Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 marca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Anna Robak-Reczek
‹Bezpieczna przestrzeń›

WASZ EKSTRAKT:
100,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna Robak-Reczek
TytułBezpieczna przestrzeń
OpisZ urodzenia Dolnoślązaczka, od ponad 20 lat w Warszawie. Debiutowała wierszami w 1998 roku w „Literaturze”, ale pisze głównie opowiadania i powieści. Kilka opowiadań było już opublikowanych w „Esensji” a także w „Akancie” i „Wróżce”. Zdarzyły się także nagrody i wyróżnienia w konkursach literackich (za opowiadania, adaptację scenariusza, powieść). Publikowane opowiadanie „Bezpieczna przestrzeń” zajęło III miejsce w konkursie „Pigmalion Fantastyki” w 2018.
W 2018 wydała powieść „Zniknięty” (Wydawnictwo Bis). Na początku 2019r ukaże się druga powieść pt.: „Odzyskanie” (Wydawnictwo Lucky).
GatunekSF

Bezpieczna przestrzeń

1 2 »
Trzeba było uważać. Jak w szkole objęli nas systemem, to przestałam pić colę i zaczęłam uprawiać sport, choć nigdy tego nie lubiłam. Ale mama powiedziała, że dzięki temu będę w przyszłości mniej płaciła za ubezpieczenie. I że będę mogła wyjechać, dokąd będę chciała. A ty musiałeś wdawać się w bójki.

Anna Robak-Reczek

Bezpieczna przestrzeń

Trzeba było uważać. Jak w szkole objęli nas systemem, to przestałam pić colę i zaczęłam uprawiać sport, choć nigdy tego nie lubiłam. Ale mama powiedziała, że dzięki temu będę w przyszłości mniej płaciła za ubezpieczenie. I że będę mogła wyjechać, dokąd będę chciała. A ty musiałeś wdawać się w bójki.

Anna Robak-Reczek
‹Bezpieczna przestrzeń›

WASZ EKSTRAKT:
100,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorAnna Robak-Reczek
TytułBezpieczna przestrzeń
OpisZ urodzenia Dolnoślązaczka, od ponad 20 lat w Warszawie. Debiutowała wierszami w 1998 roku w „Literaturze”, ale pisze głównie opowiadania i powieści. Kilka opowiadań było już opublikowanych w „Esensji” a także w „Akancie” i „Wróżce”. Zdarzyły się także nagrody i wyróżnienia w konkursach literackich (za opowiadania, adaptację scenariusza, powieść). Publikowane opowiadanie „Bezpieczna przestrzeń” zajęło III miejsce w konkursie „Pigmalion Fantastyki” w 2018.
W 2018 wydała powieść „Zniknięty” (Wydawnictwo Bis). Na początku 2019r ukaże się druga powieść pt.: „Odzyskanie” (Wydawnictwo Lucky).
GatunekSF
Szum prysznica oznaczał, że jeszcze nie musi wstawać, bo Iga zajmowała łazienkę. Przekręcił się na drugi bok z rozkoszą, podciągając kołdrę. Niestety, mocno trzymał ją Igor, młodszy syn, który co rano przychodził do łóżka rodziców. Piotr przyglądał mu się spod uchylonych powiek – dziecko jeszcze spało. Delikatnie, żeby go nie obudzić, pogładził rączkę chłopca. Poranek zaczął się miło. Chłopaki nie pokłócili się przy śniadaniu, a Iga powiedziała, że powinno się udać z rodzinnymi wakacjami, bo przyjazna, nadbałtycka osada Wicie przyjęła ich podania – przyszedł mail z powiadomieniem.
– Bałam się, że nas odrzucą, bo Krzyś nie ma aktualnego szczepienia przeciwko kleszczom, ale możemy go jeszcze zaszczepić i okazać dokument przy wjeździe – mówiła pijąc kawę.
Piotr patrzył na Igę z prawdziwą przyjemnością. Tego ranka był gotów przyznać, że jest wyjątkowym farciarzem – ma piękną, mądrą żonę, fajnych synów, mieszka w jednym z miast, które są w pierwszej dziesiątce najbardziej pożądanych lokalizacji. Praca – cóż, mogłaby być lepsza, ale nie jest najgorzej.
– A gdzie składaliśmy alternatywnie? – zapytał. Kwestia wakacji stanowiła problem, którym zajmowali się od lutego. Nigdy nie było wiadomo, która miejscowość zgodzi się na ich przyjazd.
– W Bory Tucholskie, nie pamiętam, jak się nazywał ten ośrodek.
– Nad morzem będzie fajnie – powiedział Krzyś z przekonaniem.
Potem nastąpiła zwykła krzątanina – chłopcy wybierali się do przedszkola i szkoły, dorośli do pracy. Piotr przypomniał sobie, jak jego własny ojciec odwoził go co rano – pół godziny w korkach, jeśli się miało szczęście. Regulacja ilości mieszkańców i samochodów znacząco ograniczyła problemy transportowe i tłok w miastach. Po okresie przejściowym wszyscy szybko przywykli do nowej sytuacji, do dobrego łatwo się przyzwyczaić. Piotr odbił kartę na bramce przy wyjeździe z miasta. Dzisiaj prowadził szkolenie w hotelu poza granicami. Jako stały mieszkaniec Bezpiecznej Strefy Łódzkiej miał ułatwione poruszanie się po tym terenie. Jednak hotel znajdował się już na obszarze Tomaszowa i kontrola na bramce trochę trwała. To było utrudnienie, ale na szczęście karta Piotra była stosunkowo pewna i pozwalała na dostęp w większość miejsc w kraju.
Dzień układał się coraz lepiej. Podczas przerwy obiadowej przeczytał SMS-a od Igi – „Świętujemy! Udało się :) Poznań pozytywnie!”. Przy powrocie do miasta minął wściekłego faceta, który musiał zawrócić. Widać Łódź odmówiła mu wjazdu. Piotr znał to uczucie upokorzenia – musiał kiedyś zawrócić spod strefy Berlina. Wszyscy wtedy wjechali, tylko on został. Czekał na deportację do strefy zamieszkania i wściekłość rozsadzała mu czaszkę. Od tego czasu minęły lata, ale wspomnienie piekło.
Po drodze wstąpił do sklepu i z szampanem dla żony oraz słodyczami dla dzieci wszedł do mieszkania. Podczas zakupów musiał zrezygnować z czekolady, ponieważ wskaźnik w telefonie pokazał, że to zwiększa ryzyko próchnicy u Krzysia, a tym samym podnosi koszty ubezpieczenia zdrowotnego.
Iga była podekscytowana. Mówiła szybko, jednocześnie krojąc warzywa na kolację.
– Widzisz, jednak się udało. Mam ten oddział! Jest ważny, bo obsługuje i Polskę, i Czechy. Słuchaj, od razu wpisałam nas w system na Poznań, pojutrze powinniśmy mieć odpowiedź. A od września możemy się przenosić.
Piotr ucałował żonę.
– Jestem taki dumny!
Chłopcy przybiegli do nich z prośbą o wyjście na podwórko i po uzyskaniu zgody polecieli.
– Wiesz, jak sobie przypomnę, że mnie wszędzie wozili… Okropne – powiedziała Iga.
Piotr wiedział, co ma na myśli – dawniej dzieci nie wypuszczano samych, to było zbyt niebezpieczne. Tylko ogrodzone, monitorowane osiedla dawały taką możliwość, ale żadne z nich na takim nie mieszkało we wczesnym dzieciństwie. Dopiero ogrodzenie dzielnic, a potem miast dało dzieciom swobodę. Osiedla, dzielnice, miasta miały możliwość wyboru, kogo chcą wpuścić na swoje terytorium. Wróciły rogatki, na których system odczytywał kartę i decydował o możliwości wjazdu. Pomysł chwycił, kolejne miasta zamykały się. W krótkim czasie zamknięte strefy stały się normą. Wskaźniki dotyczące przestępczości znacząco spadły, akceptacja dla systemu była powszechna. Co prawda oznaczało to niemal stuprocentową rezygnację z prywatności, ale wiadomo, że nie ma nic za darmo.
– Będziemy musieli zlecić kupno mieszkania – powiedziała Iga. – No i znaleźć pracę dla ciebie.
– Już sprawdzałem, że z pracą nie będzie problemu. Mogę działać dla tamtego oddziału albo przejść na samozatrudnienie i brać dodatkowe zlecenia.
Iga westchnęła głęboko.
– Wiesz, niemal nie mogę uwierzyć, że jesteśmy takimi szczęściarzami.
– To nie tylko szczęście, ale i ciężka praca, skarbie – powiedział Piotr podbierając marchewki.
Dwa dni musieli czekać na odpowiedź z Poznania; w końcu nadeszła. Iga wpatrywała się w wyświetlacz.
– No, jak tam? – dopytywał się Piotr. – Masz tę zgodę?
– Ja mam, chłopaki też. Ale ty nie – powiedziała, podnosząc głowę.
Piotr poczuł niemiłe ukłucie.
– Jak to nie mam? Jakieś uzasadnienie?
– Nie zapłaciłeś mandatu w terminie, uregulowałeś podatki z jednodniowym opóźnieniem. I za tę bójkę.
– Przecież bójka była na studiach! To się przedawnia.
Iga patrzyła na niego, też mocno zdenerwowana.
– Przedawnia się, ale jeśli nie ma innych wykroczeń. Ty miałeś.
– Ale to straszne pierdoły!
– Pierdoły? To im to wytłumacz, proszę! – Iga podniosła głos.
– Przecież to system. Daj, napiszę odwołanie – powiedział i usiadł do klawiatury.
W nocy Iga płakała i nie mógł jej uspokoić. Powtarzał, że na pewno się wszystko wyjaśni, że przyjmą odwołanie, że będzie dobrze.
Nie było. Odwołanie załatwiono odmownie. Zostawała mu druga instancja, czyli spotkanie z urzędnikiem. Termin wyznaczono na za tydzień. Musieli czekać. Iga chodziła zapłakana, Piotr wściekał się o byle co. Tylko chłopcy zachowywali swoją zwykłą beztroskę.
Na spotkanie musiał pojechać do Poznania, dostał tymczasową przepustkę. Oznaczało to, że gdyby nie wymeldował się na rogatkach do wyznaczonego terminu, zaczną się poszukiwania. Namierzony zostanie samochód, a potem on sam. Będą go szukać do skutku. Zresztą – przepustka działała tylko na określonej trasie. Mógł dostać się do dzielnicy z Urzędem Lokacyjnym, ale już na starówkę nie miał szansy wejść.
Urzędnik przyjął go w małym gabinecie. Wysłuchał uważnie tego, co Piotr ma do powiedzenia.
– Wszystko to napisał pan w odwołaniu. Zapoznałem się z pańską sprawą i niestety, nie mogę uchylić decyzji systemu – powiedział na koniec.
– Dlaczego? – Piotr starał się mówić głosem opanowanym i spokojnym.
– Ponieważ nie spełnia pan kryteriów umożliwiających zamieszkanie u nas. Bardzo dbamy o wysoką jakość bytowania w naszym mieście. Mamy tu targi międzynarodowe, co oznacza ożywione kontakty z całym światem. Nie możemy ponosić żadnego zbędnego ryzyka.
Piotr wysłuchał go do końca, choć miał ochotę przerwać już po pierwszym zdaniu.
– Jakim ja jestem ryzykiem?
– Ma pan na swoim koncie zachowania agresywne oraz problemy z płaceniem zobowiązań. Dla naszego miasta te kryteria są niezwykle istotne. Możliwe jest przedawnienie się pana win, ale nie wcześniej niż po dziesięciu latach nienagannego życia.
Urzędnik był spokojny, Piotr przeciwnie. Spróbował jeszcze jednego argumentu.
– Ale przez to stracicie wartościowego mieszkańca, moja żona nie będzie mogła podjąć pracy.
Urzędnik chrząknął. Chwilę wpatrywał się w ekran, w końcu powiedział:
– Pana żona i dzieci będą mogły zamieszkać tu bez przeszkód.
Piotr poprawił się na krześle.
– Ale ona nie zamieszka tu beze mnie.
Urzędnik miał wyjątkowo nijaki wyraz twarzy.
– Pana żona zaznaczyła w formularzu opcję, że zamieszka tu także w przypadku, gdy pan nie otrzyma zezwolenia.
Piotr poczuł się, jakby dostał prosto w twarz. Powrót do domu nie był miły. Dzieci spały, Iga czekała na niego przeglądając jakąś gazetę. Odłożyła ją, kiedy usiadł obok.
– Chcesz tam jechać beze mnie? – zapytał wprost.
Iga poprawiła się na kanapie.
– To szansa, na którą czekałam od lat. Drugiej nie dostanę. Poza tym pomyśl o chłopcach.
Piotr próbował się uspokoić.
1 2 »

Komentarze

27 XII 2018   21:08:52

Krótkie, ale skłania do myślenia. To już nie SF. W Chinach naliczają takie punkty obywatelom. Ale Europa raczej idzie w przeciwnym kierunku: wszyscy są równi niezależnie od wszystkiego.

28 XII 2018   11:05:27

@Witek- nie tylko Chiny, w USA prezydent chciałby ścisłej listy wyborców którzy głosowali, MS razem z MasterCard namawiają do dowodów elektronicznych połączonych z kartą kredytową. U nas w EU na razie jest za dużo pomysłodawców, którzy upierają się każdy przy swojej wersji, dodatkowo konsultacje społeczne też mają swoją wagę.

04 I 2019   14:47:28

Myślę, że warto tu także wspomnieć "Limes Inferior" Zajdla. Genialna powieść, w której także pojawia się kwestia oceny i punktacji.

05 I 2019   19:20:37

Bardzo ostro zostało to przedstawione w jednym z odcinków "Black Mirror", gdzie drobny wypadek wystarczył, aby stoczyć się w ciągu kilku godzin na samo dno.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Człowiek, który szedł na solo
Łukasz Śmigiel

9 III 2019

Powiem wam, jakie to uczucie czekać na swój koniec. Niektórzy się załamują i nie potrafią zrobić kompletnie nic, inni szaleją tak bardzo, że po prostu niespodziewanie wpadają na śmierć i to jest finał. A ja? Ja muszę działać, minuta po minucie, cały czas coś robić, choćby nie dawało to absolutnie żadnych szans na ratunek. I tak też zacząłem to rozgrywać zaraz po przyjeździe do wieży.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>

Pies Magika
Paulina Łoś

2 III 2019

Przyłożyłam palce do skroni, jak gdyby miało mi to pomóc. Owszem, Magik zabierał mnie czasem na spacer, ale nigdy nie chodziliśmy daleko. Miałam załatwić swoje potrzeby i wracać. Mój pan nie był typem człowieka szczególnie wyrozumiałym dla zwierząt, nawet jeśli celowo się nade mną nie znęcał.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Saloita
Anna Maria Wybraniec

26 I 2019

Najczęściej jednak nie mówiło się o nim, tylko szeptało. W szeptach Franek był aniołem stróżem, dobrym duchem, pilnującym, by nie stało się nic złego, by nikt więcej nie cierpiał tak jak on. Szeptano, że to on zginął w wypadku i nie może teraz opuścić tego miejsca, przybity do krzyża skrzyżowania.

więcej »

Polecamy

Zobacz też

Tegoż twórcy

Spotkanie
— Anna Robak-Reczek

Zaufanie
— Anna Robak-Reczek

Czerwcowe
— Anna Robak

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.