Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Paweł Lach
‹Pierwszy dzień zimy›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorPaweł Lach
TytułPierwszy dzień zimy
OpisUrodzony w orwellowskim roku 1984. Mieszka i pracuje w Oświęcimiu, gdzie angażuje się w działalność lokalnego Klubu Fantastyki. Debiutował w 2009 roku na łamach „Magazynu Fantastycznego”. Od tamtej pory opublikował kilkanaście opowiadań, m.in. w Fantastyce Wydaniu Specjalnym, Esensji, Creatio Fantastica, Fahrenheicie i antologiach. Bez opamiętania zasłuchany w muzyce – od amerykańskiego folku po death metal – co znajduje swój upust we współpracy publicystycznej i recenzenckiej z paroma portalami muzycznymi.
Gatunekgroza / horror

Pierwszy dzień zimy

1 2 3 5 »
W końcu pojawili się oni. Snuli się pomiędzy drzewami, jakby czegoś chcieli. Czy mieli ciała? Tego nie wiedzieliśmy z początku. Później jednak okazało się, że czuli głód, a więc sami musieli być na swój sposób żywi i mieć ciała, choć różne od naszych. Czy mieli duszę? Tego też nie wiem, Erhardzie, ale mogła to być dusza czarna, pełna zła.

Paweł Lach

Pierwszy dzień zimy

W końcu pojawili się oni. Snuli się pomiędzy drzewami, jakby czegoś chcieli. Czy mieli ciała? Tego nie wiedzieliśmy z początku. Później jednak okazało się, że czuli głód, a więc sami musieli być na swój sposób żywi i mieć ciała, choć różne od naszych. Czy mieli duszę? Tego też nie wiem, Erhardzie, ale mogła to być dusza czarna, pełna zła.

Paweł Lach
‹Pierwszy dzień zimy›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorPaweł Lach
TytułPierwszy dzień zimy
OpisUrodzony w orwellowskim roku 1984. Mieszka i pracuje w Oświęcimiu, gdzie angażuje się w działalność lokalnego Klubu Fantastyki. Debiutował w 2009 roku na łamach „Magazynu Fantastycznego”. Od tamtej pory opublikował kilkanaście opowiadań, m.in. w Fantastyce Wydaniu Specjalnym, Esensji, Creatio Fantastica, Fahrenheicie i antologiach. Bez opamiętania zasłuchany w muzyce – od amerykańskiego folku po death metal – co znajduje swój upust we współpracy publicystycznej i recenzenckiej z paroma portalami muzycznymi.
Gatunekgroza / horror
Stojąc na zasypanym przez śnieg trakcie, głęboko oddychając chłodnym i czystym jak kryształ powietrzem, Erhard uważnie przyglądał się okolicy.
Słońce chyliło się już ku zachodowi, ginąc pośród plątaniny gałęzi. Z blasku dnia nie zostało wiele, ledwie plamy pomarańczowego, przyćmionego światła. Las wydawał się martwy. Proste jak słupy drzewa rzucały długie, ledwo widoczne cienie. Sypka warstwa pierwszych śniegów przykryła brunatną breję gnijących liści. Wiatr niósł z sobą mroźny powiew i zapach tajemnicy.
Zbliżał się pierwszy dzień zimy.
Kiedy Erhard usłyszał za plecami ciche, miarowe skrzypienie śniegu, odwrócił się z obawą i wlepił wzrok w zawiesinę rzadkich mgieł. Najpierw spostrzegł na trakcie światełko niedużej latarni, której płomień poruszał się w półmroku, a zaraz potem zgarbioną postać. Niewysoki mężczyzna niósł na plecach wielkie naręcza chrustu. Prawą dłonią podtrzymywał wetkniętą pod pachę strzelbę, lewą wznosił lampę, przyświecając sobie. Był to stary Tomasz, cieśla, który mieszkał na skraju wsi. Jego zmęczona trudami życia twarz, pokryta zmarszczkami i siwym zarostem, rozpogodziła się na widok znajomej osoby.
– Witaj, Erhardzie! – zawołał już z daleka, ale potem obrócił się z niepokojem i przemówił dopiero wtedy, gdy stanął z napotkanym na trakcie twarzą w twarz. – Zmrok się zbliża. Nie wracasz do domu?
– Dobry wieczór, Tomaszu. Zatrzymałem się tylko na chwilę.
– Czego tam wypatrywałeś w lesie? Chyba nie zajęcy, co? Hugo zastawiał ostatnio wnyki, ale zwierzyna pouciekała. Znak to… Znak, że… – Tomasz zająknął się i machnął ręką. – Ech tam! Nie warto słuchać gadania starego człowieka. To przecież pierwsza twoja zima w tych stronach – mruknął mrużąc oczy.
– Tak, Tomaszu – potwierdził Erhard, od razu przywołując w myślach miniony czas. – Przybyłem do was wraz z wiosną.
– A wydaje się, że minął ledwie dzień.
– Było to z początkiem kwietnia. Siedem miesięcy. Tyle już upłynęło czasu.
– Trudno uwierzyć. – Tomasz pokręcił głową z niedowierzaniem. – Jutro będziemy mieć pierwszy dzień zimy… – Mężczyzna spojrzał na las z wyraźną obawą. – A może dasz zaprosić się na wieczerzę? Strasznie mnie plecy bolą. Pomożesz mi dźwigać ten przeklęty chrust – powiedział zrzuciwszy z pleców naręcze gałązek. – Marta odwdzięczy się gorącym gulaszem. Zanim zajdziesz do swego domu, prześcignie cię noc. Nie warto włóczyć się po okolicy, gdy zapada zmrok. Do nas bliżej.
– Pewnie masz rację – przytaknął Erhard, z trudem maskując entuzjazm. Ale Tomasz chyba nie dostrzegł błysku, jaki pojawił się w oku młodego mężczyzny. – Chętnie was odwiedzę. Mam tylko nadzieję, że nie narobię kłopotu?
– Jaki to kłopot? Marta ucieszy się, gdy cię zobaczy… A chłopcy czekają na twoje opowieści. – Starszy mężczyzna uśmiechnął się. – W końcu zwiedziłeś trochę świata. Ale nie czas na gadanie – powiedział, łapiąc Erharda za ramię. – Chodźmy! Chodźmy prędzej!
Erhard zarzucił naręcze chrustu na plecy i ruszył za Tomaszem, który najwyraźniej spieszył się, chcąc zdążyć przed zmrokiem. Raz po raz, kurczowo trzymając w lewej dłoni latarnię, a prawą przytrzymując strzelbę, której kolba znalazła się ponownie pod pachą, starszy mężczyzna oglądał się za siebie; nazbyt niespokojnie, aby uszło to uwadze Erharda.
Szli przez jakiś czas bez słowa, mając za towarzysza jedynie gęstniejącą mgłę. Wydawało się, że skrzypienie śniegu pod ich butami jest jedynym odgłosem, że wkoło trwa tylko martwa cisza. Kiedy jednak Erhard przyjrzał się uważnie cieniom, które brodziły w mroku, zdał sobie sprawę, że bezszelestnie podąża za nimi kilka postaci.
– Nie zatrzymuj się i nie oglądaj – powiedział Tomasz.
– Kim są?
– Ja ci tego nie powiem… Nawet gdybym bardzo chciał.
– Dlatego zabrałeś strzelbę?
– Strzelba jest na wilki.
– Przecież nie ma tutaj żadnych wilków.
– No właśnie, Erhardzie. No właśnie… A powinny być. Ale w końcu jutro mamy pierwszy dzień zimy. Gdy jesień się kończy, nic nie jest takie, jak być powinno.
Wkrótce mgła otuliła ich na dobre, a ostatnie promienie pochmurnego dnia zgasły.
• • •
Płomyki rozgorzały w palenisku, oświetlając izbę i ludzkie twarze. Trudno było się oprzeć wrażeniu, że są mniej jasne i silne niż zwykle. Nad ogniem, w sporym garnku, bulgotała wieczerza. Zapach gulaszu unosił się w dusznej izbie. Cienie przesuwały się po ścianach, tańcząc w takt igrających płomieni.
Dwójka kilkuletnich chłopców, bliźniaków o rudych czuprynach i piegowatych twarzach, przysiadła się bliżej ognia i zaczęła ciągnąć Erharda za ręce.
– Opowiedz coś jeszcze!
– Prosimy…
– Opowiedz!
– Eryk! Jonasz! Dajcie Erhardowi spokój – powiedziała Marta, żona Tomasza, podchodząc do ognia i mieszając gulasz. – No, uciekajcie! Już! Erhard opowiadał wam różne bajki. Teraz pora się posilić. Noc już zapadła, a my jeszcze nie zjedliśmy wieczerzy.
Erhard spojrzał na dziewczynę. Była młodsza od niego o kilka lat, a o pięćdziesiąt od swojego męża. Jej policzki różowiły się w cieple paleniska. Suknia opinała zgrabne ciało. Rude, kręcone loki opadały na proste ramiona. Erhard poczuł wzbierające pożądanie.
Dziewczyna spuściła wzrok. Mężczyzna zdał sobie sprawę, że dzieje się coś niedobrego. Marta czegoś się bała.
– Przestańcie męczyć naszego gościa! – powiedział surowo Tomasz, wchodząc do izby z drugiego, niewielkiego pomieszczenia. – Nic tylko słuchałyby twoich opowieści – rzucił, przysiadając obok stołu i wlepiając zmęczony wzrok w ogień.
– Dla mnie to żaden kłopot – powiedział Erhard. – Lubię opowiadać.
– Gorzej, gdy nie dają ci spokoju – odezwała się Marta, która rozlewając wielką chochlą gęsty gulasz do misek, spojrzała na swoje dzieci. Gorący posiłek i pajdy świeżego chleba sprawiły, że chłopcy zapomnieli na chwilę o dalekich lądach i dzielnych rycerzach, bohaterach baśni opowiadanych przez Erharda.
– Czasem to ja chciałbym posłuchać waszych opowieści – powiedział Erhard, jakby od niechcenia, wiedząc, że wywoła to pewne poruszenie. Rzeczywiście, Tomasz spojrzał na swoją małżonkę tajemniczo, a potem spuścił wzrok.
– Będzie jeszcze ku temu okazja – rzekł, odbierając z rąk Marty miskę ze strawą – Jedz, jedz, Erhardzie! Jedz póki gorące. Nikt nie robi takiego gulaszu, jak moja żona.
Erhard uśmiechnął się. Marta podała mu miskę i drewnianą łyżkę. Ich dłonie spotkały się na moment. Dmuchając lekko, Erhard spróbował gulaszu. Był rzeczywiście znakomity.
– Chcę jutro iść do Wesny – powiedział w końcu niespodziewanie. – Muszę ją zapytać o te mary, które widziałem ostatnio. Dzisiaj zresztą też. – Erhard odłożył miskę i drewnianą łyżkę. – Chyba nie wmówisz mi, Tomaszu, że nikogo… Niczego nie widziałeś w lesie?
Gospodarz nie powiedział nic, a jego twarz przypominała teraz maskę. Marta wyraźnie spochmurniała. Chłopcy niespokojnie spoglądali na rodziców.
– Skoro musisz iść do Wesny, to idź – mruknął Tomasz, unikając wzroku gościa.
– Tak, muszę. Chciałbym w końcu poczuć się jak u siebie. Chciałbym być jednym z was. Ale ciężko żyć w miejscu, które ma swoje tajemnice.
– Może nie warto ich poznawać? – Tomasz po raz pierwszy spojrzał złowrogo na swego gościa. Erhard nie powiedział już nic, dziwiąc się łudzącemu spokojowi i ciszy, jaką przynosiła z sobą noc. Gdyby nie trzask lizanego przez ogień drewna w palenisku, można by pomyśleć, że świat przestał istnieć.
• • •
Tomasz miał twardy sen, zwłaszcza gdy po męczącym dniu i wieczorze pełnym wrażeń kładł się na swoim posłaniu. Palenisko wygasło, mrok ogarnął świat i słychać było tylko dobiegające z izby głośne chrapanie, w tle którego pobrzmiewało ciche pojękiwanie wiatru.
Ale ta noc miała swoje tajemnice.
Erhard, który leżał z otwartymi oczami, obrócił się, słysząc szelest słomy na klepisku. Dziewczyna, jak mara, wyłoniła się z mroków. Zdawało się, że przynależy do świata snów. Nie widział jej dobrze. Inne zmysły musiały go prowadzić w martwą, zimną noc.
– A chłopcy? – zapytał, oplatając ją dłońmi.
– Śpią jak aniołki – szepnęła, kładąc się obok. – Nikt nie będzie nam przesz… – Marta jęknęła, gdy Erhard, zsuwając z jej ramion nocną koszulę, objął ustami sutek.
1 2 3 5 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:edward.strun@gmail.com'>Edward Strun</a>

Sześć oktaw
Edward Strun

2 X 2021

Nerwowo zerkał na zegarek. Za chwilę Baron zadzwoni zaniepokojony brakiem wieści. Do obowiązków dilera należało zameldowanie szefowi o przebiegu każdej większej transakcji. A zlecenie opiewające na dwie bańki z pewnością do takich należało.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Nawet magia
Tomasz Grysztar

4 IX 2021

Po drugiej stronie tunelu zobaczyła Czarka oplątującego stworzenie całym pękiem korzeni. A potem w magicznym lesie zaczęło dziać się więcej, niż kiedykolwiek wcześniej, kiedy tam była. Drzewa kołysały się, jakby tańczyły. Z ziemi poderwało się mnóstwo liści i wszystkie zalśniły. Wzleciały setkami, może nawet tysiącami, ale i tak prawie ich nie ubyło na dole.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opowieści starego nawigatora: Tylko nie z robotami!
Paweł Wolski

10 VII 2021

Na potrzeby zwiększonej grawitacji na HD 85512b naukowcy i farmerzy wypracowali miliardową populację nowych, trawożernych ras, muskularnych i niemal bezmózgich pięciotonowców na krótkich, silnych nogach. Poza rozlicznymi zaletami, miały jedną podstawową wadę: bez opamiętania żarły i rosły więc, no cóż… sami rozumiecie. Produkty ich przemiany materii trzeba było nieustannie z tej przemiłej planetki wywozić.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Krucze opowieści
— Magdalena Kubasiewicz

Porażka Callidufelosa
— Paweł Lach

Czas Mrozów
— Paweł Lach

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.