Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 sierpnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Edward Guziakiewicz
‹Afrodyta›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorEdward Guziakiewicz
TytułAfrodyta
OpisEdward Guziakiewicz jest publicystą i dziennikarzem od przeszło dwudziestu lat. Studiował na Wydziale Teologii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, uzyskując tytuły magistra teologii i licencjata teologii pastoralnej ogólnej. Macierzysta uczelnia wysłała go na stypendium naukowe do Belgii (Leuven). W latach 1981 – 1982 był sekretarzem redakcji tygodnika „Gość Niedzielny” w Katowicach, następnie współpracownikiem i redaktorem miesięcznika „Wzrastanie”, współpracował stale z działem religijnym tygodnika „Katolik”, regionalnym korespondentem Gazety Codziennej „Nowiny” w Rzeszowie…
Działalność wydawniczą rozpoczął dopiero przed kilkoma laty, sięgając w 1998 roku do swej „szuflady literackiej”, w której zgromadził w ciągu piętnastu lat – pisząc dla własnej przyjemności, z potrzeby ducha – sporo pozycji książkowych. Dotąd wydał drukiem pięć swoich książek w krótkich seriach sondażowych, a część z nich jest nadal dostępna w księgarni internetowej.
Strona domowa Autora: www.eduardus.republika.pl.
GatunekSF

Afrodyta

« 1 2 3 4 9 »
Wskazał jej dłonią miękki puszysty dywan, pokrywający środek salonu. Poszła spojrzeniem za tym gestem. Ułożyła się wdzięcznie w miejscu, które wybrał i zachęcająco rozchyliła uda.
– Chodź! - błagalnie wyciągnęła do niego ramiona.
• • •
Bezmyślnie dłubał wykałaczką w zębach i nieco poirytowany wlepiał gały w wirtualny ekran, nie pojmując, skąd się biorą fale anomalii. Symulacja z początku przebiegała bez zarzutu, potem jednak coś się rwało, a doskonale wymodelowane i płynne zachowania hurysy traciły harmonię Wydawało się, że w programie są błędy. Nagłe i obce impulsy sprawiały, że urocza madonna w okamgnieniu przeistaczała się w agresywną amazonkę, jeśli nie wręcz w bestialską wojowniczkę.
– Co za palant grzebał w projekcie?! - wykrztusił wreszcie, nie pojmując, co się stało. Snuł przypuszczenia. Ubrdał sobie, że jakiś programista nieudacznik musiał coś schrzanić. Zajęcie miał raczej nudne, jak wszyscy początkujący w tym dziale. Od dwóch dni testował na monitorze kolejne klony, badając ich reakcje w kilkuset standardowych sytuacjach, ale nie natrafił wcześniej na żaden podobny przypadek. Rzadko kiedy odstępstwa od normy były większe niż dwie lub trzy setne procenta. Zamyślił się na chwilę, potem sięgnął od niechcenia po stymulujące pracę mózgu kapsułki, wysypał kilka z tulei i jedną wrzucił sobie do ust. Popił sokiem z mandarynek. Zdecydował się jeszcze raz przejrzeć symulację, oznaczoną numerem dwieście siedemnastym, ale wcześniej postanowił wpisać od nowa parametry wyjściowe. Te z pierwszej setki były bezbarwne i usypiające, więc ciągnęły się mu jak włoski makaron. Klonowana piękność odpowiadała bowiem na zwroty typu: „Dzień dobry!”, „Do widzenia!” i na banalne pytania z rodzaju: „Jak się nazywasz?”, „Co cię łączy z panem X"? Druga setka była ciekawsza, bo zahaczała o gry ruchowe i sporty ekstremalne, a poza tym obejmowała różne sytuacje konfliktowe. Testowana madonna znajdowała się w grawitującej w próżni dużej bazie kosmicznej, gdzie napadał na nią silniejszy od niej jednooki cyborg, przystosowany do bezpardonowej walki wręcz. Powinna była zręcznie się wycofać, korzystając z labiryntów słabo oświetlonych korytarzy. Tymczasem ku zdumieniu Paula weryfikowany model o wdzięcznym imieniu Iryda wcale nie zamierzał uciekać. Stawał dęba i jak byk na corridzie ruszał do wściekłego kontrnatarcia, które kończyło się koszmarnie. Walcząca dziewczyna traciła obie ręce, a cyklop dostawał ją w swe łapy jak łopaty, łamiąc jej z trzaskiem kręgosłup. Odstępstwo od wzorca sięgało siedemdziesięciu czterech procent.
Siedział w obrotowym fotelu i główkował nad rozsierdzonym klonem kamikadze. Ukończył z wyróżnieniem informatykę przemysłową ze specjalizacją z dziedziny produktów metaorganicznych, ale wiedzę uniwersytecką dzieliła zawsze od praktyki spora przepaść.
– Dlaczego ten wredny babsztyl nie ma w ogóle instynktu samozachowawczego? - pytał, w zadumie gładząc brodę, na której rysował się ledwo znaczący się drobny zarost. - Co to może być, do diaska? - główkował. - A jeśli to jakieś zwarcie na pułapie sprzężeń zwrotnych? - olśniła go nagła myśl. Wreszcie dał sobie z tym spokój. - Szlag by to trafił! - żachnął się, z niesmakiem sumując domorosłe zmagania z pięknym klonem, który nie chciał się podporządkować firmowym wymaganiom. Nie był od tego, by zajmować się tak wyrafinowanymi zadaniami. - Hej, profesorze! - zawołał, nie ruszając się zza pulpitu. - Maaa-myyy kło-po-ty!..
Ten akurat przechodził obok jego boksu, więc chcąc, nie chcąc musiał się zatrzymać. Chwilę przypatrywał się temu, co na ekranie pozostało z walecznej hurysy, a potem skrzywił się z niesmakiem i orzekł:
– Znów pracujemy na podzespołach tych klonowanych amazonek. Wojowniczki jakoś ostatnio nie idą, wyszły z mody. Klienci są zdania, że klony płci męskiej lepiej się prezentują w roli goryli i ochroniarzy, więc tamci z góry z konieczności przystosowują nam części do kurtyzan, nad którymi teraz, biedaku, siedzisz. Oto cena, jaką musimy płacić za drastyczne oszczędności w firmie! - westchnął z żalem. - Ale nie przejmuj się! - życzliwie klepnął chłopaka po plecach. - Zapisz ten egzemplarz na straty. Przepuszczaj tylko te, które za bardzo nie wierzgają!
– Serio?! - Paul zrobił wielkie oczy. Miał nieledwie dwadzieścia dwa lata, nieco naiwny pogląd na świat i wydawało mu się, że ludzie nie są zdolni do takich świństw jak to, którego był świadkiem. - Przecież te mikroprocesory są już po solidnej obróbce i nie da się z nich wymazać do końca instynktu walki. Jak taka rozmarzona słodka cizia w pewnej chwili uzmysłowi sobie, że może z nagła przyłożyć facetowi, który korzysta z jej usług, to…
– Ciii-cho! - profesor rozejrzał się niepewnie dookoła, jakby w obawie, że ktoś niepowołany może ich usłyszeć. Licho nie spało. - To nie moja, ani nie twoja sprawa, młody kolego! - bezradnie zamachał rękami. - Rób tylko to, co do ciebie należy! - gorączkowo rzucił na odchodnym i odfrunął czym prędzej w stronę innych boksów.
Paul pozostał sam na sam z ponurymi myślami. Długo medytował, wreszcie podniósł się i rozejrzał nad ściankami działowymi, bacznie lustrując otoczenie. Inni już wychodzili, kończąc pracę. Zamruczał coś wstydliwie pod nosem i sięgnął do szuflady, wydobywając prywatny dysk. W niespełna dwie minuty ustawił na nowo parametry wyjściowe symulacji. Dorzucił swoje dane osobiste, założył kask mentalny, a następnie błogo zanurzył się w świecie wirtualnym. Był ciekaw tego, jak zaprogramowana na miłość i oddanie Iryda wobec niego się zachowa.
– Narowista jesteś, kochana, ale taki ogier jak ja sobie z tobą poradzi - szepnął podniecony. - Dam ci tego, czego pragniesz, a może nawet więcej. Pewnie już przełykasz ślinkę.
Pierwsze sekwencje były nawet przyjemne. Śliczna kurtyzana zaprosiła go do swojego komfortowego apartamentu. Potem opuściła go na chwilę, zmieniając toaletę. Wróciła do niego w czymś, co sprawiło, że prawie zaparło mu dech z wrażenia. Wziął ją w ramiona, szepcząc jej do ucha szalone wyznania miłosne. Kiedy jednak łakomie zsunął dłonie na jej biodra, odepchnęła go, a potem niespodziewanie dała mu pięścią w zęby. Cofnął się instynktownie, a jego fotel poleciał do tyłu.
– Szlag by to trafił! - warknął, podnosząc się z posadzki w szachownicę i zrywając kask mentalny.
Pomieszczenie wypełnił modulowany sygnał alarmowy, a czerwone światło nad wejściem zaczęło pulsować.
– Wpadłem! - jęknął, rzucając się do komputera, by skasować nagranie.
Miły kobiecy głos instruował przez głośniki: „Naruszenie statusu w sekcji B. Uprasza się o przerwanie pracy, natychmiastowe opuszczenie sali i zgłoszenie się do punktu kontroli!”
• • •
Jak się wkrótce okazało, mógł polecieć na Ziemię w towarzystwie bliskiej jego sercu choć nieco kłopotliwej niewolnicy. Nieco ozięble zakomunikowano mu, że rysuje się taka prawna możliwość, ale że wiąże się ona z pewnymi niedogodnościami i przy tym nie jest wcale zalecana przez właścicieli firmy „Body Perfect”. Połączono go z szefem jakiegoś ważnego działu. Raoul musiał mianowicie - naprawdę śmieszna sprawa - wziąć ślub z domowym androidem. Na Dianie, co oczywiste, nie udzielano takich małżeństw, a co więcej - wręcz ich zakazywano. W przestrzeni kosmicznej było jednakże inaczej. Na pokładach wahadłowców obowiązywały bowiem dosyć liberalne przepisy kodeksu międzyplanetarnego. Tam pasażer mógł się związać świętym węzłem małżeńskim - jak rechotano trzymając się za brzuchy - nawet z robotem do prac ogrodniczych z sekatorami zamiast rąk. Wystarczyło, że obiekt, w którym podróżny się zakochał, był zdolny się podpisać albo w przypadku braku wyspecjalizowanych kończyn potrafił w inny sposób potwierdzić swą tożsamość. Jednakże w drodze powrotnej z Planety Matki Raoul musiał z kolei - również w kosmosie - wziąć rozwód z nafaszerowaną elektroniką dziewczyną, o ile chciał z powrotem zagościć na Dianie i z rozpędu nie trafić za kratki albo do hibernatora. Szczegółowych instrukcji z tym związanych miał mu udzielić w osobistej rozmowie radca prawny firmy. Wszystkie niezbędne formularze były dostępne na pokładach transportowców, choć też nie na wszystkich. Odpychający urzędas, z którym telekonferował, łypnął w końcu łaskawie okiem i poradził mu, żeby skorzystał z usług „Air Saturn Company”, gdyż u tego przewoźnika o takie rzeczy skrupulatnie dbano. No, ale dojrzał za plecami Raoula coś, co go naprawdę poruszyło. Zaaferowany komandor nie zastanawiał się nad tym, co, a z tyłu za sobą miał tylko wejścia do modułu kuchennego i dwu uroczych sypialni. Pewnie niuchał tam któryś z owiraptorów, Cezar albo Brutus.
« 1 2 3 4 9 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Sörensen
Bartek Szumowski

24 VIII 2019

A dla mnie to definicja życia. Tysiące poranków, kiedy powtarzamy sobie, że tym razem musi być dobrze. Setki przedmiotów, które teraz na pewno będą warte wydanych na nie pieniędzy. Książkowe ścierwo, które wystarczyło zareklamować jako literackie odkrycie, a je kupiliśmy. Pracodawcy, którzy mają nie wyjść na tych, co widzą w podwładnych niewolników, i pracownicy, którzy przecież nie mogą być przygłupami od A do Z. Przyjaźnie zawiązywane, bo niemożliwe, żeby wszyscy okazywali się na końcu (...)

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Wędrowiec
Jakub Sobalski

10 VIII 2019

Kiedy właściciel przybytku mnie zobaczył, pobladł cały. Chciał coś rzec, ale z rozdziawionych ust wyszło tylko „yhym”. Spojrzałem na niego z pogardą. Wskazałem mu palcem na tylne wyjście. Cofnął się, drążącymi rękoma odciągnął rygiel i wypadł na mróz w samej koszuli.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

O księżniczce i smokach
Agnieszka „Raven” Szmatoła

20 VII 2019

Z zapartym tchem czekała na odpowiedź. Ta nadeszła, choć niewerbalna. Wejście jaskini zalśniło ciepłym światłem, a ściany zadrżały lekko od głośnego mruczenia. Księżniczka weszła do jaskini.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.