Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 30 listopada 2020
w Esensji w Esensjopedii

Sławomir Mrugowski
‹Za cenę najwyższą...›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorSławomir Mrugowski
TytułZa cenę najwyższą...
OpisAutor pisze o sobie:
Autor – nie mylić z Pisarz – to typowa zodiakalna Waga (niesystematyczna, leniwa, etc.). Zauroczenie wczesnym średniowieczem i magią polskich krajobrazów to efekt najpierw lektury Bunscha i Kraszewskiego, dzieł romantyków z „Balladyną” Słowackiego na czele, potem podróży po kraju (Gopło ma pod samym nosem). Pomysł na cykl opowiadań o wojowniku Strzygoni (drugie w cyklu – „Krew z krwi” – NF 10/2001) pojawił w głównej mierze na bazie tego zauroczenia, ale też w zwiazku z rozczarowaniem lekturą dzieł „mistrza polskiej fantasy” (choć przed sukcesem komercyjnym chylić trza głowę), a także z właściwej autorowi pychy i zarozumialstwa. „Za cenę najwyższą” jest czwartym epizodem. By zadość uczynić statystykom część pierwsza i trzecia jest wciąż „na warsztacie"…
Gatunekfantasy

Za cenę najwyższą... – część 2

1 2 3 5 »
Natarł z marszu, lekceważąco. Doskoczył i odpadł. Był niewiarygodnie szybki. Zakrzywionym ostrzem próbował wytrącić broń z ręki najemnika. Przy każdym zwarciu kaleczył Strzygonię lekko, niezauważalnie, systematycznie. Z zimną konsekwencją czekał, aż ten wykrwawi się i osłabnie.

Sławomir Mrugowski

Za cenę najwyższą... – część 2

Natarł z marszu, lekceważąco. Doskoczył i odpadł. Był niewiarygodnie szybki. Zakrzywionym ostrzem próbował wytrącić broń z ręki najemnika. Przy każdym zwarciu kaleczył Strzygonię lekko, niezauważalnie, systematycznie. Z zimną konsekwencją czekał, aż ten wykrwawi się i osłabnie.

Sławomir Mrugowski
‹Za cenę najwyższą...›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorSławomir Mrugowski
TytułZa cenę najwyższą...
OpisAutor pisze o sobie:
Autor – nie mylić z Pisarz – to typowa zodiakalna Waga (niesystematyczna, leniwa, etc.). Zauroczenie wczesnym średniowieczem i magią polskich krajobrazów to efekt najpierw lektury Bunscha i Kraszewskiego, dzieł romantyków z „Balladyną” Słowackiego na czele, potem podróży po kraju (Gopło ma pod samym nosem). Pomysł na cykl opowiadań o wojowniku Strzygoni (drugie w cyklu – „Krew z krwi” – NF 10/2001) pojawił w głównej mierze na bazie tego zauroczenia, ale też w zwiazku z rozczarowaniem lekturą dzieł „mistrza polskiej fantasy” (choć przed sukcesem komercyjnym chylić trza głowę), a także z właściwej autorowi pychy i zarozumialstwa. „Za cenę najwyższą” jest czwartym epizodem. By zadość uczynić statystykom część pierwsza i trzecia jest wciąż „na warsztacie"…
Gatunekfantasy
V
Po jasnobłękitnym niebie szybowały krzykliwe rybitwy i siwo upierzone wydrzyki. Ptaki raz po raz rzucały się w dół, ku ciemnej wodzie jeziora. Zlatywały na rynek w nadbrzeżnej osadzie. Nad Koziegłowami wieszały się dymy. Rozwiewane podmuchami otulały grodziec mglistym woalem.
Na wałach odezwały się krzyki. Za ostrokołem przybyło straży. Dwaj znudzeni woje przy wrotach wyprężyli się. Po chwili przez bramę wyjechało kilku jeźdźców.
– Przejazd dla vlada Radymira! Na bok chamy!
Konni wpadli w tłum pieszych ciągnących traktem. Wywijając bykowcami torowali sobie drogę między wozami krytymi barwnymi płótnami.
Kolumna podróżnych rozdzieliła się. Rozległy się krzyki. Zapanował zamęt. Woźnice klęli. Ściągali lejce stając na bryczkach. Poganiacze szarpali za chomąta. Wielkie woły wpadały na siebie i ryczały przeraźliwie. Piszczały baby objuczone tobołami i zbiegały w rowy. Broniły się przed ugrzęźnięciem w bagnisku.
Ledwo przejechali pierwsi konni, zadudniła ziemia. Przez wrota otwarte na oścież wypadła zbrojna chęsa przedniej straży. Zaszumiały czarne płaszcze. Rozległ się zgrzyt kolczug.
Za nimi na siwej klaczy kłusował Radymir. Na wietrze powiewała jego peleryna. Okrycie ze srebrnym znakiem orła i gryfa spięte było na piersi fibulą. Na ramiona opadała misiura z drobnych kółek mocowana rzemieniami do żelaznego szłomu ozdobionego czubem z końską kitą. Vlad nie rozglądał się. Nie słyszał przekleństw. Był zamyślony, nieobecny. Matowymi nie widzącymi oczyma wpatrywał się w pustkę. Gęsty, czarny zarost zasłaniał twarz. Nie pozwalał wyczytać uczuć szarpiących myśli. W tyle wiciędze z drużyny poganiali swoje horze. Prowadził ich jednooki Geron.
Żołnierze minęli bagno. Kiedy wjechali w las, spięli wierzchy w galop.
Strzygonia przysłonił oczy przed słońcem. Stało już wysoko. Wsunął się głębiej w krzaki porastające skarpę. Pod uskokiem droga rozdzielała się i wchodziła między drzewa.
Zbrojni przelecieli poniżej kryjówki. Zepchnęli dwukołowy zaprzęg ciągnięty przez włochatego byka. Odbili w stronę Kruszy leżącej na drugim krańcu wyciągniętego jeziora. Lecieli ku grodzisku, książęcej siedzibie Popielów.
– Oby wam oczy wygniły, Połaby chędożone! Żeby wasze popielowe bachory myszy zżarły! - zaklęła korpulentna cycata przekupka, utytłana od błota. Strzepnęła strój, pasiastą suknię z grubej wełny i pelerynę wyszywaną w kwiaty. Druga, nie mniej jędrna, ale wiele młodsza, podała jej rękę. Z trudem wyciągnęła z rowu zarumienioną od złości kumę.
– Widzisz, malutka, jak to się panoszą, paniczyki przybłędy?! - starsza wzięła się pod boki. Dyszała. Gniewnym wzrokiem wpatrywała się w trakt, gdzie przed chwilą zniknęli jeźdźcy.
– Nasi lepsi nie byli, matko Isso - druga poprawiła chustę zarzuconą na proste włosy splecione w gruby warkocz.
– Ale zawszeć nasi… - westchnęła baba. - No, nie mądrz mi się tu, malutka - przeniosła wzrok na towarzyszkę.
– Dorośniesz, Marzenno, zrozumiesz… a póki co - nie ma na to zgody, jakiem Issa! - dodała gniewnie.
– Słyszałam o takim, co sam jeden popielowych bije - Marzenna ściszyła głos. Przewróciła oczami i westchnęła rzewnie. - Wilkołak go wołają, czy jak…
– Strzyg, malutka. Strzyg… - starsza pokiwała głową. - Żeby też pomścił naszą krzywdę, to bym i zapłaciła, hmm… Niekoniecznie bogactwem… - uśmiechnęła się i poprawiła gorset prezentując obfite wdzięki ukryte pod grubą suknią - …ale czymś równie namacalnym.
Marzenna fuknęła nadąsana. Wspomniała bohatera śpiewek i poczuła ciepło pod sercem. Przed oczyma stanął jej jak żywy rumiany, barczysty kawaler o groźnym ale pięknym obliczu. Issa roześmiała się.
– Rybałty rzadko prawdę mówią, malutka. Ten Strzyg jak nic skończy na palu. Tam nikt nie prezentuje się pięknie - cmoknęła. - Takie właśnie jest życie.
Po chwili wsiadły na wóz. Pogoniły woła i ruszyły w kierunku osady.
– Bardzie bzdury… - Strzygonia splunął. Poprawił się na barłogu z mchów i liści. - …i babskie gadanie, jednego warte - szepnął do siebie. Zza pazuchy wyjął kawał suszonego mięsa. Odgryzł kęs i zaczął żuć. W ukryciu przeczekał do wieczora.
Z drzemki wyrwały go głosy. Podniósł się z legowiska. Słońce schowało się już za wierzchołki drzew. Utonęło w wodzie Gopła.
Od strony osady dochodziło skrzypienie zaprzęgu i stłumione krzyki. Turkotały drewniane koła krytej bryczki. Przy niej biegło kilku smerdów w lnianych giezłach. Gdy wóz przystawał, zapierali się bosymi nogami w ziemię i ciągnęli zaprzęgowe woły za chomąta.
Za furą jechali dwaj zbrojni. Dosiadali niskich krępych koników. Przy ich zwalistych postaciach wierzchy wyglądały niczym wyrośnięte psy.
Podróżni minęli kryjówkę Strzygoni i zagłębili się w las. Z daleka dobiegały siromasze jęki. Wilczy gon niósł się przez bór.
Kasztanowłosy patrzył za wozem. Nikt o zdrowych zmysłach nie wychodził z grodu o tej porze, w taką noc. Nikt, kto nie miał czegoś do ukrycia. Najemnik strzepnął strój i ruszył śladem zaprzęgu.
Na niebie lśniły gwiazdy i pełny krąg księżyca. Strzygonia przeskakiwał ponad przewróconymi grubymi pniami porośniętymi mchem. Uchylał się przed konarami. W świetle miesiąca było widno. Pełnia pobudzała krew, wyostrzała zmysły, wlewała w żyły szaleństwo i pragnienie pędu, budziła ze snu Opiekunkę.
Mężczyzna słyszał szum nad głową, pośród konarów. Nie patrzył między liście. Czuł bliskość towarzyszki. Wiedział, że nad jego głową leci Strzyga.
• • •
Ciężki zaprzęg z trudem przetaczał się po korzeniach. Był wyładowany po brzegi. Wpadał drewnianymi kołami w błoto. Z trudem brnął przez piaszczyste, grząskie łachy traktu. W końcu woźnica odbił w las, między rzadkie drzewa, w mchy.
Rozległ się trzask łamanych gałęzi. Powożący nie dbał już o ciszę. Wrzeszczał na poganiaczy. Zatrzymał wóz dopiero na skraju polany. Na jej środku stała niewielka chałupa o kamiennych, niskich ścianach i spadzistym dachu krytym trzcinami i darnią. Wyskoczyli ku niej dwaj zbrojni. Po chwili wrócił jeden.
– Nikogo, wójcie - sepleniąc odezwał się w kierunku woźnicy. Ten strzelił lejcami. Zwierzęta szarpnęły. Wóz potoczył się w stronę sadyby. Wjechał na podwórzec otoczony płotem.
Do fury doszedł drugi z osiłków. Wyraźnie utykał. Z wozu zeskoczył powożący. Jego niska, gruba postać zakręciła się nerwowo wokół bryczki.
– Jama odwalona - rzekł kulawiec.
– Jak zwykle wójcie? - spytał drugi opluwając sobie brodę.
– Jak zwykle - odpowiedział tłuścioch.
Po chwili część pakunków z wozu zniknęła w dole opodal chałupy.
– Załatwcie to szybko - woźnica wszedł do chaty. Dwóch drabów wezwało poganiaczy.
– Dobrzeście się sprawili - mruknął kulawy. Jego twarzą wstrząsał nerwowy tik. - Czas na zapłatę…
– O tak, pane, o tak… - chłopi zacierali ręce. Niecierpliwie kręcili głowami i oglądali się w stronę lasu. Wilcze głosy odzywały się coraz bliżej.
– To wasza nagroda… - dwaj woje równo wyciągnęli broń. Zgrzytnęła stal. Rozległy się jęki zabijanych. Zanim w oknach sadyby zatańczył płomyk, ciała smerdów leżały już w rowie.
Strzygonia splunął. Klęczał ukryty w kępie młodych drzew niedaleko rowu. Z kryjówki nie dostrzegł twarzy zbirów. Rozpoznał ich głosy. Na obliczu najemnika zagrały mięśnie, skrzywił się w uśmiechu. Wiedział, że długie wyczekiwanie opłaciło się. Zgarbiony ruszył spod krzewów chmielu, zostawił za plecami olchową kępę i podkradł się pod ścianę chaty. Oparł się o omszałe kamienie.
Dwaj zbóje siedli na kamiennym progu pod niskim wejściem. Otarli miecze z krwi i pokłócili się o dzban zostawiony im przez woźnicę. Strzygonia nasłuchiwał chwilę. Rozejrzał się. Do domu przylegała niska drewutnia. Wokół walały się porozrzucane pieńki. Popiskiwała poruszana wiatrem niedomknięta okiennica.
W ciemnej izbie śmierdziało pleśnią. Strzygonia trafił w pajęcze sieci, pomiędzy pokryte kurzem, powywracane sprzęty. Pył gryzł w gardle i drażnił nos. Od dawna nie wchodził tu nikt. Do składu przez wąskie drzwi wlewała się z sąsiedniego pomieszczenia smuga pulsującego światła. Kasztanowłosy podszedł. Przez szparę dostrzegł Mamlicza stojącego przy palenisku. Odchylił ościerza. Chwilę patrzył na wójta.
1 2 3 5 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Płyń
Szymon Bokota

14 XI 2020

Nie miałem już siły walczyć z nurtem, który uparcie miotał mną od lewa do prawa. Za każdym razem, gdy zdawało mi się, że lada chwila zostanę wyrzucony na brzeg niczym odpad, prąd jakby złośliwie, zrzucał mnie ponownie ku centrum. Trzeba było zaprzestać oporu, rozluźnić wątłe mięśnie i czekać na nieuniknione.

więcej »
Kolaż: <a href='mailto:halas.agn@gmail.com'>Agnieszka ‘Ignite’ Hałas</a>

W oczach gwiazd
Adrianna Filimonowicz

12 X 2020

Czy miałem prawo stawać między nią a losem, który wskazały jej duchy? Czy byłoby to w istocie dobre? Tyyine dają nam wiele, lecz nie ma w tym szczodrości. Za każdy dar płacimy. Zmęczeniem, krwią, czasem życiem czy szaleństwem. Isirre miała dokonać czegoś wielkiego. Dla swego ludu i dla siebie. Za cenę jednak czegoś więcej niż życie, czego nawet nie umiałem nazwać. I na co się nie godziła…

więcej »
Ilustracja: Katarzyna Szymonik

Luka w pamięci
Marianna Szygoń

12 IX 2020

Przecież batyskaf ma dwa miejsca, dla bezpieczeństwa człowiek zabierał robota. Zwłaszcza wybierając się w miejsce na granicy zasięgu łodzi. Wtedy tak naprawdę do niej dotarło, że szuka nie jednego, a dwóch naukowców. Kim był android, który zaginął wraz z nim? Dlaczego nikt o nim nie wspomniał?

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Ballada o złych kobietach
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.