Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 października 2019
w Esensji w Esensjopedii

Michał Brzozowski
‹Dziś będziesz z nią w raju›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorMichał Brzozowski
TytułDziś będziesz z nią w raju
OpisRocznik 1991. Z wykształcenia matematyk, obecnie na studiach doktoranckich. A w czasie wolnym piszę opowiadania. Tak się jakoś złożyło, że najczęściej wychodzą mi z tego historyjki z pogranicza matematyki, filozofii i obłędu. Dotychczas publikowałem w Szortalu, Silmarisie, Białym Kruku i na portalu NF. Uwielbiam spacery i introspekcje.
GatunekSF

Dziś będziesz z nią w raju

Michał Brzozowski
1 2 3 4 »
Proszę się nie bać. Pewnie niektórzy z was już się zorientowali, że wasza praca polega na… umieraniu. Ale spokojnie. Nie umieraliście dosłownie. Nie umieraliście też w przenośni. Bardziej w analogii.

Michał Brzozowski

Dziś będziesz z nią w raju

Proszę się nie bać. Pewnie niektórzy z was już się zorientowali, że wasza praca polega na… umieraniu. Ale spokojnie. Nie umieraliście dosłownie. Nie umieraliście też w przenośni. Bardziej w analogii.

Michał Brzozowski
‹Dziś będziesz z nią w raju›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
AutorMichał Brzozowski
TytułDziś będziesz z nią w raju
OpisRocznik 1991. Z wykształcenia matematyk, obecnie na studiach doktoranckich. A w czasie wolnym piszę opowiadania. Tak się jakoś złożyło, że najczęściej wychodzą mi z tego historyjki z pogranicza matematyki, filozofii i obłędu. Dotychczas publikowałem w Szortalu, Silmarisie, Białym Kruku i na portalu NF. Uwielbiam spacery i introspekcje.
GatunekSF
Miałby to słowo na końcu języka, gdyby posiadał jeszcze język.
„Pare… pareidolia!”
Filip przypomniał sobie w końcu podstępny wyraz, wyciągnął z niepamięci. Musiał kiedyś czytać o tym zjawisku. Dostrzeganiu wzorców i twarzy w chaosie. Na przykład wizerunku diabła w kłębach dymu znad konającego World Trade Center albo sylwetki Jezusa na przypalonym toście. Umysł człowieka, tak przyzwyczajony do porządku, usiłuje dostrzec znajome obiekty w zwykłym przypadku.
Ale Filip nie był do końca przekonany. Widział tę twarz zbyt wyraźnie jak na iluzję. Gdy się skoncentrował, mógł nawet policzyć piegi. Jaźń mężczyzny tak pochłonęła rozpięta na nieboskłonie głowa, że nie zwracał uwagi na dyskomfort spowodowany przez brak ciała czy pulsujące poczucie nieistnienia. Zmienny status ontologiczny wydawał się błahostką w obliczu twarzy, którą znał i za którą tęsknił.
Świadomość Filipa poszybowała przed siebie w stronę dziewczyny. A świat nadal migotał.
Mężczyzna leciał wśród nicości, ale cel się oddalał. Kobieca twarz zaśmiała się, nieuchwytna. Choć pozbawiony nóg i mięśni, gnał coraz szybciej, lecz ona również nie dawała za wygraną. Jakby to Filip znajdował się w centrum tego cudacznego wszechświata. I na żaden przewrót kopernikański się nie zanosiło.
Nagle coś szarpnęło i pociągnęło do tyłu, jakaś niewidzialna lina sprowadziła go w stronę wylotu tunelu. Zaniosła Filipową jaźń przez szereg rurek i kabli z powrotem do mózgu właściciela.
• • •
Otworzył oczy i niepewnie się rozejrzał. Pamięć wracała w niepodzielnych pakietach i dopiero po chwili przypomniał sobie, gdzie się znajduje.
Zobaczył przed sobą dwoje nieznajomych. Jakiś mężczyzna z ogromnymi zakolami wpatrywał się w ekran laptopa. Siedząca obok kobieta machała w powietrzu ołówkiem, gotowa do sporządzenia rysunku. Pakiet pamięci z imionami wrócił do mózgu Filipa i nieznajomi stali się na powrót znajomymi.
– Jak się czujesz? – zapytał Lucjan, odrywając wzrok od laptopa.
– W porządku – odparł Filip. Ostatnie pakiety wróciły na swoje miejsce i pacjent przypomniał sobie, jak bardzo gardzi Lucjanem. Swoim tymczasowym szefem.
– Możemy zaczynać?
– Tak. – Filip skinął głową. Było to o tyle trudne, że do karku nadal miał przyssany element maszynerii. – Gdzie ja właściwie byłem?
– Miałem spytać o to samo. Opisz, gdzie byłeś. Ze szczegółami, najbardziej plastycznie, jak umiesz – zachęcił Lucjan.
Filip zauważył, że poza ołówkiem Natalia miała do dyspozycji zestaw różnokolorowych kredek.
– Widziałem… nic.
– Nic nie widziałeś? Czy widziałeś nic? – dopytywał się przełożony. – Od początku, jak tam było?
– Najpierw znalazłem się w jakiejś rurze czy tunelu. Był ciemny i pusty. A ja nie czułem ciała. Nie miałem ciała. Podążyłem przed siebie, wyleciałem z tego jelita, czy cokolwiek to było. Na zewnątrz.
– Co znalazłeś na zewnątrz? – spytała Natalia, nadal bawiąc się ołówkiem. Świerzbiło ją, by w końcu coś narysować.
– Znowu nic. Po prostu pustkę.
– Jak to nic? To z czego ściany miał tamten tunel? Też z niczego? – drążyła Natalia. Zrezygnowana przekwalifikowała się z portrecistki na stenotypistkę. Zamieniła ołówek na długopis i zaczęła spisywać zeznania Filipa.
W międzyczasie Lucjan kliknął coś na klawiaturze i przyssawki maszynerii odczepiły się od pacjenta. Filip odetchnął.
– Trudno to opisać – przyznał.
– Spotkałeś tam kogoś? – wtrącił się szef.
Filipa na moment zmroziło. Płacą mu za opisywanie tych dziwnych wojaży, ale nie zasługują na szczerość. Zresztą, co miałby im powiedzieć? Że ujrzał rozpiętą na olbrzymiej sferze twarz? Opisać znajome piegi i rude włosy opadające na ramiona? I łaciatą apaszkę, w której widział ją żywą po raz ostatni?
Oni nie zasługują na szczerość.
– Nikogo nie spotkałem.
• • •
Wizja go przeraziła. Jak ta dziwna maszyneria dobrała się do wspomnień? Czy to była jakaś gra, symulacja czy syntetyczny sen? Ale nie chcieli powiedzieć. Filip mógł tylko ślepo uczestniczyć w eksperymencie, wiedząc o swojej pracy niewiele więcej niż szczur doświadczalny.
Wystrój budynku, w którym zamknięto ochotników, przypominał połączenie szpitalnej sterylności z korporacyjną nowoczesnością. Żeby jakoś umilić sobie chwile pomiędzy badaniami, pacjenci mogli odpoczywać w spa, ćwiczyć na siłowni czy korzystać z zestawów VR i stanowisk komputerowych. Za to, oczywiście, o wi-fi można było tylko pomarzyć.
Filipa i dwudziestu innych uczestników projektu odcięto od świata. Pierwszego dnia skonfiskowano im wszystkie komórki, komputery i nawet co inteligentniejsze zegarki, które umożliwiały dostęp do sieci. Plan Filipa stanął wtedy pod wielkim znakiem zapytania.
Bardzo chciał zwierzyć się Klementynie z przeżytej wizji, ale mu nie pozwoliła.
– Nie możemy o tym rozmawiać – skarciła go, gdy Filip próbował podjąć zakazany temat. – Nie wolno nam omawiać eksperymentów.
Na oko czterdziestoletnia zakonnica nawijała spaghetti na widelec. Filip wpatrywał się w spory krzyż na jej szyi. Było w nim coś osobliwego. Prosty, jednokolorowy krucyfiks prędzej nadawał się na obiekt kultu geometry niż chrześcijanina.
– Ale to śmieszne. Ten cały zakaz. Tak bardzo starają się ukryć, o co w tym chodzi, ale nietrudno znaleźć wspólny mianownik! – krzyknął Filip i gestem wskazał pozostałe stoliki. – Możesz tu znaleźć żyda, ateistę, muzułmanina i katolika jak w jakimś dowcipie. Że nie wspomnę o Indianinie, buddyście, hinduiście i…
– Do mojego pokoju dokwaterowali neopogankę – podpowiedziała zakonnica, kończąc porcję makaronu.
– Właśnie! I kwestionariusze, które kazali wypełniać. Upchali jakichś głupich pytań o numer buta i ulubione ciasto, ale i tak większość dotyczyła eschatologii, pokuty, zbawienia i stosunku do wiary.
– Bardzo dobrze – pochwaliła Klementyna. – Zatem zróżnicowali nas pod względem religii, ale co z tego wynika?
– Nie wiem, ale jestem na tropie.
– A kim ty jesteś?
– Ale w jakim sensie? – odparł Filip po chwili wahania.
– No w sensie tego religijnego klucza. W co wierzysz? Jak coś, to ja jestem katoliczką – powiedziała zakonnica i uśmiechnęła się.
– Jakby to powiedzieć… Nie obraź się, ale z tego wyrosłem.
– Ależ nie obrażam się. Jestem po prostu ciekawa. Nic mnie bardziej nie fascynuje od kosmosu duchowego innych ludzi.
– Kiedyś byłem katolikiem, bo tak mnie wychowali. I nawet dobrze to wspominam, świadomość, że Bóg czuwa nade mną jak starszy kolega, że wystarczy pomodlić się i wszystkie smutki odejdą z podkulonym ogonem. Ale potem zrozumiałem, że świat tak nie działa. Co nie znaczy, że nie chciałbym wierzyć, że po śmierci trafię do krainy obłoczków, gdzie pulchne cherubinki przygrywają na harfie i nie trzeba się już niczego bać…
– Pulchne cherubinki? Skąd ty to wziąłeś? – spytała roześmiana zakonnica.
Ilustracja: <a href='mailto:rafal.wokacz@gmail.com'>Rafał Wokacz</a>
Ilustracja: Rafał Wokacz
– Chyba widziałem w jakiejś książce za dzieciaka. Może miałem trochę naiwne podejście do tego wszystkiego. Ale teraz moje zdanie o religii to… Po prostu mnie to nie obchodzi. Nie wiem, czy to ateizm, agnostycyzm, czy jakaś inna etykietka. To nie moja broszka.
– Rozumiem.
– A ty? Naprawdę wierzysz?
– Zależy w co.
– Na przykład, że można jeszcze spotkać kogoś, kto odszedł.
– Tak, wierzę.
– A ja chciałbym w to wierzyć.
Po jadalni rozniósł się dźwięk dzwonka, zwiastując koniec przerwy obiadowej i początek kolejnej serii eksperymentów.
• • •
Zaszumiało, zasyczało i maszyneria odkroiła umysł od ciała. Składowe Filipa oddalały się od siebie niechętnie jak para kochanków.
Znowu tunel bez żadnego światła, żadnej wskazówki pozwalającej odróżnić wyjście od wejścia. Filip, oczywiście bezcieleśnie, poszybował przed siebie. Po opuszczeniu rury wyleciał na spotkanie ze znajomą twarzą.
Tu też tak samo. Te same piegi, ta sama grzywka i ta sama apaszka, którą miała na sobie w dniu, gdy poszła na ten nieszczęsny protest.
Jednak coś się zmieniło, głowa była wyraźniejsza. Znajdowała się bliżej. Filip pomknął w stronę mirażu, ale dziewczyna uciekała w tym samym tempie. Jakby średnica dziwnego kosmosu trochę się zmniejszyła od ostatniego razu.
1 2 3 4 »

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Ilustracja: Katarzyna Szymonik

Dobry glina
Marianna Szygoń

19 X 2019

Gość nie wyglądał na przejętego cudownym ocaleniem. Ogólnie rzecz biorąc, wyglądał na kogoś, komu bycie martwym nie zrobiłoby wielkiej różnicy. Blady, z woskową cerą i mętnym spojrzeniem, przypominał raczej żywego trupa niż poborcę zaległych czynszów.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Chleb
Iwona Michałowska

5 X 2019

Pożyczam bułkę ze straganu Kodiego. Jutro i tak nikt jej nie kupi. Żuję. Rozalia mówi, że jego pieczywo ma smak. Kogo obchodzi smak? Chleb ma wypełnić żołądek. Bułka trochę cierpka, jakby dodał do niej jakiejś goryczki. Wieje coraz mocniej, na wszelki wypadek zwijam daszki straganów. Siostra Kodiego jest dość odporna, a jednak już poszła. On pewnie też byłby odporny, gdyby nie ta blizna. Zranił go brat, nim odszedł z wiatrem. Tym samym, który zabrał moją matkę.

więcej »
Ilustracja: <a href='mailto:aszady@uw.lublin.pl'>Agnieszka ‘Achika’ Szady</a>

Sörensen
Bartek Szumowski

24 VIII 2019

A dla mnie to definicja życia. Tysiące poranków, kiedy powtarzamy sobie, że tym razem musi być dobrze. Setki przedmiotów, które teraz na pewno będą warte wydanych na nie pieniędzy. Książkowe ścierwo, które wystarczyło zareklamować jako literackie odkrycie, a je kupiliśmy. Pracodawcy, którzy mają nie wyjść na tych, co widzą w podwładnych niewolników, i pracownicy, którzy przecież nie mogą być przygłupami od A do Z. Przyjaźnie zawiązywane, bo niemożliwe, żeby wszyscy okazywali się na końcu (...)

więcej »

Polecamy

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.