Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 5 czerwca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Karolina Kot
‹Klątwy›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorKarolina Kot
TytułKlątwy
OpisKarolina Kot – urodzona w 1990 roku w Pile, obecnie zamieszkała na warszawskim Mokotowie. Z wykształcenia psycholog. Zawód ten okazał się jednak zawodem wielkim i w nim nie pracuje. Uczestniczka Warsztatów Literackich Wydawnictwa Czarnego w Wołowcu, edycja jesień 2015. Przyszła studentka Polskiej Szkoły Reportażu (2017). Debiutantka. Taką przynajmniej ma nadzieję.
Gatunekgroza / horror

Klątwy

1 2 3 »
Na miejscu zastał policję, saperów, rozhisteryzowaną kobietę i tłum niespokojnych pasażerów. Kobieta zarzekała się, że naprawdę widziała bombę z zapalnikiem, tłum potakiwał.

Karolina Kot

Klątwy

Na miejscu zastał policję, saperów, rozhisteryzowaną kobietę i tłum niespokojnych pasażerów. Kobieta zarzekała się, że naprawdę widziała bombę z zapalnikiem, tłum potakiwał.

Karolina Kot
‹Klątwy›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorKarolina Kot
TytułKlątwy
OpisKarolina Kot – urodzona w 1990 roku w Pile, obecnie zamieszkała na warszawskim Mokotowie. Z wykształcenia psycholog. Zawód ten okazał się jednak zawodem wielkim i w nim nie pracuje. Uczestniczka Warsztatów Literackich Wydawnictwa Czarnego w Wołowcu, edycja jesień 2015. Przyszła studentka Polskiej Szkoły Reportażu (2017). Debiutantka. Taką przynajmniej ma nadzieję.
Gatunekgroza / horror
1.
„Podłożyłem w mieście bombę, nie powiem, gdzie. Odliczajcie do 02.05.18 04:00. Szampańskiej zabawy. Pozdrawiam, Tomasz Błaszczyk”
I jeszcze raz.
„Podłożyłem w mieście bombę, nie powiem, gdzie. Odliczajcie do 02.05.18 04:00. Szampańskiej zabawy. Pozdrawiam, Tomasz Błaszczyk”
Czytał maila już chyba po raz setny. Nie mógł nadziwić się jego prostocie, która zazwyczaj, przynajmniej we frazeologizmach, zapowiada geniusz, i głupocie, której zazwyczaj we frazeologizmach czy gdziekolwiek indziej nie zapowiada nic.
– Ktoś jeszcze to dostał, poza mną i naczelnikiem?
– Media.
– Jakie media?
– Wszystkie media.
– Kurwa mać.
Na hasło „media” jak na komendę za oknem coś się rozpstrykało, rozbłyszczało i rozwrzeszczało.
„Dzisiaj rano, około godziny ósmej Miejska Komenda Policji w Bydgoszczy otrzymała niepokojącą i dosyć niecodzienną, jeżeli można tak powiedzieć, informację na temat ŁADUNKÓW WYBUCHOWYCH umieszczonych w BLIŻEJ NIEOKREŚLONYM MIEJSCU w Bydgoszczy. Najbardziej intrygujący jest jednak fakt, że detonacja rzekomych ładunków została zapowiedziana przez zamachowca na ZA NIEMALŻE DWA LATA. Policja nie potwierdza ani nie zaprzecza…”
– Weź ktoś zamknij, kurwa, to okno.
Ktoś pospiesznie zamknął to okno.
Karwowski – zamiennie Karwowicz, bo tak zazwyczaj nazywają się tacy faceci, Oskar – bo też oryginalnie, a Wiktorów czy innych Teodorów już chyba w tym gatunku narodziło się zbyt wielu, przyszedł rano do pracy, włączył komputer i przeczytał po cichu wiadomość.
Za każdym powtórzeniem, i cichym, i głośnym, niedowierzającym i wściekłym, za jego plecami pojawiała się kolejna osoba, aż cała komenda uformowała za plecami Karwowskiego coś pokroju ludzkiego jeża, wpatrzonego w osobliwą wiadomość od t.blaszczyk@gmail.com.
Karwowicz opuścił głowę w przygotowane na jej zrezygnowany ciężar dłonie. Przetarł oczy, pomasował skronie.
– Namierzyliśmy go chociaż?
– No… raczej bez problemu.
Jeżem poruszyła meksykańska fala chichotu.
– Ty mi tu, Redziński, nie rób, kurwa, kabaretu. Mamy adres?
– Mamy.
– Tożsamość potwierdzona?
– Potwierdzona.
– To wyślij tam naszych.
– Już wysłałem.
2.
„…Policja namierzyła i schwytała domniemanego zamachowca w jego mieszkaniu przy ul. Długiej w Bydgoszczy, gdzie zabezpieczono również ogromną ilość materiałów wybuchowych, zapalników oraz komponentów potrzebnych do skonstruowania…”
Zatrzaskujące się za antyterrorystami drzwi komendy przy Piłsudskiego ucięły resztę relacji. Karwowski przyglądał się mikrej, zakapturzonej postaci t.blaszczyka@gmail.com, człapiącej z niepokojącym spokojem w głąb korytarza. Pomyślał o owcach w Myślęcinku, gdzie co roku z Niną zabierali Kostka, czekających cierpliwie i bez strachu na tradycyjne majowe strzyżenie.
Stanął za lustrem weneckim i przyglądał się, jak czarni odpakowują Błaszczyka. Skute nadgarstki, ciemne włosy ulizane na bok, kraciasta, błękitna koszula z krótkim rękawem, beżowe spodnie, sandały, brakowało jeszcze tylko wygiętej kretyńsko żuchwy i mógłby grać w „Głupim i Głupszym”. Wyglądał na typowego niegroźnego niedojdę.
Dopóki w iście kiczowatym, a jednak cholernie niepokojącym stylu nie przeszył lustra weneckiego i samego Karwowskiego wzrokiem.
3.
– A teraz powiedz mi, Błaszczyk, co ty żeś odjebał?
Karwowicz starał się opanować i patrzeć, a zarazem nie patrzeć na Błaszczyka. Pytanie, gatunkowo groźne i retoryczne, doczekało się jednak odpowiedzi.
– Bombę podłożyłem.
– Gdzie?
– Nie powiem.
Karwowski próbował zachować powagę, ale wciąż chodził mu po głowie kawał o biedroneczce, co nie chciała powiedzieć, ile latek kończy. Finał był taki, że powiedziała i nie skończyła.
Błaszczyk, choć wyglądał na biedroneczkę, biedroneczką nie był.
Karwowicz westchnął i pogrzebał w swoim zasobie komunałów.
– Jeśli będzie trzeba, będziemy tu siedzieli do usranej śmierci.
Błaszczyk wyszczerzył zęby.
– Wspaniale!
Karwowskiego odprowadziło do drzwi zielono-czarne spojrzenie różnokolorowych oczu.
– Oskar. A ty wiesz, że ja chcę adwokata?
4.
– Artykuł 171 kodeksu karnego, posiadanie ładunków wybuchowych. 224a, fałszywe zawiadomienie o przestępstwie. Nie muszę mówić, że to tylko czubek góry lodowej.
– Nie.
– No prawda, nie…
– Ale nie, nie.
– Co nie?
– Mój klient nie zgadza się z zarzutem z artykułu 224a.
Karwowski zacisnął szczękę.
– Jak się nie zgadza?
– Policja przeszukała już całe miasto?
Karwowski odłożył trzymany w ręku papier w obawie, że mógłby w przypływie agresji przerobić go na celulozę.
– Nie.
– No to sam pan widzi. Mój klient zarzeka się, że nie popełnił zarzucanego mu czynu fałszywego zawiadomienia o przestępstwie, a wy nie macie dowodów.
Adwokat rozsiadł się wygodnie na krześle. Karwowicz zastanawiał się, czy to dobry moment, żeby się uszczypnąć, czy lepiej zostawić ten prosty, a zgodnie z literaturą przedmiotu skuteczny sposób na to, co mogło go w tej sprawie jeszcze czekać.
Karwowski zwrócił się w stronę Błaszczyka.
– Pan mu za to płaci?
– Nie musi pan odpowiadać na to pytanie.
Karwowicz poczuł, że jego rola w tej scenie ograniczy się wkrótce do wzdychania, macania po twarzy, zwieszania głowy, ewentualnie szczypania – wybudzania się niestety nie. Scenarzysta był sadystą.
Kurtyna rozsunęła się, zza kulis wyłoniła się ruda czupryna Redzińskiego.
– Szefie.
– Co jest?
– Mogę szefa prosić na chwilę?
Pocieranie nadgarstków, tak jest, tego jeszcze nie robiła jego postać. Nie robił tego od czasów podstawówki, odkąd przestał być największym, o ironio, kurduplem na osiedlu. Na odchodnym obrzucił jeszcze Błaszczyka i adwokata spojrzeniem.
– Nie wiem, w jaki sposób akt terroryzmu jest lepszy od fałszywego zawiadomienia o przestępstwie, tak czy siak pański klient spędzi przynajmniej trzy następne miesiące w areszcie, prokurator będzie jutro wnioskował o to w sądzie. A ja o to zadbam.
Tym razem odpowiedział mu sam Błaszczyk.
– Klient nie ma nic przeciwko.
5.
Rzecznik wydał oświadczenie. Tak, posiadanie ładunków wybuchowych, tak, podejrzany przyznaje się do winy, nie, nie wiemy, czy zawiadomienie jest prawdziwe, pracujemy nad tym, tak, istnieją wystarczające dowody na zatrzymanie podejrzanego w tymczasowym areszcie. Karwowicz musiał opędzać się od mediów, które prosiły go o dodatkowy komentarz. W drodze do domu wyłączył radio, nie lubił swojego głosu, po to przeniósł się z Warszawy, by nie musieć wiecznie wyciszać radia i wracać po zmroku do Niny i Kostka.
Pod blokiem grupka dzieci przyniosła mu puszkę z zaschniętym cementem, w nadziei, że odnalazła bombę. Musiał tłumaczyć im, że to jednak nie bomba, tak jak tłumaczył dzieciakom na Żoliborzu kilka lat wcześniej, że jego zaginiona Kicia nie miała białych łapek, że przynieśli mu pod dom i zamęczają zupełnie innego kota. Ale dzieciakom nie chodziło ani o Kicię, ani o bombę, ich twarze były głodne znajdowania i zamęczania. Pobiegły dalej, a eks-bombę rzuciły mu pod nogi.
Gdy Nina zapytała, czy sprawa rzeczywiście jest poważna, bez namysłu przytaknął, przypominając sobie spokojnego jak owce w Myślęcinku Błaszczyka i jego spojrzenie. Ze wszystkich osiągnięć w swoim życiu najbardziej dumny był z tego, że związał się i udało mu się utrzymać przy sobie osobę, której nie potrafił okłamać.
Dopiero wtedy poczuł, że sprawa rzeczywiście jest poważna.
6.
Nastało upalne lato.
Od miesięcy przekopywali miasto, a Błaszczyk konsekwentnie milczał. Po wizycie swojego adwokata podpisał przyznanie się do winy posiadania ładunków wybuchowych i zamilkł.
1 2 3 »

Komentarze

02 XII 2017   15:39:20

Niezły obrazek z socjologii stosowanej- sterowanie tłumem. Isaac Asimov i jego psychohistoria składają podziękowania.

09 IV 2020   15:00:45

Świetnie napisane.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Nocna parada stu demonów
Wiktor Orłowski

16 V 2020

Dzięki kosztownym podarkom dotarłam do młodego pomocnika doktora Kaname, który przyparty do muru (nie będę opowiadać Ci, jak nakłoniłam go do zwierzeń – dobrze to wiesz, wszak jestem gejszą) wyznał, że pewnej deszczowej nocy pomógł swemu zwierzchnikowi opatrzyć Biwako. Tę słodką, piękną dziewczynę okrutnie okaleczono, rozcinając nożem kąciki ust. Obrzydliwy „uśmiech” sięgnął ponoć aż do uszu, Biwako straciła tak dużo krwi, że obawiano się, czy zachowa życie.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Oszołomek
Hubert Fryc

25 IV 2020

Przecież przystojny jestem chłop, niestary i prawdomówny, bo dupy z gęby nie robię, i robotny jestem, mam pole i konia, i siłę w rękach, że mógłbym podkowy łamać, ale nie łamię, bo niby po co, przecież głupi nie jestem, żeby na pokaz odstawiać ceregiele. I mógłbym mieć każdą, nie ino Martę, ale też sołtysównę albo i jakąś miastową pannę, na przykład córkę ministra albo i samego sekretarza.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Jeszcze jeden do normy
Marcin Orliński

7 III 2020

W odległym o kilkanaście metrów rowie ruszał się człowiek, czy może raczej to, co z niego zostało. Sławek wcześniej go nie zobaczył, bo przesłaniały mu okoliczne krzaki. Skórę miał bladą, niemal przezroczystą, tak, że można było idealnie zobaczyć jego nabrzmiałe żyły, a oczy niemal wychodziły mu na wierzch. Jeżeli to nie stanowiłoby wystarczającej wskazówki, ziejąca w szyi krwawa dziura i brak kawałka prawego obojczyka nie budziły wątpliwości. Ani chybi kolejny sztywny.

więcej »

Polecamy

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.