Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 7 kwietnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Jarosław Księżyk
‹Suicide Blonde›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorJarosław Księżyk
TytułSuicide Blonde
OpisJarosław Księżyk – Koziorożec z chińskiego roku świni. Po ojcu – żyjący na co dzień w logicznie uporządkowanym świecie. Po matce – nieustannie ciągnie go w kierunku sztuki. Może godzinami dyskutować o historii, technologii i militariach. Nie ma kota, ale ma żonę, która podziela jego pasje i dopinguje. Lubi ludzi niebanalnych, docenia odwagę i posiadanie własnego zdania. Jako pisarz, najlepiej czuje się w tematyce science-fiction, choć jego teksty uważane są za niedające się zakwalifikować do jednego gatunku. Uważa, że dzięki stosowaniu fantastycznego sztafażu łatwiej pisać o naturze człowieka. Strona autorska: jaroslawksiezyk.pl.
Gatuneksensacja

Suicide Blonde

1 2 3 7 »
W odróżnieniu od Imagine, wielkiej korporacji chełpiącej się masowymi i legalnymi produkcjami, Dark Side działała w podziemiu, skupiona głównie na treściach zakazanych. Takich jak ostatnie dzieło Valentiny Bianco.

Jarosław Księżyk

Suicide Blonde

W odróżnieniu od Imagine, wielkiej korporacji chełpiącej się masowymi i legalnymi produkcjami, Dark Side działała w podziemiu, skupiona głównie na treściach zakazanych. Takich jak ostatnie dzieło Valentiny Bianco.

Jarosław Księżyk
‹Suicide Blonde›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorJarosław Księżyk
TytułSuicide Blonde
OpisJarosław Księżyk – Koziorożec z chińskiego roku świni. Po ojcu – żyjący na co dzień w logicznie uporządkowanym świecie. Po matce – nieustannie ciągnie go w kierunku sztuki. Może godzinami dyskutować o historii, technologii i militariach. Nie ma kota, ale ma żonę, która podziela jego pasje i dopinguje. Lubi ludzi niebanalnych, docenia odwagę i posiadanie własnego zdania. Jako pisarz, najlepiej czuje się w tematyce science-fiction, choć jego teksty uważane są za niedające się zakwalifikować do jednego gatunku. Uważa, że dzięki stosowaniu fantastycznego sztafażu łatwiej pisać o naturze człowieka. Strona autorska: jaroslawksiezyk.pl.
Gatuneksensacja
Telefon zastał Elizabeth przed lustrem w mikroskopijnej, wilgotnej łazience. Przygotowywała się do kąpieli, dlatego miała na sobie samą bieliznę. Z trudem rozczesywała posklejane od potu półdługie blond włosy i właśnie po raz kolejny myślała o ich ścięciu, kiedy usłyszała namolny dzwonek. Celowo wybrała najbardziej wkurzającą, głośną i świdrującą w głowie melodię. Dzięki temu nigdy nie brała telefonu na przeczekanie.
Czym prędzej podbiegła do staroświeckiego, przewodowego aparatu i rzuciła do słuchawki:
– Czego?
– Zgadnij, kto to? – usłyszała w odpowiedzi.
Prezesa Dark Side Of You nie sposób było pomylić z kimkolwiek innym. Mówił niedbale mokrym basem, scalając słowa w jeden trudny do zrozumienia ciąg.
– Mów, Mario. Właśnie miałam iść pod prysznic, cała się lepię z tego upału.
– Uch, widzisz? Gdybyś używała holofonu jak normalny człowiek, to mógłbym cię teraz podziwiać. A tak kryjesz się za tą okablowaną skrzynką i udajesz, że cywilizacja utknęła w dwudziestym wieku.
– Dzwonisz po to, żeby mi prawić morały?
– Ależ skąd. Mam cię przed oczyma, piękną, mokrą, rozcierającą na skórze spieniony żel. Smukłe palce wodzą po piersiach, brzuchu, okrągłym tyłeczku. Ach, jestem tymi palcami! Może poczekasz aż przyjadę?
– Właśnie dlatego mam tę skrzynkę, żebyś nie trzepał sobie gruchy przy moim hologramie. Zapamiętaj sobie raz na zawsze: jestem twoim pracownikiem, a nie jedną z twoich dziwek.
– Żałuję – odparł z udawanym żalem Mario.
– A ja nie. Czego chcesz?
– Zapytać, czy masz dla nas coś nowego. Ostatnia produkcja była, co tu dużo mówić, bombowa. Dobrze by rzucić na rynek coś nowego, równie ostrego. Jeszcze mocniej chwycić konkurencję za jaja. Czas, by Valentina Bianco znów błysnęła geniuszem.
Mario bardzo lubił jej pseudonim artystyczny.
– Nie interesuje mnie, kogo i za co chwytasz. Jak będę miała nowy materiał, to sama się odezwę, jak zawsze. Nie próbuj wymuszać na mnie terminów. Wiesz, że tego nie znoszę – podniosła głos.
– Ok, ok. Nie ma problemu. Tak tylko kontrolnie pytam i przypominam się, żebyś nie zapomniała o Dark Side Of You.
– O tobie nie da się zapomnieć, Mario.
– Traktuję to jako komplement.
– Niesłusznie. Do widzenia.
– Eli, na pewno nie mogę przyjechać? – zapytał skruszonym głosem.
– Nie! – Trzasnęła słuchawką.
Denerwowało ją dosłownie wszystko. Podkoszulek lepiący się do ciała, bałagan w ciemnej i dusznej kawalerce, Mario i jego namolne telefony, sterta poczty czekającej na przeczytanie…
Otworzyła okno i wychyliła głowę na wieczorną ulicę. Ciężkie i gorące powietrze pachniało mieszanką spalin, nieczystości i zjełczałego tłuszczu z całodobowego baru na parterze. Zatykało jeszcze bardziej niż znany smrodek jej rudery.
Zrezygnowała z wietrzenia, zasłoniła wszystkie żaluzje i podeszła do niskiej lodówki, służącej jednocześnie za stolik na szkło. Straciła ochotę na kąpiel. I tak po kwadransie znów ociekałaby potem. Nalała sobie pełną szklankę najtańszego burbona, nawrzucała do niego kostek lodu po raz kolejny obiecując sobie, że zrobi porządek w lodówce, po czym usiadła na masywnym fotelu.
Znudzona przejrzała najnowsze nekrologi. Jakiś szanowany lekarz zmarł na zawał. Wnuczęta pogrążone w smutku informowały o zejściu osiemdziesięcioletniej babki, którą pewnie zainteresowali się dopiero po śmierci. Trójka nastolatków zginęła w wypadku samochodowym. Pewnie do kupy mieli ze sześć promili we krwi. Słowem, nic ciekawego.
Odpaliła papierosa, najmocniejszego i najtańszego na rynku grubasa bez filtra. Zapaliła lampkę nocną z zamiarem zmierzenia się z korespondencją. Przejrzała ulotki z marketów, zostawiła na później rachunki za telefon, transmisję danych i prąd. Zatrzymała się na chwilę jedynie na liście z Imagine Incorporated. W środku znalazła podziękowania za współpracę i fakturę za zeszły miesiąc. Zarobiła całkiem pokaźną sumkę. I to całkiem legalnie, a nie tak jak u Mario. Może by tak zatem zmienić tę ruderę na coś większego? Nie, za bardzo lubiła anonimowość i zgniliznę zapuszczonej kamienicy w dzielnicy o najgorszej reputacji. Mogła tu robić dosłownie wszystko, a przy tym nie rzucać się w oczy.
Wróciła do poczty i wtedy natknęła się na nią. Białą, sztywną kopertę formatu A4 z drukowanym napisem: Suicide Blonde.
Serce zabiło jej mocniej.
Czym prędzej skoczyła do starego stereo, nad którym wisiał stojak z CD-kami. Przebierając palcami jak tkaczka sprawdzała płytę za płytą, by w końcu znaleźć tę autorstwa INXS. Już po chwili krążek obracał się w czytniku, a Michael Hutchence śpiewał:
Suicide blonde was the color of her hair
Like a cheap distraction for a new affair
She knew it would finish before it began
Wow baby I think you lost the plan
Podkręciła potencjometr, dorzuciła basów, dolała burbona, odpaliła papierosa od papierosa i rozerwała kopertę.
W środku, tak jak zwykle, znajdował się plik zdjęć opatrzonych policyjną pieczątką. Do tego nekrolog, jakaś notka prasowa wycięta z niedzielnej gazety i rysunek małego drewnianego domku otoczonego kukurydzianymi polami.
Przejrzała zdjęcia. Pierwsze ukazywało zakrwawione ciało starszego mężczyzny, leżące w czarnym, niezapiętym worku. Krew ciekła z niemych ust, zaś policzek był całkowicie zmasakrowany. Oczy wybałuszone i nieobecne. Na kolejnym zobaczyła taras ogrodzony policyjnymi taśmami i techników w rękawiczkach zdejmujących ślady. Miejsce przypominało domek z rysunku. Dalej było kilka zbliżeń denata, w tym ujęcia z miejsca, gdzie go zastali. Wisiał na wpół przewieszony przez barierki, głową do dołu. Poniżej widniała ciemna plama krwi.
Nekrolog i wycinek z prasy pozbawione były szczegółów. Imię i nazwisko denata wycięto. Elizabeth dowiedziała się jedynie, że był on emerytowanym oficerem korpusu lotniczego US Air Force, rodzina jest w szoku, a policja sprawdza okoliczności zdarzenia, podejrzewając udział osób trzecich.
Wzięła głęboki wdech, postawiła butelkę z bursztynowym płynem na stole, skruszyła do niej pozostałe kostki lodu, pociągnęła z gwinta, zapaliła kolejną fajkę i spojrzała na ostatnią adnotację.
Na małej karteczce ktoś przykleił litery powycinane z okładek kolorowych czasopism i ułożył je w pytanie: „Grasz dalej?”
– Wiesz, że tak, sukinsynu – wymamrotała.
• • •
Patrick wszedł bez pukania. Wiedział, że Elizabeth po raz kolejny się wścieknie, ale nic sobie z tego nie robił. Ochrzani go, zmiesza z błotem, po pięciu minutach wyrzuci, ale jutro znów nie zamknie drzwi. Czasami zastanawiał się, czy ona robi to celowo? Czuł się za nią odpowiedzialny, a ona najwidoczniej dobrze o tym wiedziała. Czy wiecznie niezamknięty zamek świadczył o tym, że traktowała go jak anioła stróża?
Poranek był gorący i wilgotny, jak co dzień. Mimo to Patrick odsłonił okna i wpuścił dzień do zatęchłej nory, jak nazywał kawalerkę Eli. Dopiero wtedy ją zobaczył. Spała na fotelu, z głową opartą na blacie biurka. Komputer cicho szumiał, monitor wyświetlał stronę internetową jakiejś prowincjonalnej gazetki z odległego hrabstwa. Tuż obok walały się papiery i stała pusta butelka, zapewne po aromatyzowanej i barwionej wódce udającej whisky. Eli miała słabość do takich trunków.
– Dzień dobry pani! – powiedział odrobinę za głośno. – Co u pani dobrego?
Elizabeth otworzyła oczy i z trudem uniosła głowę. Opadła ciężko na oparcie fotela.
– Skreśl ostatnie słowo, to możemy zacząć rozmawiać – wymamrotała.
Zaszedł ją od tyłu, położył ręce na ramionach i zaczął masować kark.
– Masz takie delikatne i drobne dłonie – wyszeptała i sięgnęła po papierosa.
– Podobno masażysta powinien mieć silne ręce – odparł ugniatając palcami skostniałe mięśnie szyi.
– Widocznie się nie znam – zaciągnęła się. – Chociaż zawsze możesz iść na siłownię.
– Nie. Swojej natury nie zmienię. Jeszcze przestałabyś mnie kochać – powiedział zawadiacko.
– Weź, bo się porzygam.
– Masz piękne jasne włosy – powiedział, gładząc ją po głowie.
– Zetnę je.
– Po moim trupie!
– Jak będzie trzeba…
Wstała, chwyciła za jedną z butelek stojących na lodówce, wychyliła duży łyk ciepłej anyżówki i przeciągnęła się stękając. Zawsze liczyła, że ten wstrętny smak w końcu odstręczy ją od picia.
1 2 3 7 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Jeszcze jeden do normy
Marcin Orliński

7 III 2020

W odległym o kilkanaście metrów rowie ruszał się człowiek, czy może raczej to, co z niego zostało. Sławek wcześniej go nie zobaczył, bo przesłaniały mu okoliczne krzaki. Skórę miał bladą, niemal przezroczystą, tak, że można było idealnie zobaczyć jego nabrzmiałe żyły, a oczy niemal wychodziły mu na wierzch. Jeżeli to nie stanowiłoby wystarczającej wskazówki, ziejąca w szyi krwawa dziura i brak kawałka prawego obojczyka nie budziły wątpliwości. Ani chybi kolejny sztywny.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Punkt przywracania
Jarosław Księżyk

4 I 2020

Następnie opowiada coś, aby mi było miło. Coś o tym, że jestem fajnym facetem, inteligentnym, ciekawym, oraz że ze schizofrenią zaimplantowaną z całą pewnością można żyć. Robi ze mnie bohatera, pioniera nowej terapii, która siłą rzeczy musi mieć trudne początki. Dzięki mnie dokona się postęp.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Welesówna i niezbyt żywi mieszkańcy Brzózki
Mika Modrzyńska

2 XI 2019

Przez chwilę nic się nie działo. Dopiero po kilku minutach grupka stworzeń takich jak wodnik, choć drobniejszych i… bledszych, wynurzyła się z wody i podeszła do brzegu, prowadząc między sobą wierzgającą na wszystkie strony Martynę.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Punkt przywracania
— Jarosław Księżyk

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.