Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Krystyna Chodorowska
‹Dzikie stworzenia›

WASZ EKSTRAKT:
90,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorKrystyna Chodorowska
TytułDzikie stworzenia
OpisUrodzona w pierwszym nowiu po lutowej pełni. Z zawodu data scientist, w tygodniu lingwista multiklasujący na informatyka, w weekendy przywódczyni barbarzyńskiego klanu (bez multiklasowania). Laureatka głównej nagrody SemEval-2016 za program Ensemble do analizy podobieństwa semantycznego. Tłumaczyła m.in. George’a Martina, Chinę Mieville’a, Petera Hamiltona i Grega Egana. Nominowana do Nagrody Janusza A. Zajdla 2014 za opowiadanie „Kre(jz)olka”, zabita przez Petera Wattsa w powieści „Echopraxia”. Debiutancka powieść „Triskel: Gwardia” ukaże się niedługo nakładem wydawnictwa Uroboros.
Gatunekkryminał

Dzikie stworzenia

« 1 2 3 4 5 13 »

Krystyna Chodorowska

Dzikie stworzenia

Kutry kołysały się na fali; podjeżdżały w górę i w dół, napinając cumy. Prześlizgiwałam się spojrzeniem po pokładach, rozglądając się w poszukiwaniu czegoś nietypowego, jakiegoś szczegółu, który rzucałby się w oczy.
Nawet jeśli ktoś odrąbał im głowy na pokładzie kutra, to na pewno nie zostawił śladów krwi. Wiedziałam, że rybacy czasem strzelają do fok płynących za kutrem, chcąc je odstraszyć, żeby nie wyjadały ryb z trałowanej sieci. Możliwe, że zrobił to na lądzie. Musiał to zrobić dziś w nocy, bo zwłoki były bardzo świeże.
Logiczne, a jednak dopiero teraz do mnie dotarło. Człowiek, który to zrobił, był tej nocy gdzieś w pobliżu, na wodzie, wpatrzony w mrok, szukając ofiary, której głowę mógłby przybić do deski.
Dzisiaj. Tej nocy, kiedy byłam w wodzie.
Od portu bił zapach ryb i wodorostów, który nagle zrobił się nie do wytrzymania. Przystanęłam, kołysząc się w miejscu. W ostatniej chwili odstawiłam nogę na bok, żeby stanąć pewniej, przypomniałam sobie, że mogę to zrobić.
– Wszystko w porządku? – zawołał ktoś do mnie z pokładu. Dopiero po chwili poprzez pływające mroczki zobaczyłam jego twarz. Wyglądał jak zwykle rybacy – niezbyt dokładnie ogolony, ciepło ubrany, z rękami pociętymi przez liny.
– Mogę pani w czymś pomóc?
Potrząsnęłam głową. Zaczerpnęłam tchu, a wtedy żołądek przewrócił się ostrzegawczo od zapachu ryb. Odetchnęłam znowu, tym razem przez usta, przełknęłam ślinę.
– Wszystko w porządku.
Mężczyzna wciąż przyglądał się uważnie.
– Ja panią znam! – stwierdził nagle. – Pani z akwarium miejskiego, co?
Nie mogłam się wyprzeć, więc pokiwałam głową.
– Ha, wiedziałem! Będzie ze dwa tygodnie, jak byliśmy tam ostatnio. Daniel ciągle was nudził, że chciałby potrzymać jeża, więc wyjęła mu go pani z wody.
Przypomniałam sobie małego chłopca w czerwonej kurtce.
– A on schował się panu za plecy?
– Tak, a pani dała mu wtedy rozgwiazdę, chociaż miały być pokazywane dopiero za godzinę. Mały do dzisiaj o tym nawija. Słabo pani? Nie wygląda pani za dobrze.
Przyjrzał mi się badawczo, patrząc z góry, był sporo wyższy.
– Mogę podrzucić panią do miasta. Gdzie pani mieszka?
– Nie trzeba… – zaprotestowałam, chociaż nie uśmiechało mi się maszerowanie całą drogą przez Salt Hill na piechotę.
– Bzdura. – Rybak zdążył już podejść do furgonetki i teraz otwierał przede mną drzwi pasażera. – Aha, słyszałem, co się tam u was stało. Widziała to pani? Na własne oczy?
Pokiwałam głową.
– Naprawdę ktoś przybił głowy na dachu? Tam, gdzie dzieci mogły to zobaczyć? – Mężczyzna potrząsnął głową i splunął na beton. – Co za chuje w ludzkiej skórze. Kotwica im w plecy, bo w szyję za wysoko, a w dupę za przyjemnie.
Gdy wyjeżdżaliśmy z portu, minęliśmy granatową furgonetkę zaparkowaną przy nabrzeżu. Nie znałam się na markach, ale ten samochód widywałam bardzo często, poza tym trudno było go nie poznać, bo Fionn właśnie wysiadł na keję, tuż obok zacumowanego kutra.
• • •
Poprzedniego dnia akwarium było zamknięte, żeby nie utrudniać pracy policji, ale już od rana zjawiły się wycieczki i pojedynczy rodzice z małymi dziećmi. Szybko podzieliliśmy się zadaniami: Fergus oprowadzał ich od zbiornika do zbiornika, podczas gdy my z Ailą sprzątałyśmy te, których akurat nie oglądali. Zanim przytargałam z zaplecza myjkę ciśnieniową, Aila skończyła już przenosić ryby do prowizorycznego zbiornika i wzięła się za czyszczenie ścianek. Wyglądała lepiej niż wczoraj, ale była nietypowo milcząca, widać w niej było jakiś dystans, jakby wszystko zacisnęło jej się w środku, a teraz odwijało się powoli, jak nitki z kłębka.
– Jak się czujesz? – zagadnęłam. – Trzymasz się?
Pokiwała głową.
– Tak. Zdążyłam jeszcze zajść dziś rano na policję – dodała.
– Czemu?
– Pytali nas, czy nie zauważyliśmy tu czegoś dziwnego. Pamiętasz? Wczoraj byłam trochę do niczego, ale jak już się uspokoiłam, próbowałam przypomnieć sobie jak najwięcej szczegółów, cokolwiek, co mogłoby im pomóc.
– I przypomniałaś sobie?
– Troszeczkę.
– Co konkretnie?
– Wiesz, zachowanie różnych gości, nietypowe stroje. Ślady na ziemi, wszystko, co wydawało mi się choć trochę dziwne. Na przykład przypomniałam sobie, że trzy dni wcześniej był tu taki chłopak, ubrany całkiem na czarno.
– I to jest dziwne?
– No, trochę tak. Był starszy od tych dzieciaków, jakie tu zwykle przychodzą, miał dobre kilkanaście lat, ale był sam, bez rodzeństwa i bez dziewczyny. Tu w okolicy zdarzały się czasem różne rzeczy. Jakieś czarne msze, poprzewracane krzyże. Kto ci zaręczy, że to nie była część jakiejś ich chorej zabawy?
– A co na to policja?
Jakby przygasła.
– Nic specjalnego. Podziękowali i tyle. Chyba sami nie wierzą, że uda im się znaleźć sprawców.
– Fergus mówił, że to nie był pierwszy raz. Że już wcześniej znajdowali zatłuczone foki.
– Bo tak było. Ale tym razem… sama widziałaś. To nie było zwykłe tłuczenie kijem. Głowy były całe, więc nikt ich nie zatłukł ani nie zastrzelił, tylko poderżnął im gardła, może kiedy jeszcze żyły, a potem przybił je do desek i powiesił nam na dachu. Specjalnie się postarał i przyjechał aż tutaj, bo wiedział, że hodujemy tu foki, że o nie dbamy i pewnie lubimy. Chciał, żebyśmy to zobaczyli, wyobrażał sobie, jak nas to męczy, jak się skręcamy z wściekłości. Musiała go jarać taka myśl. Czy to nie jest jasne, dlaczego należy go znaleźć?
Przejechała zmywakiem po szkle. Akwarium było trochę zapuszczone, żeby zedrzeć warstewkę glonów, trzeba było pocierać kilka razy, ale ręka Aili od razu zostawiła czystą smugę, jakby przyciśnięta naprawdę mocno.
– Bo każdy, kto potrafi zrobić coś takiego zwierzęciu, może zrobić to samo człowiekowi.
• • •
Wracałam spacerem, myśląc o tych dzieciakach ubranych na czarno.
Nasze miasto było miasteczkiem studenckim, ze wszystkimi tego wadami i zaletami, znanym w całym kraju z muzyki na żywo. Tuż po przeprowadzce, na pierwszym i drugim roku, sporo łaziłam po takich występach i wiedziałam, że w większości lokali najłatwiej jest posłuchać występów tradycyjnych, poezji śpiewanej, czasem jazzu, w modniejszych klubach tańczyło się do elektroniki, popu i trance. Po ciężkie brzmienia trzeba już było pojechać do większego miasta. Nigdzie w okolicy nie było żadnych koncertów black metalu, gdzie można by wejść, wypić piwo z kimś przy barze, a potem, po przełamaniu pierwszych lodów, zagadnąć, gdzie odbywa się najbliższa czarna msza i jakie mięso przynieść na składkowy bufet.
Koło skrzyżowania, w bok od głównej drogi, minęłam grupkę nastolatków. Czterech chłopaków i dwie dziewczyny. Tylko z pozoru wyglądali na całkiem bezczynnych, pochłoniętych gapieniem się na ludzi. Ukradkiem popatrywali na siebie nawzajem, jednocześnie udając, że nic nie planują. Ot, spędzają sobie wolny czas, wystając na chodniku przed witryną fryzjera. Wiedziałam, co jest ich prawdziwym celem, bo kilka lat temu sama robiłam coś podobnego: oceniali, kto z nich wygląda najbardziej dorośle i powinien zaryzykować wejście do sklepu po alkohol.
Podsunęło mi to pomysł.
– Cześć. Macie może papierosa?
Mało nie wyskoczyli ze skóry. Cofnęli się odruchowo, ale chyba nie wyglądałam na szkolną inspektorkę, zresztą ona nie prosiłaby o papierosy, a poza tym godzina była zbyt późna, lekcje już dawno się skończyły. Podejrzliwość szybko zniknęła, zastąpiona ostrożną dumą, że ktoś uważa ich za tak dorosłych i z góry zakłada, że mają papierosy. Dziewczyna z nastroszoną fryzurą i krępy chłopak z pieszczochami na nadgarstkach rozglądali się niezdecydowani. W końcu on sięgnął do kieszeni bojówek.
– Jasne. – Wyjął też zapalniczkę, żeby przypalić mi papierosa jak dżentelmen. Zrobił to powoli i precyzyjnie i było widać, że w środku aż się napina, żeby niczego nie zepsuć. Cofnęłam się.
– Dzięki, mam swoją. Chcecie kupić piwo?
Przez grupkę znów przeleciał szmer paniki, ale tym razem ucichł szybciej.
– Aha? – zaryzykował właściciel papierosów.
– Mogę wam pomóc.
« 1 2 3 4 5 13 »

Komentarze

11 II 2018   10:33:00

Jedna drobna wada całego opowiadania- praktycznie od początku wiadomo, że bohaterka to












selkie

25 II 2018   21:31:17

Trzyma w napięciu. Chce się doczytać.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:edward.strun@gmail.com'>Edward Strun</a>

Sześć oktaw
Edward Strun

2 X 2021

Nerwowo zerkał na zegarek. Za chwilę Baron zadzwoni zaniepokojony brakiem wieści. Do obowiązków dilera należało zameldowanie szefowi o przebiegu każdej większej transakcji. A zlecenie opiewające na dwie bańki z pewnością do takich należało.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Nawet magia
Tomasz Grysztar

4 IX 2021

Po drugiej stronie tunelu zobaczyła Czarka oplątującego stworzenie całym pękiem korzeni. A potem w magicznym lesie zaczęło dziać się więcej, niż kiedykolwiek wcześniej, kiedy tam była. Drzewa kołysały się, jakby tańczyły. Z ziemi poderwało się mnóstwo liści i wszystkie zalśniły. Wzleciały setkami, może nawet tysiącami, ale i tak prawie ich nie ubyło na dole.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Opowieści starego nawigatora: Tylko nie z robotami!
Paweł Wolski

10 VII 2021

Na potrzeby zwiększonej grawitacji na HD 85512b naukowcy i farmerzy wypracowali miliardową populację nowych, trawożernych ras, muskularnych i niemal bezmózgich pięciotonowców na krótkich, silnych nogach. Poza rozlicznymi zaletami, miały jedną podstawową wadę: bez opamiętania żarły i rosły więc, no cóż… sami rozumiecie. Produkty ich przemiany materii trzeba było nieustannie z tej przemiłej planetki wywozić.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.