Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 stycznia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Anna Grzanek
‹Selekcja naturalna›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna Grzanek
TytułSelekcja naturalna
OpisRodowita, dumna ze swojego brzydkiego miasta łodzianka. Z wykształcenia geograf i zarządca nieruchomości. Szczęśliwa (choć zmęczona) matka. Literaturę, a zwłaszcza fantastykę, kocha od dziecka – czytać nauczyła się wcześniej niż chodzić. Jest aktywnym członkiem społeczności portalu www.fantastyka.pl.
Gatunekrealizm magiczny

Selekcja naturalna

« 1 2 3 »

Anna Grzanek

Selekcja naturalna

Mina doznawała przekształceń inaczej, niż Sławek – to, co dla niego pachniało ozonem, dla niej było dymem z ogniska, a zamiast swędzenia odczuwała łaskotanie. Sławek uważał, że trafiła znacznie lepiej.
Od pierwszego spotkania spacerowali razem. Wilhelmina miała kota i zbierała fikuśne lampy, które kot notorycznie przewracał i zrzucał. Sławek uważał, że to bez sensu, ale zapobiegliwie milczał. Miał większe mieszkanie, więc nie minęło dużo czasu jak odmalowali je razem i wkrótce wredny buras zamiast po czterdziestu metrach kwadratowych szlajał się po sześćdziesięciu pięciu.
Nie spotkali nikogo więcej podobnego do siebie, ale też nie rozglądali się specjalnie. Tymczasem Inny, Nocny Poznań przebijał się przez cienką granicę rzeczywistości coraz częściej i na coraz dłużej.
Po około półtora roku od momentu, gdy Sławek po raz pierwszy zaobserwował przejście, zmiany przestały być zmianami. Wilhelmina miała rację – zaczęły stopniowo wrastać w świat na dobre.
• • •
Na pierwszy ogień poszły gołębie. Początkowo nikt nie zwrócił na to uwagi, ale pewnego dnia Sławek w porannej gazecie natknął się na felieton wciśnięty między długą kolumnę o przyłapaniu jakiegoś posła na prowadzeniu w stanie nietrzeźwym a wzmiankę o otwarciu osiedlowego centrum handlowego. Autor rozpływał się nad zniknięciem „skrzydlatych szczurów” i rozważał, jakimże to genialnym służbom udało się wreszcie wyeliminować ów niehigieniczny problem, bo jego zdaniem należy im się solidne dofinansowanie.
Sławek ostrożnie złożył gazetę i podszedł do okna. No rzeczywiście, żadnego…
Z oddali dojrzał Minę, wracającą do domu z siatkami pełnymi zakupów. Wyszła na targ zanim zdążył wstać, jak zwykle w sobotę. Szybko zbiegł po schodach, by jej pomóc, i zapomniał na śmierć o gołębiach.
Dalej było już tylko dziwniej. Inny Poznań zaczął się pojawiać również w dzień; najpierw tylko na ułamki sekund, ale jednak. Śmiali się, że przestał być Nocnym Poznaniem, ale był to bardzo nerwowy i niepewny śmiech.
A kiedy zaczęli znikać ludzie, Mina dostała na swoim blogu wiadomość.
• • •
– Myślisz, że to ma jakiś związek z tym drugim Poznaniem? – zapytał Sławek, gdy telewizję zalała fala reportaży o nagłych zaginięciach. – Bo jeżeli tak, to zaczyna być zbyt…
– Straszne – dopowiedziała Mina. Siedziała przed komputerem ze zmarszczonymi brwiami, odruchowo obgryzając paznokcie.
Ludzie znikali z własnych łóżek, przyjęć, kin czy nawet jadących samochodów. Wszyscy w nocy. Podawano różne liczby: od kilkudziesięciu do kilkuset osób. Policja była bezradna.
Internet aż huczał od plotek i teorii spiskowych. Tym bardziej, że podobne zjawiska notowano również w innych miastach, a nawet krajach. Potem, zanim naród wpadł w masową histerię, wszystko nagle ucichło. Niby nikt nie mówił o cenzurze, ale słowo to było pierwszym, które przychodziło do głowy.
Media zainteresowały się wydarzeniami kulturalnymi, napiętą sytuacją w jednym z krajów Bliskiego Wschodu, obradami Parlamentu Europejskiego i, jak zwykle, krajową polityką. Tyle że niektórzy politycy też nagle przestali się pojawiać na forum publicznym.
– Sprawnie zareagowali – stwierdziła Mina ponuro.
Ostatnio była bardzo cicha i poważna, a jej ruchy, dotąd energiczne i żywe, stały się jakby ospałe. Sławek starał się ją wspierać jak tylko potrafił, ale niewiele mógł zrobić.
Sam czuł się zadziwiająco spokojny. Tak, jakby cała ta sytuacja w ogóle go nie dotyczyła. Nie rozumiał, czym Mina się przejmuje, jego zdaniem oni sami stali poza tym wszystkim. W końcu w jakiś sposób zostali potraktowani wyjątkowo, jako swego rodzaju obserwatorzy rzeczywistości. Nie czuł żadnego zagrożenia.
– Bo nie masz kobiecej intuicji – skwitowała dziewczyna, przygryzając wargę. – Wczoraj w warzywniaku zamiast pani Zosi była jej córka, Magda. Miała zaczerwienione oczy. Na drzwiach klatki, na pewno widziałeś, sąsiedzi wywiesili plakat, że zaginął ten ich upiorny synalek, co to notorycznie podpalał kosze na śmieci. A moja siostra nie odbiera telefonu. Podobno rodzice też nie mogą się do niej dodzwonić. Nikt nie wie, co się stało, czy może… – urwała.
Siostra Miny, Konstancja (po drugiej babci), mieszkała w Bieszczadach. Rzadko się widywały, ale rozmawiać potrafiły godzinami.
Sławek usiadł obok Miny na kanapie i przytulił ją mocno, starając się uciszyć jej szloch. Dzięki bogom jego rodzina na razie, choć podenerwowana, była cała i zdrowa.
Syknął, gdy bury kot znienacka wskoczył mu na kolana, dla lepszej przyczepności używając wszystkich kompletów pazurów. Sławek zepchnął futrzaka i gdy Mina nieco się uspokoiła, wstał by zrobić herbatę. Co miał jej powiedzieć? Będzie, co ma być.
Wtem zastygł przy blacie kuchennym, czując nadchodzącą przemianę.
Mina zapłakała gwałtowniej, zwijając się na sofie w ciasną kulkę. Po kilkunastu sekundach było po wszystkim.
W ciszy, jaka zapadła, odgłos wyłączającego się czajnika elektrycznego zabrzmiał nadspodziewanie głośno. Gdy Sławek zalał torebki zielonej herbaty i odwrócił się, Mina już siedziała przy komputerze, wydmuchując nos.
Ostatnio coraz częściej miewała napady smutku, ale szybko z nich wychodziła. Sławek podziwiał jej siłę. Widział, jak bardzo zmaga się sama ze sobą i ile wysiłku wkłada w zachowanie pozorów normalności.
– Popatrz, co dostałam – odezwała się teraz, zdumiona i zaniepokojona jednocześnie. Odsunęła się, by mógł zajrzeć jej przez ramię.
„Dear Mina,
I believe your pictures, for I’m seeing the same thing here, in Barcelona, day by day. The world is changing. Sagrada Familia’s already gone for good. Seems that things never gonna be the same again. Good luck. Keep up your work, it will remain as a testimony, as evidence. Cheers –
JB147”
Do wiadomości załączono sześć fotografii – trzy zrobione w dzień i trzy w nocy, ukazujące zmienioną rzeczywistość.
Mina wpatrywała się tępo w ekran.
– Zastanawiam się, czy to jednak nie jest jakiś rodzaj Apokalipsy – powiedziała cicho. – Popatrz na zdjęcia, widać to czarno na białym. W miejsce ruder i brzydactw po prostu pojawiają się schludne, nowe budynki. Pytanie zatem: co z ludźmi? Kogo zabierają? Wybierają losowo, czy może znikają tylko ci, którzy nie zasłużyli na ten absurdalnie lepszy świat? Aż dziw, że na ich miejsce nie pojawiają się nowe osoby, tak jak to jest z nieruchomościami. C-co, jeśli… jeśli my też znikniemy? Sławek, tak bardzo boję się, że zniknę…
– Kochanie… Teraz jesteśmy tutaj, razem i tylko to się liczy – odparł Sławek z całym przekonaniem, obejmując ją ramieniem. – Ty, ja i ten bury szatan. Skoro do tej pory nie zniknęliśmy, to nie ma się czym martwić. Zresztą o jakich „nich” mówisz? Jeśli dookoła będzie ładniej, to chyba tylko lepiej, nie? Nie bój się, kochanie. Jesteś najcudowniejszą osobą, jaką kiedykolwiek spotkałem, nie ma powodu, byś miała znikać, jeśli, tak jak sądzisz, znikają tylko rzeczy brzydkie i złe. Wezmę jutro wolne, chcesz? To żaden problem, kadrowego nie ma w pracy od czterech dni. Pójdziemy do zoo, tak jak lubisz. A na obiad jesteśmy umówieni u twoich rodziców. Wszystko będzie dobrze.
– Obiecujesz? – spytała tonem jasno świadczącym o tym, że i tak nie uwierzy, cokolwiek odpowie.
– Obiecuję. – Pocałował ją w czoło.
Następnego ranka, jeszcze kiedy spali, zniknęła Galeria MM.
• • •
Lokalna telewizja omal nie oszalała, podobnie zresztą jak większość stacji ogólnopolskich. Wszystkie kanały jak jeden mąż pokazywały w kółko materiały archiwalne i stare zdjęcia na przemian z nagraniami na żywo, gdzie zamiast nieszczególnie urodziwego budynku widniał gustowny skwer z drzewkami ozdobnymi, placem zabaw i fantazyjną fontanną.
– Zmiany są coraz częstsze – powiedziała martwym głosem Mina, zgarniając kolejnego naleśnika z patelni na talerz. – Zaczynają się o zmierzchu, przeciągają do godzin porannych. W ciągu dnia pojawiają się kilkukrotnie, na coraz dłużej. MM nie wróci. Nie żebym tęskniła. Tylko co będzie następne? Może nasz dom?
Następny był dworzec, City Center.
– Dziwię się w sumie, że Makabryła nie zniknęła pierwsza – mruknął Sławek, ale na tyle cicho, by Mina nie dosłyszała.
W ciągu kolejnych kilku dni zdematerializowały się również wieżowce Alfa, postsocjalistyczna część Collegium Novum oraz cały Plac Wiosny Ludów. Sytuacja w innych miastach Polski, według nieoficjalnych doniesień, była podobna. Co działo się poza granicami kraju, można było wywnioskować jedynie z postów i zdjęć publikowanych przez internautów, które histerycznie usuwali moderatorzy i administratorzy poszczególnych serwisów. Sławek nie pojmował, czemu jeszcze nie wybuchła masowa panika.
« 1 2 3 »

Komentarze

20 V 2017   15:16:28

Spodobałó mi się. Pomysł fajny i opis ludzi, którzy żyją jak gdyby nigdy nic wydaje mi się trafny. Pozdrawiam!

20 V 2017   21:43:47

Wielkie dzięki za przeczytanie i zostawienie opinii ;)

21 V 2017   09:50:55

Nowy wspaniały Poznań, nic dodać, nic ująć. Aż dziwne, że alkohol został- znieczula, ale potęguje agresję. Powinien zostać podmieniony na ekstrakt z roślinek typu szałwia ...wieszcza itp.

21 V 2017   09:56:39

Ha, nie pomyślałam o tym. Zapewne osoby, które miały skłonność do niewłaściwych zachowań po alkoholu, po prostu zniknęły ;) Dzięki za wizytę!

21 V 2017   21:05:57

Wciągające, bardzo mi się podobało :)

21 V 2017   21:15:21

Cieszę się, Anet, dziękuję :)

02 VIII 2017   20:31:59

Dobre! :)
Pozdrawiam

02 VIII 2017   20:36:07

Serdeczne dzięki za wizytę! Cieszę się, że się spodobało ;)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Krzesło łaski Barabasza
Jerzy Bogusławski

9 I 2021

Krzyczę do zdarcia gardła. Zwijam się w kłębek, wciskam palce w usta. Emmanul chwyta moje dłonie, nie pozwalając mi ich odgryźć. Potem ból ustaje. Leżę bezwładny, niezdolny do poruszenia choćby palcem.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:halas.agn@gmail.com'>Agnieszka ‘Ignite’ Hałas</a>

Wędrujące oko, smog i tramwaje
Justyna Hankus

12 XII 2020

Bogacze i żołnierze są w wieżowcach, do nas przychodzą urzędnicy; przynoszą prowiant, sprawdzają wydajność, nie odpowiadają na żadne pytania. Nie biją nas, nie gwałcą, boją się nas dotknąć. Nie wiem, gdzie mieszkają, gdzie chodzą nocować.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Płyń
Szymon Bokota

14 XI 2020

Nie miałem już siły walczyć z nurtem, który uparcie miotał mną od lewa do prawa. Za każdym razem, gdy zdawało mi się, że lada chwila zostanę wyrzucony na brzeg niczym odpad, prąd jakby złośliwie, zrzucał mnie ponownie ku centrum. Trzeba było zaprzestać oporu, rozluźnić wątłe mięśnie i czekać na nieuniknione.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Droga przez las
— Anna Grzanek

Interes
— Anna Grzanek

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.