Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 11 lipca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Mirosław Doleżych
‹Cienie›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorMirosław Doleżych
TytułCienie
OpisDr inż. Mirosław Doleżych urodzony w 1943 roku. Studia na Wydziale Elektroniki Politechniki Warszawskiej, doktorat na Wydziale Mechaniki Precyzyjnej. Wieloletni pracownik Wydziału Mechaniki Precyzyjnej później Mechatroniki Politechniki Warszawskiej. Obecnie na emeryturze.
Gatunekhistoryczna, obyczajowa

Cienie

« 1 2 3 4 5 »
– To wtedy ożeniłeś się z mamą.
– Ano, miałeś już wtedy prawie cztery lata.
Zamilkli. Siedzieli, rozmyślając nad tym wszystkim, co było, co jest, co będzie…
– Zresztą UPA już ledwo dyszy, zaraz będzie po nich – odezwał się znowu Mykoła. – Poza tym to ukraińska armia. My przecież nie jesteśmy Ukraińcy, my jesteśmy Hyrniaki.
– To czemu Polacy nas nie zostawią w spokoju?
– Czy ja wiem? Jesteśmy dla nich obcy, to się chcą nas pozbyć.
– Ale przecież my przez lata żyliśmy z nimi w zgodzie. Tu, w Tworylnem też było kilka polskich rodzin.
– Ta… Różnie bywało. Jak pies z kotem. Sam przed chwilą chciałeś do UPA. Po co? Walczyć z Polakami, no nie?
Ściemniało się, poszli do izby. Dzieci już spały, a Oksana z Iwanką szykowały wieczerzę, nucąc zgodnie jakąś piosenkę.
Pokładli się spać. Oksana przytuliła się do Mykoły.
– Czemu ty ciągle z Iwanką drzesz koty? – spytał Mykoła.
– Oj, Mykołka, durny ty, przecież my się tylko tak przekomarzamy. Nigdy nie kłócimy się naprawdę.
– Hm…
• • •
Marek i Anna siedzieli jeszcze trochę, milcząc. Potem ruszyli w dalszą drogę. Tędy chodziły do wodopoju chyba wszystkie okoliczne dzikie zwierzęta. W błocie odcisnęły się kopytka saren i trochę większe, jeleni i łosi, a nawet jakieś łapy z dłuższymi i krótszymi pazurami.
– Popatrz – powiedziała Anna, wskazując jeden ze śladów – może tu były wilki?
– Coś ty, to mógł być pies, który spacerował z turystami.
– Akurat! Widzisz tu jakichś turystów?
– No nie, ale wczoraj ktoś mógł tu wędrować.
– Wczoraj cały dzień lało jak z cebra.
Zanim wyruszyli na tę wycieczkę, Anna przeczytała opis trasy wydrukowany przez Marka z Internetu. Z niego dowiedziała się, jakie dzikie zwierzęta można tutaj spotkać. Teraz w jej głowie pojawiły się wszystkie naraz: wilki, żbiki, rysie, niedźwiedzie i węże rozmaitych gatunków, jadowite i podstępne. Kiedy zobaczyła ślady ogromnych łap z pazurami, stanęła jak wryta.
– To na pewno niedźwiedź, nie idę dalej, boję się.
– Może to niedźwiedź, ale przecież o tej porze dnia wszystkie drapieżniki śpią, niedźwiedzie też. Polują nocą.
– Tu jest strasznie, popatrz, las dookoła, droga zarośnięta, błotnista, pełno tropów zwierzęcych i ani jednego człowieka. Wracajmy.
– Przeszliśmy już połowę drogi, a może i więcej, zaraz las się skończy – próbował jej wyperswadować Marek.
– Jak chcesz, to idź sam. – W głosie Anny brzmiała nuta histerii. – Ja wracam, to nie jest żadna przyjemność, taka wycieczka z duszą na ramieniu.
• • •
Oksana opowiadała mu o swojej rodzinie. Miała na nazwisko Hrycaniuk, była – jak sama stwierdziła – teraz już jedynaczką, taką trochę nieprawdziwą, bo jej starszy brat kilka lat temu wyjechał do Ameryki. Potem Semen mówił o swojej rodzinie, o tym jak dwa lata temu zachorował jego ojciec, Mykoła, i jak w miesiąc umarł, a on, najstarszy syn, został gospodarzem na kilku hektarach.
– Może będę mógł pojechać z wami? Chciałbym odprowadzić cię do domu.
– Na pewno ojciec się zgodzi.
Przyszli pod chyżę wuja Oksany, na placu jej ojciec zaprzęgał już konia do wozu.
– Gdzie się podziewałaś?
– Tato, to jest Semen, czy mógłby zabrać się z nami?
Mężczyzna popatrzył wilkiem na Semena, ale po chwili rozpogodził się, machnął ręką.
– A niech tam.
Wdrapali się na furmankę. Zaczęło lekko mżyć. Po drodze młodzi siedzieli z tyłu wozu przykryci płachtą, przytuleni do siebie, a powożący ojciec Oksany wypytywał Semena o wszystko. Matka siedziała na desce obok męża i prawie się nie odzywała. Pod wieczór dojechali do Chmiela. Semen pożegnał się z rodzicami dziewczyny, poczekał aż wejdą do izby. Przygarnął Oksanę, a ona przytuliła się do niego, przez chwilę stali w milczeniu.
– Przyjdziesz?
– Na pewno. Może w sobotę.
Szedł do domu, a w głowie miał tylko Oksanę, jej twarz, jej uśmiech, oczy, chyba szare, jej rękę – ciepłą i przyjazną, słodycz jej głosu, jej słowa.
– Kocham ją, nie może być inaczej.
Dotarł do domu późnym wieczorem. Wszedł do izby, matka i rodzeństwo rozpromienili się na jego widok.
– Zrobię herbaty, pewnieś głodny – zatroskała się matka.
– Poznałem dziewczynę, będę się żenił.
– Juści, tak od razu?
– A na co czekać.
– A czy ona o tym wie? – zaśmiała się matka.
– Jeszcze nie, na razie tylko wy wiecie.

Tymczasem Oksana położyła się na ławie, zamknęła oczy. Cały ten dzień od chwili, gdy ujrzała go w cerkwi, przeżywała po raz drugi i trzeci…
– Boże, serce mi pęknie, jaki on jest piękny, silny i patrzy na mnie jak zauroczony. Żeby mnie pokochał, kochałabym go bez pamięci, do końca świata.
• • •
Marek długo musiał ją przekonywać, ale udało się, znowu ruszyli naprzód. Nie minęło pół godziny, gdy zaczęli wychodzić z lasu. Jeszcze trzeba było zdjąć buty, żeby przejść przez potok, później podejść trochę w górę, zejść w dół, aż wreszcie po prawej ujrzeli wznoszącą się ku Tworylczykowi trawiastą dolinę, w której kiedyś była wieś Tworylne. Po kamieniach przekroczyli płynący środkiem potok. Poszli dalej drogą w poprzek doliny i wkrótce dotarli do pierwszych ruin.
– To są pewnie pozostałości zabudowań dworu – powiedział Marek.
Trzeba było dużej wyobraźni, by w kilku sterczących z ziemi kamiennych słupkach dostrzec stodołę i stajnię dworską.
– A tu, patrz, dzwonnica, tu muszą być pozostałości cerkwi.
Skręcili w tę stronę. Resztki kamiennej podmurówki znaczyły miejsce, gdzie kiedyś stała świątynia. Podumali trochę nad resztkami budowli i poszli dalej w stronę Krywego, gdzie powinien znajdować się cmentarz. Po drodze trafili na bagniste rozlewisko, musieli zdjąć buty i podwinąć nogawki spodni. Z trudem znaleźli cmentarz schowany wśród chwastów i wysokich bieszczadzkich kwiatów. Przez jakiś czas chodzili między szczątkami kamieni nagrobnych i krzyży. Gdzieś tam, głęboko w ziemi, spoczywał jakiś Semen, jakiś Mykoła, jakaś Oksana. Wszystko porosło zielskiem i trawą. Smętne resztki pozostały po tych, którzy tu kiedyś żyli i umierali. Nikt tutaj nie dba o mogiły. Bo i kto? Nikogo tu nie ma.
Wracając, skręcili w dróżkę prowadzącą do Sanu. Doszli do szczątków podmurówki jakiejś chałupy.
– Chatę Bojkowie nazywali chyżą – mądrzył się Marek. – Popatrz, tu jest wejście, chyba do piwniczki.
– Tam na pewno jest pełno jadowitych żmij i innych gadów! A może i jakieś duchy znalazły tam sobie miejsce…
Na szczęście Marek nie wyrażał chęci wejścia do piwniczki. Wrócili do potoku, znów, jak poprzednio, przeskoczyli po kamieniach, wspięli się na pagórek, z którego roztaczał się widok na całą dolinę. Usiedli na suchej trawie.
– Ale tu pusto, te pozostałości po wsi podkreślają jeszcze tę pustkę – powiedział Marek.
– No, trochę tu strasznie, ale też magicznie. Cieszę się, że mnie tu przywlokłeś. Nie wiem, czy moi przodkowie tu mieszkali, ale czuję się tak, jakby otaczały mnie ich duchy. Ta pustka, szczątki i ten cmentarz. To robi wrażenie. Nawet te zielska, które wszędzie rosną.
• • •
Sobota. Zbliżając się do chyży Hrycaniuków, Semen już z daleka słyszał jak dziewczyna śpiewała:
Czom ty ne pryjszoł, jak misiac zyjszoł,
Ja tebe czekała.
Czy konia ne mał, czy steżky ne znał,
Maty ne puskała.
Odpowiedział jej:
I konia ja mał i steżku ja znał
I maty puskała.
Najmeńsza sestra, bodaj ne zrosła,
Sidelce schowała.
Wyprysnęła spod chyży.
– Semko, Semko, przyszedłeś, tak czekałam, bałam się, że o mnie zapomniałeś! – Rzuciła mu się w ramiona.
« 1 2 3 4 5 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Tuaranga
Piotr Zawada, Magdalena „Majik Czar” Czarnecka

4 VII 2020

Ostrzeżenie: opowiadanie tylko dla czytelników dorosłych!

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Zerwany kwiat
Marcin Pindel

21 VI 2020

Zostawiwszy za sobą bacówkę, przy której wygrzewał się na słońcu piękny owczarek, minąłem kierdel owiec, a pięć minut później dotarłem na szczyt. Kapliczka stała niedaleko charakterystycznego pasa drzew porastającego niemal łysy wierzchołek. Już na miejscu odwróciłem się w kierunku, z którego przyszedłem. Szczyty Tatr wciąż pobłyskiwały bielą, ale Babia Góra zdążyła się już pozbyć swojej śnieżnej czapy.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Nocna parada stu demonów
Wiktor Orłowski

16 V 2020

Dzięki kosztownym podarkom dotarłam do młodego pomocnika doktora Kaname, który przyparty do muru (nie będę opowiadać Ci, jak nakłoniłam go do zwierzeń – dobrze to wiesz, wszak jestem gejszą) wyznał, że pewnej deszczowej nocy pomógł swemu zwierzchnikowi opatrzyć Biwako. Tę słodką, piękną dziewczynę okrutnie okaleczono, rozcinając nożem kąciki ust. Obrzydliwy „uśmiech” sięgnął ponoć aż do uszu, Biwako straciła tak dużo krwi, że obawiano się, czy zachowa życie.

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.