Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 czerwca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Anna Robak-Reczek
‹Spotkanie›

WASZ EKSTRAKT:
100,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna Robak-Reczek
TytułSpotkanie
OpisAutorka pisze o sobie:
Piszę „od zawsze” — opowiadania, scenariusze, bajki, wiersze. Myślę, że pozostaje mi tylko życzyć czytelnikom interesujacych wrażeń z lektury moich tekstów.
Gatunekobyczajowa

Spotkanie

1 2 »
Rozejrzał się po pokoju. Wszystko było na swoim miejscu, od lat tym samym. Każda rzecz była znana, swojska. Znany krajobraz jego pokoju wydał mu się oazą stałości i bezpieczeństwa. Farba na ścianie nieco już wyblakła, ale malowanie planował dopiero na następny rok. Zegar na komodzie od lat chodził bez zarzutu. Co dwa lata oddawał go przecież do przeglądu. Już wpół do piątej. Coś go dławiło, wziął głęboki oddech.

Anna Robak-Reczek

Spotkanie

Rozejrzał się po pokoju. Wszystko było na swoim miejscu, od lat tym samym. Każda rzecz była znana, swojska. Znany krajobraz jego pokoju wydał mu się oazą stałości i bezpieczeństwa. Farba na ścianie nieco już wyblakła, ale malowanie planował dopiero na następny rok. Zegar na komodzie od lat chodził bez zarzutu. Co dwa lata oddawał go przecież do przeglądu. Już wpół do piątej. Coś go dławiło, wziął głęboki oddech.

Anna Robak-Reczek
‹Spotkanie›

WASZ EKSTRAKT:
100,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna Robak-Reczek
TytułSpotkanie
OpisAutorka pisze o sobie:
Piszę „od zawsze” — opowiadania, scenariusze, bajki, wiersze. Myślę, że pozostaje mi tylko życzyć czytelnikom interesujacych wrażeń z lektury moich tekstów.
Gatunekobyczajowa
Zdjął siatkę z kołeczka przy drzwiach. Zauważył, że ucho jest nieco naderwane. W pamięci Zanotował, żeby zszyć po powrocie z zakupów. To jeszcze bardzo porządna siatka. Sprawdził po raz trzeci, czy ma portfel (lepiej się nie wracać). Zamknął drzwi: górny zamek dwa razy w lewo, środkowy w prawo, dolny dwa razy w prawo. Od schodów wrócił się jeszcze i nacisnął klamkę. Zamknięte. Uspokojony wyszedł z bloku. Zaraz za chłodną klatką schodową uderzył go upał. No tak, zapowiadali to i w Wiadomościach i w TVN-ie. Spokojnym krokiem ruszył w stronę bazarku. Podwórko było ciche i spokojne. Dzieci jeszcze były na wakacjach. Wrócą pewnie pod koniec sierpnia. Mógł bez przeszkód przeciąć boisko do koszykówki, co znacznie skracało drogę. Przy wejściu na bazarek jakaś kobieta w łachmanach wyciągała rękę po jałmużnę. Ominął ją, czując lekki wstręt do jej brudnych dłoni. Zanim zdecydował, gdzie tego dnia zrobi zakupy, obszedł wszystkie stoiska. Ceny pomidorów od kilku dni były bez zmian, chyba już nie spadną niżej. Za to truskawki znów osiągały wysokie ceny — te późne odmiany zwykle były drogie. Wyłowił najtańsze stoiska. Wyjął karteczkę z listą zakupów i ściśle się jej trzymając, kupił pół kilo ziemniaków, pół kilo pomidorów (należy jeść pomidory, gdy jest na nie sezon), pół kilo marchwi, śliwki — cały kilogram. Dziś środa, więc na obiad będzie drób. Jedno danie — w taki upał obejdzie się bez zupy. Skierował się do budki z kurczakami. Bazar żył swoim własnym, leniwym życiem. Sprzedawcy prowadzili pogaduchy ponad głowami klientów, którym się nigdzie nie spieszyło. O tej porze przychodzili emeryci, renciści, bezrobotni i młode matki. Pośpiech i nerwowa atmosfera zaczynały się dopiero po południu. Słońce zalewało bazar jaskrawym światłem, mieszały się zapachy. Załatwił sprawunki, zanim zdołał zmęczyć się panującą duchotą. Na liście zakupów została mu już tylko jedna pozycja — proszek do prania. Proszek „E”, którego używał niezmiennie od lat, najtaniej można było kupić w małym sklepiku tuż przy bazarku. Mógłby tam trafić z zamkniętymi oczami. Każdy kawałek tego osiedla miał dokładnie oswojony, mieszkał tu od lat dwudziestu pięciu. Wystarczająco długo, by znać każdą płytę chodnikową, każdy krzaczek. Zmiany w wyglądzie osiedla następowały powoli — tak, że nawet ich nie zauważał, jak nie widział zmian na twarzy, którą oglądał dzień w dzień w lustrze.
Po wejściu do mrocznego sklepu przez chwilę nie widział zbyt wiele. Kiedy wzrok przywykł do mniejszej ilości światła, było już za późno. Zapuchnięte od płaczu oczy ekspedientki powstrzymały go od panicznej ucieczki. Nie mógł umknąć przed jej szlochem, przykuła go do miejsca swoim nieszczęściem. Łzy płynęły na jej biały fartuszek a ona nawet nie usiłowała ich powstrzymać. Była w niej taka beznadziejna rozpacz, że nie można było wyjść i udać, że nic się nie stało. Siatka z zakupami ciążyła mu w ręku, więc ostrożnie postawił ją koło stóp. Kobieta płakała, on patrzał na nią bezradnie, nie wiedząc, co zrobić. Czuł się niezręcznie. Wyciągnął więc rękę i szybkim ruchem dotknął jej dłoni. Sam był zdziwiony swoim gestem. Jakby na próbę, jeszcze raz dotknął kobiety. Chyba pomogło, bo szlochanie stało się cichsze. Kobieta uspokajała się bardzo powoli. Nie bardzo wiedząc, co dalej, rozejrzał się po sklepiku. Wziął paczkę chusteczek higienicznych ze stojaka i niezdarnie otworzył. Ekspedientka przyjęła chusteczkę, wytarła twarz. Wtedy, pchnięty tajemniczym dla niego impulsem, pochylił się i położył jej obie ręce na ramionach.
— Lepiej pani? — zapytał.
Pokiwała głową. Pogładził ją po ramieniu szorstkim ruchem.
— Ja… stracę to wszystko — wydusiła z siebie kobieta i na nowo uderzyła w płacz.
— Proszę nie płakać — powiedział z przejęciem, bo naprawdę zależało mu na tym, żeby ta cała niezręczna sytuacja już się skończyła. Ku jego przerażeniu kobieta oparła czoło na jego dłoni i szlochała cichutko. W końcu wylała już chyba wszystkie łzy, bo podniosła głowę i nawet próbowała się uśmiechnąć.
— Przepraszam pana za tą scenę — powiedziała. — Wie pan, właśnie się dowiedziałam, że mogą mi zabrać ten sklepik i samochód. Może i to nie wystarczy.
Pokiwał głową, żeby dać jej znać, że słucha. Kobieta spojrzała na niego przytomniej. Wzbudził jej zaufanie, bo zaczęła się zwierzać:
— Jeden taki mnie oszukał. Chciał, żebym wzięła dla niego kredyt — on nie miał stałej pracy. Ja tam nie mam czasu po bankach chodzić — dałam mu upoważnienia wszystkie. On w banku pokazał jakieś fałszywe dokumenty i wziął kredyt na straszne pieniądze. I tyle go widzieli. A ja nie mam już czym spłacać. Chodziłam, prosiłam w banku, ale nie chcieli słuchać. Dochodziłam i w policji, ale gdzie tam, mówią, że pewnie nieprędko go złapią, jeśli w ogóle. Ja nie mam żadnych oszczędności, ani od kogo pożyczyć. Ani nawet co miesiąc nie mam z czego płacić. I zabiorą mi sklep, bo on ten kredyt wziął pod zastaw sklepu.
Nie miał pojęcia, co na to powiedzieć. Nierozważne postępowanie kobiety w kwestiach finansowych wydawało mu się po prostu głupotą.
— Może jeszcze coś da się zrobić? — zapytał bez przekonania.
Kobieta westchnęła ciężko.
— Proszę pana, 45ja jestem sama, wdowa. Córka daleko, nawet raz w miesiącu nie dzwoni, całkiem jej matka obojętna. Znikąd pomocy. Ten sklepik to z oszczędności całego życia kupiłam i jeszcze kredyt brałam na początek. To cały mój dochód, a wiele tego nie jest.
Pokiwał znów głową. Myślał tylko o tym, by jak najszybciej wydostać się z tego sklepiku i w spokoju swojego mieszkania zapomnieć o całym zdarzeniu.
— Wie pan — ciągnęła tymczasem kobieta — to przez moją głupotę, przez serce. Łajdak wiedział, jak podejść kobietę, to i zaufałam całkiem. Och, żebym ja go teraz dopadła! Ale gdzie tam, szukaj wiatru w polu. Zabiorą wszystko. Dzwoniła dziś z banku, że nie rozłożą na mniejsze raty. Do końca życia bym spłacała, ale dałabym radę. A tak… — westchnęła ciężko.
Nagle jakby się obudziła:
— A ja tak pana zanudzam, przepraszam. Ale pan taki miły, że słuchał, aż mi lżej, jak powiedziałam.
Zupełnie nie wiedział, co zrobić. Dawno, dawno wyszedł z wprawy w rozmowach z ludźmi.
— Wie pan co, pan się napije ze mną herbatki, dobrze? — zapytała kobieta. — To się całkiem przy panu uspokoję.
Nie potrafił odmówić, kobieta przyjęła za pewnik, że jej nie odmówi. Podeszła do drzwi, przekręciła klucz.
— Proszę, pan sobie usiądzie na tym krzesełeczku, zrobię herbatkę, dobrze? — powiedziała i znikła za zasłonką.
Bezradnie usiadł na wskazanym stołeczku. Nie bardzo wiedział, co zrobić z rękoma. W końcu zaplótł je na piersiach.
— Tak pana absorbuję, ale przecież pan to jakby znajomy, stały klient — usłyszał zza zasłonki.
Nie podobała mu się myśl, że został zapamiętany, rozpoznany.
— Pan zawsze kupuje te same rzeczy. — ciągnęła kobieta zza zasłonki. — O, jest już herbatka — przyniosła dwa parujące kubki.
— Pani pamięta? — zapytał, naprawdę zaniepokojony.
Ilustracja: Michał ‘VoNd’ Bagiński
Ilustracja: Michał ‘VoNd’ Bagiński
— Oczywiście, przecież od lat to samo: pasta do zębów Colodent, proszek E, płyn do mycia naczyń — tylko Ludwik, a jeśli krem — to oczywiście Nivea. I jeszcze krem do golenia, maszynki jednorazowe; jak szampon do włosów, to rumiankowy. Tylko wodę toaletową nie u mnie pan kupuje, ale też wiem, że to Wars. Prawda?
Przerażony wiedzą, jaką miała o nim — przytaknął. Ale kobieta, wyczuwając widać jego niepokój, uśmiechnęła się do niego. Jej uśmiech był ciepły i uspokajający, więc już bez oporu powiedział:
— Bo wodę mają tańszą w tamtym drugim sklepie, w pawilonach.
Z wyrozumiałością pokiwała głową. Szybko przychodziła do siebie.
— Wie pan, może ja jednak pojadę jeszcze do nich do banku? Jeszcze raz spróbuję, co mam do stracenia?
Przytaknął. Powoli oswajał się.
— Mam na imię Janina — wyciągnęła do niego rękę.
— Wiktor Iłłowski — powiedział wstając i ściskając wyciągniętą dłoń.
Uśmiechnęła się do niego po raz kolejny.
• • •
Sam nie wiedział, jak to się stało, że wyszedł ze sklepiku dopiero po godzinie, kupiwszy ostatecznie proszek do prania. Ustalony raz na zawsze rytm jego dnia uległ poważnemu zachwianiu. Musiał się spieszyć, nadrobić stracone minuty. Zabrał się do przygotowywania obiadu z tą samą, co zawsze, starannością. Czuł się jednak wytrącony z równowagi. Staranne obieranie marchewki i ziemniaków uspokajało go i przywracało bezpiecznym i znanym granicom jego świata. Po popołudniowej drzemce i podwieczorku obejrzał, jak zwykle, Teleexpress. Potem spacer — należy spacerować codziennie, przynajmniej godzinę. To wpływa dodatnio na zdrowie. Lekarz, którego odwiedzał regularnie raz w miesiącu pełen był podziwu dla jego stanu zdrowia. Cóż, nigdy nie palił, unikał alkoholu, sypiał w dobrze przewietrzonym pomieszczeniu. No i oczywiście regularny tryb życia — podstawa dobrego zdrowia. Doskonale zorganizowany dzień daje spokój i pewność. W dzisiejszych czasach bardzo trzeba o to dbać.
1 2 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Auto da fe
Agnieszka Fulińska

8 VI 2019

Nie potrafił jej pomóc. Gdyby gorączka złapała ją kilka lat później, wyleczyłby ją, tak jak uzdrowił ranną lisicę w lesie, jak leczył własne rany, kiedy błąkał się na pograniczu szkocko-angielskim, nie wiedząc, dokąd się udać.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Chomik
Marta Potocka

25 V 2019

Z chomikami najtrudniejszy jest pierwszy krok. Im dłużej chomikują, tym trudniej jest ich złamać, ale kiedy już raz sprzeniewierzą się swoim chorym zasadom, zwykle puszczają im hamulce i rozpoczyna się konsumpcyjna orgia.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Grzechy naszych ojców
Maria Dunkel

13 IV 2019

Ashora obudziła się pośród buchających kłębów czarnego dymu, gorąca, niespodziewanej białej jasności, smrodu palonego mięsa i wrzasków, które zlewały się w jej uszach w przeraźliwą kakofonię. Nie zdążyła nawet krzyknąć, gdy matka zgarnęła ją z posłania wraz z kocem, przycisnęła do siebie i pobiegła, zgięta wpół, przez krajobraz zniszczenia. Kolejny nalot spopielił ich namiot do szczętu.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Bezpieczna przestrzeń
— Anna Robak-Reczek

Zaufanie
— Anna Robak-Reczek

Czerwcowe
— Anna Robak

W trakcie

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.