Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 1 grudnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Sławomir Mrugowski
‹Za cenę najwyższą...›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorSławomir Mrugowski
TytułZa cenę najwyższą...
OpisAutor pisze o sobie:
Autor – nie mylić z Pisarz – to typowa zodiakalna Waga (niesystematyczna, leniwa, etc.). Zauroczenie wczesnym średniowieczem i magią polskich krajobrazów to efekt najpierw lektury Bunscha i Kraszewskiego, dzieł romantyków z „Balladyną” Słowackiego na czele, potem podróży po kraju (Gopło ma pod samym nosem). Pomysł na cykl opowiadań o wojowniku Strzygoni (drugie w cyklu – „Krew z krwi” – NF 10/2001) pojawił w głównej mierze na bazie tego zauroczenia, ale też w zwiazku z rozczarowaniem lekturą dzieł „mistrza polskiej fantasy” (choć przed sukcesem komercyjnym chylić trza głowę), a także z właściwej autorowi pychy i zarozumialstwa. „Za cenę najwyższą” jest czwartym epizodem. By zadość uczynić statystykom część pierwsza i trzecia jest wciąż „na warsztacie"…
Gatunekfantasy

Za cenę najwyższą... – część 1

« 1 4 5 6

Sławomir Mrugowski

Za cenę najwyższą... – część 1

Łódź pojawiła się nagle, wychynęła z tumanu. Przecinała fale bez ruchu wioseł, bezgłośnie. Wojownik dostrzegł najpierw wysoki kadłub ozdobiony wizerunkiem Jaroga, potem niskie burty i postaci. Ponad statkiem kłębiły się smugi. Mgliste sylwetki przenikały się, kładły się na wodzie i rozświetlały mrok mdłym, widmowym światłem.
Kobieta o rozpuszczonych, rdzawych włosach leżała pod rzeźbą. Jej twarz o miękkich rysach rozjaśniona była poświatą. Spała niespokojnie. Rękoma trzymała się burt. Na jej piersi ułożył się jasnowłosy chłopak. Strzygonia rozpoznał. Przez chwilę zbierał myśli.
– Wirgo… – szepnął wreszcie. Młodzik nie poruszył się. Po przeciwnej stronie kucała dwójka niskich postaci o dziecięcej urodzie. Jedna z nich trzymała w rękach lutnię. Poruszała palcami i otwierała usta, ale żaden dźwięk nie docierał do uszu wojownika. Łódź płynęła wprost na niego. Gdy była już blisko kasztanowłosy wyciągnął zgrabiałe ramię. Nie poczuł dotknięcia burty. Dłoń zacisnęła się w pustce, przeniknęła przez widmo i upadła w wodę. Najemnik poczuł jak strach ściska mu gardło. Opiekunka skryła się w mrokach świadomości. Strzygonia czuł jej strach. Statek przeniknął przez jego postać na wskroś. Odpływał razem z mgłami.
Kasztanowłosy zaczął płynąć w stronę brzegu. Wtedy poczuł dotknięcia. Odwrócił głowę. Nad nim kłębiły się widma.
Spadły nagle, bez żadnego dźwięku. Zasłoniły świat. Wojownik rzucił się do ucieczki. Płynął, podświadomie wybierając drogę. Nawie oplatały jego głowę, wnikały do płuc z każdym oddechem. Wdzierały się w myśli. Tam Strzygonia usłyszał ich krzyk. Skurcze szarpały mięśniami, ramiona odmawiały posłuszeństwa. Oddech rwał się niczym sukno z babiego lata. Wojownik rozpaczliwie rzucał członkami, ratował się przed utonięciem. Nie poczuł kiedy woda zamknęła się nad nim. Opiekunka miotała się bezsilnie. Nie umiała pomóc.
Chwyciły go mocne, kościste dłonie. Strzygonia był nieprzytomny, kiedy szczupły, wysoki człowiek wynosił go na brzeg.
Kiedy się ocknął, zwymiotował wodą. Zanim sprzed oczu ustąpiły krwiste plamy, posłyszał znajomy głos.
– Więc tu się ukryłeś?! – postać stała w świetle księżyca. – Ile jeszcze razy będę cię ratował? – starzec westchnął. Kasztanowłosy poznał Uzdrowiciela.
– Wodę trzeba szanować. Prądy niejednego wciągnęły w głębinę.
– Prądy?! – Strzygonia kaszlał. Wreszcie wróciły mu zmysły. – Ja… – spojrzał na Morriona. Po chwili nie był już pewien niczego. – Cholerne zwidy… – dodał ciszej.
– Jak moje maści? – starzec rzucił wojownikowi ubrania.
– Dziewki i tak idą za bogactwem – odparł najemnik. Usiadł. Oddychał nierówno. Wstrząsnął się z zimna. – Cnota ma swoją cenę… – zaczął się ubierać. – …jak wszystko.
– Gdzie w tym świecie miejsce na miłość? – westchnął z rezygnacją starzec. – Za moich czasów…
– Wiem, wszystko było idealne – mruknął wojownik.
Uzdrowiciel kiwając głową podszedł do gasnącego ogniska. Rozdmuchał resztki żaru i dodał gałązek.
– Pozwolisz, że się dosiądę? – nie zaczekał na zgodę. – Trudno tu nocą o kogoś do pogawędki. Łatwiej o wilkołaka, biesa albo gryfa – ogień strzelił wesoło. – Zdarzają się jeszcze strzygi… – Morrion zerknął na najemnika ściągając brwi.
– I nie boisz się?
– Ja stary. Ani dobry do nażarcia, ani chwała mnie ubić. Licho mi nie straszne.
Siedli po przeciwnych stronach ognia.
– Każdy czegoś się boi… – kasztanowłosy patrzył na tańczące płomyki.
– Tylko ci, którzy nie noszą w sobie spokoju – starzec złowił wzrok wojownika. Chwilę patrzyli sobie w oczy. Strzygonia dojrzał w nich coś, co przypominało mu dni na Lednicy, u Barwina – kapłana, jego ojca.
– A w tobie, Strzygonia, spokoju nie ma. Tam, w lochu, miałem sporo czasu żeby słuchać… mówiłeś przez sen. Poznałem cię… na tyle, żeby wiedzieć, że podjąłeś się niebezpiecznego zadania. Dla ciebie może niewykonalnego. Żyjesz na granicy światów, widzisz rzeczy, których nie powinieneś, wchodzisz w drogę siłom, którym nie podołasz. Mimo wszystko jesteś tylko człowiekiem.
– W odróżnieniu od ciebie, prawda?
Morrion nie odpowiedział.
– Pojawiasz się niewiadomo skąd, znikasz bez znaku… Może jesteś jedną ze zjaw… może twoja pomoc to pozór – najemnik chwycił miecz. Wyjął brzeszczot do połowy. Uzdrowiciel pokiwał głową i westchnął.
– Masz dar, cenny dar, kasztanowłosy, dar, który może być błogosławieństwem, ale i zgubą. Może być drogą do koszmaru, bo w końcu nie odróżnisz jawy od snu, dobra od zła, przyjaciół od wrogów… Dla każdego to byłby zwykły skurcz, zbyt mocny wir, a ty je widziałeś, mgliste nawie, sługi Goplany. Niewielu widziało ją na jeziorze, niewielu widuje boginki na bagnach, utopce, mary. To potrafi poplątać zmysły, to prosta droga do obłędu. Tak czy inaczej, przyjdzie ci zapłacić wysoką cenę… Może nawet najwyższą.
– Śmierć pisana jest każdemu…
– Są rzeczy dużo gorsze – Morrion podniósł wzrok. – Obaj to wiemy. Boisz się, to dobrze, ale strach może być złym doradcą. On każe ci być ostrożnym, ale nie musisz szukać wrogów, gdzie ich nie ma. Chcesz wiedzieć kim jestem? – zawiesił głos. – Dobrze. Jestem jedną ze zjaw, żyję na granicy tego, co ludzie zwykli nazywać koszmarem, na granicy niepojętego, tak jak twoja Opiekunka, jak po części ty sam. Mówią o mnie różnie – leszy, borut… Gadają bzdury o tym, że żywię się krwią. Chociaż o tobie mówią podobnie – parsknął. – Ludzie nie muszą znać prawdy. I tak wierzą tylko w to, w co sami chcą, co jest prostsze, łatwiej wytłumaczalne…
– A ty otwierasz grzybom kapelusze…
– Przestań – Uzdrowiciel skrzywił się. – Znam ją, Goplanę, czarownicę, charakternicę. Kochałem ją, jak teraz ten młodzik, Wirgo. Wykorzystała mnie, jak teraz wykorzysta jego… I ciebie, jeśli nie odejdziesz. Jest piękna, mądra, groźna i bezwzględna – to magiczny eliksir miłości, jak płomień zbyt jasny aby nie pragnąć w nim spłonąć. Nie wiesz, ile trzeba było trudu aby uwięzić ją tu, nad Gopłem. Nie wiesz, ile sił potrzeba aby upilnować ją…
– To tylko kobieta – Strzygonia przełamał z trzaskiem gałązkę. Niecierpliwie cisnął ją w płomienie.
– To bestia… Przy niej jesteś niczym ten chrust. Opiekunka nie pomoże. Nie da rady, choć cię kocha… – Morrion wyciągnął dłonie do ognia. – To też jest dla mnie niepojęte. Strzyga nie uchroni cię przed wiedźmą.
– To jak z nią walczyć?
– Sercem i wiarą… Nie tak jak z ludźmi, najemniku. Nawet Jaroga łatwiej ubić, starczy miecz, bo on jest z krwi i kości, czuje ból i strach, ale ona… Patrzę na ciebie i wiem, że ta walka nie pozostawi cię takiego samego… Jest ci przeznaczona, ale to jedna z tych chwil, kiedy możesz wybrać, kiedy potrzeba zrobić rachunek zysków i strat, pomyśleć, czy cena…
– Nie wierzę w brednie – przerwał Strzygonia. – Już mi wróżono. Będę piękny, bogaty…
– Nie drwij! Będziesz jeszcze jedną marą w orszaku królowej widm, w armii cieni Pani Jeziora, wiedźmy Goplany. Ja widzę… Jestem tylko Uzdrowicielem, pół nawią, ale to takie wyraźne… Nawet dla mnie.
– Zginę?!
– Może…
– Pomożesz mi?
– Tak. Właśnie to robię. Odejdź – szepnął Morrion. Strzygonia pokiwał głową.
– Znajdę ją, znajdę Goplanę… – najemnik zamknął powieki. Uciszał szum w głowie. Strzyga wiła się w nim. – …bo jeszcze raz muszę spojrzeć w jej oczy – wojownik czuł strach Upiorzycy, strach i zazdrość. – Choćby po to, żeby wyrzucić ją z myśli…
Starzec milczał długo. W końcu westchnął z rezygnacją.
– Nad Gopłem jest najsilniejsza – spojrzał w niebo. – Pełnia już blisko. To dobra pora dla twojej Opiekunki. Nie masz wiele czasu – wstał.
– Żegnaj Strzygonia – pokiwał głową. – A może do zobaczenia… – odwrócił się. – Kto wie.
Zniknął w ciemności zanim doszedł do ściany lasu.
koniec
« 1 4 5 6
1 maja 2002

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Płyń
Szymon Bokota

14 XI 2020

Nie miałem już siły walczyć z nurtem, który uparcie miotał mną od lewa do prawa. Za każdym razem, gdy zdawało mi się, że lada chwila zostanę wyrzucony na brzeg niczym odpad, prąd jakby złośliwie, zrzucał mnie ponownie ku centrum. Trzeba było zaprzestać oporu, rozluźnić wątłe mięśnie i czekać na nieuniknione.

więcej »
Kolaż: <a href='mailto:halas.agn@gmail.com'>Agnieszka ‘Ignite’ Hałas</a>

W oczach gwiazd
Adrianna Filimonowicz

12 X 2020

Czy miałem prawo stawać między nią a losem, który wskazały jej duchy? Czy byłoby to w istocie dobre? Tyyine dają nam wiele, lecz nie ma w tym szczodrości. Za każdy dar płacimy. Zmęczeniem, krwią, czasem życiem czy szaleństwem. Isirre miała dokonać czegoś wielkiego. Dla swego ludu i dla siebie. Za cenę jednak czegoś więcej niż życie, czego nawet nie umiałem nazwać. I na co się nie godziła…

więcej »
Ilustracja: Katarzyna Szymonik

Luka w pamięci
Marianna Szygoń

12 IX 2020

Przecież batyskaf ma dwa miejsca, dla bezpieczeństwa człowiek zabierał robota. Zwłaszcza wybierając się w miejsce na granicy zasięgu łodzi. Wtedy tak naprawdę do niej dotarło, że szuka nie jednego, a dwóch naukowców. Kim był android, który zaginął wraz z nim? Dlaczego nikt o nim nie wspomniał?

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Ballada o złych kobietach
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.