Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 lutego 2018
w Esensji w Esensjopedii

Bestie z południowych krain

[1] 2 3 4 »
Wszystko musi być utrzymane w tajemnicy, dlatego dziewczyna bez sprzeciwu wykonuje polecenia. Wie, że tylko nieliczni będą dopuszczeni do władców przestworzy. Dwa dni trwa podróż do Syrii.

Wiesław Gwiazdowski
‹Bestie z południowych krain›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorWiesław Gwiazdowski
TytułBestie z południowych krain
OpisWiesław Gwiazdowski,rocznik 73. Mieszka w Suwałkach. W Fantastyka Wydanie Specjalne 3/2016, ukazał się jego „Jurand”. Pod koniec roku, jeśli plany się nie zmienią, wydawnictwo Genius Creations szykuje druk jego powieści „Góry pamięci”.
Gatunekgroza / horror
„Kobieta jest koniem, którego się dosiada, ujeżdża, a potem przywiązuje do słupa.”
– Przysłowie rumuńskie.
Przebaczenie zbrodni jest jej akceptacją.
Śniady, dobrze zbudowany mężczyzna odgiął się z pokłonu.
Święty kamień, jedyne wyrażenie tego, który stworzył życie, pozostałość po boskiej obecności na ziemi, niemy strażnik obyczajów i sędzia nad maluczkimi, wysłuchał prośby swego sługi, lecz czy przychyli się ku niej, czy nie, miał pokazać czas.
– Panie, bądź miłościw mnie grzesznemu – wyszeptał mężczyzna.
W chwilach zwątpienia jedynie modlitwa przynosiła ukojenie. Mimo milczenia Boga, Abu Baghdi odnajdywał w niej spokój i zachętę do dalszej walki. Mimo że zrzekł się funkcji imama, jego wiara była silniejsza niż kiedykolwiek.
Wstał i odwrócił się do oczekującego na posłuchanie podwładnego.
– Mów – rzekł.
– Panie świata, słońce słońca, gwiazdo poranna, mieczu bezlitosny, ty, który stworzyłeś armię Boga i stoisz na jej czele, biczu boży, wodo dla spragnionych i pokarmie dla głodnych, wyrocznio Pana, pierwszy, ostatni i jedyny, ty, który jesteś i będziesz po wieki wieków…
– Mów.
– Panie, ta, która zeszła z niebios, złożyła jaja.
– Ile?
– Pięć, mój panie.
– Czy zapewniliście jej wszystko, co jest konieczne?
– Wedle twych słów, panie.
– Dobrze, Abdulu. Przypilnuj, by słowo stało się ciałem, albowiem nie ma nic gorszego od grzechu zaniechania. Niech ta, która zeszła z niebios, odpoczywa i nabiera sił, aby to, co zostało zasiane, dało plon.
Sługa skłonił się i wycofał z komnaty.
Abu Baghdi wpatrzył się w czerń świętego kamienia i z pokorą pochylił głowę, a następnie ukląkł. Został wysłuchany, lecz jeszcze wiele miał przed sobą, a droga, którą szedł, zdawała się nie mieć końca.
– Panie, który sprawiasz, że trawy rosną, a rzeki płyną, ty, który dałeś nam chleb i wodę, zechciej wysłuchać prośby swego pokornego sługi…
Mężczyzna mówił, święty kamień słuchał. Nawet czas zwolnił, jakby próbował się zatrzymać.
Abu Baghdi wiedział, że to tylko pozór. Czas mijał nieubłaganie i wciąż wydawało się go zbyt mało, by zrealizować to, czego żądał Bóg.
Niewierni urośli w siłę, rozmnożyli się jak zaraza, zbudowali miasta i świat, który przeczył wszystkiemu, co zawarto w świętych zwojach. Posiedli również broń, przy której miecze i włócznie wyglądały niczym dziecięce prymitywne zabawki.
Lata temu, u zarania świętej wojny, po tym, jak w trakcie modłów Abu poczuł na sobie boski oddech i zaczął tworzyć z praworządnych młodzieńców armię, plan nie istniał.
Miał wówczas dziewiętnaście lat i dopiero wkraczał w dorosłość. Lektura ksiąg wskazała mu cel, ku któremu podążył, zabierając po drodze najpierw tych, którzy myśleli podobnie, a potem tych, którzy się podporządkowali. Wybór tej jednej właściwej spośród niezliczonej ilości poplątanych ścieżek nie był łatwy. Czasami zwątpienie odbierało oddech, w gardle brakło słów, a w oczach łez. Bo mimo wszystko, mimo tysięcy patrzących, na początku nie krył się ze słabością. Potem już tak. Zbyt wielu towarzyszy oddało życie, inni zaś zaczęli się zastanawiać, czy jest w nim dość sił i czy podoła. Osobiście odrąbał głowy tym, którzy zwątpili.
Nie mógł zboczyć z obranej drogi. Bóg patrzył, słuchał. I żądał.
Nawet jeśli nie wszystko szło po myśli, dziś…
Dziś. Już nie byli na początku, lecz i nie na końcu. Być może nawet nie w połowie.
Cichy szmer oderwał wzrok Abu od czerni świętego kamienia. Podniósł się i odwrócił.
Skinął głową oczekującemu wojownikowi.
– Panie świata, słońce słońc, gwiazdo poranna, mieczu bezlitosny, ty, który stworzyłeś armię Boga i stoisz na jej czele, biczu boży, wodo dla spragnionych i pokarmie dla głodnych, wyrocznio Pana, pierwszy, ostatni i jedyny, ty, który jesteś i będziesz po wieki wieków…
– Mów, Abdullahu – Abu przerwał formułę.
– Stało się jak rzekłeś, panie, na chwałę Allacha.
– Ile?
– Pięć.
– Białe?
– Białe, panie, obyś żył wiecznie.
Twarz Abu wykrzywił uśmiech. Pięć białych dziewic. Europejek. Wygłodniali wojownicy otrzymają w końcu nagrodę za wierność i trud. Obiecał im je i oto nadszedł dzień, w którym będzie mógł dotrzymać słowa.
Na początku nie było planu, lecz dziś… Każdy krok, każda decyzja i rozkaz miały swój cel, swoją myśl przewodnią. Nic nie działo się bez przyczyny.
Dziesięć lat później
Każdy dzień Anna Em zaczyna od przeglądania się w magicznym zwierciadle. Jest atrakcyjną osiemnastolatką o niebieskich oczach i blond włosach. Delikatna cera, metr siedemdziesiąt wzrostu, piersi miseczka C. Po położeniu pudru i tuszu wzbudza chorobliwą zazdrość i zachwyt. Od miesiąca nosi aparat korekcyjny na zębach i srebrny kolczyk w języku. Zastanawia się nad przekłuciem okolic intymnych.
Lubi dobrą muzykę klasyczną, stary jazz i blues, fascynuje ją ambitne kino. Nałogowo czytuje książki ze szczytów list bestsellerów. Nie lubi tracić czasu na rzeczy bezwartościowe. Ubiera się tylko w markowe ciuchy.
Po porannej pobudce i małym co nieco przegryzionym w kuchni, Anna wchodzi na bieżnię. Zdalnie włącza ulubioną audycję z najmodniejszą w ostatniej dekadzie instruktorką fitness i, naśladując idolkę, zaczyna bieg po zdrowie.
Jej nieuporządkowane myśli przynoszą obrazy skąpanych w jesiennym słońcu Tatr.
Jej płuca oddychają słoną bryzą. Spieniony Bałtyk łasi się chłodem fal.
Mazurskie jeziora i lasy mienią się cieniami lecących błękitnym niebem kormoranów.
Zatracić się i umrzeć – oto jej cel w życiu. Żyć szybko i odejść młodo, pozostawiając za sobą tylko dobre wspomnienia i piękne zdjęcia.
Po morderczym biegu Anna z lubością wyciera ciało ręcznikiem i przegląda się w lustrze.
„Kurwa, naprawdę jestem cool”– myśli, nie bez satysfakcji zawieszając wzrok na ponętnych piersiach i wręcz podręcznikowym wzgórku łonowym.
Z mroku wyłania się diabeł. Obejmuje ją muskularnymi ramionami, zlizuje resztki potu z szyi, smyra zwierzęcym ogonem wewnętrzne strony ud. Mogłaby zatonąć w przyjemności. Mogłaby umrzeć w ramionach czarta.
„Jesteś idealna” – potwierdza jej samozachwyt upadły anioł, rozkładając nietoperze skrzydła. – „Taka wilgotna” – syczy, rozdwojonym językiem sięgając małżowiny.
Jest delikatny i czuły, a jednocześnie męski, władczy, stanowczy i szatańsko silny. Wie, co sprawia jej rozkosz i nie bawi się w podchody.
Z lekką nieśmiałością Anna poddaje się pieszczocie.
„Daj mi świat, a będę twoja” – jęczy, wyobrażając sobie pięćdziesiąt twarzy adoratora. Mężczyźni ze srebrnego ekranu, celebryci wielkiego świata, dyktatorzy, sąsiad z naprzeciwka…
I wtedy nagle dzwoni budzik.
A do pokoju wchodzi brat.
– Ej, wyłaź z wyra – drze się chłopak na dzień dobry. – Matka kazała zrobić zakupy.
Anna wychodzi z łóżka i posłusznie idzie do łazienki, zmywa z twarzy resztki snu i marzeń.
– O, nie, tylko nie to – jęczy, dostrzegając w odbiciu na nieskazitelnej tafli lustra zaczerwieniony wykwit skórny. – Wycisnę cię, zniszczę. Nie pozwolę – i zabiera się do usuwania nieproszonego gościa. Jest wściekła. Zawsze, kiedy fantazje nabierają realnego kształtu, coś lub ktoś włazi w nie butami i niszczy idealny obraz.
Po operacji siada na sedesie i sięga po leżący na podłodze magazyn fitness. Z westchnieniem przerzuca kolorowe strony. Zza drzwi dolatuje ulubiony przebój: „Ona tańczy dla mnie”. Anna wzdycha. Gdyby chociaż miała kogoś, dla kogo mogłaby zatańczyć…
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>
Ilustracja: Rafał Wokacz
– Kończysz?! – wściekły głos brata na sekundę zamyka Annie oczy.
Nie odpowiada. Emil zawsze ma zły humor. Taki już jest. Wredny sukinsyn. Czasem miała wrażenie, że moderował jej życie. A przecież nie jest wcale mądry, ani lepszy. Też potrafi przesiadywać w łazience, a potem wciska kit, że żółte plamy na umywalce to smarki, a nie… Wstrząsa się na samą myśl. Obrzydliwy typ, jej brat. Choć prawdopodobnie po innym ojcu. Matka nigdy nie przyznała tego wprost, mimo rozwodu i kompletnego niepodobieństwa dzieci, miała tysiąc wymówek i wytłumaczeń.
Matka, kolejna osoba do odstrzału.
[1] 2 3 4 »
dodajdo

Komentarze

13 VIII 2016   19:44:21

Wciągnęła mnie wartka akcja i sprawnie zrobiony przeplot fantastyki z jakże aktualną rzeczywistością.

26 VIII 2016   08:26:07

Dzięki za pozytywny odbiór

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Dzikie stworzenia
Krystyna Chodorowska

10 II 2018

Przez dłuższą chwilę patrzył na mnie z otwartymi ustami. Przygotowałam się na urywane, wykrztuszone pytania, co tutaj robię, na rozkojarzone wskazywanie palcem. Miałam nawet jakieś zaimprowizowane odpowiedzi: wieczór panieński, nocne pływanie, dowcip koleżanek.

więcej »
Kolaż: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Bayerische Engelen Werke
Konstanty Stankiewicz

20 I 2018

Jeszcze próbował się ratować, jeszcze tańczył w panice na lodzie, jeszcze kurczowo trzymał się balustrady, ale był bez szans. Walizka przeciążyła, pociągnęła go w dół. Żulik na laskę, laska na mnie, ja wyciąłem – jak myśliwski samolot – beczkę.

więcej »
Kolaż: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Zapasy
Bazyli Nowak

23 XII 2017

Przygnieciony nadprogramową dawką kobiecości traciłem siły w tempie błyskawicznym, i co gorsza, dusiłem się zdecydowanie szybciej niż poprzednio. Słowa grzęzły w odgradzającej mnie od świata zewnętrznego mięsistości. Piersią matki wykarmiony i ludzkości na pożytek dany, teraz piersiami, tyle że nie matki, miałem być zamordowany.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Stanisz
— Wiesław Gwiazdowski

Centurion
— Wiesław Gwiazdowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.