Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 listopada 2018
w Esensji w Esensjopedii

Wiesław Gwiazdowski
‹Bestie z południowych krain›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorWiesław Gwiazdowski
TytułBestie z południowych krain
OpisWiesław Gwiazdowski,rocznik 73. Mieszka w Suwałkach. W Fantastyka Wydanie Specjalne 3/2016, ukazał się jego „Jurand”. Pod koniec roku, jeśli plany się nie zmienią, wydawnictwo Genius Creations szykuje druk jego powieści „Góry pamięci”.
Gatunekgroza / horror

Bestie z południowych krain

1 2 3 4 »
Wszystko musi być utrzymane w tajemnicy, dlatego dziewczyna bez sprzeciwu wykonuje polecenia. Wie, że tylko nieliczni będą dopuszczeni do władców przestworzy. Dwa dni trwa podróż do Syrii.

Wiesław Gwiazdowski

Bestie z południowych krain

Wszystko musi być utrzymane w tajemnicy, dlatego dziewczyna bez sprzeciwu wykonuje polecenia. Wie, że tylko nieliczni będą dopuszczeni do władców przestworzy. Dwa dni trwa podróż do Syrii.

Wiesław Gwiazdowski
‹Bestie z południowych krain›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorWiesław Gwiazdowski
TytułBestie z południowych krain
OpisWiesław Gwiazdowski,rocznik 73. Mieszka w Suwałkach. W Fantastyka Wydanie Specjalne 3/2016, ukazał się jego „Jurand”. Pod koniec roku, jeśli plany się nie zmienią, wydawnictwo Genius Creations szykuje druk jego powieści „Góry pamięci”.
Gatunekgroza / horror
„Kobieta jest koniem, którego się dosiada, ujeżdża, a potem przywiązuje do słupa.”
– Przysłowie rumuńskie.
Przebaczenie zbrodni jest jej akceptacją.
Śniady, dobrze zbudowany mężczyzna odgiął się z pokłonu.
Święty kamień, jedyne wyrażenie tego, który stworzył życie, pozostałość po boskiej obecności na ziemi, niemy strażnik obyczajów i sędzia nad maluczkimi, wysłuchał prośby swego sługi, lecz czy przychyli się ku niej, czy nie, miał pokazać czas.
– Panie, bądź miłościw mnie grzesznemu – wyszeptał mężczyzna.
W chwilach zwątpienia jedynie modlitwa przynosiła ukojenie. Mimo milczenia Boga, Abu Baghdi odnajdywał w niej spokój i zachętę do dalszej walki. Mimo że zrzekł się funkcji imama, jego wiara była silniejsza niż kiedykolwiek.
Wstał i odwrócił się do oczekującego na posłuchanie podwładnego.
– Mów – rzekł.
– Panie świata, słońce słońca, gwiazdo poranna, mieczu bezlitosny, ty, który stworzyłeś armię Boga i stoisz na jej czele, biczu boży, wodo dla spragnionych i pokarmie dla głodnych, wyrocznio Pana, pierwszy, ostatni i jedyny, ty, który jesteś i będziesz po wieki wieków…
– Mów.
– Panie, ta, która zeszła z niebios, złożyła jaja.
– Ile?
– Pięć, mój panie.
– Czy zapewniliście jej wszystko, co jest konieczne?
– Wedle twych słów, panie.
– Dobrze, Abdulu. Przypilnuj, by słowo stało się ciałem, albowiem nie ma nic gorszego od grzechu zaniechania. Niech ta, która zeszła z niebios, odpoczywa i nabiera sił, aby to, co zostało zasiane, dało plon.
Sługa skłonił się i wycofał z komnaty.
Abu Baghdi wpatrzył się w czerń świętego kamienia i z pokorą pochylił głowę, a następnie ukląkł. Został wysłuchany, lecz jeszcze wiele miał przed sobą, a droga, którą szedł, zdawała się nie mieć końca.
– Panie, który sprawiasz, że trawy rosną, a rzeki płyną, ty, który dałeś nam chleb i wodę, zechciej wysłuchać prośby swego pokornego sługi…
Mężczyzna mówił, święty kamień słuchał. Nawet czas zwolnił, jakby próbował się zatrzymać.
Abu Baghdi wiedział, że to tylko pozór. Czas mijał nieubłaganie i wciąż wydawało się go zbyt mało, by zrealizować to, czego żądał Bóg.
Niewierni urośli w siłę, rozmnożyli się jak zaraza, zbudowali miasta i świat, który przeczył wszystkiemu, co zawarto w świętych zwojach. Posiedli również broń, przy której miecze i włócznie wyglądały niczym dziecięce prymitywne zabawki.
Lata temu, u zarania świętej wojny, po tym, jak w trakcie modłów Abu poczuł na sobie boski oddech i zaczął tworzyć z praworządnych młodzieńców armię, plan nie istniał.
Miał wówczas dziewiętnaście lat i dopiero wkraczał w dorosłość. Lektura ksiąg wskazała mu cel, ku któremu podążył, zabierając po drodze najpierw tych, którzy myśleli podobnie, a potem tych, którzy się podporządkowali. Wybór tej jednej właściwej spośród niezliczonej ilości poplątanych ścieżek nie był łatwy. Czasami zwątpienie odbierało oddech, w gardle brakło słów, a w oczach łez. Bo mimo wszystko, mimo tysięcy patrzących, na początku nie krył się ze słabością. Potem już tak. Zbyt wielu towarzyszy oddało życie, inni zaś zaczęli się zastanawiać, czy jest w nim dość sił i czy podoła. Osobiście odrąbał głowy tym, którzy zwątpili.
Nie mógł zboczyć z obranej drogi. Bóg patrzył, słuchał. I żądał.
Nawet jeśli nie wszystko szło po myśli, dziś…
Dziś. Już nie byli na początku, lecz i nie na końcu. Być może nawet nie w połowie.
Cichy szmer oderwał wzrok Abu od czerni świętego kamienia. Podniósł się i odwrócił.
Skinął głową oczekującemu wojownikowi.
– Panie świata, słońce słońc, gwiazdo poranna, mieczu bezlitosny, ty, który stworzyłeś armię Boga i stoisz na jej czele, biczu boży, wodo dla spragnionych i pokarmie dla głodnych, wyrocznio Pana, pierwszy, ostatni i jedyny, ty, który jesteś i będziesz po wieki wieków…
– Mów, Abdullahu – Abu przerwał formułę.
– Stało się jak rzekłeś, panie, na chwałę Allacha.
– Ile?
– Pięć.
– Białe?
– Białe, panie, obyś żył wiecznie.
Twarz Abu wykrzywił uśmiech. Pięć białych dziewic. Europejek. Wygłodniali wojownicy otrzymają w końcu nagrodę za wierność i trud. Obiecał im je i oto nadszedł dzień, w którym będzie mógł dotrzymać słowa.
Na początku nie było planu, lecz dziś… Każdy krok, każda decyzja i rozkaz miały swój cel, swoją myśl przewodnią. Nic nie działo się bez przyczyny.
Dziesięć lat później
Każdy dzień Anna Em zaczyna od przeglądania się w magicznym zwierciadle. Jest atrakcyjną osiemnastolatką o niebieskich oczach i blond włosach. Delikatna cera, metr siedemdziesiąt wzrostu, piersi miseczka C. Po położeniu pudru i tuszu wzbudza chorobliwą zazdrość i zachwyt. Od miesiąca nosi aparat korekcyjny na zębach i srebrny kolczyk w języku. Zastanawia się nad przekłuciem okolic intymnych.
Lubi dobrą muzykę klasyczną, stary jazz i blues, fascynuje ją ambitne kino. Nałogowo czytuje książki ze szczytów list bestsellerów. Nie lubi tracić czasu na rzeczy bezwartościowe. Ubiera się tylko w markowe ciuchy.
Po porannej pobudce i małym co nieco przegryzionym w kuchni, Anna wchodzi na bieżnię. Zdalnie włącza ulubioną audycję z najmodniejszą w ostatniej dekadzie instruktorką fitness i, naśladując idolkę, zaczyna bieg po zdrowie.
Jej nieuporządkowane myśli przynoszą obrazy skąpanych w jesiennym słońcu Tatr.
Jej płuca oddychają słoną bryzą. Spieniony Bałtyk łasi się chłodem fal.
Mazurskie jeziora i lasy mienią się cieniami lecących błękitnym niebem kormoranów.
Zatracić się i umrzeć – oto jej cel w życiu. Żyć szybko i odejść młodo, pozostawiając za sobą tylko dobre wspomnienia i piękne zdjęcia.
Po morderczym biegu Anna z lubością wyciera ciało ręcznikiem i przegląda się w lustrze.
„Kurwa, naprawdę jestem cool”– myśli, nie bez satysfakcji zawieszając wzrok na ponętnych piersiach i wręcz podręcznikowym wzgórku łonowym.
Z mroku wyłania się diabeł. Obejmuje ją muskularnymi ramionami, zlizuje resztki potu z szyi, smyra zwierzęcym ogonem wewnętrzne strony ud. Mogłaby zatonąć w przyjemności. Mogłaby umrzeć w ramionach czarta.
„Jesteś idealna” – potwierdza jej samozachwyt upadły anioł, rozkładając nietoperze skrzydła. – „Taka wilgotna” – syczy, rozdwojonym językiem sięgając małżowiny.
Jest delikatny i czuły, a jednocześnie męski, władczy, stanowczy i szatańsko silny. Wie, co sprawia jej rozkosz i nie bawi się w podchody.
Z lekką nieśmiałością Anna poddaje się pieszczocie.
„Daj mi świat, a będę twoja” – jęczy, wyobrażając sobie pięćdziesiąt twarzy adoratora. Mężczyźni ze srebrnego ekranu, celebryci wielkiego świata, dyktatorzy, sąsiad z naprzeciwka…
I wtedy nagle dzwoni budzik.
A do pokoju wchodzi brat.
– Ej, wyłaź z wyra – drze się chłopak na dzień dobry. – Matka kazała zrobić zakupy.
Anna wychodzi z łóżka i posłusznie idzie do łazienki, zmywa z twarzy resztki snu i marzeń.
– O, nie, tylko nie to – jęczy, dostrzegając w odbiciu na nieskazitelnej tafli lustra zaczerwieniony wykwit skórny. – Wycisnę cię, zniszczę. Nie pozwolę – i zabiera się do usuwania nieproszonego gościa. Jest wściekła. Zawsze, kiedy fantazje nabierają realnego kształtu, coś lub ktoś włazi w nie butami i niszczy idealny obraz.
Po operacji siada na sedesie i sięga po leżący na podłodze magazyn fitness. Z westchnieniem przerzuca kolorowe strony. Zza drzwi dolatuje ulubiony przebój: „Ona tańczy dla mnie”. Anna wzdycha. Gdyby chociaż miała kogoś, dla kogo mogłaby zatańczyć…
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>
Ilustracja: Rafał Wokacz
– Kończysz?! – wściekły głos brata na sekundę zamyka Annie oczy.
Nie odpowiada. Emil zawsze ma zły humor. Taki już jest. Wredny sukinsyn. Czasem miała wrażenie, że moderował jej życie. A przecież nie jest wcale mądry, ani lepszy. Też potrafi przesiadywać w łazience, a potem wciska kit, że żółte plamy na umywalce to smarki, a nie… Wstrząsa się na samą myśl. Obrzydliwy typ, jej brat. Choć prawdopodobnie po innym ojcu. Matka nigdy nie przyznała tego wprost, mimo rozwodu i kompletnego niepodobieństwa dzieci, miała tysiąc wymówek i wytłumaczeń.
Matka, kolejna osoba do odstrzału.
1 2 3 4 »

Komentarze

13 VIII 2016   19:44:21

Wciągnęła mnie wartka akcja i sprawnie zrobiony przeplot fantastyki z jakże aktualną rzeczywistością.

26 VIII 2016   08:26:07

Dzięki za pozytywny odbiór

30 VI 2018   01:01:19

Przeczytalem z ciekawoscia i zainteresowaniem wszystkie trzy opowiadania i musze przyznac, ze czekam na wiecej.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Rozstaje
Agnieszka Osikowicz-Chwaja

20 X 2018

Znał go pan wcześniej. Dusza towarzystwa, wiecznie chętny do żartów i zabawy. Postanowił żyć tak, jak dotąd, nie przejmując się zakazami, Horeną i całym tym gnojem. Dlatego major kazał dać mu nauczkę. Pewnego dnia Mats zniknął i nie było go kilka dni.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Ryż
Leon Baar

8 IX 2018

Musisz mnie posłuchać. Wypuść mnie, wynagrodzę ci. Uciekniemy. Wszystko ci powiem, bo widzę, że jako jedyny masz łeb nie tylko po to, żeby ci deszcz przez szyję nie padał. Fort nie nazywa się Santa Eva. To martwy brzeg. Statki dopływają tu w jedną stronę.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Extrema unctio
Jakub Houst

11 VIII 2018

Wszystko jest przygotowane tak, jak należy: na drewnianym stoliku przykrytym białym obrusem palą się świece, stoi krzyż i naczynie z wodą święconą. Z półmroku po bokach izby wyłaniają się pomarszczone kobiece twarze, gdyż w tej wsi nie ma już mężczyzn poza mną.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Stanisz
— Wiesław Gwiazdowski

Centurion
— Wiesław Gwiazdowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.