Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 stycznia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Sławomir Mrugowski
‹Za cenę najwyższą...›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorSławomir Mrugowski
TytułZa cenę najwyższą...
OpisAutor pisze o sobie:
Autor – nie mylić z Pisarz – to typowa zodiakalna Waga (niesystematyczna, leniwa, etc.). Zauroczenie wczesnym średniowieczem i magią polskich krajobrazów to efekt najpierw lektury Bunscha i Kraszewskiego, dzieł romantyków z „Balladyną” Słowackiego na czele, potem podróży po kraju (Gopło ma pod samym nosem). Pomysł na cykl opowiadań o wojowniku Strzygoni (drugie w cyklu – „Krew z krwi” – NF 10/2001) pojawił w głównej mierze na bazie tego zauroczenia, ale też w zwiazku z rozczarowaniem lekturą dzieł „mistrza polskiej fantasy” (choć przed sukcesem komercyjnym chylić trza głowę), a także z właściwej autorowi pychy i zarozumialstwa. „Za cenę najwyższą” jest czwartym epizodem. By zadość uczynić statystykom część pierwsza i trzecia jest wciąż „na warsztacie"…
Gatunekfantasy

Za cenę najwyższą... – część 2

« 1 3 4 5

Sławomir Mrugowski

Za cenę najwyższą... – część 2

– Ogień, Goplano. Niszczy cię, pożera, może pogrążyć w niebycie. Ogień, w każdej postaci… Ty nie możesz go poczuć. To by cię zgubiło, chociaż właśnie ogniem się żywisz. Nie umiesz kochać, ale potrzebujesz miłości, więcej nawet - uwielbienia. Ale twoja przyszłość to właśnie ogień, to stos… Dokończę to, co zamierzał Gero…
– Nie zdążysz… - szepnęła. - Galhetr… - Wiedźma wyprężyła się z wysiłkiem. Wyrzuciła przed siebie ręce. Zmrużyła powieki.
– Nie wysilaj się - Strzygonia prychnął. - Wiem, ile kosztuje wywrócenie człeka flakami na wierzch. Do rana nie rozwiejesz smrodu swoimi czarami.
– I co zrobisz, zabijesz mnie…?
– Nie zasłużyłaś na śmierć, przyszedłem, żeby spojrzeć ci w oczy, w twoje cholerne, czarodziejskie, piękne oczy i wyrzucić cię z myśli, zapomnieć, nie czuć cię w sobie, nie słyszeć więcej głosów…
Goplana podniosła wzrok. Uśmiechnęła się ironicznie, oblizała karminowe wargi, wolno, perwersyjnie. Zalśniły od wilgoci.
– I co, udało się?
– Nie… nadal cię nienawidzę… - wojownik oddychał ciężko - …i pragnę.
– Nie musisz z tym walczyć. Nie musisz uciekać - zmrużyła powieki zasłaniając źrenice długimi rzęsami, zawiniętymi na koniuszkach.
– Zostań…
– Żeby być jedną z mar… bezwolną nawią?!
– Czy miłość nie warta jest takiej ceny? Chodź ze mną, Strzygonia. Nie zabraknie niczego, szeptu o poranku, szalonych dni, rozmarzonych nocy, krwi, walki… - oczy Goplany błyskały jakby rodziły się w nich łzy. Ich wyraz zniewalał. - Będziesz miał wszystko… będziemy mieli to razem.
Kasztanowłosy poczuł, że słabnie. Wokół niego unosiła się woń jantarowego dymu, brzmiała muzyka oddechów, cichych szeptów. Czarowne ciepło tłumiło wolę, budziło żądzę. Gotów był pójść z nią, gdziekolwiek chciała.
– Chcesz wiedzieć dokąd zmierzasz. Chcesz wyczytać to… Spójrz. Spójrz w moje oczy i pomyśl o czymkolwiek, a tak będzie, zapiszesz sam każdą chwilę, dla której będziesz chciał żyć, za którą będziesz tęsknił zanim się stanie.
– To nie może być aż takie łatwe…
– Jest, Strzygonia. Jest prostsze, niż myślisz, bo ja to potrafię.
– Co miałbym zrobić, co dać ci w zamian?!
– Uwolnij mnie, pozwól mi odejść. Uwolnij całą złość, całą nienawiść Zrób to, co potrafisz najlepiej… zabij mnie.
Ręka Strzygoni powędrowała do miecza. Poczuł zimną rękojeść. Otrząsnął się.
– No, zrób to!
– Nie… - zamknął oczy. Otarł pot z twarzy, otrząsnął się. - Nie pomogę ci wydostać się z tego ciała, z niewoli jeziora, twojej złotej klatki. Dobrze to sobie wymyśliłaś, urok i nienawiść, zbyt wiele, żebym nie chciał cię zobaczyć, jeszcze raz…
– Uwierzyłeś temu staremu głupcowi?! Morrion zwiódł cię. Kazał ci odejść, bo tak naprawdę nie chce wyzbyć się przywileju pilnowania mnie, tylko aby móc być blisko… Jego miłość mnie obraża.
– Jestem prostym wojownikiem. Łatwo mnie okłamać. Może łżecie oboje. Wszystko mi jedno, ale nie chcę już zabijać.
– Może będziesz musiał!
Rzuciła się w kierunku Strzygoni. Była szybka. Cięła paznokciami. Poczuł pieczenie na policzku. Nie zastanawiał się, uderzył pięścią w twarz. Sylfa padła na ubitą glinę. Strzygonia udarł ze spódnicy trzy pasy. Jednym zawiązał jej oczy, drugi wdusił między zęby, trzecim spętał ręce na plecach.
– Nie poczarujesz wiedźmo… - szepnął kobiecie do ucha.
Drzwi otworzyły się. Stanął w nich Radymir. Strzygonia spojrzał na brodacza. Vlad brodę posklejaną miał od krwi.
– Tak jak sobie życzyłeś - syknął kasztanowłosy. - Wyrok wydaj sam…
Goplana długo leżała bez ruchu na brudnych dechach podłogi. W końcu ocknęła się. Szarpnęła więzy. Uniosła głowę. Długie rude włosy zasłaniały jej twarz. Radymir zawahał się, ale po chwili podszedł do niej. Klęknął. Wiedźma oparła głowę o jego nogi.
– Kochałem cię - szepnął brodacz chwytając w dłonie jej włosy. Przelewały się przez palce jak woda. - Ja naprawdę cię kochałem.
W jego drugiej ręce błysnął nóż. Vlad powiódł ostrzem po ramieniu czarodziejki, po jej łabędziej szyi. Ryża drgnęła. Szybkim ruchem Radymir rozciął jej więzy. Wyjął z ust łachman, zerwał sukno z głowy. Zbliżył twarz. Podniosła na niego oczy. Vlad chwycił ją rękoma i przycisnął swoje usta do jej karminowych, pękniętych od uderzenia.
Czarownica jąknęła. Szarpnęła się i odwróciła głowę. Fuknęła lekceważąco. Radymir otarł krew z twarzy.
– Miłość to ułuda. Jest jak śnieg. Kiedy się pojawia, nie widać prócz niego nic, kiedy odchodzi, pozostaje pustka, pustka i rozczarowanie. Pustka pochłania wszystko i w końcu nie ma nic poza nią - płakał.
Goplana zamknęła oczy. Zaczęła szeptać zaklęcia.
Okiennice uderzyły z trzaskiem. Do izby wdarł się wiatr. Poderwał kurz i zerwał pajęczyny. Razem z podmuchem pojawiły się nawie. Oplotły czarodziejkę.
Strzygonia drgnął. Na ramieniu poczuł mocną, kościstą dłoń.
– Zostaw - za najemnikiem stał Morrion. W jego oczach też stały łzy. - Nie może uciec nigdzie poza urojone światy, koślawe, zapełnione marami, z nich tworzy sobie orszak i czeka. Wciąż czeka na swój czas - westchnął. W wyrazie jego twarzy był żal i była litość. Było też coś więcej. Strzygonia dojrzał to.
Kasztanowłosy patrzył na wiedźmę niknącą w zamieci. Poczuł na twarzy mroźny, zimowy oddech. Wokół niego zawirowały białe płaty śniegu. Przed oczyma na mgnienie mignęły ośnieżone szczyty.
Widzenie prysło, gdy Goplana ostatecznie pogrążyła się w tumanie.
Kiedy Strzygonia wychodził na dwór, ponad lasem wstawało słońce, ptaki zaczęły poranne śpiewy. Ciepły wiatr stopił śnieg, który pozostał tylko wodą w dłoni wojownika.
Wtedy zobaczył ludzi wychodzących z krzaków, zza sadyby. W ich oczach była nienawiść, w rękach cepy, widły i kije.
Strzygonia czekał, kiedy rzucą się do niego. Tę przyszłość już poznał. Był gotów by ją przyjąć.
VII
Na koziegłowskim targowisku wrzało. Tłum gapiów wzniecał hałas niczym stado zarzynanych prosiaków. Pośrodku placu leżała sterta chrustu na dwóch chłopów wysoka. Ryczały woły zaprzężone do ustruganego pala.
Strzygonia przewrócił się w błocie. Wypluł brudny piasek. Spróbował poruszyć się. Spętany konopnym sznurem nie czuł już członków. Szarpał się i klął na chłopów próbujących dźgać go drągami. Grodowi strażnicy bez zaangażowania odganiali zawziętych wieśniaków.
– …tak więc za krzywdy wyrządzone przeciw dobru wspólnemu, gwałty i rozboje, brak szacunku dla urzędu… - Grabiec otarł pot z czoła. - …w imieniu pognębionego ludu… - siorbnął udając wzruszenie. Bardzo chciał zostać wójtem. Za jego plecami stali kowal i drwal. Grabiec miał duże szanse. - …skazuję ich…
– Precz, precz! - krzyknęła z tłumu baba. - Przecz od Strzyga! Nasz on jest! Ostatni, co Połabów z popielowej chęsy bije! - w stronę stosu przedarła się korpulentna białka w pasiastej sukni.
– Precz od niego, chamy! - wrzasnęła. Kiedy stanęła przed związanym Strzygonią, przytrzymujący kasztanowłosego odstąpili. Klęli pod nosem.
– Wójta, nieczystego wieprza trza sądzić, Mamlicza na pal nizać pospołu z tą rudą wywłoką z jeziora! - przekupka wskazała grubym palcem na leżącego na wozie grubasa. Była przekonująca. Tłuszcza z rykiem ruszyła do bryki.
Do starszej dobrnęła druga dziewka, nie mniej jędrna, ale wiele młodsza. Na jej twarzy malowało się podniecenie. Rumieńce rozpaliły policzki po czoło. - O matko, matko Isso… - szeptała tuląc się do kumy.
– Masz, Marzenno, swojego Strzyga - szepnęła do niej starsza. Osłoniła ich ciałem.
Marzenna przypadła do kasztanowłosego. Zdjęła chustkę. Zamachnęła się, żeby przykryć głowę skazańca. - Mój ci… - ten podniósł twarz. Kosmyki z nanizanymi paciorkami nasunęły się na czoło. W ich cieniu wyglądał upiornie. Strzygonia wiedział o tym. Dziewka zamarła.
– Aleś ty brzydki… - jęknęła.
VIII
W kamiennym murowanym palenisku dogasał ogień. Błękitno-żółte języki wznosiły się jeszcze ponad żarem, ale nikt nie dokładał już bierwion. Wysoko ponad płomykami, zatknięty na żerdzi, wisiał żałosny świński szkielet. W przestrzeń pogrążoną w półmroku spoglądały smutne oczy wieprza.
Karczma wyglądała jak chlew. Po podłodze walały się porozbijane dzbany, wywrócone stoły i resztki jedzenia. Na ścianach pląsały cienie. Oberżysta kimający nad ladą raz po raz podnosił głowę. Przewracając oczami powtarzał pod nosem. - Do ostatniego gościa - wzdychał i na powrót zasypiał.
Kasztanowłosy mężczyzna pochylony nad misą rzucił za siebie ogryzioną kość. Z hukiem upadła na belki podłogi. Natychmiast dopadły do niej dwa brzechuny. Pogryzły się wściekle. Z podłogi uniósł się pył. Przewracające się zydle zbudziły karczmarza.
– Fora ze dwora, psiejuhy, przybłędy! - spojrzał złym wzrokiem na mężczyznę siedzącego w kącie. Poznał go dobrze. Wojownik pił u niego już ósmy dzień. Karczmarz wiedział, że nie skończy, nim nie padnie. Ruszył w stronę kotłujących się kundli. Zakręcił młyńca miotłą i rąbnął trzonkiem po grzbietach. Rozległo się skamlenie.
Psy odskoczyły od siebie. Mniejszy powlókł gnat w kąt oberży. Legł pod nogami woja. Drugi zawarczał przy drzwiach. Widząc biegnącego karczmarza, zrejterował w szarość przedświtu.
– Hej! - mężczyzna odziany w kubrak szyty rzemieniem, z narzuconym na plecy niedźwiedzim futrem, zawołał w stronę zezłoszczonego gospodarza. - Miodu dla Słowianina Strzygoni. Piję za pamięć Wirgontera Wilka, syna Hanulfa jarla Rugiów… - mętnym wzrokiem spojrzał na szynkarza - …pierwszego wśród moich przyjaciół.
Kiedy wyszczerbiony garniec pojawił się przed nim, wzniósł go rozlewając obficie. Strzygonia mlasnął i oblizał wargi.
– Cholera, mogłeś mnie zostawić… - Wirgo westchnął.
– Wtedy, na Lednicy… - kasztanowłosy ciężko oparł się o stół. Spojrzał na młodzika zza otłuszczonych, zwieszonych kosmyków. - …ocaliłeś mnie przed Kostuchą. Może przed czymś gorszym i teraz… Nawet nie dałeś mi szansy, żeby spłacić dług… Chciałeś zginąć i, cholera, dopiąłeś swego. Nie byłem w stanie pokonać Skierki, chędożonego elfa, goplaniego służalca…
– Nieprawda, to dzięki tobie mogę odejść tam, gdzie chcę. Dzięki tobie jestem wolny, i już mam w sobie spokój - westchnął młodzik. Chwilę trwała cisza.
– Muszę jechać… - chłopak wyprostował się. - …do swoich. Tam jest mój dom.
Kasztanowłosy pokiwał głową.
– Teraz wiem… Nie zginiesz przy jakiejś zabłoconej drodze, w pogoni bez celu… Znam już tę przyszłość. Opiekunka poprowadzi cię, ale ona też wie, że odtąd nic już nie będzie takie samo.
– Miał rację Morrion… Śmierć jest najwyższą ceną… - kasztanowłosy zwiesił głowę.
– Morrion?
– Poznasz go, Wirgo. Teraz go poznasz.
– No cóż… - Wirgo chrząknął. - …to strzemiennego! - wstał.
– Strzemiennego! - kasztanowłosy wzniósł naczynie. Wypił do dna i grzmotnął pustym o podłogę. Wirgo szybko odwrócił się. Nie obejrzał się już. Z trzaskiem zamknęły się za nim drzwi.
Karczmarz pokiwał głową z politowaniem. Przyzwyczaił się do marudzenia kasztanowłosego wojownika pijącego samotnie. Dopisał naczynie do rachunku. Poderwał się, kiedy uderzyły drzwi, a do izby wpadł niezwykły, mroźny wiatr, niespotykany późną wiosną. Karczmarz skrzyżował palce, był przesądny.
Koniec
Styczeń 02
koniec
« 1 3 4 5
1 lipca 2002

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Krzesło łaski Barabasza
Jerzy Bogusławski

9 I 2021

Krzyczę do zdarcia gardła. Zwijam się w kłębek, wciskam palce w usta. Emmanul chwyta moje dłonie, nie pozwalając mi ich odgryźć. Potem ból ustaje. Leżę bezwładny, niezdolny do poruszenia choćby palcem.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:halas.agn@gmail.com'>Agnieszka ‘Ignite’ Hałas</a>

Wędrujące oko, smog i tramwaje
Justyna Hankus

12 XII 2020

Bogacze i żołnierze są w wieżowcach, do nas przychodzą urzędnicy; przynoszą prowiant, sprawdzają wydajność, nie odpowiadają na żadne pytania. Nie biją nas, nie gwałcą, boją się nas dotknąć. Nie wiem, gdzie mieszkają, gdzie chodzą nocować.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Płyń
Szymon Bokota

14 XI 2020

Nie miałem już siły walczyć z nurtem, który uparcie miotał mną od lewa do prawa. Za każdym razem, gdy zdawało mi się, że lada chwila zostanę wyrzucony na brzeg niczym odpad, prąd jakby złośliwie, zrzucał mnie ponownie ku centrum. Trzeba było zaprzestać oporu, rozluźnić wątłe mięśnie i czekać na nieuniknione.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Ballada o złych kobietach
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.