Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 lutego 2018
w Esensji w Esensjopedii

Dzikie stworzenia

[1] 2 3 13 »
Przez dłuższą chwilę patrzył na mnie z otwartymi ustami. Przygotowałam się na urywane, wykrztuszone pytania, co tutaj robię, na rozkojarzone wskazywanie palcem. Miałam nawet jakieś zaimprowizowane odpowiedzi: wieczór panieński, nocne pływanie, dowcip koleżanek.

Krystyna Chodorowska
‹Dzikie stworzenia›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorKrystyna Chodorowska
TytułDzikie stworzenia
OpisUrodzona w pierwszym nowiu po lutowej pełni. Z zawodu data scientist, w tygodniu lingwista multiklasujący na informatyka, w weekendy przywódczyni barbarzyńskiego klanu (bez multiklasowania). Laureatka głównej nagrody SemEval-2016 za program Ensemble do analizy podobieństwa semantycznego. Tłumaczyła m.in. George’a Martina, Chinę Mieville’a, Petera Hamiltona i Grega Egana. Nominowana do Nagrody Janusza A. Zajdla 2014 za opowiadanie „Kre(jz)olka”, zabita przez Petera Wattsa w powieści „Echopraxia”. Debiutancka powieść „Triskel: Gwardia” ukaże się niedługo nakładem wydawnictwa Uroboros.
Gatunekkryminał
Najpierw był smak ryb.
Musiałam go mieć w ustach przez cały czas, tyle że jeszcze przed chwilą w ogóle go nie dostrzegałam, a potem nagle wybuchł mi na języku. Pojawiał się nagle, ostry i zwierzęcy, aż żołądek prawie mi się wywracał. Czasem była to pierwsza rzecz, jaką odczuwałam.
Ale częściej było to zimno.
Tym razem nie trwało długo, zanim i ono nadeszło – na brzeg wyczołgałam się już całkiem zdrętwiała. Woda w tym miejscu była bardzo płytka i przez chwilę wlekłam kolana za sobą, drapiąc je o kamienie. Przepełzłam kawałek plaży, najpierw na łokciach, potem na czworakach, zanim w końcu wstałam.
Kadłub przewróconej łódki zamajaczył w szarówce. Biegłam, kołysząc się na boki, coraz bardziej spanikowana – za późno, za długo, będzie mnie widać z drogi. Powinnam bardziej uważać, ale trudno, stało się, straciłam poczucie czasu, za dużo go upłynęło od ostatniego razu. Łódź była drewniana i ciężka, tak że ledwie zdołałam wczołgać się do środka. Wcześniej obejrzałam ją dokładnie – drewno było popękane, rozszczelnione, a w poszyciu prześwitywały szerokie szpary. Widać było, że już od dawna nikt nie spuszczał jej na wodę, ale ostrożności nigdy za wiele.
Grzebiąc rękami w piachu, odnalazłam siatkę i najpierw wyciągnęłam ręcznik. Wycierałam się mocno, szorstkimi ruchami, żeby pobudzić krążenie, czując, jak szczękają mi zęby. Kiedy wchodziłam do wody, nigdy nie było aż tak źle. Wtedy po prostu biegłam przed siebie i zanim się spostrzegłam, byłam już zanurzona po szyję i za chwilę było po wszystkim. Nawet jeśli woda była lodowata, to nawet tego nie dostrzegałam, bo tak bardzo się spieszyłam. Nie czułam ukłuć zimna wbijających się wszędzie; był tylko szum fal i bieg, i oddech, silny i szybki, i wilgotniejące oczy, a potem płynęłam, i wszystko było piękne, i nic nie bolało.
Powroty były trudniejsze. Wtedy nie dawało się wyjść tak szybko.
Po wytarciu się z grubsza ręcznikiem sięgnęłam po spodnie od dresu, koszulkę i bluzę – wciągałam je od razu, nie przejmując się bielizną. Wciąż było mi zimno, bo nie wytarłam się dokładnie, a temperatura na zewnątrz nie przekraczała kilku stopni i teraz czułam się, jakby chłód mnie oblepiał. Na szczęście nikt nie znalazł moich skarbów, więc gdy sięgnęłam do porzuconej torby, butelka wciąż tam była. Piłam whiskey, jak pije się wodę, jeden łyk, potem drugi i od razu trzeci, przełykając, krztusząc się, przełykając ślinę i znów pijąc. Tyle mówiło się o tym, że ofiarom wychłodzenia nie wolno podawać alkoholu, bo wprawdzie rozszerza naczynia krwionośne, ale tylko na krótko, a potem wychładza jeszcze bardziej.
Co oni mogli wiedzieć? Przecież nie piłam po to, żeby tu potem siedzieć, tylko żeby wrócić do domu. Pieprzyć ich.
Gdy wypełzłam spod łódki, było już całkiem jasno. Złapałam autobus w stronę miasta. Pasażerowie spoglądali na mnie spod oka i zajmowali jakieś dalekie miejsca. Sina z zimna, w powyciąganym dresie, ze skołtunioną fryzurą, rozsiewając zapach taniej whiskey wyglądałam jak żulka, jak miejscowa złota młodzież, która spędziła całą noc, trąbiąc alkohol i robiąc inne głupoty.
Bardzo dobrze.
• • •
Zanim dotarłam do domu, wzięłam prysznic, zmieniłam ciuchy i z grubsza się ogarnęłam, minęło trochę czasu. Żołądek miałam pełny, więc nie musiałam nic jeść. Siedząc w kuchni, wypiłam tylko sporo herbaty, aż w końcu poczułam się jak człowiek.
Gdy dotarłam na miejsce, przed drzwiami stał już spory tłum. Od razu tknęło mnie złe przeczucie. Akwarium było jeszcze zamknięte, a ci wszyscy ludzie prawdopodobnie nie przyszli tu tylko po to, by popatrzeć, jak jedna opiekunka zwierząt spóźnia się do pracy.
Najpierw zauważyłam Ailę. Lubiła wyraziste kolory i zawsze miała chustkę dopasowaną do ubrania. Dzisiaj włożyła czerwoną, przez co widziałam ją już z daleka, chociaż przykucnęła przy ziemi, zgięta wpół, jakby skulona. Fergus pochylał się nad nią, poklepując ją po plecach, zdaje się, że coś mówił. Fionn stał obok, trochę oddalony od reszty. Nie miałam pojęcia, co się stało, widziałam tylko, że Fionn zaciska pięści.
– Hej? Co tu się dzieje?
Aila odwróciła się do mnie, ale wciąż nie mogła wydobyć głosu. Twarz miała spuchniętą, czerwoną, pokrytą plamami.
Przy wejściu do budynku, w poprzek napisu „Wildlife Sanctuary”, pośrodku szyldu z uśmiechniętą foką ktoś powiesił dwie deski.
Foki były młode, nie mogły mieć więcej niż sześć miesięcy i spoglądały na nas ciemnymi ślepiami. Jedna zwieszała łeb, druga otwierała szeroko pysk, jakby z bólu. Wszędzie spływały czerwone smugi, głowy obu zwierząt przybito do desek za luźną fałdę skóry, na głowach ktoś wymalował czerwone krzyżyki.
Dopiero po chwili zrozumiałam, że też zaciskam pięści, może równie mocno jak Fionn, bo czułam tylko ból palców. Odetchnęłam, zdziwiona, że płuca wciąż pracują normalnie. W głowie wszystko krzyczało, ale poza tym całe ciało miałam spokojne, jakby zamrożone.
Sięgnęłam do kieszeni. Odblokowałam telefon. Zaczęłam robić zdjęcia.
Przerwałam, gdy ktoś za mną zakaszlał, jakby w odruchu wymiotnym. Dopiero wtedy ręka mi zadrżała i obraz wyszedł nieostry.
– Kto to zrobił?
– Już było, jak przyszliśmy – Fergus wciąż jako jedyny odpowiadał na pytania. Aila pociągała nosem, Fionn patrzył.
– Wezwaliście policję?
Skinął głową. W tej samej chwili radiowóz wtoczył się na podwórko przed wejściem.
• • •
Była ich dwójka, posterunkowy Simmons i sierżant Malone. Młodszy policjant miał okrągłą twarz, a do podbródka przyklejony strzępek chusteczki, w miejscu, gdzie zaciął się przy goleniu. Jego miękkie, blade policzki były prawie białe, jakby widok, który zobaczył dziś nad wejściem, zrobił na nim większe wrażenie od wszystkich awantur i rozbojów. Sierżant była niższa, ale ruchy miała pewniejsze i twarz jej nawet nie zbladła. Pisała, mocno dociskając długopis.
– Czy ostatnio wydarzyło się tu coś nietypowego?
Potrząsnęłam głową. Fionn nawet się nie poruszył.
– Nie. – Fergus przemówił za wszystkich.
– Może ktoś z gości dziwnie się zachowywał?
– Jedna dziewczynka koniecznie chciała dotknąć kraba, a jak wyjąłem go z akwarium, zsikała się w spodnie i uciekła z piskiem. Nie wiem, czy to dziwne, czy raczej normalne.
Policjantka zaciskała usta, ale nie wydawała się wstrząśnięta obejrzanym widokiem, powiedziałabym, że raczej zrezygnowana.
– Kto z państwa pierwszy zauważył zwłoki zwierząt?
Alia pociągnęła nosem. Wytarła nos, zostawiając ślad na rękawie.
– Chyba ja.
Paul zgodził się udostępnić im swoje biuro; teraz posterunkowy uchylił drzwi i wskazał ręką do środka.
– Mogę panią prosić?
• • •
Nie wiem, czym kierowali się, zadając pytania, ale przesłuchanie Aili zabrało im najwięcej czasu. Fionn wyszedł z pokoju w ciągu pięciu minut, jakby brał prysznic. Gdy w końcu nadeszła moja kolej, uznałam, że prawdopodobnie uwinę się równie szybko, bo w niczym im nie pomogę. Cała reszta przybyła na miejsce wcześniej ode mnie, więc nie miałam szans powiedzieć policjantom nic, czego by już nie usłyszeli.
Trochę zdołali mnie zaskoczyć. Po odhaczeniu standardowych pytań – jak długo pracuję w akwarium i jakie mam obowiązki – posterunkowy Simmons opuścił notes i spojrzał na mnie uważniej.
– Czy coś podobnego wydarzyło się tu już wcześniej?
– Odkąd tu pracuję, nie pamiętam niczego takiego. A sądząc po reakcjach ludzi, to nigdy…
– Nic aż tak drastycznego, oczywiście. Ale proszę się zastanowić, to bardzo ważne. Może zdarzały się jakieś szykany wobec pracowników? Napisy na ścianach? Listy z pogróżkami? Czy ktoś wyrażał niechęć wobec tego, co robicie?
Zabrzmiało to niedorzecznie. Niechęć wobec tego, co robimy? Hodowaliśmy zwierzęta, oprowadzaliśmy dzieci po akwariach, opowiadaliśmy im o morzu. Czasem przygarnialiśmy ranną fokę albo żółwia. Sprzedawaliśmy pamiątki z zdjęciami zwierząt, z których część dochodu zasilała narodowy Fundusz Ochrony Przyrody.
– Prowadzimy akwarium. Komu to mogło przeszkadzać?
– Powody mogą być różne. – Sierżant Malone odepchnęła się od biurka, na którym oparła się, przesłuchując Fionna. – Od bardzo nieoczywistych, po całkiem proste, na przykład ktoś może mieć ochotę wykorzystać ten budynek do własnych celów. Nie było żadnych przypadków nękania albo zastraszania pracowników?
[1] 2 3 13 »
dodajdo

Komentarze

11 II 2018   10:33:00

Jedna drobna wada całego opowiadania- praktycznie od początku wiadomo, że bohaterka to












selkie

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Kolaż: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Bayerische Engelen Werke
Konstanty Stankiewicz

20 I 2018

Jeszcze próbował się ratować, jeszcze tańczył w panice na lodzie, jeszcze kurczowo trzymał się balustrady, ale był bez szans. Walizka przeciążyła, pociągnęła go w dół. Żulik na laskę, laska na mnie, ja wyciąłem – jak myśliwski samolot – beczkę.

więcej »
Kolaż: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Zapasy
Bazyli Nowak

23 XII 2017

Przygnieciony nadprogramową dawką kobiecości traciłem siły w tempie błyskawicznym, i co gorsza, dusiłem się zdecydowanie szybciej niż poprzednio. Słowa grzęzły w odgradzającej mnie od świata zewnętrznego mięsistości. Piersią matki wykarmiony i ludzkości na pożytek dany, teraz piersiami, tyle że nie matki, miałem być zamordowany.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:gastar@gazeta.pl'>Andrzej ‘Gastar’ Diaczuk</a>

Klątwy
Karolina Kot

2 XII 2017

Na miejscu zastał policję, saperów, rozhisteryzowaną kobietę i tłum niespokojnych pasażerów. Kobieta zarzekała się, że naprawdę widziała bombę z zapalnikiem, tłum potakiwał.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.