych. Dyskutowali o czymś zawzięcie bełkotliwymi głosami, co chwila wybuchając ochrypłym śmiechem. Nieco dalej, w kącie sali, widział czterech zakapturzonych mnichów w szarych habitach. Zapewne odbywali pielgrzymkę do jakiegoś świętego miejsca, jak to bywało zwyczajem wędrujących tędy pątników. Pod oknem zaś zajęli miejsca dwaj poważni jegomoście, wyglądający na kupców bądź poborców podatkowych, na co wskazywał strój oraz piętrzący się obok nich stos papierów. Pochłonięci byli przeglądaniem dokumentów i skrzętnym zapisywaniem czegoś. Wszyscy oni przybyli tu dzisiejszego dnia, a jutro zapewne wyruszą w dalszą drogę, gdy tylko posilą się i wypoczną. Nikt nie zostawał nigdy dłużej w Rotenheim, bo nie było po co. Mała, uboga mieścina mogła zapewnić co najwyżej nocleg oraz schronienie podczas niepogody. Jedynie karczma i kuźnia były miejscami odwiedzanymi niekiedy przez przybyszów podążających książęcym traktem.
Myśląc o podróżnych Hans przypomniał sobie owego dziwnego człowieka, który zjawił się tutaj przeszło miesiąc temu i dla odmiany ani myślał odjechać. Chudy, niezwykle blady, o podkrążonych oczach oraz ponurym, wiecznie nieobecnym spojrzeniu, już samym swym wyglądem wzbudzał zainteresowanie. Chodził zawsze odziany w połatane czarne szaty oraz drewniane chodaki, jakby nie posiadał żadnych innych ubrań, chociaż przywiózł ze sobą kilka pokaźnych kufrów.
Z początku, przez pierwszych kilka dni, mieszkał w karczmie na poddaszu. Niechętnie rozmawiał z ludźmi. Godzinami przesiadywał w swej izdebce, wychodząc tylko na skromny posiłek. Niekiedy też chyłkiem wymykał się w nocy i wracał nad ranem. Płacił jednak srebrem, więc ojciec nie zadawał pytań, chociaż obecność osobliwego, małomównego gościa zaczęła go w końcu niepokoić, podobnie jak innych mieszkańców. Później przeniósł się on do opuszczonego domostwa nieopodal miasteczka. Tego samego, w którym zeszłego lata powiesił się szalony Friedrich, miejscowy grabarz. Od tamtego czasu dom stał pusty, gdyż nikt nie chciał w nim zamieszkać tym bardziej, że budynek znajdował się na uboczu, tuż pod lasem. Nieznajomy zadomowił się tam na dobre i w samym miasteczku nie pojawiał się już prawie wcale. Od czasu do czasu bywał u niego skryba pracujący dla burmistrza. Zaopatrywał przybysza w inkaust i papier. Niekiedy również przynosił listy, jakie dla niego pozostawiali kurierzy, regularnie przejeżdżający przez Rotenheim.
Hans był wielce ciekaw, kim jest nieznajomy i czego tutaj szuka. Pewnego wieczora, znajdując w sobie dość odwagi, podkradł się więc pod jego dom. Wszystkie okiennice były zamknięte i nie dostrzegł nic poza wątłym odblaskiem świec, padającym przez szpary jednej z nich. Właściciel jednak bez wątpienia nigdzie nie wyszedł, gdyż przystawiając ucho do drzwi dało się usłyszeć jego głuchy, bezbarwny głos. Chłopak nie mógł do końca zrozumieć, o czym rozprawia nieznajomy, jednak przysłuchując się ze zdumieniem stwierdził, że brzmiało to tak, jakby dwóch ludzi prowadziło ze sobą rozmowę, choć przecież nikogo innego nie słyszał. Przybysz na przemian to zadawał sobie jakieś pytania, na które sam odpowiadał, to gniewnie wygrażał komuś, by później potulnie przytakiwać. Wówczas Hans poczuł ciarki na plecach. Strach, który dopadł go na myśl o tym, co dzieje się wewnątrz domu zmarłego grabarza i jakie towarzystwo może mieć dziwny przybysz sprawił, że uciekał stamtąd biegnąc co tchu z chyżością, jakiej nigdy by się po sobie nie spodziewał.
Przerwał rozmyślania, gdy w tłumie gości wypełniających karczmę dostrzegł okrągłą, rumianą twarz, ozdobioną starannie przystrzyżonym wąsem. Oswald rzadko bywał w miasteczku, ale najwyraźniej kupieckie interesy znów przygnały go w te strony. Zawsze gdy się zjawiał, chętnie opowiadał o wszystkim co widział, podczas swych podróży. Z ochotą mówił o karawanach, podążających przez piaski pustyni z odległej Arabii, o zaśnieżonych traktach dalekiej północy, o walce z watahami wilków lub rabusiami grasującymi po lasach. Hans nie bywał nigdy dalej niż w Falkenbergu, gdzie co pół roku jeździł z ojcem na jarmark, więc słuchał tych historii z zapartym tchem.
Kupiec również go zobaczył, uśmiechnął się i skinął na niego dłonią. Chłopak odwzajemniając uśmiech pomyślał, że być może ten wieczór nie będzie tak nudny jak wcześniej sądził, po czym zeskoczył z beczki i zaczął przeciskać się przez tłum.
• • •
Rycerz naparł dłonią na dębowe drzwi karczmy i pchnął je mocno. Gdy rozwarły się na oścież, dotarły do niego blask płonących świec oraz wszechobecna woń przypalonej kaszy, zmieszana z apetycznym zapachem pieczonego mięsiwa, mile drażniącym podniebienie. Zatrzymał się w progu i przełknął ślinę. Zmarszczył brwi. Karczmę szczelnie wypełniał tłum ludzi, stojących lub siedzących gdzie się dało. Wydawało się, że nikt nie zauważył jego przybycia. Jedynie siwy staruszek, usadowiony przy wejściu, spojrzał na niego rozbieganym wzrokiem, po czym beknął, uniósł gliniany kufel i kiwnąwszy się na stołku oparł o ścianę przymykając oczy. To sprawiło, że rycerz poczuł się wyraźnie zlekceważony. Nic nie dał jednak po sobie poznać. Odgarnął tylko z czoła mokry kosmyk jasnych włosów, zarzucił na ramię połę białego płaszcza i poprawił ryngraf lśniący na piersi. Następnie zaś, rozpychając się łokciami na prawo i lewo, ruszył przed siebie z zamiarem odnalezienia właściciela tego przybytku.
Przedarł się przez zatłoczoną izbę i dotarł do szynkwasu. Tłusty karczmarz o twarzy czerwonej jak burak pochłonięty był właśnie wynoszeniem z kuchni kolejnych półmisków, więc nawet na niego nie spojrzał.
1 2 3 4 »

Komentarze

27 X 2014   20:38:37

Tym razem u mojego ulubionego autora wyraźnie szwankuje interpunkcja. Przykładów jest sporo (podaję poprawne umiejscowienie przecinka): 1., zwłaszcza że (hej, ten kiks poszedł w zajawce) 2., tym bardziej że 3. przybyszów, podążających 3. połatane, czarne szaty 4. stamtąd, biegnąc 5. o wszystkim, co widział 6. pokiwał głową, pomrukując... itd, itp. Ty też się popraw, korekto

28 X 2014   04:40:00

Niestety, tutaj nie tylko korekta dała plamę. Delikatna redakcja i kilka cięć w akapitach również jest potrzebne.

28 X 2014   15:57:34

Drobne i w gruncie rzeczy mało istotne niedopatrzenia na etapie korekty absolutnie nie przeszkodziły mi w pozytywnym odbiorze tego całkiem dobrego tekstu. Autor umiejętnie operuje językiem, oś fabularna została skonstruowana w ciekawy sposób, a do tego zgrabnie doprawiono ją czarnym humorem. Można również pokusić się o stwierdzenie, że opowiadanie zawiera elementy kryminału. Jeśli chodzi o mnie, niemal do końca nie byłem pewien, co sądzić o tajemniczym przybyszu. Dopiero zaskakujące zakończenie wszystko wyjaśniło.

30 X 2014   18:11:09

Gdy słowo pisane maluje bajeczny obraz w Twej głowie i przenosi Cię w odległy świat fantazji, w którym znikasz na dłuższą chwilę ... bez wątpienia jest to sukces :)

30 X 2014   22:51:53

To już drugie opowiadanie tego autora, które dane mi było przeczytać na tym portalu. Jak poprzednim razem, nie zawiodłem się. Powiem więcej, czytałem z zapartym tchem, ciekaw co wydarzy się za chwilkę. Bardzo podoba mi się opowiadanie historii, w taki sposób, jak to robi pan Łukasz. Chodzi mi o te zmiany obiektu, który w danym momencie znajduje się w centrum uwagi czytelnika. Każdy z bohaterów ma odmienny, mocno zarysowany na tle innych profil psychologiczny. Każdego z nich można również polubić, za jakąś cechę bądź sposób bycia. Wydaje mi się, że ten zabieg zapobiega pewnego rodzaju znużeniu, które mogło by się pojawić przy nieszczęśliwym doborze słów. Z początku powoli, akcja przyśpiesza, aby pod sam koniec zacząć galopować ku rozwiązaniu. Jak i ona, tak ja czytałem każde kolejne zdanie coraz szybciej, podświadomie próbując zgadnąć co czeka mnie za chwilkę.
Streszczając się, muszę powiedzieć, że opowiadanie było naprawdę dobre. Widać, że autor zna się na tym co robi i co najważniejsze umie to robić.

04 XI 2014   12:17:35

Niesamowicie plastycznie zbudowane obrazy pozwalają niemal otrzeć sie o bohaterów, poczuć zapach miejsc, które odwiedzają. Wyobraźnia zostaje uruchomiona na płaszczyznach kilku zmysłów jednocześnie. Całkiem zgrabnie, płynnie opowiedziana historia i należytym szacunkiem oddanym szczegółom.

10 VI 2017   00:04:21

:)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Fotoilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Pocztówka ze Sztokholmu
Joanna Krystyna Radosz

24 XI 2018

Mogła nie znać środowiskowych plotek, nie wiedzieć, kto się ożenił, a kto rozwiódł, ani który klub wyszkolił najwięcej juniorów, ale doskonale znała daty meczów, szczególnie tych ważnych. Za kilkanaście godzin Paweł i Marcin mieli poprowadzić swoje drużyny w boju o finał Ekstraligi. Na razie jednak wciąż trwała noc, a niedawni i przyszli rywale jedli zgodnie z jednej tacy.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Rozstaje
Agnieszka Osikowicz-Chwaja

20 X 2018

Znał go pan wcześniej. Dusza towarzystwa, wiecznie chętny do żartów i zabawy. Postanowił żyć tak, jak dotąd, nie przejmując się zakazami, Horeną i całym tym gnojem. Dlatego major kazał dać mu nauczkę. Pewnego dnia Mats zniknął i nie było go kilka dni.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Ryż
Leon Baar

8 IX 2018

Musisz mnie posłuchać. Wypuść mnie, wynagrodzę ci. Uciekniemy. Wszystko ci powiem, bo widzę, że jako jedyny masz łeb nie tylko po to, żeby ci deszcz przez szyję nie padał. Fort nie nazywa się Santa Eva. To martwy brzeg. Statki dopływają tu w jedną stronę.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Diabeł
— Łukasz Marek Fiema

Obłość do kwadratu
— Miłosz Cybowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.