Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Agnieszka Zapart
‹Pisarz›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAgnieszka Zapart
TytułPisarz
OpisRocznik ’85. Z wykształcenia oraz pasji psycholożka i psychoterapeutka. Fantastykę czytuje jako przyjemną przeciwwagę dla literatury fachowej. Od 13. roku życia pisze dzienniki, w teorii mające porządkować myśli, z praktyką bywa różnie. W pisaniu prozy nie byłaby sobą, gdyby temat choć trochę nie zahaczał o sferę ludzkich dramatów. Członkini Sekcji Literackiej Śląskiego Klubu Fantastyki.
Gatunekobyczajowa

Pisarz

« 1 2 3 4 8 »
Tym razem jednak było inaczej. Nie wiedzieć czemu na pytanie dziewczyny przed jego oczami stanął obraz zupełnie innego domu. Powróciło uczucie nieprzyjemnego, ogarniającego ciało chłodu. Przypomniał mu się dom z czasów uchwyconych na zdjęciu, które miał dziś ze sobą ten chłopak w Empiku. Zdjęcie z czasów, gdy ktoś naprawdę na Piotra czekał.
Zza ściany sączyła się przytłumiona dyskotekowa muzyka, nad którą od czasu do czasu wybijał się pijacki chichot. Dziewczyna, widząc wyraz twarzy Piotra, delikatnie dotknęła jego policzka. Już miała zapytać, co się stało, gdy mężczyzna, odegnawszy wspomnienia, odepchnął ją gwałtownie.
– A nie czekają na ciebie rodzice? – zapytał pogardliwie. – Zbierz się już, kochana, pewnie masz lekcje do odrobienia albo w najlepszym wypadku jakieś kolokwium do zaliczenia.
Wstał i nie patrząc na zmieszaną i zawstydzoną dziewczynę, poszedł pod prysznic. Gdy wrócił do sypialni, już jej nie było. Nie było też gotówki w jego portfelu, rozbebeszonym i porzuconym na środku pokoju. Dziwka. Ale przynajmniej wzięła uczciwą stawkę.
Położył się do łóżka. Pod powieki powracały nikłe, ale jednak irytujące wspomnienia zdjęcia, domu, chłopaka. Co takiego w nim było? Jego zachowanie, sposób bycia – tak bardzo kogoś przypominał. Ślad jakiegoś starego doświadczenia pojawił się w pamięci Piotra. Szybko jednak roztopił się pośród marzeń i fantazji, gdy mężczyzna odpłynął w końcu w sen.
• • •
Gdzieś przeczytałam, że to nie przypadek, co jest naszym najpierwszym wspomnieniem. Podobno naznacza nas i w jakiś sposób definiuje nasze życie. Moje najwcześniejsze wspomnienie poniekąd związane jest z moim ojcem. Mówię „poniekąd”, ponieważ jego w zasadzie w nim nie ma. Jest za to moja mama, próbująca naprawić kolanko pod zlewem. Nie żeby choć trochę się na tym znała, ale naprawiała. Miałam wtedy dwa i pół roku, może więcej… prawie trzy. Pamiętam, że woda ciekła z rury dość obficie, a ja podawałam mamie różne klucze, śruby, nakrętki, nie wiem, co dokładnie. Mój maleńki braciszek leżał w łóżeczku i kwilił. Dźwięk przeciągnął się z czasem w płaczliwy jęk, w miarę jak moja mama mozoliła się z hydrauliką. W końcu udało się naprawić kolanko. Byłam pod wielkim wrażeniem jej wyczynu. Determinacja, z jaką dokonywała tej skomplikowanej czynności, miała w sobie coś z magii. Byłam autentycznie urzeczona. Powiedziałam mamie, jakie to cudowne i niesamowite, że tak potrafi, a zaraz potem zapytałam, czy tata też umie takie rzeczy. Spojrzała na mnie wtedy z wyrazem twarzy, który nawet teraz, po latach, trudno mi jednoznacznie odczytać. Było w nim coś z napięcia, zatroskania, bólu, błysku złości, ale i dumy. Pamiętam, co usłyszałam od niej w odpowiedzi: „O tym nie można napisać powieści”.
• • •
Piotr lubił poznański Stary Browar. Jedną z ceglanych ścian XIX-wiecznej gorzelni w całości zastąpiono szkłem i stalą, przez co budynek z zewnątrz zyskał bardzo nowoczesny wygląd, a wnętrzu dodano przestronności. Ponadto w wielkim hallu często odbywały się różnorodne wystawy i pokazy artystyczne. Wszystko to sprawiało, że miejsce, będące głównie galerią handlową, miało swój niepowtarzalny klimat. Pisarz uważał, że doskonale się weń wpisuje – idealne połączenie sukcesu zarówno artystycznego, jak i komercyjnego.
Spotkanie autorskie przebiegało jak zwykle. Piotr w szampańskim nastroju brylował wśród rzeszy fanów przybyłych zdobyć jego podpis. Tym razem stolik, przy którym zasiadał, ustawiono prawie naprzeciw wejścia, na niewielkim podwyższeniu. Miał stamtąd doskonały widok na cały Empik, a także na część atrium na parterze galerii. W niedzielne popołudnie prócz członków fandomu tłoczyli się tam różni przypadkowi ludzie, samotni, z grupkami znajomych bądź całymi rodzinami, z wózkami i babciami. Wszyscy pielgrzymujący po świątyni konsumpcji w poszukiwaniu szczęścia, a przynajmniej jego substytutu. Piotr już prawie zapomniał o zdarzeniu sprzed dwóch dni, gdy w tłumie pojawił się on. Rozpoznał go od razu. Chłopak szedł chwiejnym, niepewnym krokiem, rozglądając się wokoło, jakby spodziewał się, że otaczający go ludzie z jakiegoś powodu zaraz się na niego rzucą. Wyglądał gorzej niż poprzednio, obszarpany, brudny i ewidentnie niewyspany. Piotr zaczął się pocić. Widok chłopaka z czymś mu się kojarzył. Było to coś bardzo znajomego i nieprzyjemnego, co próbowało się wydobyć z odmętów pamięci, utykając gdzieś w połowie drogi na powierzchnię świadomości i zostawiając jedynie dręczące uczucie niedopowiedzenia. Autor ze wszystkich sił starał się opanować i ignorować owo odczucie oraz obecność chłopaka. „Może jestem chory?” — zastanawiał się. Te poty to pewnie z gorączki i zmęczenia. To już nie te lata, żeby zaczynać w piątek wieczorem autorskim, imprezować przez cały weekend w dwóch miastach, a potem jeszcze pracować w niedzielę, choćby rozdając autografy. Jednak w miarę jak zaniedbany chłopak zbliżał się do jego stolika, poty zamieniały się w lodowate dreszcze, które rozchodziły się po ciele Piotra niczym robale. W końcu pisarz nie wytrzymał i podniósłszy się nieco, przywołał nieznajomego do siebie. Ludzie w kolejce patrzyli na obszarpańca z zaciekawieniem.
– Po co tu przyszedłeś? – zapytał Piotr z irytacją, gdy chłopak był już na tyle blisko, by go usłyszeć.
– Bardzo panu dziękuję, naprawdę… Jest pan moją ostatnią nadzieją. Pan i Wszechwiedzący…
– Czy nie dość jasno odebrałeś komunikat z piątku, gdy kazałem ci się wynosić? – Piotr postanowił pozbyć się natręta raz, a porządnie. – Nie mam najmniejszej ochoty na bycie nękanym. Wiesz, że to karalne? To zrozumiałe, że osoba mego pokroju musi mieć fanów, czasem bardzo oddanych, ale bez przesady…
Perorował, rozkoszując się władczością swojego głosu, podczas gdy chłopak kulił się coraz bardziej, aż znowu sięgnął do kieszeni kurtki i wyciągnął wymięte, znajome zdjęcie. Piotrowi zrobiło się niedobrze. Znowu to samo. Do jasnej cholery, co się z nim dzieje?
– Ale tu jest napisane, że tylko pan ma jakiś kontakt do Tego, Który Zna Prawdę – wychlipał chłopak.
– Skąd masz to zdjęcie?! – Piotr prawie wrzasnął, co dodatkowo wzmogło zainteresowanie fanów. Różnokolorowe oczy z narastającą ciekawością śledziły, jak zakończy się ta osobliwa scena.
– Znalazłem w rzeczach mojej matki… po jej śmierci – powiedział chłopak prawie niedosłyszalnie.
Piotr czuł się, jakby zaczął spadać. Bardzo szybko, w bardzo ciemną otchłań. Zaraz zemdleje… Chłopak, wielbiciele, księgarnia, wszystko zaczęło mu się zlewać przed oczami w wielokolorową plamę. Serce waliło jak oszalałe. Nie może. Nie może sobie na to pozwolić. To na pewno zmęczenie. Ciężko przyznać, ale lata już nie te. Ostatkiem sił przytrzymał się blatu stolika i ledwo łapiąc oddech, zebrał się w sobie na tyle, by przywołać kobietę, która otwierała wieczorek autorski.
– Marta, przekaż przybyłym, że się źle czuję i nie mogę dalej uczestniczyć w spotkaniu.
• • •
Piotr, siedząc w pierwszej klasie pociągu Intercity relacji Poznań – Katowice, odebrał chyba ze sto telefonów dotyczących wczorajszego zajścia. Sam wydawca dzwonił ze trzy razy.
– Witaj, Piotrze, tu Antoni, nic ci nie jest? Ale na pewno dasz radę przyjechać w ten weekend do Gdańska, a potem do Warszawy? Rozmawiałem przed chwilą z Angeliką Ledwoń, która organizuje spotkanie w Wawie: jest możliwość przełożenia go na niedzielę, żebyś miał czas odpocząć. W sobotę po południu miałbyś tę telewizję. „Rozmowy PoSzczególne”, pamiętasz? Jak ci się to widzi?
Dzwoniła i pisała również jego redaktorka, potem rysowniczka, z którą współpracował, a czasem też sypiał, gdy akurat był w Warszawie.
– Kochany, co się stało? Tak? Będziesz teraz w sobotę w stolicy? Cudownie, jak się tobą zaopiekuję, to zaraz wydobrzejesz. Marcina spławię gdzieś na cały weekend, wiesz, że dla mnie i tak jesteś najważniejszy.
Kontaktu pragnęła też cała masa innych bliższych i dalszych tak zwanych przyjaciół oraz znajomych, którzy w erze Facebooka już zdążyli się dowiedzieć o jego porażce. Większość, a być może wszyscy, odzywali się z troski, Piotr jednak miał wrażenie, że z każdym telefonem czy SMS-em pogłębia się jego poczucie klęski. Jak to możliwe, że zaniemógł na swoim własnym spotkaniu autorskim, na oczach tylu fanów!? Takie rzeczy się nie zdarzały, a w każdym razie nie jemu! Jemu, zawsze zorganizowanemu i perfekcyjnemu. Wystudiowanemu w najmniejszym szczególe panu swojego losu. Wszyscy i wszystko zawsze było takie, jak sobie życzył. Zawsze. A kiedy nie było, spotykało się z jego gniewem lub odrzuceniem i zaraz wracało do normy.
« 1 2 3 4 8 »

Komentarze

28 III 2017   23:05:04

Świetny tekst, nie mogłam się oderwać!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:edward.strun@gmail.com'>Edward Strun</a>

Sześć oktaw
Edward Strun

2 X 2021

Nerwowo zerkał na zegarek. Za chwilę Baron zadzwoni zaniepokojony brakiem wieści. Do obowiązków dilera należało zameldowanie szefowi o przebiegu każdej większej transakcji. A zlecenie opiewające na dwie bańki z pewnością do takich należało.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Nawet magia
Tomasz Grysztar

4 IX 2021

Po drugiej stronie tunelu zobaczyła Czarka oplątującego stworzenie całym pękiem korzeni. A potem w magicznym lesie zaczęło dziać się więcej, niż kiedykolwiek wcześniej, kiedy tam była. Drzewa kołysały się, jakby tańczyły. Z ziemi poderwało się mnóstwo liści i wszystkie zalśniły. Wzleciały setkami, może nawet tysiącami, ale i tak prawie ich nie ubyło na dole.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opowieści starego nawigatora: Tylko nie z robotami!
Paweł Wolski

10 VII 2021

Na potrzeby zwiększonej grawitacji na HD 85512b naukowcy i farmerzy wypracowali miliardową populację nowych, trawożernych ras, muskularnych i niemal bezmózgich pięciotonowców na krótkich, silnych nogach. Poza rozlicznymi zaletami, miały jedną podstawową wadę: bez opamiętania żarły i rosły więc, no cóż… sami rozumiecie. Produkty ich przemiany materii trzeba było nieustannie z tej przemiłej planetki wywozić.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.