Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

Agnieszka Zapart
‹Pisarz›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAgnieszka Zapart
TytułPisarz
OpisRocznik ’85. Z wykształcenia oraz pasji psycholożka i psychoterapeutka. Fantastykę czytuje jako przyjemną przeciwwagę dla literatury fachowej. Od 13. roku życia pisze dzienniki, w teorii mające porządkować myśli, z praktyką bywa różnie. W pisaniu prozy nie byłaby sobą, gdyby temat choć trochę nie zahaczał o sferę ludzkich dramatów. Członkini Sekcji Literackiej Śląskiego Klubu Fantastyki.
Gatunekobyczajowa

Pisarz

« 1 4 5 6 7 8 »
– Pani raczy żartować?!
– Absolutnie nie. Dominik podjął większość pieniędzy swojej matki i zniknął. Nie mamy się z nim jak skontaktować… Widzę, że jest pan wstrząśnięty – mówiła z pełną troski powagą. – Nic pan nie wiedział? Jak długo nie miał pan kontaktu z synem?
– Wystarczająco długo, by wiedzieć, że nie ma takiej możliwości, żebym się nim zajął. – Nie potrafił ukryć irytacji. – To już postanowione?
– Ależ nie, wszystko zależy od decyzji sądu, bazującego głównie na wyniku tego wywiadu i mojej rekomendacji – powiedziała z nutą niepewności.
Wstał, powoli obszedł ławę i zbliżył się do kobiety, jak wąż zmierzający po swoją ofiarę. Pochyliwszy się tak, by ich oczy znalazły się na jednym poziomie, ujął jej dłonie i rzekł:
– A więc czeka nas długa rozmowa, zanim pani zdecyduje, czy na pewno jestem osobą, której można powierzyć opiekę nad psycholem.
Atmosfera nagle zgęstniała. W ciągu tych kilku sekund kompletnego bezruchu Piotr nie był pewien, czy kuratorka go uderzy, czy pocałuje. W końcu nabrała głęboko powietrza i wstając, delikatnie odsunęła od siebie mężczyznę.
– Rozmowy z panem są nie lada przyjemnością. – Jej twarz znowu skryła nieprzenikniona maska oficjalnego dystansu. – Ja jednak wiem już wszystko, czego potrzebowałam się dowiedzieć. Skontaktuję się z panem, jak tylko w sądzie zapadnie decyzja.
To rzekłszy, zgarnęła jednym ruchem swoje rzeczy i zarzucając marynarkę na ramię, bezceremonialnie wyszła.
• • •
Zapytałam kiedyś mamę, jak to się w ogóle stało, że związała się z ojcem. Biorąc pod uwagę to, co już jako nastolatka wiedziałam o związkach, miłości i takich sprawach, było dla mnie niepojęte, co tych dwoje do siebie przyciągnęło.
Ku mojemu zaskoczeniu nie usłyszałam sztampowej historii w stylu: on był inny przed ślubem, a potem się zmienił, albo ona miała nadzieję, że zjedna go sobie miłością i dla niej będzie inny. Nie. Mama zupełnie szczerze powiedziała, że ojciec zawsze taki był – kiedy coś sobie postanowił, dążył do tego za wszelką cenę. Za cokolwiek się brał, musiało być zorganizowane i dopracowane w najmniejszym szczególe, idealne. Wkładał w to wiele pracy, wysiłku, a co najważniejsze, kreatywności, gdyż był człowiekiem niezwykle pomysłowym. Tak było ze szkołą, harcerstwem, pisaniem i z dziewczynami. We wspomnieniach mamy ciągnęły do niego jak pszczoły do miodu, a że lubił być na świeczniku – jako szef samorządu szkolnego, drużynowy czy przewodniczący licealnego koła górskiego – okazji do błyszczenia mu nie brakowało. Podobno miał niezwykły talent do zjednywania sobie ludzi. Tylko z mamą szło jakoś opornie.
Opowiadała mi, że poznali się właśnie w klubie górskim. Znała go oczywiście już wcześniej, ale on nie zwracał na nią uwagi. Zwrócił dopiero wtedy, gdy dołączywszy do klubu, zaczęła dyskutować i podważać jego decyzje, a do tego ostentacyjnie okazywała swój brak zainteresowania. Teraz, kiedy o tym myślę, rozumiem, czemu to właśnie ona zrobiła na nim takie wrażenie. Wtedy jednak, gdy pierwszy raz słyszałam tę historię, otwierałam oczy ze zdziwienia: ta się obraża i wykłóca, a tego to kręci – wariaci! A w istocie tak to wyglądało, jeśli wierzyć mamie. Im bardziej ona go ignorowała, tym mocniej on zabiegał o jej względy. Prawie dwa lata trwało, zanim zgodziła się z nim umówić, bo ojciec nie odpuszczał, gdy się na coś uparł. Zabawnie było patrzeć, jak mimo tragicznego obrotu wydarzeń wspomnienie pierwszej randki nadal przywołuje na twarz matki młodzieńczo naiwny uśmiech. Podobno ojciec wysłał jej list, w którym były karty z odręcznymi rysunkami oraz pytaniami w stylu: „wtorek, 16:00, spacer nad jeziorem?”; „środa, 19:00, lody w Maleńkiej?”; „sobota, 8:00, wycieczka do Wrocławia?”. Oczywiście wybrała wycieczkę. Rodzice byli na nią wściekli, ale ona nie żałowała. Nie żałowała również wtedy, gdy będąc już w ciąży, uczyła się do matury, a tata przyjeżdżał z Katowic na weekendy i planowali wesele. Była spokojna, bo wierzyła, że skoro tyle o nią zabiegał, tak bardzo przykładał się do wszystkiego, czegokolwiek się podjął, a zwłaszcza do rzeczy naprawdę ważnych, to wszystko się dobrze ułoży.
Urodziłam się trzy miesiące po ślubie. Wtedy matka myślała, że będziemy dla niego najważniejsze. Była przekonana, że się przeliczyła, ja natomiast uważam – teraz, po latach – że tatę zniszczyła niemożność bycia idealnym ojcem, a co ważniejsze, mężem. Bo nawet najbardziej przemyślana, dobrze zaplanowana i zorganizowana koncepcja przegrywa ze zwykłą codziennością…
• • •
Tym razem Piotr nie dał się zaskoczyć. Gdy tylko chłopak zjawił się wśród tłumu wypełniającego Empik w Złotych Tarasach, pisarz od razu przywołał go do siebie.
– O dwudziestej kończę spotkanie autorskie. Spotkajmy się w Il Patio na samej górze. Chcę z tobą porozmawiać o twoim ojcu.
– Dobszzz… – Młody mężczyzna zapowietrzył się z radości. – Przyjdę. Będę na pewno. O dwudziestej na górze!
– No dobra, dobra, a teraz idź już, bo mi przeszkadzasz. Tylko patrzeć, jak zaczną się plotki, że Bicz ma ulubieńca wśród fanów, a ja wszystkich moich wielbicieli staram się traktować na równi i z szacunkiem.
Chłopak zniknął w okamgnieniu. Piotr, zadowolony, że znowu rozdaje karty, wrócił do pracy. Oczywiście podobne traktowanie wszystkich fanów było frazesem, który lubił powtarzać i czasem nawet sam w to wierzył. Nie chodziło nawet o faworyzowanie pięknych kobiet, starych znajomych czy naprawdę bardzo oddanych wieloletnich fanów. Problem zaczynał się, gdy Piotr spotykał kogoś, kogo szczególnie nie lubił, a był taki typ fana, który niezmiernie go irytował.
– Dobry wieczór, przeczytałem ostatni tom i nie podoba mi się zakończenie. Uważam, że jest niespójne, nielogiczne, ble, ble, ble…
– Taki a taki pomysł jest kompletnie bez sensu, wprowadza straszne zamieszanie, trudno dojść, o co chodzi bohaterowi…
Albo bardziej subtelnie:
– Witam pana, bardzo podoba mi postać Maxima Firellego, zwrot akcji w czwartym tomie doskonały, jednak w kolejnym sugerowałbym to, to i tamto…
– Panie Piotrze, wie pan, że naprawdę podziwiam pana jako pisarza, ale ten a ten tom, tekst, opowiadanie jak na pana możliwości są naprawdę słabe…
Cholera jasna! Czy on zapraszał na spotkanie autorskie sekcję samozwańczych recenzentów?! Kto w ogóle pyta ich o zdanie? Bezczelność! Jedyną osobą, której uwagi respektował, choć też nie bez dyskusji a czasem nawet zażartych polemik, był jego redaktor. Jeśli zaś chodzi o fanów, tym gorzej, jeśli uwagi były trafne lub pokrywały się z przemyśleniami Piotra już po publikacji tekstu, kiedy nie mógł niczego poprawić i doprowadzić do ideału. Zwykle robił się w takich sytuacjach tak nieprzyjemnie zgryźliwy, że śmiałek nigdy więcej nie wpadał na pomysł, aby go krytykować. Pisarz jednak tracił rezon i dobry humor na resztę zepsutego spotkania. Tym razem na szczęście nic takiego się nie wydarzyło.
Pozbywszy się chłopaka, był w wyśmienitym nastroju. Prowadzącą wieczorek Weronikę, przysadzistą, ale przy tym niezwykle kobiecą i dynamiczną żonę swojego wydawcy, znał na tyle długo, że spotkanie przebiegało w bardzo luźnej i serdecznej atmosferze. Ku uciesze fanów odpowiadał na większość pytań odnośnie książki, opowiedział o postępach w tworzeniu gry komputerowej, a nawet przedyskutował pomysł na karciankę. Z kolei kiedy zasiadł do rozdawania autografów, chętniej niż zwykle gawędził z różnymi osobami, a wypisując długie, osobiste dedykacje, od czasu do czasu zerkał w tłum i posyłał uśmiechy swojej rudowłosej rysowniczce, która kręciła się po księgarni. Poprzedniego dnia było mu szczególnie dobrze w jej towarzystwie, bo choć widywali się rzadko, to kiedy w końcu się spotykali, nie tylko jej włosy zdawały się płonąć.
Dochodziła 20:30. Już był spóźniony, ale do diabła z tym. Dzieciak zaczeka, to w końcu on ma do niego interes. Kwadrans później Piotr wszedł do zatłoczonej włoskiej knajpki, pogwizdując. Rozejrzał się i stwierdził, że chłopaka nigdzie nie ma. Tym lepiej. Może problem sam się rozwiązał. Już miał wyjść, gdy runął na niego wieszak na ubrania.
– Co do cholery?! – warknął, wygrzebując się spod letnich okryć.
– Przepraszam… Tak strasznie przepraszam. – Czerwony jak burak Dominik niezdarnie to podnosił ubrania, to znów pomagał Piotrowi wstać z podłogi.
– Co ty w ogóle wyprawiasz? – Pisarz spojrzał surowo. Młody mężczyzna kogoś mu przypominał.
– Wnikam w cienie.
« 1 4 5 6 7 8 »

Komentarze

28 III 2017   23:05:04

Świetny tekst, nie mogłam się oderwać!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Części zamienne
Bohdan Waszkiewicz

30 X 2021

Na wybiegu dla lwów przebywał mój ulubiony kolega z pracy. Karmił z ręki ufnie podchodzące zwierzęta, coś cichutko do nich mówiąc i szczerząc w uśmiechu nienagannie białe zęby. Nawet pogłaskał po grzywie ogromnego samca, po czym z radością wręczył mu solidny kawał mięsa.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:edward.strun@gmail.com'>Edward Strun</a>

Sześć oktaw
Edward Strun

2 X 2021

Nerwowo zerkał na zegarek. Za chwilę Baron zadzwoni zaniepokojony brakiem wieści. Do obowiązków dilera należało zameldowanie szefowi o przebiegu każdej większej transakcji. A zlecenie opiewające na dwie bańki z pewnością do takich należało.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Nawet magia
Tomasz Grysztar

4 IX 2021

Po drugiej stronie tunelu zobaczyła Czarka oplątującego stworzenie całym pękiem korzeni. A potem w magicznym lesie zaczęło dziać się więcej, niż kiedykolwiek wcześniej, kiedy tam była. Drzewa kołysały się, jakby tańczyły. Z ziemi poderwało się mnóstwo liści i wszystkie zalśniły. Wzleciały setkami, może nawet tysiącami, ale i tak prawie ich nie ubyło na dole.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.