Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 listopada 2020
w Esensji w Esensjopedii

Dawid Zieliński
‹Pewne formy zła›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorDawid Zieliński
TytułPewne formy zła
OpisAutor pisze o sobie:
Mam 25 lat, studiuję na Poliechnice Gdańskiej na wydziale Oceanotechniki i Okrętownictwa, trochę na przekór literackim zainteresowaniom. Pisaniem zajmuję się od 10 roku życia, ale na poważnie zacząłem robić to dopiero kilka lat temu — z mniejszymi bądź większymi sukcesami. Do tej pory udało mi się opublikować kilka swoich opowiadań w magazynie „Fahrenheit”. Staram się tworzyć klasyczną literaturę grozy, osadzoną w naturalistycznej rzeczywistości, rzadziej science-fiction czy fantasy.
Gatunekgroza / horror

Pewne formy zła

1 2 3 13 »
Nawet przez materiał koca wyczuwał zniekształcone ciało dziewczyny, każdą jego nienaturalną wypukłość i wrażenie to przyprawiało go o dreszcze. Miał świadomość krzepnącej na wewnętrznej stronie krwi, niemal czuł ją, jak przepływa mu pod palcami, oddzielona tylko cienką warstwą ciemniejącej i wilgotniejącej z każdą chwilą tkaniny. Starał się nie patrzeć na wystające po jednej stronie, zlepione brunatnymi skrzepami włosy.

Dawid Zieliński

Pewne formy zła

Nawet przez materiał koca wyczuwał zniekształcone ciało dziewczyny, każdą jego nienaturalną wypukłość i wrażenie to przyprawiało go o dreszcze. Miał świadomość krzepnącej na wewnętrznej stronie krwi, niemal czuł ją, jak przepływa mu pod palcami, oddzielona tylko cienką warstwą ciemniejącej i wilgotniejącej z każdą chwilą tkaniny. Starał się nie patrzeć na wystające po jednej stronie, zlepione brunatnymi skrzepami włosy.

Dawid Zieliński
‹Pewne formy zła›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorDawid Zieliński
TytułPewne formy zła
OpisAutor pisze o sobie:
Mam 25 lat, studiuję na Poliechnice Gdańskiej na wydziale Oceanotechniki i Okrętownictwa, trochę na przekór literackim zainteresowaniom. Pisaniem zajmuję się od 10 roku życia, ale na poważnie zacząłem robić to dopiero kilka lat temu — z mniejszymi bądź większymi sukcesami. Do tej pory udało mi się opublikować kilka swoich opowiadań w magazynie „Fahrenheit”. Staram się tworzyć klasyczną literaturę grozy, osadzoną w naturalistycznej rzeczywistości, rzadziej science-fiction czy fantasy.
Gatunekgroza / horror
Ciało młodej, szczupłej kobiety leżało w szybko powiększającej się, odbijającej księżycową poświatę kałuży krwi. Na bladej skórze wykwitły właśnie pierwsze ciemnosine wybrzuszenia i szerokie smugi, szpecąc ładną, subtelną twarz i gładką szyję. Lewa ręka sterczała ku górze, wznosząc się ku nocnemu niebu pod przyprawiającym o ciarki kątem, poznaczona pasemkami zdartej skóry w miejscach, gdzie zetknęła się z twardą, chropowatą nawierzchnią drogi. Także jeden z policzków obnażony był niemal do samej kości, odsłaniając niewielką część dziąsła i kilka zębów. Ucho po tej stronie głowy było tylko krwawą, bezkształtną, skręcającą żołądek miazgą. Szkarłatny, długi na kilkanaście metrów ślad przecinał krzywą linią jezdnię, rozciągając się pomiędzy dziewczyną a stojącym nieopodal w poprzek szosy samochodem i z makabryczną precyzją wytyczał drogę, jaką chwilę wcześniej wykonała, obracając się jak szmaciana lalka i tocząc bezwiednie po asfalcie, rozpędzona impetem uderzającego ją pojazdu. Teraz od kilku minut leżała nieruchomo, lecz siedzący za kierownicą mężczyzna zdawał się tego nie dostrzegać; mimo że włączone światła ukazywały mu dziewczynę w pełnej, koszmarnej okazałości, jego umysł raz za razem bezlitośnie odtwarzał mu jej wykrzywioną zaskoczeniem twarz tuż przed maską samochodu, a zaraz potem obraz koziołkującego, tryskającego na boki krwią ciała. W uszach wciąż rozbrzmiewał mu wysoki, rozdzierający pisk hamulców.
„To niemożliwe. To nieprawda. To się nie stało.”
Mężczyzna tępym wzrokiem wpatrywał się przed siebie, jego twarz, oświetlona zielonkawym blaskiem padającym z deski rozdzielczej, była zastygłą z przerażenia, upiorną maską. Niczym w wosku odciskał się na niej ból, jakby to on, a nie dziewczyna, leżał martwy i zmasakrowany na drodze. Świadomość tego, co się stało powoli zaczynała do niego docierać i teraz paliła coraz bardziej jego duszę. Serce waliło mu jak oszalałe, niemal zagłuszając dolatujące z włączonego radia dźwięki, ściśnięte gardło utrudniało oddychanie. Dłonie spociły się tak bardzo, że bezwładnie zsunęły się z kierownicy. Przez uchylone okno do środka dostawał się swąd spalonych opon, gryząc go w oczy, lecz prawie tego nie zauważał.
„Zabiłem ją. Zabiłem tę biedną dziewczynę.”
Niewiarygodnie ciężkim, trwającym całe wieki ruchem otworzył drzwi i czując narastającą w ustach suchość wysiadł z samochodu. Wokół panowała przejmująca cisza, tylko wiatr szeleścił w gałęziach drzew otaczającego drogę lasu. Gdzieś w trawie rytmicznie grał świerszcz. Przez chwilę miał wrażenie, że on i zwłoki dziewczyny są jedynymi istotami ludzkimi, które pozostały na świecie.
Drżącymi rękoma przetarł twarz, rozmazując spływające po niej łzy, których obecności nie był nawet świadomy. Sztywno, niczym źle wystrugana marionetka, obszedł samochód i zatrzymał się przed maską. Prawa lampa jego forda była doszczętnie stłuczona, oderwany po tamtej stronie aluminiowy błotnik opierał się o nawierzchnię drogi w miejscu, skąd swój początek brał krwawy ślad, połyskując w świetle płynącym z drugiego reflektora. Kratka chłodnicy popękała i sterczała teraz na boki resztkami prętów; zauważył na nich powiewające strzępy niebieskiego materiału. Wgniecenie na prawym błotniku było tak duże, że deformowało znaczną część maski, zdarty lakier odsłaniał szarą blachę. Opona błyszczała czerwienią, kołpaka nigdzie nie było widać.
Odwrócił głowę w stronę dziewczyny. Wzrok powoli zachodził mu mgłą i z trudem mógł ją teraz dostrzec. Widział wyciągniętą ku górze drobną dłoń lewej ręki, smukłe palce i paznokcie pomalowane niebieskim lakierem. Wokół nadgarstka zamykały się pozłacane bransolety. Dziewczyna twarz miała odwróconą od niego, dodatkowo skrytą w chaosie wzburzonych, splątanych ciemnoblond włosów. Nie miał najmniejszej ochoty, by się do niej zbliżać, wiedział jednak, że musi.
„Przez kilka metrów ciągnąłem ją pod samochodem. Boże, jak ona musi teraz wyglądać!”
Wolnym, powłóczystym krokiem szedł wzdłuż smugi krwi, w której odbijały się świecące na nocnym niebie gwiazdy, starając się odwlec jak najdalej moment, kiedy będzie musiał spojrzeć jej w twarz. Modlił się w duchu, by miała zamknięte oczy; w przeciwnym razie widok utkwionego w nim pustego, rybiego spojrzenia mógłby okazać się niemożliwym do zniesienia, co pchnęłoby go w szpony szaleństwa i odrętwienia. Wcześniej nie podejrzewałby siebie nawet o taką reakcję na podobny incydent. Widywał już przypadki śmierci, tej okrutnej i tej łagodnej, oglądał śmiertelne ofiary wypadków i lekkomyślności, nigdy jednak nie stanął oko w oko z czymś tak tragicznym, czego jednocześnie był integralną częścią. Tutaj śmierć posłużyła się jego rękoma, na nim zawiesiła cały ten przytłaczający ciężar odpowiedzialności i poczucia winy.
Na jezdni pośród krzepnącej już z wolna krwi dostrzegał podarte pasemka odzieży, kępki wyrwanych włosów, a także strzępy mięśni. Czasem pozlepiane ze sobą w bezkształtne grudki, czasem rozciągnięte w całej swej okazałości. Zauważył pojedynczy, zakrwawiony ząb. Aż w końcu, w odległości nie większej niż dwa, trzy metry od ciała dziewczyny, natknął się na zaginiony kołpak prawego koła. Niemal całkowicie pokrywała go lśniąca, płynna czerwień, a ostra, niklowana krawędź poznaczona była pozostałościami skóry i resztkami niezidentyfikowanej, szarawej tkanki.
„Dobry Boże... Rozciął ją jak jakaś pieprzona piła. Dlatego tyle tu krwi.”
Zatrzymał się na wprost dziewczyny i na kilka długich chwil wstrzymał oddech. Już wiedział, że obraz, który właśnie miał przed oczyma będzie prześladował go w snach przez resztę życia. Z niebieskiej, obszytej falbankami bluzki bez rękawów zostały tylko przemoczone krwią strzępy, odsłaniające głębokie zadrapania, obtarcia i sińce, jakie zdążyły już udekorować gładką niegdyś skórę. Dziewczyna leżała na plecach, częściowo przechylona na lewą stronę, a wystające spod ciała ramię utrzymywało się pionowo, zgięte w przeciwną stronę w łokciu. Oba jej kolana świeciły czerwienią i wystającymi spod skóry kośćmi, prawe zaś było tylko plątaniną zmiażdżonej tkanki. Przez całą długość płaskiego, opalonego brzucha biegła pokaźna, szeroka szczelina o poszarpanych krawędziach, przez którą blado połyskiwały jej wnętrzności; kawałek szarego jelita wystawał przez otwór i gładko przylegając do biodra dziewczyny opadał na asfaltową nawierzchnię, niczym wywleczony na całą długość psi jęzor. Prawe ramię odrzucone było od tułowia, a spoczywająca płasko dłoń, skierowana ku górze wewnętrzną stroną, sprawiała wrażenie, jakby machała ku gwiazdom.
Chociaż miała zamknięte oczy, widok makabrycznej maski w miejscu twarzy sprawił, że przeszedł go dreszcz. Upadł na kolana i zwymiotował.
Kiedy w końcu podniósł głowę i z roztrzęsieniem popatrzył na tkwiący przed nim koszmar, po raz kolejny zapytał samego siebie, jak to się mogło stać. Przecież uważnie prowadził samochód, nie zasnął ani nie odwrócił wzroku nawet na moment. Patrzył cały czas wprost przed siebie, na drogę i otaczające ją drzewa, a ona pojawiła się nagle znikąd w zasięgu świateł reflektorów. Jak zjawa, wprost przed jego maską. Nie było żadnych szans, by uniknąć wypadku. Lecz świadomość, że może jednak się mylił i popełnił jakiś błąd, że może to wcale nie ona tu zawiniła, uporczywie świdrowała mu myśli. Mógł przecież nieświadomie przymknąć na kilka sekund oczy, znużony przedłużającą się podróżą. To wszystko.... to wszystko stało się za szybko. Teraz jednak nie miało to już większego znaczenia, nie dla tej młodej dziewczyny. Zabił ją i faktu tego nic nie było w stanie zmienić.
„Ile ona mogła mieć lat? Dziewiętnaście? Dwadzieścia z kawałkiem? Nie więcej.”
Wciąż na klęczkach sięgnął do kieszeni kurtki. Przez chwilę próbował na tyle opanować drżącą, spoconą dłoń, by wydobyć z jej wnętrza telefon komórkowy. Cyfry na niewielkiej klawiaturze zlewały się przed jego oczyma w jeden chaos. Kilka sekund zajęło mu przypomnienie sobie, gdzie umieścił numer pogotowia.
Nagle zamarł z kciukiem wzniesionym nad przyciskiem „9”. Do jego umysłu wpadła ostra jak szpikulec do lodu, porażająca myśl. W bladej jak papier twarzy zaczęła boleśnie drgać powieka, z odrętwiałych palców bezwiednie wysunął się telefon.
To była jego wina, wyłącznie jego. Tylko on ponosi za to wszystko odpowiedzialność. Te właśnie słowa usłyszy od policji, kiedy ta zjawi się tu na wezwanie ratowników z pogotowia. Założą mu kajdanki i zabiorą ze sobą na komisariat, do zimnej celi, ponieważ alkomat wykaże znacznie większą ilość promili, niż jest to dozwolone.
Przyjęcie urodzinowe jego brata. Wypadek zepchnął to wspomnienie gdzieś na pogranicza pamięci. Świętowali osiemnastkę, na której on nie skąpił sobie piwa i czasem czegoś mocniejszego. Po zabawie matka co prawda zabroniła mu jechać, ale jego zdaniem czuł się dobrze, więc wymknął się chyłkiem; chciał jak najszybciej wrócić do swego domu i, przede wszystkim, do żony. Nigdy nie postąpiłby tak głupio, gdyby nie dziewczyna Roberta, a właściwie jej obcisła, bardziej przypominająca stanik bluzka i krótka, półprzejrzysta sukienka. Cały wieczór wlepiał w nią wzrok. Pierwszy raz przydarzyło mu się coś takiego. Jeden jedyny raz i natychmiast zapłacił taką cenę.
Podniósł powoli telefon i wahał się przez dłuższą chwilę.
To będzie koniec jego życia. Z chwilą kiedy zjawią się tu sanitariusze straci żonę, rodzinę, przyjaciół. Dostanie wyrok skazujący, pewnie kilkuletni. Wszystko, na co z takim trudem pracował przez ostatnie lata, rozpadnie się jak domek z kart. On sam także przestanie istnieć, a w jego miejscu pojawi się ktoś inny, całkiem mu obcy. Morderca, skazaniec, tatuujący w więziennej, ciasnej celi każdy wolny skrawek swego ciała. A kiedy w końcu wyjdzie na wolność, zastanie świat zupełnie odmieniony. Wrogi mu i jemu podobnym. Od teraz wszystko będzie już tylko gorsze.
1 2 3 13 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Płyń
Szymon Bokota

14 XI 2020

Nie miałem już siły walczyć z nurtem, który uparcie miotał mną od lewa do prawa. Za każdym razem, gdy zdawało mi się, że lada chwila zostanę wyrzucony na brzeg niczym odpad, prąd jakby złośliwie, zrzucał mnie ponownie ku centrum. Trzeba było zaprzestać oporu, rozluźnić wątłe mięśnie i czekać na nieuniknione.

więcej »
Kolaż: <a href='mailto:halas.agn@gmail.com'>Agnieszka ‘Ignite’ Hałas</a>

W oczach gwiazd
Adrianna Filimonowicz

12 X 2020

Czy miałem prawo stawać między nią a losem, który wskazały jej duchy? Czy byłoby to w istocie dobre? Tyyine dają nam wiele, lecz nie ma w tym szczodrości. Za każdy dar płacimy. Zmęczeniem, krwią, czasem życiem czy szaleństwem. Isirre miała dokonać czegoś wielkiego. Dla swego ludu i dla siebie. Za cenę jednak czegoś więcej niż życie, czego nawet nie umiałem nazwać. I na co się nie godziła…

więcej »
Ilustracja: Katarzyna Szymonik

Luka w pamięci
Marianna Szygoń

12 IX 2020

Przecież batyskaf ma dwa miejsca, dla bezpieczeństwa człowiek zabierał robota. Zwłaszcza wybierając się w miejsce na granicy zasięgu łodzi. Wtedy tak naprawdę do niej dotarło, że szuka nie jednego, a dwóch naukowców. Kim był android, który zaginął wraz z nim? Dlaczego nikt o nim nie wspomniał?

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Manuskrypt
— Dawid Zieliński

Głęboki Grób – część 2
— Dawid Zieliński

Głęboki Grób – część 1
— Dawid Zieliński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.