Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 czerwca 2022
w Esensji w Esensjopedii

Olga Niziołek
‹Wszystkie upadki Ans Wortel›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorOlga Niziołek
TytułWszystkie upadki Ans Wortel
OpisOlga Niziołek – czytam w trzech językach, tłumaczę z dwóch, piszę w jednym. Mieszkam w Amsterdamie, gdzie z zachwytem tropię mniejsze i większe absurdy życia codziennego. Dla portalu pisarzemowia.nl piszę o swoich ulubionych książkach z Holandii i Belgii, a niedawno skończyłam swoje pierwsze książkowe tłumaczenie. Czytam wszystko, od poezji neolingwistycznej przez literaturę piękną i surrealistyczną po harlekiny i etykietki szamponów, i znajduję w tym przyjemność. Czasem niczym niezmąconą, czasem masochistyczną, ale zawsze przyjemność.
Gatunekrealizm magiczny

Wszystkie upadki Ans Wortel

« 1 2 3 4

Olga Niziołek

Wszystkie upadki Ans Wortel

Kobiety z rodziny Ans Wortel rodziły dzieci szybko i łatwo. To, co inne nieraz opłacały życiem czy długotrwałą słabością, im przychodziło jakby mimochodem. Miały duże, miękkie ciała z szerokimi biodrami. Kiedy mała Ans uparcie nie przybierała na wadze, babka mierzyła ją spojrzeniem.
– Zobaczysz, jeszcze nabierzesz kształtów, jak my wszystkie. To jest w rodzinie. Mężczyźni będą się za tobą oglądać… – babka zaśmiała się cicho.
Ans Wortel zacisnęła usta z niesmakiem. Już wtedy postanowiła, że nigdy nie będą jej dotyczyć sprawy babskie, w odróżnieniu od męskich nieważne i omawiane przyciszonym głosem.
– Witaj, Ans.
Maartje rozglądała się po sali, mrugając oczami przypominającymi guziki. Krępa, utykająca na jedną nogę, została przyjęta na służbę do Pfeijfferów jeszcze jako dziecko. Pani domu nauczyła ją dygać i nie odzywać się bez pytania. Ans czuła silną niechęć do Maartje, od kiedy pierwszy raz ją zobaczyła, ale teraz z tego uczucia nie pozostał nawet ślad.
– Cieszę się, że o mnie nie zapomniałaś.
– Jak bym mogła! Wszyscy o tobie pamiętają, masz pozdrowienia od państwa Pfeijfferów.
– Dziękuję. A co nowego… w domu?
– U nas, Bogu dziękować, wszystko dobrze. Państwo zdrowi, a jak pan Wildvanger zacznie coś opowiadać, to tylko boki zrywać. Polubili się bardzo z Christiną, co za ciebie nastała, dobrana z nich para do żartów. Ale tu, widzę, też jest przyjemnie. Tapety eleganckie, nie spodziewałabym się…
Ans skinęła machinalnie głową. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów usłyszała nazwisko Willema i poruszyło to w niej dawno zapomniane uczucia. Ku swojemu zdziwieniu stwierdziła, że najsilniejszym z nich jest wściekłość. Ani słowem nie zdradziła się przed Maartje. Zakład w Meerenberg uczył, że pomijanie uczuć jest sposobem na przetrwanie, a Ans doskonale opanowała tę lekcję, wykładaną tak często przez Lotte, pielęgniarki i znaczące spojrzenia Nellie Woolthuizen.
Maartje szybko się pożegnała. Pozwoliła Ans odprowadzić się do drzwi sali, ale nie dalej, i nie odwróciła ani razu głowy, idąc długim korytarzem. Pióro zdobiące jej kapelusz chwiało się zabawnie.
11.
Ans Wortel zaczęła potajemnie rozmawiać z Bogiem. Czasami wychodziła poza słowa modlitwy i zatracała świadomość czasu i przestrzeni. Godziny milczenia nie były wtedy osuwaniem się w przepaść, ale trwaniem w jasności. I podczas jednego z takich momentów Ans Wortel wyraźnie usłyszała głos, mówiący jej, że za murami instytutu czeka na nią życie.
12.
Ans Wortel obierała ziemniaki. Kiedy zaczęła rozmawiać z Bogiem i jeść to, co nakładano jej na talerz, została przyjęta do grona pacjentek, które pomagały w kuchni. Ans Wortel codziennie obierała więc ziemniaki, a kiedy nie obierała ziemniaków i się nie modliła, śniła o obieraniu ziemniaków. Przybrudzone ziemią bulwy zastąpiły w jej głowie twarz ciemnowłosej dziewczynki, obierki przykryły uczucia doznawane na jawie. Ans Wortel wiedziała, że dla świata zewnętrznego wygląda jak bezwolna lalka. Zamiast zamykać i otwierać niewidzące oczy, Ans obracała w dłoniach kolejne ziemniaki.
– Widzisz, od razu lepiej wyglądasz! Praca pomaga na wszystko!
Ans odsłoniła zęby, próbując wywołać na twarzy uśmiech.
– Oby tak dalej. Do roboty jesteś nawykła, to ci się w życiu przyda – rzuciła Anita na odchodnym.
Świat Ans Wortel wypuścił na zewnątrz sylwetkę Anity i na nowo zamknął się wokół zadania, które każdego dnia od nowa czekało na Ans. Z czasem świat Ans rozszerzył się o inne rzeczy – kanarka w klatce, którego wolno jej było poić, wyszywanie pod okiem pielęgniarki, opowieści snute ukradkiem przez kobiety. W tle, z tyłu jej głowy, trwało jednak wieczne obieranie, nożyk bezustannie oddzielał brudną łupinę od białej powierzchni niekończącego się ziemniaka. I było tak, jakby z każdym metrem obierek coraz mniej istniała Ans, a coraz bardziej Gospodyni Domowa, pilna, obsypywana pochwałami, pusta.
13.
– U nas w Westerhoven – zaczęła tęga kobieta – jest takie miejsce. Jak kto tam po nocy chodzi, to może napotkać koty. Bardzo dużo kotów. Raz szedł tamtędy ojciec Michiela Bosmana, co z całą rodziną niedaleko kościoła mieszkał, z łopatą na ramię zarzuconą. Zobaczył kota na polu przy drodze, zamachnął się, rzucił. Naraz jak się nie zjawią koty! Jak spod ziemi wyrosły, otoczyły go kołem, że jedyne, o czym marzył, to złapać łopatę i wziąć nogi za pas. Ale ani w lewo, ani w prawo kroku zrobić nie mógł w kociej ciżbie, ani w przód, ani w tył… dopiero zniknęły, kiedy się chłop wziął na sposób i modlitwę mamrotać począł. Tylko po łopacie śladu nie było.
Może dawniej Ans skrzywiłaby się na takie pospolite historyjki, ale teraz była za nie wdzięczna. Nie trzeba było myśleć, wystarczyło słuchać. Zakład w Meerenberg nauczył ją, jak wtapiać się w tło.
Miękki południowy akcent kobiety ukołysał Ans do snu.
14.
– Lotte, kochanie, pomożesz Ans rozwiesić prześcieradła?
Dzikuska skinęła głową bez słowa.
Ostre słońce i świeże powietrze oszołomiły Ans. W pewnym oddaleniu, po wytyczonych wśród drzew alejkach, przechadzała się Nellie Woolthuizen. Kobieta szła zgarbiona, jakby pod naporem wiatru. Zaciskała pięści i marszczyła brwi, broniąc się przed istniejącym tylko dla niej deszczem. Ans przymknęła oczy, rozkoszując się wiosną. Teraz, kiedy nie zostało jej nic innego, takie momenty mogły zdecydować o tym, czy dzień będzie udany.
– Ostatnio lepiej wyglądasz – zagadnęła Ans.
– Dziękuję.
– Jeszcze trochę, a może stąd wyjdziesz. Tęsknisz za mamą?
Twarz Lotte zmieniła się momentalnie, a Ans Wortel zrozumiała, że popełniła ogromny błąd. Dziewczynka znieruchomiała, jakby nie widziała nikogo i niczego. Tak wyglądała zawsze chwilę przed atakiem choroby. Ans sięgnęła po prześcieradło. Kiedy mała rzuciła się na nią jak wściekły kot, gryząc i wymachując wątłymi ramionami, mokra płachta zatrzymała na chwilę jej ruchy. Ogromny, na wpół pełen kosz z praniem potoczył się na bok i przewrócił. Pielęgniarki pobiegły w ich stronę tak szybko, na ile pozwalały im długie spódnice. Ans Wortel natychmiast poddała się ich dłoniom, odciągającym ją na bok. Nie chciała trafić do izolatki, marzyła o powrocie do kuchni i obieraniu cudownych, łaskawych, niekończących się ziemniaków. Wykonałaby każdy rozkaz pielęgniarek, nie postałoby jej nawet w głowie, żeby stawić opór. Skądś dobiegło pianie koguta.
15.
Moment, w którym Ans Wortel została oficjalnie uznana za zdrową, nadszedł niespodziewanie. Jednego dnia nachylała się jeszcze nad makatką, głoszącą złotymi nićmi „Zgoda buduje, niezgoda rujnuje”, drugiego wepchnięto jej w ręce mizerny dobytek. Ans przesunęła dłonią po rękawie wełnianej sukienki. Nie wiedziała, czego może się spodziewać po powrocie do miasta. Raz jeszcze weszła w rolę Gospodyni i pochyliła głowę w geście podziękowania, a potem po raz ostatni ruszyła żwirowaną ścieżką. Mogłaby przysiąc, że mała Lotte wpatruje się w nią zza zamkniętego okna. Ans Wortel poczuła przez chwilę litość i żal, ale kiedy brama instytutu w Meerenberg zamknęła się za nią, kobieta ruszyła przed siebie, wprost w oślepiające słońce.
16.
Ans Wortel, tęsknię za tobą. Kocham cię. Tęsknię za tobą i nigdy już cię nie opuszczę. Zawsze będziemy razem, tak jak tego dnia, gdy zaczęłaś się śmiać, a potem płakać, a potem rzuciłaś się na podłogę, jakby to była tafla jeziora. Machałaś rękami i nogami, płynęłaś przez powietrze, zanosząc się płaczem, a pielęgniarki udawały, że próbują cię powstrzymać, ale tak naprawdę trzymały się z daleka, bo wiedziały z doświadczenia, że możesz plunąć im w twarz, możesz wbić zęby w nieostrożne przedramię, znały cię już wtedy, Ans Wortel. Zadziwiona tym, że nie napotykasz żadnego oporu, zmęczyłaś się w końcu i ucichłaś, i wtedy skrępowały cię, i zaniosły do łóżka. Mnie by się to nie przydarzyło, Ans, ale musisz wiedzieć, że kiedy jestem sama, pływam czasem w powietrzu, wyrzucam ramiona w górę i wykonuję gesty, które nie przystoją poważnej kobiecie. Tego mnie nauczyłaś. Za to ci dziękuję, Ans. Zostań w mojej głowie. Nie powiem nikomu.
17.
Kiedy kobieta kończy mówić, zapada cisza. Za oknem jest już ciemno. Miska obranych ziemniaków niepostrzeżenie zamieniła się w talerz, na którym piętrzą się świeżo usmażone placki. Kobieta patrzy przed siebie, w przestrzeń, jakby nie dostrzegała, że przy stole siedzi druga kobieta. Młodsza. Ciemnowłosa.
koniec
« 1 2 3 4
28 maja 2016

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Sin-ra
Anna Sikorska

2 IV 2022

Spróbowała odtworzyć w pamięci ich nieskładną wymianę zdań. Jej biedny, ranny symbiont nie mógł pomóc. Z zapamiętanych fragmentów wywnioskowała, że Gertrand pytał głównie o sin-ra. Wtedy złożyła to na karb ich obcości, faktu, że sami nie posiadali symbiontów, ale teraz…

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opowieści starego nawigatora: Miasto Słońca
Paweł Wolski

15 I 2022

Tym razem jednak, kiedy na dany mi przez cicerone znak jednym ruchem ściągnąłem z Niespodzianki osłaniające ją płótno, pośród z górą dwóch tysięcy skupionych wokół rezydentów zapanowała absolutna cisza.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Wędrowny Teatr Lalek Jeremium Patajasz
Anna Robak-Reczek

18 XII 2021

Wystarczyło kilka nieznacznych ruchów, i snuła się historia. Młody chwilę patrzył na to, co robi mój towarzysz, a potem, nie odrywając od niego wzroku, wyjął z kangurzej kieszeni bluzy niedużą lalkę. Biedne to stworzenie po przejściach dołączyło nieśmiało do tej, którą trzymał stary. Nie wiem, kto kogo prowadził, ono chłopca, czy on je.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.