Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 lipca 2018
w Esensji w Esensjopedii

Agnieszka Zapart
‹Pisarz›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAgnieszka Zapart
TytułPisarz
OpisRocznik ’85. Z wykształcenia oraz pasji psycholożka i psychoterapeutka. Fantastykę czytuje jako przyjemną przeciwwagę dla literatury fachowej. Od 13. roku życia pisze dzienniki, w teorii mające porządkować myśli, z praktyką bywa różnie. W pisaniu prozy nie byłaby sobą, gdyby temat choć trochę nie zahaczał o sferę ludzkich dramatów. Członkini Sekcji Literackiej Śląskiego Klubu Fantastyki.
Gatunekobyczajowa

Pisarz

« 1 2 3 4 5 8 »
Nie mógł tego znieść. Co oni sobie wyobrażają? Że potrzebuje ich współczucia, litości? Że w ogóle kogokolwiek teraz potrzebuje? Po którymś kolejnym telefonie poziom jego irytacji był tak duży, że potem już tylko, klnąc pod nosem, odrzucał przychodzące połączenia i kasował wiadomości. Szczególnie wkurzał go pewien nieznany numer, próbujący się z nim skontaktować. Przez moment Piotr myślał nawet, że to dzwoni któraś była, aby mu wytknąć ułomność jego ludzkiej kondycji. Wszystkie wcześniej czy później zaczynały mieć to w zwyczaju, nim stawały się byłymi. Nie… To niedorzeczne, żadna by się nie odważyła.
Nim się zorientował, zza szyb pociągu spoglądały na niego smutne okna zaniedbanych przedwojennych kamienic dzielnicy Chorzów Batory. Stały wzdłuż torów, przytulone jedna do drugiej, jakby podtrzymywały się wzajemnie w obawie przed rozsypaniem. Zbliżał się do celu, a ten przygnębiający, choć jakże przyjemnie znajomy widok przynosił ukojenie. Nim Piotr dotarł do Katowic, uspokoił się na tyle, że wysiadając na dworcu, był już znowu sobą. Poczucie porażki ulotniło się, wróciły rezon i dobry humor na tyle, że mógł z uśmiechem stwierdzić: „Starzejesz się, Bicz. Czterdzieści sześć lat na karku to nie przelewki. Fani pragną rozrywki i olśnień, kobiety podbojów, a pomysły i marzenia realizacji. Bierz się za siebie, chłopie, jak chcesz coś jeszcze ukręcić”.
Aby jeszcze poprawić sobie nastrój, postanowił wrócić do domu tramwajem. Ucieszył się, gdy zamiast nowoczesnej, niskopodłogowej gąsienicy nadjechał starszy, czerwony i rozklekotany pojazd. Trasa nie była długa, zaledwie piętnastominutowa. Mimo dopiero co wyremontowanego torowiska zużyte części tramwaju skarżyły się na każdy zakręt czy drobną nierówność, skrzypiąc i trzeszcząc. Piotr słuchał tej kociej muzyki, gdy podszedł do niego wysoki i kościsty chłopak z dredami sięgającymi pasa.
– Dzień dobry. To niesamowite, spotkać pana tak po prostu w tramwaju! – zagadnął. – Szkoda, że nie mam ze sobą ostatniego tomu Semper Verum, poprosiłbym o autograf. Często pan tędy jeździ? Może spróbuję szczęścia innym razem?
– Dzień dobry. – Piotr uśmiechnął się. – Rzadko jeżdżę tramwajami, ale mam do nich szczególny sentyment, a poza tym uwielbiam podziwiać Katowice o tej porze dnia i roku.
– A co tu podziwiać? – Chłopak skrzywił się, patrząc przez okno. Minęli właśnie rynek, który zaczął w pełni zasługiwać na to miano dopiero po gruntownym remoncie i modernizacji.
– Rozejrzyj się. – Piotr zaczął wodzić ręką po szybie niczym malarz po płótnie. – Zobacz, jak światło zmiękcza i wygładza rysy tego surowego i niezbyt pięknego miasta. Popatrz na te kamienice, park, pomnik Powstańców Śląskich i na Spodek. Zauważ, jak prezentują się w tym łagodnym, pomarańczowoczerwonym blasku.
– Nigdy nie zwracałem na to uwagi… – Chłopak przyglądał się Katowicom, jakby widział je po raz pierwszy – Niesamowite, że pan potrafi dostrzec takie rzeczy.
– Na tym między innymi polega moja praca, mój drogi.
Jechali dłuższą chwilę w milczeniu, zapatrzeni. Gdy przejechali obok wesołego miasteczka i zoo w Parku Śląskim, pisarz pożegnał się, po czym wysiadł, zrelaksowany i zadowolony z siebie.
Jego dobre samopoczucie nie trwało jednak długo. Wróciwszy do domu – niewielkiego, acz przytulnego apartamentu na dziewiątym piętrze nowoczesnego budynku na osiedlu Tysiąclecia – wykąpał się i zjadł zamówiony wcześniej obiad. Syty, z kieliszkiem wina w dłoni, wyłożył się na kanapie i zaczął od niechcenia przeglądać nagromadzoną w skrzynce pocztę. Szczególną uwagę zwrócił na list nadany z Sądu Rejonowego Katowice-Zachód. Piotr szybko przeczytał pismo. Zawierało informację o śmierci Teresy Bicz, matki oraz prawnej opiekunki całkowicie ubezwłasnowolnionego Dominika Bicza. W związku z powyższym Sąd Rejonowy w Nysie, odpowiedni dla miejsca zamieszkania podopiecznego, jest zobowiązany wyznaczyć nowego opiekuna prawnego. Zgodnie z paragrafami i procedurami w pierwszej kolejności proponowany jest najbliższy żyjący krewny. Sąd ów zwraca się więc do Sądu w Katowicach z prośbą o weryfikację kandydata. Procedurę w postaci wywiadu ma przeprowadzić kurator Sądu Rejonowego Katowice-Zachód, Nina Domigalska. Tu z kolei prośba o pilny kontakt z kuratorką pod takim to a takim adresem i telefonem.
Znowu to samo. Piotr miał wrażenie, jakby runął w otchłań, której czerń zamknęła się nad nim niczym wieko trumny. Gdy po chwili się ocknął, jego ciałem wstrząsały lodowate dreszcze, serce kołatało jak szalone, a na parkiecie między drobinkami stłuczonego szkła powoli rozlewała się brunatnoczerwona plama. Zawał jak nic, trzeba dzwonić po karetkę. Półprzytomny, sięgając po telefon, zobaczył, że urządzenie wyświetla przychodzące połączenie. Znowu ten sam nieznany numer, tym razem jednak Piotr wiedział już, kto dzwoni.
• • •
Dzieci mają specyficzny sposób zapamiętywania przeszłości, zwłaszcza małe. Kiedy cofam się w czasy sprzed piątego roku życia, nie pamiętam wiele – tylko takie momenty. Teraz, jako dorosła, już wiem, że szczególnie ważne, bo nacechowane emocjami. Różnymi emocjami, ale, co ciekawe, te dotyczące mojego ojca są przeważnie dobre. Pamiętam, jak się z nami bawił, ganiał po domu albo ogrodzie, nosił na barana, kręcił w kółko, trzymając mnie za jedną rękę, a mojego brata za drugą – byliśmy wtedy jak samoloty na karuzeli. Do tej pory potrafię odtworzyć niektóre z bajek, jakie opowiadał nam przed snem. Nie były to oczywiście standardowe opowiastki Andersena czy braci Grimm, o nie. Ojciec sam wymyślał nam bajki. Czasem tak absurdalne, że zamiast spać, płakaliśmy ze śmiechu. Czasem razem snuliśmy jakąś historię, na zmianę dodając kawałki od siebie. To piękne wspomnienia, do których uśmiecham się bez cienia goryczy.
Gorycz i żal to raczej relacja mojej mamy. Pamiętam ją, ciągle narzekającą, że ojca nie ma, że znowu wyjeżdża, a jeśli jest, to zajęty swoimi ważnymi sprawami. Bezustannie mi się na niego żaliła, a ja bezustannie próbowałam ją pocieszać i pomagać, jak tylko umiałam najlepiej. Wtedy pewnie nauczyłam się dźwigać ludzkie tragedie, ale nie o tym teraz chcę mówić. Pamiętam takie jedno zdarzenie, kiedy ojca nie było dla mnie. Miałam niecałe pięć lat i chodziłam do małego przedszkola w naszym rodzinnym miasteczku – Otmuchowie. Mama musiała iść na inwentaryzację do sklepu i nie wiadomo było, o której skończy, więc ojciec miał mnie z tego przedszkola odebrać. To była jesień, zmierzch nadchodził zdecydowanie za wcześnie. Pamiętam, że w miarę jak zachodziło słońce, a świat zasnuwał paskudny mrok, kolejne dzieci opuszczały salę, odbierane przez rodziców. Ja stałam w oknie i patrzyłam. Nie przypominam sobie, żeby było mi smutno. Raczej się bałam i nie mogłam zrozumieć, dlaczego robi się tak okropnie ciemno i pusto, a ja tu wciąż tkwię. Pani przedszkolanka, która ze mną została, siedziała, czytając coś przy biurku. Lampka nad jej książką oraz podświetlone na mdły, niebieskozielony kolor akwarium były jedynymi źródłami światła w sali. Miałam wrażenie, że jeszcze chwila i mnie ten mrok pochłonie. Wtedy zniknę i już nikt nigdy po mnie nie przyjdzie.
Dalszy rozwój wypadków układa się z mozaiki moich wspomnień i relacji mamy, która po powrocie do domu zastała ojca piszącego, mnie zaś (ani mojego brata, którego bawiła babcia) nigdzie nie było. Podobno wpadła w taką furię, jaka jej się nie zdarzyła od wielu, wielu lat. Mówiła potem, że nie wytrzymała, że się przelało. Wywrzeszczała ojcu wszystko, czego nie mówiła do tej pory, a co leżało jej na sercu. Krzyczała, jak bardzo jest zła i rozczarowana nim i ich małżeństwem, wywlekając wszystkie mniejsze i większe sytuacje, kiedy mój ojciec coś zawalił. Podobno on kulił się jak mały chłopiec, który zrobił coś bardzo, bardzo złego, i nawet nie był w stanie wydusić z siebie słowa. Prawdopodobnie przygniotło go poczucie porażki. Nie wiem tego na pewno i pewnie nigdy się nie dowiem, ale z mglistych wspomnień mamy wynika, że od dziecka nie mógł sobie pozwolić na niepowodzenia. Z jakiegoś powodu przerażały go tak bardzo, że radził sobie z nimi tylko w jeden sposób: odcinał się. Toteż kiedy mama, uspokoiwszy się, popędziła odebrać mnie oraz mojego brata i wróciliśmy do domu, ojca już w nim nie było.
• • •
Piotr wpadł do gabinetu lekarskiego Arniki Schwartz, jakby przed czymś uciekał. Zdyszany, opadł na pleciony fotel stojący przy szerokim rattanowym biurku, zza którego ledwo widoczna była starsza kobieta. Przyglądała mu się bacznie znad nieco zbyt krzykliwych fioletowych okularów, na które opadała burza zafarbowanych na miedziany kolor i niedbale upiętych włosów. Doktor Arnika leczyła Piotra od czasów, gdy kończył studia polonistyczne w Katowicach. Była niezwykle ciepłą, a przy tym konkretną osobą. Prawdopodobnie także jedną z niewielu, które Piotr autentycznie lubił.
– Co tak nagle? – Odgarnęła niesforne kosmyki, by lepiej mu się przyjrzeć. – Co się stało?
– Miewam ostatnio zimne dreszcze, kołatania serca, gorączkę, zasłabłem dwa razy… I prawdopodobnie miałem atak serca…
« 1 2 3 4 5 8 »

Komentarze

28 III 2017   23:05:04

Świetny tekst, nie mogłam się oderwać!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Jojo
Rafał Charłampowicz

30 VI 2018

Łobuzerski uśmiech Kornelii był rozczulający. Józef przypuszczał, że w ramach robienia mu niespodzianki właśnie nie wkłada bielizny. Udał, że niczego się nie domyśla. Zamknęła szafę. Była w letniej, żółtej sukience. Kasztanowe włosy opadały jej na ramiona. Wyglądała ślicznie. Patrząc na nią zapomniał, że to tylko ciało połączone z jego żoną poprzez VR.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Cienie
Mirosław Doleżych

16 VI 2018

Semen nie mógł oderwać od niej oczu. Miała pięknie haftowaną białą farbankę i ciemny, także haftowany łajbik. Włosy kryła pod białą chustką. A oczy? Jakiego koloru ma oczy? Nie zauważył. Patrzył, jak z rodzicami oddala się od cerkwi. Bał się odejść, żeby nie przegapić jej powrotu, więc po prostu usiadł na trawie i czekał.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Dzikie stworzenia
Krystyna Chodorowska

10 II 2018

Przez dłuższą chwilę patrzył na mnie z otwartymi ustami. Przygotowałam się na urywane, wykrztuszone pytania, co tutaj robię, na rozkojarzone wskazywanie palcem. Miałam nawet jakieś zaimprowizowane odpowiedzi: wieczór panieński, nocne pływanie, dowcip koleżanek.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.